Czy mam prawo?

25.04.05, 13:00
Witam,
Mam 2 letnią córeczkę. Kocham ją bardzo. Od pewnego czasu (dość długo)
zastanawiałam się czy nie rozstać się z jej tatą. Wiele za tym przemawia, a
najbardziej to, że go nie kocham. Kłócimy się, ale nie jakoś strasznie, nie
ma patologii.Nie sypiamy ze sobą od 3 miesięcy - ja nie chcę.
Podjęłam tą decyzję. Powiedziałam mu, że nie chcę z nim być, żeby się
wyprowadził. Dzisiaj powiedział o całej sytuacji swoim rodzicom.Czyli klamka
zapadła.
A ja się zastanawiam,. To znaczy dopiero dziś dopadły mnie wątpliwości.
IDIOTKA!!!
Nie zastanawiam się czy warto z nim być ale co ja powiem mojej córce?Ze
mamusia nie kocha tatusia, że się nim znudziła?Ona go uwielbia. Tyle sił
włożyłam w wmuszanie mu jej, żeby się nią zajął, że stał się dobrym tatą.
ONA MNIE ZNIENAWIDZI!!!
Jak myślicie czy w wieku 27 lat powinno poświęcać się swoje szczęście dla
dobra dziecka? Może tak właśnie trzeba? Może to świadczy o tym czy jest się
dobrym rodzicem?
Zacisnąć zęby i być razem?
Cały czas mam w głowie obraz jak na każdym amerykańskim filmie dzieci stają
na głowie, żeby roddzice byli razem!!
To jest straszne, że kochająca mama robi dziecku taką krzywdę!

Czy ona mi to wybaczy?


Już wszystko mi się pomieszało, straciłam pewność, ocenę decyzji!
    • magdmaz Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 13:21
      Jeśli naprawdę Twoim argumentem za rozstaniem jest to, że mąż ci się "znudził"
      i "nie kochasz", to się dobrze zastanów.
      Przecież kiedyś kochałaś, prawda? Pokochałaś go ZA COŚ, za charakter, dobre
      serce, prawość, wytrwałość... Chciałaś z Nim być do końca życia, jak
      przypuszczam. Ufałaś mu. Czy zawiódł Twoje zaufanie? Skrzywdził Cię? Skrzywdził
      innych bliskich? Poniżał Cię, bił? Szantażował psychicznie i emocjonalnie?
      Ja Ci radzę tak: weź urlop od rodziny. Zostaw małą z tatusiem i dziedkami,
      wyjedź na trzy dni. Najlepiej w samotne miejsce (góry albo morze). Albo
      najbliższy camping. Albo koleżanka. Chcesz, to przyjedź do mnie (Mazury), ale
      po 8 maja. Weź ze sobą WSZYSTKIE albumy ze zdjęciami - przedślubnych wypraw,
      ślubne, poślubne, sami i z dzieckiem. Usiąźdź przy lampce dobrego wina (dobra,
      postawię) i wspominaj, wspominaj, wspominaj. Bo może znajdziesz taki punkt w
      waszym życiu, do którego zechcesz wrócić. Jeszcze masz czas. Jest dużo
      sposobów - może warto iść z mężem do kogoś po pomoc. Zostawić dzieciaka babci i
      wyjechać jeszcze raz w podróż poślubną, skupić się na swoich wzajemnych
      marzeniach i dużo, dużo gadać nocami (idzie maj!!!). Jak będziesz chciała, to
      znajdziesz swój sposób.
      Jak chcesz pogadać, to pisz: magdmaz@wp.pl. Pozdrawia, Magda
      • mamagabci Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 14:08
        Hej,
        "Znudził" mi się nie jest stanem faktycznym. Jednak znudziło mi się bycie
        facetem w tym związku. Nie mogę już dłużej myśleć o sobie, małej i o dorosłym
        facecie. Czuję się jakbym miała 2 dzieci, a mam jedno + "małego faceta".
        Chciałabym , aby to on interesował się pieniędzmi, wyrzuceniem śmieci, czy
        naprawieniem komody!!!
        Nie znudził mi się człowiek, tylko jego odpoeiedź na moje prośby pt. " mam 30
        lat i już za późno, abym się zmienił" - chodziło o to, że nawet kanapki nie
        umie sobie zrobić ( jak jest głodny i mówie, aby sobie coś przygotował to mu
        magicznie głód mija!!!
        Prawda jest taka ,że bym musiała zrezygnować z bycia sobą aby być z nim ( myśle
        że on też) i nie wiem czy warto poświęcać siebie dla dziecka. Może tak.
        • md0512 Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 14:31
          Cześć !!

          Może jakaś terapia wstrząsowa... Zostawić na parę dni bez wiktu i opierunku...
          wink
          • amb25 Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 15:07
            to pewnie Mamusia uratuje smile.
            Skoro az tak bardzo się nie kłócicie to może warto pomieszkać jeszcze troche
            razem - aż dziecko będzie większe. Przeciez nie musicie sypiać ze sobą, możecie
            tez spotykać się z kimś innym.
            Może z czasem wam przejdzie, może to tylko czasowy kryzys.
            • mamagabci Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 15:28
              Mieszkać razem i spotykać się z innymi? Jakoś trochę chore mi się to wydaje.
              Jednak pewnych zasad bym chciała małą nauczyć, a to już naciągane !!
              Czy łatwiejsze to będzie dla niej jak będzie większa?Nie wydaje mi się.
              Ale dziękuję za pomysł. Zastanowiłam się.
    • magdmaz Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 17:41
      Słuchaj, bo to brzmi znajomo. Chętnie pogadałabym z Tobą, bo uważam, że
      małżeństwo warto ratować - żeby sobie po prostu życia nie komplikować, dziecku
      także - ale oczywiście do pewnych granic. Żadnego samopoświęcenia, żadnego
      poświęcania się. Chyba wpadłaś w tę samą pułapkę, co ja - póki nie było dzieci,
      człowiek sobie nie zdaje sprawy, czym to pachnie - mąż-synek. Nawet zgadzasz
      się na to, bo go kochasz, bo jego kariera, bo czujesz się potrzebna... Ale
      dzieci przestawiają świat do góry nogami i okazuje się, że NIE WARTO. Perły
      przed wieprze. Że się rozdrabniasz, rozdajesz samą siebie, a tego, co
      przychodzi za darmo i za łatwo nikt nie doceni. Dlatego OD CHŁOPA TRZEBA
      WYMAGAĆ!!! To przerażające, ale tak jest. Chciałoby się mieć mężczyznę, który
      potrafi sam wymagać od siebie, ale to rzadki gatunek, niewielu kobietom
      dostępny.
      Jestem za terapią. Może być wstrząsowa. Wiesz, o co mój mąż (rozwód w toku) ma
      do mnie pretensje? O to, że nie odeszłam dawno temu, tylko milcząco zgadzałam
      się , ustępowałam, prosiłam. Dopiero gdy odeszłam, zobaczył, co stracił. Dla
      nas było już za późno, ale przynajmniej dziećmi się zainteresował. Może dla Was
      jeszcze nie jest za późno?
      • mamagabci Re: Czy mam prawo? 25.04.05, 19:57
        O tym że trzeba wymagać to wiem, wszyscy mi powtarzają, ale ja jakoś tak nie
        umiałam. I teraz za to płacę.
        Powiedz mi, czy masz synka? Bo tak się zastanawiam jak to jest że kobiety
        wychowują swoich synów na kaleki życiowe a nie na mężczyzn których same by
        chciały mieć?Mam córkę więc nie rozumiem tego mechanizmu. Może mamy coś takiego
        w sobie że za wszelką cenę chcemy tym facetom ulepszać życie.
        Powiedziałam mojej cioci, że kazałam mu się spakować- powiedziała " to dobrze
        bo gasłaś" Boże ja nie chcę gasnąć "Młoda dupa" jeszcze jestem.
        Wydaje mi się że nie mam siły już walczyć, bo nasze życie razem nie było
        zwykłe, było walką.Ja chcę przeciętności i kogoś na kim mogę polegać. A jeśli
        muszę polegać tylko na sobie, to chociaż bez wampirów mojej cennej energii!!
        Mam huśtawkę(wstyd nie wiem jak napisać) nastrojów, ale teraz wydaje mi się że
        podjęłam słuszną decyzję.
        Myślę, że dla nas też jest za późno.
        • milcha1 Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 12:14
          Może terapia w poradni małżeńskiej?
          Przecież on jest taki sam jak wtedy gdy go wybrałaś.
          Może postaw jakieś ultimatum.
          Rozbijanie rodziny to poważna sprawa. Pamiętaj wasze dziecko już zawsze będzie
          dzieckiem rowiedzionych rodziców. Niestety jest to wielki bagaż i niesie ze
          sobą wiele obciążeń.
          • mamagabci Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 13:13
            No właśnie on jest cały czas taki sam jak go poznałam-TO BYŁO 12 LAT TEMU.
            Nic już nie jest takie same, tylko on.
            Ten argument mnie załamuje, bo szczerze mówiąc jak go poznawałam to myślałam,że
            jednak będzie dojrzewał,dorastał a tu klops.
            Cały czas mam ściśnięty żołądek, wszystkie wnętrzności mnie bolą właśnie
            dlatego że wiem że moje dziecko nie zazna tych pięknych chwil które ja
            uwielbiałam jak byłam mała- czyli poranne wskoki do łóżka rodziców(ryczę) i
            wygłupy. Nie poprzytula się juz codziennie rano do tatusia(tak na niego mówi)I
            TO MNIE DOBIJA.
            Z drugiej strony nie podjęłabym takiej decyzji gdyby nasze życie składało się
            właśnie z takich chwil, choć ich też było dużo.
            On jest dobrym tatą, ale beznadziejnym partnerem( bo nie mężęm chociaż to nie
            ma znaczenia).I może jestem egoistką, ale w końcu o sobie też muszę myśleć. Nie
            chce być w roli męczennicy, tylko kobiety.
            pozdrawiam i dziękuję za wszelkie komentarze to mnie zmusza do analizy.
            proszę więcej
    • nezja Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 13:50
      Kobieto , masz co chcialas -chcialoby sie rzecsad...Mowisz tylko on sie nie
      zmienil , tylko on jest taki sam, a nie wiesz moze kto mu nie pozwalal dorosnac?
      Kto pod nos wszystko podstawial?,kto nie umial madrze wymagac? Pewno powiesz
      jak to nie prosilam , wyzuc smiecie , a on nic , a Ty co w tym czasie
      zrobielas ?Sama wyzucalas?...i tak ze wszystkim pewno bylo... Naucz sie wymagac
      madrze bez wyreczania , prosisz to nie wyreczaj , a niech stoi , moze nawet
      niech sie potknie o to , Ty wyjdz , nie sprzataj za niego . Wiem , trudno to
      przejsc bo Ty lubisz porzadek , ale tylko tak mozesz go czegos nauczyc , daj
      sobie i jemu czas , badz wyrozumiala i choc nie bedzie latwo , moze przyniesc
      to zamierzone skutki .Pytasz jak sie wychowuje synow by nie wyroslo z niego
      taki niedojrzaly facet?Wlasnie wymagajac , zaznaczajac to Twoja dzialka pilnuj
      tego , nie zrobi raz , drugi , przypominaj - gwarantuje nauczy sie . Chodz nie
      obejdzie sie na poczatku bez szemrania pod nosem to z czasem , uwierz pilnuje
      co do niego nalezy , przede wszystkim jak widzi , ze Ty wymagasz rowniez od
      siebie i tez masz swoja dzialke , to tak wlasnie sie uczy .No tak , ale ty
      mowisz , ze nie umialas ...wiec do kogo mozesz miec zal? Zawsze mozesz
      przypomniec ze nie jestes robotem i potrzebujesz Jego pomocy , bo sama juz
      wysiadasz...naprawde chyba musisz podejsc do tego konsekwentnie to i Twoj maz
      sie nauczy , pamietaj by wymagac od siebie by nie wyreczac. Przypomnij sobie
      jak nauczylas go ojcostwa , pokazujac mu ze dzieciatkiem musi sie i on zajmowac
      jako ze jest jej tata-nauczyl sie?!...Nowink wiec z innymi sprawami nie sadze
      by mial problem ... mozesz sie milo zaskoczycwinkzwlaszcza ze pokazal , ze
      potrafiwinkI nie jest prawda ze sie nie zmieni, wszystcy sie zmieniamy .Moze
      rowniez wtedy Ty odnajdziesz swoja milosc w nim , ktora gdzies sie ukryla ,
      moze sie zakochasz w nim na nowo ze zdwojona sila?!-zycze tego smile ......i do
      dziela , masz nie lada zadanie do wykonania.Nezjawink
      • milcha1 Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 13:53
        Nic dodać nic ująć.
        Tylko teraz swoim egoistycznym celom podporządkujesz dobro dziecko. Dziecko ma
        prawo do wychowywania się i dorastania w pełnej rodzinie.
      • nezja Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 13:54
        ...zapomnialam dodac , a wiesz jaka bedziesz miala satysfakcje jak juz
        zamierzony cel zostanie osiagniety?wink...Nezjawink
        • nezja Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 13:56
          ...a i jeszcze rodzinka w komplecie ,wiec jest o co powalczyc, nie poddawaj
          sie tak latwo...Nezjawink
    • magdmaz Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 14:57
      To wszystko, o czym nezja pisze, brzmi tak pięknie... Ale życie czasami nie
      chce trzymać się szablonów. Nie ma efektów, nie ma satysfakcji - jest tylko
      codzienne mamrotanie pod nosem "widziały gały, co brały". I coraz większa
      depresja.
      A do je właśnie nie wytrzymałam, kiedy do mnie dotarło,ze mam do wychowania
      własnego, rodzonego syna, ale dlaczego jeszcze dodatkowo dorosłego chłopa???
      Co - jak mu się metody wychowawcze nie spodobają, to jeszcze mi przyłoży?!
      Podziękowałam pięknie. Mam teraz kupę roboty z wychowywaniem dzieci - fakt,
      przyznaję, wrodzonego talentu nie mam, toteż z dziećmi mi nie bardzo wychodzi,
      nic dziwnego, że z chłopem mi nie wyszło, ale wszyscy wokół przyznają, że typ
      wyjątkowo niereformowalny...
      Kochana mamgabci, a Ty mi odpowiedz na jedno pytanie, bo mnie ciekawość skręca.
      Czy Twój jest jedynakiem? A Ty?
      • mamagabci Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 15:20
        Hej,
        Mój nie jest jedynakiem, ma braciszka.Jeszcze lepszy egzemplarz. Ma 24 lata,
        nigdy kobiety(mężczyzny też) , nie ma kolegów, nie wychodzi sam ,tylko z
        mamusią i z tatusiem ( normalnie rozwinięty jest).A mamusia lata w kółko ze
        wszystkim.
        Ja jestem jedynaczką.Ale nie miałam nigdy tego co chciałam, nie tupałam nóżką,
        za to od 15 roku życia prowadziłam dom( moja mama ciężko zachorowała),
        sprzątanie, gotowanie, wszystko. Myśle,że mało jest we mnie postawy
        roszczeniowej do świata, wiem że jeśli czegoś chcę to sama się muszę starać.
        Jeśli chodzi o reformę, to tak jak pisałam, na wszystko jest odpowiedź "mam 30
        lat i już mnie nie zmienisz."
        pozdrawiam i dziękuję
        • mamagabci Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 15:22
          Zapomniałam dodać - ja pod nos nie podstawiałam - mieszkał z rodzicami.A tam
          już miał kto podstawiać!
          • nezja Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 15:39
            mamusiugabci, ja nie atakuj , bo mam wrazenie ze tak to odebralas, mowisz ze
            nie podstawialas , a wczesniej ze nie umie nawet kanapki sobie zrobic?Wiec
            jednak ktos musial to robic za nigo, czy zawsze jego mama?Ale Ty juz chyba nie
            chcesz walczyc o malzenstwo , a to juz Twoja decyzja , ale w zyciu nikt nie
            daje nam gwarancji ze bedzie lekko, ze malzenstwo to wieczna bajka, a to
            wieczna nauka dla obu stron, nikt nie da tez gwarancji , ze nie spotka Ciebie
            to samo z innym , a jesli nie to, to moga sie pojawic inne powazne problemy i
            wtedy co?... rozwód znowu?...bo powiesz sobie "za jakie grzechy mam sie tak
            meczyc"?
    • magdmaz Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 16:55
      A mnie się wydaje, że Twój sie nie "odpępowił" (czy "odpępowinił"?) od mamusi.
      Przegrana sprawa. Szczerze mówiąc jesteś na straconej pozycji. Jedyne wyjście -
      twardo zażądać wyboru - Ty i dziecko albo mamusia. Ale licz się, ze wybierze
      mamę - przy niej mu wygodniej.
      • mamagabci Re: Czy mam prawo? 26.04.05, 21:02
        Nie wydaje mi sie żeby to była osoba mamusi. Zwyczajnie w głowie mu się nie
        mieści że ktos może coś wymagać od niego bo nikt mu wcześniej wymagań nie
        stawiał.Dziwne jest,że ktoś mu powie"zrób sobie",a nie leci do kuchni jak na
        skrzydłach.
        Ot co...
    • magdmaz Re: Czy mam prawo? 27.04.05, 10:28
      Tym bardziej kojarzy mi się z domem rodzinnym mojego byłego - gdzie matka, po
      powrocie z nieraz i dziesięciogodzinnej pracy szybciutko i bez szemrania
      obsłuży panów mężczyzn - mąża i syna, ewentualnie nawet z knajpy przyprowadzi,
      jakby nogi już same trafić nie chciały. Mój były to przynajmniej przeszedł
      przez akademik, więc się musiał trochę obsługiwać, ale za to już nikt nie
      potrafi pewnych rzeczy zrobić tak rewelacyjnie jak on. Choćbyś się skichała,
      jego jajko na twardo jest lepiej ugotowane. I makaron.
      A wiesz, po moim odejściu mój były poleciał sie leczyć (agresja), bo to jednak
      kochający rodzice i błędy wychowawcze wyrządziły mu taka krzywdę... Wiesz, jak
      ktoś nie potrafi podjąć odpowiedzialności za swoje postępowanie, to zawsze
      znajdzie wytłumaczenie.
      Mamogabci, napisz kiedyś, jak Ci idzie i jaką decyzje podjęłaś. Dzieciaka
      szkoda, to fakt, jeśli ma naprawdę dobry kontakt z ojcem. Ale Ty również jesteś
      ważna, masz jeszcze sporo lat do przeżycia i pewnie parę rzeczy do zrobienia
      jest jeszcze dla Ciebie zaplanowane. Życzę Ci - bez względu na decyzję, jaką
      podejmiesz - żebyś nigdy w życiu nie stała na torach i nie marzyła, zeby
      wreszcie coś nadjechało...
      Magda
    • an-da dziewczyny opanujcie się!!!! 27.04.05, 13:58
      stanie na torach????
      czy wyście do reszty odpuściły sobie życie???
      no dobrze, macie facetów, którzy "nie potrafią" i NIC SIĘ NIE DA ZROBIĆ

      niestety prawda wygląda inaczej, nic nie bywa niezmienne na tym świecie, trzeba
      tylko chcieć i umiejętnie do tego podejść

      przecież oni nie egzystują w próżni, samo się nie robi
      a jeżeli wy za nich cokolwiek robicie, to ... nie mówię przestańcie już to
      robić, tylko zastanówcie się, co do tego doprowadza
      terapeutka też by się przydała,
      terapia szokowa - wyjedź jedna z drugą na dwa tygodnie zostawiając mu dziecko i
      dom pod opieką
      jest mnóstwo i innych codziennych sposobów, jak wdrażać do codzienności

      bardzo proszę zacznijcie tylko myśleć o tym JAK to zrobić, a nie że JUż nic się
      nie da zrobić
      • darcia73 Re: dziewczyny opanujcie się!!!! 27.04.05, 15:01
        czytam sobie te wypowiedzi i cieszę się , ze jestem czasami leniwa i mój 3
        letni synek musi się sam obsługiwać (typu chcesz kiełbasy - idź weź sobie z
        lodówki) byłoby jeszcze lepiej gdyby moja mama(jego babcia), z która jest z nim
        na co dzień tak go nie wyręczała we wszystkim sobie wydrukować ten watek i
        czytać co jakiś czas, by za bardzo nie rozpieścić mojego niuńka.i zcytac co
        jakis czas, by za bardzo nie rozpiescic mojego niuńka.
        • mamagabci Re: dziewczyny opanujcie się!!!! 27.04.05, 15:06
          an-da
          Z Twojej wypowiedzi wynika, że wszystko i każdego można zmienić, przepraszam ,
          ale jak z takim nastawieniem jest możliwe, że jesteś samodzielną mamą??!!!
          Ciebie ta teoria też dotyczy?
          pozdrawiam
          • an-da Re: dziewczyny opanujcie się!!!! 28.04.05, 14:26
            ależ oczywiście, że mnie ta teoria też dotyczy... i ciebie też
            2 aksjomaty:
            *każdy się może zmienić, jeżeli mocno tego chce wink)
            *związek to naczynia połączone, jeżeli jedna ze stron się zmienia, to druga też
            nie ma wyjścia (dopóki jest związek, czasami zmianą jest rozstanie)

            na podstawie powyższych twierdzeń upieram się, żeby zacząć zmieniać siebie,
            czyli swoje nastawienie do sytuacji i zachowania

            nastawieniem: nic nie mogę zrobić, żeby jemu się chciało coś robić, umacniasz
            układ, który funkcjonuje i sama się utwierdzasz, że jest on nie do zmiany

            piszesz, że nie masz siły, żeby wymagać

            pytanie do odpowiedzi: czego bardziej chcesz, męczyć się z tym co jest i nic
            nie musieć robić ze sobą i z nim, a tylko "robić w domu"
            czy bardziej chcesz coś zmienić i zacząć robić coś ze sobą (tzn. swoim
            nastawieniem i zachowaniem)

            a u mnie: u mnie właśnie moja chęć zmiany i rzeczywista zmiana postawy
            zasadniczej wobec M zaowocowała rozstaniem, nie chciało mi się już dłużej
            prasować jego koszul na randki z innymi (on wybrał wolność a nie pracę nad
            związkiem), ale to ja postawiłam ultimatum
            zawsze trzeba się liczyć z opcją, że druga strona nie będzie chciała pracować
            nad związkiem, ale też zawsze można swoją nad nim pracę, jeżeli układ jaki jest
            nam nie odpowiada
            do związku trzeba dwojga
            ale co to za związek, gdy jedno "najmuje" sobie kobietę na żonę do obsługi?????
            mnie nie pasował wink)))))
      • magdmaz Re: dziewczyny opanujcie się!!!! 27.04.05, 18:24
        Hej, an-da!
        Lubię Cię, naprawdę. Trochę więcej tu czytam niż piszę. Powiedziałam sobie
        dokładnie to, co Ty napisałaś. Terapia szokowa - odeszłam. Poskutkowała - mój
        były mąż na rzęsach staje i uszami klaszcze, a przede wszystkim " teraz
        naprawdę pokochał dzieci" (cytat). No. A ja jestem szczęśliwa. Naprawdę! Rozwód
        w toku.
        Magda
    • kini_m Re: Czy mam prawo? 30.04.05, 01:00
      Magdamaz:
      "Ale życie czasami nie chce trzymać się szablonów. Nie ma efektów, nie ma
      satysfakcji - jest tylko codzienne mamrotanie pod nosem "widziały gały, co
      brały". I coraz większa depresja."
      • milcha1 Re: kini m 30.04.05, 16:29
        Lubię czytać twoje posty. Są wyważone i rozsądne, choc czasami mam odmienne
        zdanie. Pozdrawiam smile
        • saburzyca Re:coś o mnie 30.04.05, 17:37
          Choć nowa tutaj, chyba ciągle samodzielna...

          Czytam te historie, i w pewnych momentach, pewnie wszystkie się zbliżaja ku
          sobie. Takze mam takie odczucia, sytuacje jak Wy. Mało tego podobne dylematy,
          rzucić-nie rzucić?! I cięzka to sprawa, bo tak naprawde nie jestem tyranką, a
          tylko kowalem własnego losu. Własnego i Córki.
          Nie żyjąc w formalnym związku od lat 10...wydawałoy się, ze wystarczy
          sprowokować partnera do rozmowy-monologu, jak się pożniej okazuje, i do kłotni,
          po której torba często wędruje do wyjścia--i już po nas!
          Mijają dwa dni. Pierwszy w złości i w gorących postanowieniach, bez braku sms
          i maila.
          Drugi w tęsknocie za byciem...
          Wieczór...kto kogo ma przeprosić?!
          Trzeci dzień...rutyna.
          Ehhh....to bycie.
          Nie ma miłości namiętnej, nie ma nieustajacych myśli o nim, mało to pożycie
          erotyczne, najlepiej, zeby było raz na miesiąc.
          Nie dziwie sie sobie, ze tak jest! Przecież aż tak bardzo sie nie staram, moze
          nawet minimalnie, żeby było lepiej.
          W naszym związku-gdzie róznica wieku lat 10, jest dziś mało świerzoći, ale są
          nie zawsze dla wszytskich pojete wartości. Kurcze rymowankami Wam tu sypię...

          U mnie jest inny jeszce problem...
          W czym on tkwi?
          Przecież moge liczyć na pomoc w domu, w finansach, miłości ogromnej do Córki.
          Jednak.
          Mnie najwięcej przeraża, że nie potrafimy być razem-we trójke! Idealnie
          spisujemy sie w swoich rolach, ale osobno ( ja-córka, on- córka- ja-on) Nie
          umiemy sie razem pobawić, nie potrafimy stworzyć wspólnego tematu. Znikoma jest
          przy córce solidarnosć rodziców kiedy np. mama mówi nie-tata tak! Bo jak w
          domu jest tatuś, to mamunia jest na planie B.
          I może to smieszny powód, ale ja widzę, kiedy Córka jest ze mna, jest cudnie i
          spokojnie, bez kłótni, nerwów! Ona sama jest inna.
          A więc zbliżając się ku końcowi czuję się niepotrzebna cholera jako matka,
          kiedy mój chop jest w domu! Kpiny no! Jestem co sobotę wręcz oddelwgowana do
          wyjścia, samotnego wyjścia. Mój pan mnie pcha do ludzi, bo on sam ma wtedy
          zrobic projekt, albo pograc w gierkę. I ciesz się babo-powiecie, ale śmieszne
          to nie jest. On nie ma ochoty na wyjścia. Boje się, ze zaczynamy odczuwać nie
          tlko swoje 10 lat ze soba, ale i 10 lat róznicy wieku.
          Mijamy się, jak widać i to bardzo!
          Dzis w celach naprawczych robimy akcje-sobota razem po meksykańsku!
          Silne i wspólne ( a jednak) mamy checi do gotowania i jedzenia.
          Pozdrawiam!
          Nie grubasek!
          Sabka


          Czy żyć tak
      • szymon00 Re: Czy mam prawo? 30.04.05, 17:11
        "znudził się"? - hmmm,... no cóż Mamagabciu ja poczekam, kiedy napiszesz wątek
        o tym jak doskwiera Ci samotność, tylko uprzedzam z mojej strony napewno wtedy
        nie będzie miłej odpowiedzi,

        a swoją drogą to ojcu oddaj dziecko, bo też może w przyszłosci Ci się znudzić

        pozdrawiam
        • mamagabci Re: Czy mam prawo? 06.05.05, 11:03
          1. Jak pewnie przeczytałeś, ale może nie zrozumiałeś, bo wiadomo, że ze
          zrozumieniem tekstu pisanego w naszym społeczeństwie są problemy, "znudził mi
          się" było zastanowieniem się nad próbą wytłumaczenia 2 letniemu dziecku ,że
          mamusia zdecydowała się na odejście!!!Mam jej powiedzieć ,że tatuś nie
          zaspokajał podstawowych potrzeb bezpieczeństwa, nie starał się zmienić...itp
          itd!!!Dylemat polega na tym jak wytłumaczyć dziecku rozejście się rodziców nie
          obrażając drugiej strony, nie umniejszjąc roli i nie przekazując dziecku
          własnych pretensji do drugiej strony. Widzę,że trzeba bardzo wprost pisać , bo
          między wierszami, ani intencji samodzielnie wyciągnąć nie umiemy!!!!

          2. Mam 1 dziecko 2 letnie(dwuletnie, a nie dwa letnie( czy ciepłesmile)
          3. Zastanawiam się skąd biorą się stwierdzenia, że wszystko i wszystkich można
          zmienić NIE MOŻNA bo przede wszystkim dana osoba musi chcieć się zmienić i
          włożyć w to wiele wysiłku, a czasami się nie chce.oSOBY DAJĄCE TE RADY SĄ
          SAME???jEŚLI TAK TO JAK TO SIĘ STAŁO?PRZECIEŻ WSZYSTKO SIĘ DA!!
          4 Uściślam: jesteśmy(byliśmy) ze sobą 12 lat ( od 14 r.ż. więc jednak z
          rodzicami mieszkaliśmy)zamieszkaliśmy razem na krótko przed ciążą!!!!!
          5 .JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!
          • milcha1 Re: Czy mam prawo? 06.05.05, 19:24
            Nie można zzmienić kogoś. Trzeba zacząć od siebie. Ja się muszę zmienić, moje
            nastawienie.. Nie można wymagać od kogoś aby zmienił się dokładnie wg naszego
            projektu. Ale można iść na kompromis, starać się zawalczyć. Zastanowi=ć się czy
            ja nie zrobiłam czegoś., że ta druga osoba jest taka jaka jest, jaki był mój
            udział w tym wszystkim. Ale trzeba chcieć. Dokładnie rzecz biorąć obie strony
            muszą tego chcieć.
            Może wystarczy mężowi uświadomić twój stan ducha, rozterki jakie przeżuwasz?
            Może musi doznać wstrząsu?
        • mamagabci Re: Czy mam prawo? 06.05.05, 11:05
          Aha, zapomniałam
          Szymon00
          Rzeczywiście trzeba być podwójnym zerem, żeby taki tekst końcowy puścić!!!!!
          • pwrzes Re: Czy mam prawo? 06.05.05, 19:52
            Trzeba byc koziolkiem matolkiem, by zarzucac Szymonowi zla wole, jesli chodzi o
            jego stosunek do samodzielnych matek.

            M.
            PS. Wiecej wykrzyknikow, robia piorunujace wrazenie suspicious
            • mamagabci Re: Czy mam prawo? 10.05.05, 10:32
              Hej
              Myśle, że tekst "a swoją drogą to ojcu oddaj dziecko, bo też może w przyszłosci
              Ci się znudzić" mówi o pełnej dobrej woli i zrozumieniu.
              A wykrzykniki, no cóż, na Tobie zrobiły wrażenie- ogromne skoro o nich
              napisałeś!W końcu musi być widać jak mnie cholera bierze na te teksty.
              pozdrawiam
    • an-da zastanawiam się czego ty szukasz? 11.05.05, 13:28
      nikt tu nie twierdzi, że każdego można zmienić
      za to padają słowa, że jeżeli jest ci bardzo źle, to możesz zmienić siebie
      dlaczego cię to złości i dlaczego reagujesz agresją (wykrzykniki)
      zdanie Szymona jest bardzo prawdziwe, bardzo dobrze robi na własne obiekcje
      postawienie się w sytuacji drugiej strony
      czego oczekiwałaś? że cię pogłaszczemy po głowie, bo ci źle przy mężu?
      głaskać można tego, kogo skrzywdzono, jak dla mnie na razie to sama jesteś
      współwinna sytuacji, jaką macie w małżeństwie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja