Dodaj do ulubionych

SAMODZIELNA chociaż w związku....

28.04.05, 18:20
zupełnie samodzielna , mama 6-o latka - ani ja ani mój synek w ŻADNEJ
sytuacji życiowej mie możemy liczyć na męża ( syn- na ojca)- Żyje we własnym
komputerowo telewizyjnym świecie, w domu nie robi zupełnie nic, nawet nie
odstawi po sobie ze stołu po posiłku, przez nawet godzinę swego życia nie był
ani mężem ani ojcem ani głową rodziny...Liczy sie tylko pełny brzuch i święty
spokój. Kiedyś walczyłam o "skrawki normalności", dzis nie mam siły
walczyć...nie mam siły ... trwać... nie mam siły skończyć...
Obserwuj wątek
    • paacynka Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 28.04.05, 21:52
      potworne, taki pasożyt za przeproszeniem. Ale pomyśl o sobie i o synu, on nie
      będzie inny jak ma taki przykład w ojcu, a ty męża nie obsługuj, a jak nie to
      fora ze dwora!!!! Odżyjesz.
      • mysha1 Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 28.04.05, 22:08
        ze tez matka natura stwarza takie wynalazki,pasozyty....olej go moze zdechnie z
        glodu,zarosnie brudem....
        • dyrgosia Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 29.04.05, 09:00
          To nie matka natura, to my mamusie wychowujemy takich potworów. Zwalniamy
          naszych kochanych synków z obowiązków domowych, podsuwamy obiadki pod nosek....
          a potem oni zakładają rodziny i zupełnie nie rozumieją o co chodzi ich żoną...
          • paacynka Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 30.04.05, 15:02
            Dokładnie tak, a że się migaja to już w dzieciństwie widać mam syna i brata i
            widzę jak się migają już od najmłodszych lat, znaczy się brat już dorosły, ale
            migał się czekał aż w końcu ja z nerwów zrobię coś za niego, a teraz też więcej
            obowiązków spada na córkę, mimo to wymagam od syna, bonikt nie będzie za niego
            sprzątał. I np. już mając 2,5 l. odchodząc od stołu podaje mi tależ do umycia
            córka też, a mąż nie! wink no ale za to podzielone jest masa obowiązków, a jak
            jestem juz zmęczona i mówię dziś pomóż mi i zrób to to robi. Ale od wczesnych
            lat był zdany na siebei i to tylko dlatego.
            A co do wychowywania potworków to ja własnie już kiedyś tu podejmowałam temat,
            bo to jest wazny temat byśmy my sobie uświadomiły że wychowujemy przyszłych mężów.
    • kask_a Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 29.04.05, 09:14
      próbowałam rozmawiać z jego mamusią( która jest dla niego jedynym autorytetem,
      bo to co mówi jest dla niego wygodne, jego postawa wobec życia to wyłącznie jej
      zasługą, sama tak żyje -teść -> wyłącznie ozdoba domu, i godzi się na to)
      Teściowa wytłumaczyła mi, iż obowiązki domowe to wyłącznie moja rola, a on
      jest "prawdziwym mężczyzną a do tego inżynierem" ( ja tylko magistrem)
      i domowe i poza domowe ( urzędy, inwestycje) to moja rola
      Prwdziwy mężczyzna to filiżanka herbatki i komputerek....sad((buuuuu...
      • tata_malolata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 29.04.05, 15:07
        Hej Dziewczyno !

        Nie, nie, nie ! Nie popadaj i nie daj się wkręcać (przez "życzliwe"
        forumowiczki) w nastrój minorowy.

        Jeszcze nic strasznego się nie stało, jeszcze jest ogromna szansa jeśli
        zdecydujesz się walkę a nie na ucieczkę.

        Tak. To prawda - my mężczyźni jesteśmy w dużej części dość kiepscy w
        zaspokajaniu Waszych oczekiwań. Jest niby boski Leonardo DC. smile lub George
        C. smile ale czy Ty myślisz, że oni myją okna i zamykają deskę klozetową ?

        A poważniej - po kilku latach pod jednym dachem trudno jest nie widzieć
        wielości wad i niedoskonałości drugiej istoty.
        Wszyscy, ale to wszyscy, maja wady. Różnica jest tylko taka czy jest ich więcej
        czy mniej. I kwestia czy CHCE SIĘ JE WIDZIEĆ. Czy akceptuje się tego drugiego
        takim jaki jest doceniając jego starania i znosząc jego słabości.

        Powiedziałbym tak - może ten Twój osioł (pardon le mot) nie rozumie lub nie
        docenia czegoś. Może on wogóle nie wie, że jest problem. Ale NAPRAWDĘ to co
        opisujesz to TYLKO wady i słabości. To jeszcze nie są POWAŻNE PROBLEMY lub
        PATOLOGIE.

        Dlaczego to wszytko piszę ? Nie w obronie Twego męża. Tu chodzi o coś
        ważniejszego - o dobro kilku osób, rodziny. I Twoje także.

        Z własnego doświadczenia: ja właśnie zaspracowałem sobie na "eksmisję z
        małżeństwa" dlatego, że czegoś zaniedbałem i nie rozumiałem.
        Nastąpiło "odkochanie" potem zniecierpliwienie, wreszcie nienawiść. Problem w
        tym, że ja nie wiedziałem, że jej coś się nie podoba, że ten zimny i zły klimat
        to zapowiedź nieszczęścia a nie zwykłe "babskie humory".

        I wiedz, że dziś zrobiłbym wszystko by zawrócić czas. Dlaczego ? Rzecz
        oczywista - ja cierpię - choć to może nie najważniejsze. Najgorsza jest
        świadomość "pochrzanionego" dzieciństwa, które będzie miał mój syn, tego co
        będzie czuł za kilka lat, za kilkanaście, to czego nie dostanie a co mu się
        należy - wakacji z rodzicami, świąt, wspólnego mieszkania i gospodarowania itd.
        I jest coś co widzę i boli mnie także. To fakt, że Ona ma w sumie poplątane
        życie i że jest jej kiepsko...

        • mamamata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 29.04.05, 16:38
          hmm.. takie NIEPOWAZNE PROBLEMY to dopiero potrafia uprzykrzyc zycie i
          spowodowac, ze ludzie sie rozstaja sad to truizm ale wspolne zycie sklada sie
          wlasnie z codziennych upierdliwosci, niestety. A w pewnym momencie jest juz
          niestety za pozno. Ja np. po dlugich rozmowach na temat tego, co nam sie obojgu
          niepodoba i co trzeba zmienic, po stwierdzeniu, ze rozumiemy swoje potrzeby ale
          nie jestesmy w stanie sprostac wzajemnym wymaganiom (ja-wiecej czulosci, on-
          obiad i wychuchane przeze mnie mieszkankowink podziekowalam za wspolprace i
          zaczelam godzic sie z mysla, ze jestem sama. Teraz, mimo, ze sa sygnaly z jego
          strony, ze chcialby wszystko naprawic tak sie zasklepilam, ze musialby stanac
          na glowie, zeby wszystko bylo w porzadku. Inna sprawa, ze gdyby tylko
          sprobowal.. pokazal, ze jestem najwazniejsza.. a on nawet w takiej sytuacji ma
          inne sprawy na glowie sad
          • nnika5 Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 02.05.05, 19:47
            moja droga....czytam i nasuwa mi sie podejrzenie ze moj maz jest twoim mezemsmilemam prawie identyczna sytuacje...on tez potrai jedynie mowic. natomiast czyny absolutnie nie potwierdzaja slow i nie pamieam kiedy pokazal mi ze mu zalezy i jestem dla niego najwazniejsza...nawet gdy mowi ze chce sie starac i zmienic...
          • tata_malolata Re: Nie bądź czplą :)))))))))))) 04.05.05, 08:52
            mamamata napisała:
            >....Teraz, mimo, ze sa sygnaly z jego
            > strony, ze chcialby wszystko naprawic tak sie zasklepilam, ze musialby stanac
            > na glowie, zeby wszystko bylo w porzadku .......
            -------------------------------

            Jest taki wierszyk dla dzieci (?) :

            Przykro było żurawiowi,
            Że samotnie ryby łowi.

            Patrzy - czapla na wysepce
            Wdzięcznie z błota wodę chłepce.

            Rzecze do niej zachwycony:
            "Piękna czaplo, szukam żony,

            Będę kochał ciebie, wierz mi,
            Więc czym prędzej się pobierzmy."

            Czapla piórka swe poprawia:
            "Nie chcę męża mieć żurawia!"

            Poszedł żuraw obrażony.
            "Trudno. Będę żył bez żony."

            A już czapla myśli sobie:
            "Czy właściwie dobrze robię?

            Skoro żuraw tak namawia,
            Chyba wyjdę za żurawia!"

            Pomyslała, poczłapała,
            Do żurawia zapukała.

            Żuraw łykał żurawinę,
            Więc miał bardzo kwaśną minę.

            "Przyszłam spełnić twe życzenie."
            "Teraz ja się nie ożenię,

            Niepotrzebnie pani papla,
            Żegnam panią, pani czapla!"

            Poszła czapla obrażona.
            Żuraw myśli: "Co za żona!

            Chyba pójdę i przeproszę..."
            Włożył czapke, wdział kalosze,

            I do czapli znowu puka.
            "Czego pan tu u mnie szuka?"

            "Chcę się żenić." "Pan na męża?
            Po co pan się nadweręża?

            Szkoda było pańskiej drogi,
            Drogi panie laskonogi!"

            Poszedł żuraw obrażony,
            "Trudno. Będę żył bez żony."

            A już czapla myśli: "Szkoda,
            Wszak nie jestem taka młoda,

            Żuraw prośby wciąż ponawia,
            Chyba wyjdę za żurawia!"

            W piękne piórka się przybrała,
            Do żurawia poczłapała.

            Tak już chodzą lata długie,
            Jedno chce - to nie chce drugie,

            Chodzą wciąż tą samą drogą,
            Ale pobrać się nie mogą.


            ("Żuraw i czapla" - Jan Brzechwa)
            • tata_malolata Re: Nie bądź ..... :)))))))))))) 04.05.05, 08:58
              No tak - literkę "a" zjadło i wyszło "czplą" smile))))) Przepraszam.

              A tak przy okazji przypomniałem sobie jeszcze jeden tekscik z prześlicznej
              piosenki o dwojgu takich, którzy chcieliby a boją się:


              He waits for her to understand
              But she won't understand at all
              She waits all night for him to call
              But he won't call anymore
              He waits to hear her say "Forgive"
              But she justs drops her pearl-black eyes
              And prays to hear him say "I love you"
              But he tells no more lies.......
            • mamamata Re: Nie bądź czplą :)))))))))))) 04.05.05, 09:44
              znam ten wierszyksmile moze bym sie nawet usmiala i zajrzala w siebie, moge sie
              przyznac, ze troche jestem czapla ale ciekawa jestem co powiesz na to:
              nie jestesmy malzenstwem, ostatnio ten temat powrocil przy okazji chrztu
              naszego dziecka, kiedy oznajmil, ze nie jest gotowy do malzenstwa ale ze
              wzgledu na dobro dziecka mozemy zyc w "bialym malzenstwie". Niedlugo potem
              zzwierzyl sie naszemu wspolnemu przyjacielowi, ze mnie nie kocha, owszem
              szanuje itd. ale nie kocha niestety. Zreszta potwierdzil to mniej wiecej,
              przycisniety przeze mnie do muru. "Mozemy nawet byc razem ale w oddzielnych
              mieszkaniach" i wyniosl czesc swoich rzeczy z domu. POWIEDZIALAM mu, ze to mnie
              boli, bo mi na nim zalezy. Teraz od paru dni jak dzwonil - mowil, ze przemyslal
              duzo rzeczy, zebym sie nie martwila, ze wszystko sie ulozy, ze teskni i ze
              wroci do nas. Uwazasz, ze powinnam go przyjac jakby nigdy nic???? z dalszej
              rozmowy wyniklo, ze, cytuje: "nic sie nie zmienilo tylko dlatego, ze 3 tygodnie
              mieszakal bez nas, wiem dobrze, ze jego milosc jest warunkowa i ze kocha za cos
              (czego ja nie robie, jak rozumiem) i on nie cofa niczego co powiedzial, po
              prostu chce byc przy dziecku, ktore jest najwazniejsze i ze wzgledu na nie
              pracowac nad naszym zwiazkiem".
              No to mnie sie wydaje, ze sie wyrazilam jasno. Kto tu jest czapla? Moze jestem
              niepoprawna romantyczka ale nad czym tu pracowac, jak nie ma milosci? W imie
              dziecka? w imie pelnej rodziny? Bardzo to chwalebne.. Pewnie, ze super jak jest
              rodzina, ktora sie kocha ale czy mamy obojetnie sie mijac w przedpokoju w
              drodze do lazienki? czy moze "kulturalnie" wspolnie opiekowac sie dzieckiem na
              zmiane, jak wynajete opiekunki? Dziecko na pewno zyska i bedzie mialo
              szczesliwe dziecinstwo i wyniesie z domu wlasciwy wzorzec zwiazku.. Sorry, moge
              popylac jak maly samochodzik, robiac cos dla dziecka (opierac, gotowac,
              sprzatac) ale dlaczego mam robic to samo dla faceta, ktory mowi, ze mnie nie
              kocha? To dopiero deklaracja, ktora uskrzydla i dodaje sil do pracy nad
              zwiazkiem, ha, ha. Nie mowie, ze nie mam udzialu w rozpadzie zwiazku, moglam
              mniej spac w weekendy, bardziej opiekowac sie domem, szykowac obiadki,wieszac
              zaslonki, w nocy nie prosic go, zeby wstal do malego, moglam nauczyc sie
              prowadzic samochod i sama jezdzic po zakupy, moglam sie sama przywiezc ze
              szpiatala po porodzie, a nie prosic kumpla, zeby nas odebral bo On akurat
              pracowal poza miastem. Moglam sie opiekowac sama dzieckiem jak bylo chore, sama
              sobie podac szklanke wody jak mialam 40 st. temperatury a w drugim pokoju spalo
              dziecko, zamiast prosic o pomoc Mame, bo On akurat pracowal poza miastem.I nie
              mowic mu o tym, ze w takich momentach jest mi trudno. Wtedy bylabym niezalezna
              i godna milosci oraz podziwu.
              • tata_malolata Re: Nie bądź czplą :)))))))))))) 04.05.05, 11:53
                No cóż. Nie wygląda to różowo. Nic mądrego tu nie przychodzi do głowy.
                Problem "niekochania" jest mi jak najbardziej znany.

                Dodatkowo - w moim przypadku - występuje problem "niechcenia".
                Może więc się pociesz, że u Twego "niemęża" jakiś rodzaj "chcenia" występuje.

                Ja bym dużo dał by chociaż to było.
        • paacynka Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 30.04.05, 15:06
          To prawda, zamiast wprowadzać zimny klimat trzeba mówić. Ja mówię co mi lezy na
          sercu i nieakceptuję jakiejś wady to to mówię, on mojej to też mówi, tylko ze
          jakoś on mniej spoojnie ale w sumie efekt jest wiemy czego najbardziej nie lubimy.
          Leonardo DC mi się nie podoba a mój mąż świetnie myje okna smile
          Ale rzeczywiście dobrze jest mówić trzeba mówić o co nam chodzi bo faceci nie są
          tak domyślni jak my wink a naprawdę idzie ich "ustawić" wink
    • kini_m Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 30.04.05, 01:07
      Kask_a
      Twój facet ma depresję.
      I Twój wybór.
      Czy chcesz spokój dla siebie?
      Czy chcesz uleczyć sytuację i mieć rodzinę?
      I coś z jego depresją zrobić.
      (Jest taka kniga" Mężczyzna w depresji" - wyd Muza. jak pomóc jemu, jak pomóc
      sobie)
      On Tobie też zapewne nieraz w czyms pomógł??
      No, weźcie się oboje za siebie nawzajem.
      Pozdrawiam, Kini_m
      • iwaka_ Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 02.05.05, 23:00
        Kini_m,

        Może to nie całkiem ta sytuacja, ale moja jakoś podobna. I pytanie: czy można
        pomóc komuś kto ma depresję, a jej nie widzi, nie chce o tym mówić, nie szuka
        pomocy, mówi, że mu dobrze, zgadza się na "Wynocha!"? Ja wiem, to wszystko moga
        być przecież właśnie objawy depresji. Tylko, czy on nie musi trochę chociaż
        chcieć z niej wyjść? Albo szukac czegokolwiek?

        Iw
        • nimi Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 03.05.05, 19:12
          Ciężko zmuszać kogokolwiek do leczenia depresji, często takiej osobie jest
          dobrze, jak jest. Ja ze swojej strony próbowałam różnych metod:
          1. szukania pomocy u fachowca - ale żaden nie odpowiadał exowi
          2. zaniedbywania obowiązków domowych - myślałam, że jak naczynia będą stały 4
          dni to go ruszy i sam coś zrobi - efekt tego był taki, że pod koniec tygodnia i
          tak sama musiałam wynosić 15 worów z brudami na smietnik; jak np. siedział
          trzeci dzień przed kompem bez przerwy, to wychodziłam jeść z dzieckiem na
          stołówkę, kupowałam jedzenie tylko dla siebie i dziecka - nawet to go nie
          zmobilizowało do pójścia do sklepu, jadł starą kapustę i cukier (sic!!!)
          3. postawienie twardych warunków - wyprowadzenie go z pokoju i możliwość
          powrotu tylko jak znajdzie pracę; kiedy zaczęłam się stawiać, nasiliła się
          agresja z jego strony
          4. jako że nic za bardzo nie pomogło, sama udałam się do psychologa i po
          kilkumiesięcznej męce zdecydowałam się na ostateczne rozstanie

          Myślę, że jeśli komuś zależy choć minimalnie na związku, to do czegoś powinien
          się jednak zdecydować.

          Może daj mu do poczytania post tatymalolata? Może jak poczyta, co może stracić,
          oprzytomnieje.
      • tumoi Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 03.05.05, 18:07
        On nie ma 6-letniej depresji, ale 6-letnie totalne lenistwo i służącą w domu.
        • iziula1 Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 03.05.05, 22:25
          świetne podsumowanie smile
          • kini_m Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 03.05.05, 23:36
            Droga Iwaka, Kask_a
            > czy można pomóc komuś kto ma depresję, a jej nie widzi, nie chce o tym mówić,
            nie szuka
            > pomocy, mówi, że mu dobrze, zgadza się na "Wynocha!"? Ja wiem, to wszystko
            moga
            > być przecież właśnie objawy depresji.
            Tak to są objawy depresji.
            Czy można pomóc?
            Jesli nie spróbujesz a tylko utkniesz na etapie pytań to na pewno sie nie
            dowiesz.
            Każda sytuacja jest indywidualna - więc nawet najlepsze porady wymagaja
            sprawdzenia czy są do zastosowania w Twojej sytuacji.
            Więc bez sprawdzenia nie przekonasz się.
            Zasadnicze pytania są dwa:
            - Czy Ty chcesz pomóc?
            (Czy chcesz ratowac związek? - bo nie rozwiązany problem wykańcza powoli ale
            skutecznie.)
            - Czy wykonasz działania w tym kierunku?

            > Tylko, czy on nie musi trochę chociaż
            > chcieć z niej wyjść? Albo szukac czegokolwiek?
            Przypomnij sobie swoje uczucia gdy byłaś w depresji (bo chyba każdy kiedyś był):
            Podejrzewam że o ile nawet chciałaś pomocy, to jednak człowiek wtedy nie umie
            się przebić przez samego siebie, przez swoją niemoc.
            Nie umie poprosić.
            Szukanie samemu w depresji rozwiązań jest wtedy niejako sparaliżowane.
            Ale mimo to jestem niemal pewien że napewno chciałaś pomocnej ręki.
            Więc nie czekaj na odpowiedź.
            Znajdź ją w sobie.

            Jedna ważna moja rada, której się nauczyłem:
            Nie polegać wyłącznie na sobie, nie tylko na przeczuciu lub instynkcie.
            Wesprzeć się o fachową pomoc - chociaż książka lub terapia (zawsze zaczynać od
            terapi dla siebie).
            - bo inaczej praca nad tym może stanąć w pół drogi, gdy już się wydaje że
            problem pokonany - a nagle nastąpi recesja (znowu wszystko się zawala).

            I druga ważna rzecz:
            Duża (jesli nie większość) depresji jest spowodowana problemami pomiędzy
            dwojgiem: zaburzoną komunikacją, wzajemnym niezrozumieniem, brakiem akceptacji
            w niektórych sferach uczuciowo-emocjonalnych, brakiem woli zrozumienia
            odmiennego sposobu myślenia, itp.
            Więc być może:
            a) aby to pokonać musicie o sobie poznać nowe rzeczy na które dotychczas nie
            zwracaliście uwagi
            b) właśnie stoicie przed szansą uratowania związku (inaczej niezrozumienie
            bedzie sie pogłębiało)

            Propnuję zajrzeć:
            1. "Mężczyzna w depresji. (podtytuł: Co robić kiedy bliski Ci mężczyzna popadł
            w depresję? Jak pomóc jemu, jak pomóc sobie?)" wyd. Muza, www.muza.com.pl
            2. "Powiedz stop!!! (apati, depresji, chandrze, nerwicom....)" wyd. Ravi,
            www.ravi.com.pl
            3. www.depresjastop.pl
            Pozdrawiam
            Kini_m

            (PS: uczulam na nękającą mnie ostatnio na tym forum moją byłą panią, zaliczjącą
            sie do tzw "życzliwych", nie mam na to wpływu. Zakładam że jednak piszecie aby
            miec odpowiedzianą budującą odpowiedź.)
    • kask_a Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 04.05.05, 09:12
      niestety, depresję leczę ja...
      mój psychiatra , jest zdania iż powinnam skończyć ten związek - to bezpośrednia
      przyczyna mioch kłopotów
      " mówić o swioch oczekiwaniach" - owszem, wiele razy próbowałam, zawsze
      kończyło się to awanturą, błagałam ,żebrałam o pomoc kiedy po kilka nocy nie
      spałam przy chorym dziecku - nic nie osiągnęłam. On nie rozumie zmęczenia -
      obowiązki domowe nigdy nie należały do jego obowiązków, wychowanie dziecka to
      także sprzawa tylko kobiety - ani razu nie wstał w nocy do dziecka, nie czuje
      potrzeby bycia ojcem, nigdy nie przytulił syna z czułością , JEDEN raz ( w 6-o
      letnim życiu)wyszedł z synem na spacer - wyszykowany przeze mnie
      jest człowiekiem, który po prostu nie lubi ludzi, nie czuje potrzeby kontaktu z
      drugim człowiekiem, nie lubi rozmawiać, nie ma kolegów, nie wychodzi z domu -
      to lubi. Czy to objaw depresji??? On nie sprawia wrażenia zniechęconego,
      niezadowolonego. Jeśli ma święty spokój - jest zostawiony sam z sobą i ma
      podstawione pod nosek dobre jedzonko - jest naprawdę szczęśliwy sad((
      • tata_malolata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 04.05.05, 13:05
        kask_a napisała:
        > mój psychiatra , jest zdania iż powinnam skończyć ten związek...
        --------------------
        ...zacząć następny, jak się znudzi skończyć, zacząć kolejny....itd.
        Ma być łatwo, lekko i przyjemnie, żadnego stresu, żadnych zobowiązań.
        ŚWIETNY PSYCHIATRA.

        Sorry dziewczyno. Naprawdę nie drwię z Twojej - przyznaję niewesołej sytuacji.
        Wkurza mnie "taka psychologia" i "tacy psychiatrzy/psychologowie".


        -------------------------

        A teraz trochę na wesoło w kwestii "beznadziejności" Twego męża.


        > jest człowiekiem, który po prostu nie lubi ludzi,
        > nie czuje potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem
        --------------
        A to byś dopiero narzekała gdyby "lubił kontakt z drugim człowiekiem" -
        zwłaszcza płci przeciwnej smile)))


        > nie lubi rozmawiać,
        --------------
        Może i lepiej, bo ciągle wisiałby na telefonie.


        > nie ma kolegów, nie wychodzi z domu -
        --------------
        Jakieś 95% kobiet marzyłoby by mieć męża, który nie ma "koleżków" i nie chodzi
        grać w piłkę ani na ryby.


        > On nie sprawia wrażenia zniechęconego, niezadowolonego.
        --------------
        No masz ! I jeszcze ma dobry humor. Wrrrrrrrrrrr !!!


        > Jeśli ma święty spokój - jest zostawiony sam z sobą i ma
        > podstawione pod nosek dobre jedzonko - jest naprawdę szczęśliwy
        --------------
        A do tego jaki prosty w obsłudze - wystarczy nakarmić.



        A poważnie.
        Jeśli psychiatra na podstawie takich problemów doradza zakończenie związku a
        nie podsuwa pomysły jak go naprawiać - sama odpowiedz sobie co o tym myśleć.

        A jeśli nawet:
        > ani razu nie wstał w nocy do dziecka, nie czuje
        > potrzeby bycia ojcem, nigdy nie przytulił syna z czułością , JEDEN raz ( w 6-o
        > letnim życiu)wyszedł z synem na spacer - wyszykowany przeze mnie..
        -------------------
        to - mimo, iż to co najmniej przykre i dziwne - są to sprawy do naprawienia,
        dogadania lub do ustąpienia.

        Powtarzam Ci jeszcze coś co już tu wcześniej pisałem do Ciebie i
        niejednokrotnie w odpowiedzi do innych uczestnicek forum: MOJA ŻONA pozbierała
        wszystkie małe problemy z kilkunastu lat i ZBUDOWAŁA WIELKI PROBLEM. A ja NIE
        WIEDZIAŁEM, a nawet jeśli zauważałem, że jest nieciekawie NIE BYŁEM W STANIE
        ZROZUMIEĆ JAK JEST TO POWAŻNE. Lekceważyłem niebezpieczeństwo a dziś dałbym
        wszystko i zrobił wszystko....BO WIEM ILE MOŻNA STRACIĆ.

        Dlatego namawiam Cię byś postarała się przeanalizować sytuację i wczuć się w
        niego. Czy przypadkiem tu nie jest tak samo. On nic nie wie, nie przejmuje się.
        Nie wie co można stracić i nie przychodzi mu do głowy, że jego to może spotkać.
        A Ty zadręczasz się czymś co tak naprawdę nie jest aż takie poważne. A ponieważ
        on się nie przejmuje to tym bardziej rozdrażnia Cię to i popycha by "mu
        pokazać".

        Powodzenia.


        • iwaka_ Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 04.05.05, 13:21
          Tato,

          Przykro mi, że nie dostałeś szansy. To nie jest fair.

          Wyobraź sobie, że słyszysz tak: "Posłuchaj, ja widze nasz związek następująco
          (tu o braku porozumienia, braku wspólnych światów, łóżka, obiadków czy
          weekendów, o braku w domu ojca i męża), a wolałabym, żeby wyglądał inaczej. Ty
          nie chcesz inaczej, tobie tak wygodnie (jego słowa, nie manipulacja). Ja się
          nie zgadzam na taki układ. Jesteś na wypowiedzeniu. Szukaj sobie lokum i o ile
          nic innego nie zaproponujesz to wynocha." Czy uznałbys to za otrzymanie szansy?

          Ja jestem po terapii, i po 7 latach prób, rozmów, "wyrozumiałości". Żaden
          psycholog mi nie mówił, żeby skończyć ten związek, dojrzałam do tego sama. Po
          tak długim czasie trudno o serdeczność przy dawaniu szansy, myślę, że takie
          postawienie sprawy jak opisałam wyżej, jest fair. Ale to tylko moje
          wyobrażenie. Jak Ty to widzisz jako mężczyzna i ex?
          Dzięki,
          Iw
          • tata_malolata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 05.05.05, 10:27
            iwaka_ napisała:
            > Przykro mi, że nie dostałeś szansy...
            ----------------------------
            Dziękuję za zrozumienie.


            > Jak Ty to widzisz jako mężczyzna i ex?
            ----------------------------
            Co uważałbym za otrzymanie szansy?
            Chciałbym był usłyszeć:
            "jest mi źle - zróbmy coś"

            Oczywiście taka deklaracja byłaby wówczas dla mnie szokiem. Bo naprawdę - ja
            byłem NAJSZCZĘŚLIWSZYM człowiekiem na świecie. Dlaczego jej jest źle ??? Nie
            rozumiałbym. Ale może chociaż bym się zaczął zastanawiać. Jak by było - nie
            wiem.

            Dziś niby (m.in. dzięki Wam - na forum) wiem wicej o Kobiecie i jej naturze ale
            pewnie wciąż nie wiem prawie nic....

        • ann_mart Tato_małolata 04.05.05, 13:22
          Twoje dowcipy są, mówiąc delikatnie, niesmaczne.
          Odnoszac się zaś do "poważnej" części Twojego postu pozwoilę sobie stwierdzić:
          Psychiatra nie jest od tego, żeby naprawić czyjś związek - ma on pomóc
          wykaraskać się z problemów (lub choroby) psychicznych jakie ma dana osoba (to
          tak lapidarnie i w skrócie) i przede wszystkim je zdiagnozować. Leczenie zaś to
          terapia (prowadzona nie przez psychiatre a psychologa) i/lub leki przepisywane
          przez psyciatrę. więc żaden psychiatra nie będze "podsuwał pomysłów naprawy
          związku" bo nie od tego jest.

          > A jeśli nawet:
          > > ani razu nie wstał w nocy do dziecka, nie czuje
          > > potrzeby bycia ojcem, nigdy nie przytulił syna z czułością , JEDEN raz (
          > w 6-o
          > > letnim życiu)wyszedł z synem na spacer - wyszykowany przeze mnie..
          > -------------------
          > to - mimo, iż to co najmniej przykre i dziwne - są to sprawy do naprawienia,
          > dogadania lub do ustąpienia.


          Skoro rozmowy nic nie dają, a to właśnie napisała Kask_a, to pozostaje ustapić
          tak? Więc wyjaśnij mi proszę - co to za związek, w którym tylko jedna strona
          się udziela w sparach tzw. Życiowych i wychowania dziecka a drugiej to zwisa
          zgniłym kalafiorem?
          daleka jestem od zalecania rozstania - jak jest dziecko taką decyzję trzeba
          przemysleć wiele razy a potem jeszcze kilka. Ale to co Ty zalecasz to są jakieś
          farmazony - napisała przecież, że facet nie uczestniczy w życiu dziecka ani
          rodziny, ani społecznym nawet. Ze wszystkim musi borykać się sama. Co jej po
          takim mężu, co dziecku po ojcu, który przez SZEŚĆ LAT się n im nie zajmuje
          mieszkając z nim razem? Kask_a pisze, że ROZMAWIAŁA, MÓWIŁA, SYGNALIZOWAŁA. Ile
          lat musiałaby to robić byś wreszcie uznał, że wystarczy? Jeszcze 6?
          Weź się zlituj nad nami - już wszyscy wiey, że Twoja żona Ci nie mówiła, ale
          Kask_a napisała wyraźnie, że mówiła. A Ty swoje...

          Zalecasz wczucie się. Więc może Ty się wczuj - jak to jest, że mówisz a ktoś
          jak ściana.l.. Bo o tym własnie Kask_a pisze.
    • gagatek4 Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 04.05.05, 12:18
      witam. Dziwią mnie opinie pewnych osób, które mam wrażenie nie mają pojęcia co
      piszą. Mój ex był kiedyś mężem, ojcem, od kiedy pznał smak internetu,
      stwierdził że bardziej odpowiada mu zycie erotomana-gawędziarza i przystąpił do
      realizacji swojego dzieła. Zaczeło się rok temu w styczniu, pozanał panienkę
      przez internet i po 2 tyg znajomości spotkali się by przeżywać orgie, on po
      tygodniu wrócił opowiedział mi o wszystkim, ona póżniej opowiedziała mi swoją
      wersje ble, ble, każdy swoją wersję. I co skończyła z nim jedna, zaczeła
      następna i następna... A ja w domu z 4 letną córeczką piekła, znęcanie
      psychiczne, fizyczne, uciczka z domu do hotelu robotniczego, a on pan i władca
      żył i się bawił aż zapłodnił sobie taką jedną panienkę która dała mu wiary że
      to ja byłam ta zla. Ona usuneła ciąże zerwała z nim, znów wrócili do siebie,
      między czasie kolejna... Ja rok po wszystkim na całe szczęście jestem po
      rozwodzie z orzekaniem o jego winie i dziękuję losowi że tak się to potoczyło
      bo to co ja przeżyłam i moja córeczka tego nie wie nikt. Wyciągnij wnioski.
      jestem osobą wierzącą i nigdy nie dopuszczałam myśli że on by mógł mi zrobić
      taką krzywdę, ale jednak. Cieszę się że moje piekło się skończyło i pamiętajcie
      zawsze może być lepiej.
      • ania_rosa Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 04.05.05, 13:43
        A mnie dziwi pisanie "facet ma depresję" na podstawie trzech akapitów o takim
        poziomie uogólnienia, że równie dobrze mozna by strzelić "facet był molestowany
        w dzieciństwie", "facet przeżył traumę z powodu utraty kolekcji filatelistycznej
        w okresie adolescencji" czy też "dopatruję się tu pierwszych objawów psychozy
        maniakalnej".
        Trochę rzetelności, ludzie. Wydajecie sądy na podstawie czego? Kilku zdań?
        A ponieważ mam dziś bojowy nastrój to dodam, że wzmianki o zasikanym klozecie w
        kontekście Leonarda di Caprio są porażająco infantylne. Kto na tym forum
        rozwodził się z powodu zasikanego sedesu, no? Prosze się zgłaszać. A może jest
        tu jakaś, co złozyła pozew rozwodowy, bo facet nie wyglądał jak Clooney? Widzę
        las rąk.
        A może inaczej: czyj eks nie widział dziecka od pół roku, roku, dwóch lat? Czyj
        Eks stosował przemoc psychiczną bądź fizyczną? Która z pań miała zaszczyt
        dzielenia się tytułem "królowej sypialni" z inną panią lub szeregiem pań? Która
        pani walczyła o małżeństwo, ale usłyszała "coś we mnie pękło", "to koniec",
        "zejdź mi z oczu", "niedobrze mi kiedy na ciebie patrzę" lub "nie kocham cię od
        dawna'?
        Tato_Małolata witaj w realnym świecie.
        Jesli o mnie chodzi to wypraszam sobie traktowanie mnie jak niedorozwiniętej
        panienki, która rzuca w diabły związek, bo jej się gadac z eksem nie chciało.
        Dowód osobisty mam od dawna i uważam sie za człowieka dorosłego, dlatego nie
        bardzo rozumiem uderzanie w takie pseudo-zabawne tony w rodzaju "ciesz się, że
        siedzi w domu, bo mógłby chodzić na dziwki". Przesmieszne, doprawdy.
        Każdy problem mozna sprowadzić do trywializacji. Ma gdzieś ciebie i dziecko? No,
        ale przynajmniej cię nie zdradza. Uzalezniony od matki? I co z tego? Powinnaś na
        kolanach się czołgać do Częstochowy, że cię nie bije. Niedojrzały? Hi hi hi,
        kazdy mężczyzna to dziecko, to przeciez takie słodkie.
        Ludzie, gdzie my jesteśmy i o czym piszemy? Czy tylko ja tu widzę nastepców
        Gombrowicza w zakresie robienia groteski z rzeczywistosci?
        Żyję na tym świecie już parę lat, ale do tej pory nei spotkałam się ze zbyt
        czestym stosowaniem taryfy ulgowej wobec kobiet.
        Masz depresję poporodową? Weź się w garśc, idź do lekarza i zajmij się wreszcie
        domem i dzieckiem. Mąż ci się nie podoba? Zwróc uwagę na jego zalety, doceń go,
        dopieść, fafa rafa. Kryzys w związku? Napisz list, idź do terapeuty, zastosuj
        empatię... mam pisać dalej? Brutalna prawda jest taka, że traktuje się nas jak
        Westy- opiekunki ogniska domowego. Osobiście nei mam nic przeciwko: mam
        wspaniałego faceta, świetnego syna, zycie mi się układa nieźle i mogę sobie być
        Westą, Matką Polką i nasladowczynią NMP w jednym. Ale parę lat temu nie byłam
        taka mądra, bo z wyzej wymienionych rzeczy miałam tylko swietnego syna. Miałam
        tez pocięte nadgarstki, parę rozstań z eksem (nieskutecznych) na koncie, brak
        chęci do zycia i współczuczujące spojrzenia otoczenia. Na szczęscie obecny
        błogostan nie uderzył mi na tyle do głowy, aby zapomnieć, że pokora zawsze sie
        przydaje.
        Do autorki: rób, jak uważasz za stosowne. Ogólnie lubię czytać Tatę_Małolata i
        facet daje rozsądne rady, tym bardziej nie rozumiem Jego wystąpień w tym wątku.
        Pamiętaj, że zycie się składa z zakrętów i naprawdę nie wiesz, co jest za
        rogiem. Gdyby dwa lata temu ktoś mi powiedział, że wyjdę drugi raz za mąż i
        uznam zycie za najlepszą rzecz, która mi się przytrafiła- popatrzyłabym z
        niedowierzaniem. O małżeństwo warto walczyć, ale przede wszytskim warto walczyc
        o siebie. Nikt jeszcze nie zawrócił rzeki kijem. Mądrośc polega zarówno na
        podjęciu uczciwej walki, jak i na uczciwym powiedzeniu sobie w odpowiednim
        momencie "zrobiłam wszystko". Lepiej by było, gdyby do rozstań nie dochodziło, a
        nasze dzieci miały pełne rodziny. Niestety czasem jest inaczej. Takie jest zycie.
        A co do Twojego męza- tak, w jednym popieram Tatę: zaproponowałabym terapię
        małżeńską jako ostateczny probierz wartości związku. Niech się facet określa.
        Jesli nic z tego nei wyjdzie- Będziesz miała jasną odpowiedź.
        Tyle ode mnie.
        Rosa
        • ania_rosa Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 04.05.05, 13:44
          O, pisałam jednoczesnie z Ann_Mart. Nic dodac, nic ując, koleżanko.
          Rosa
        • tata_malolata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 05.05.05, 11:59
          ania_rosa napisała:
          > Kto na tym forum rozwodził się z powodu zasikanego sedesu, no?
          > Prosze się zgłaszać. A może jest tu jakaś, co złozyła pozew rozwodowy,
          > bo facet nie wyglądał jak Clooney?
          > Widzę las rąk.
          ---------------------
          Świetna metoda na uzyskanie poparcia swej tezy przez aklamację smile))))))
          Gratuluję !

          A co do meritum. Tu na forum - nie gdzie indziej - czytałem kiedyś o
          problemie "nieodwiniętych mankietów koszuli wrzucanej do pralki".
          Nie twierdzę, że takie "pierdółki" to jest powód. To jest kropelka, która drąży
          kamień. Albo dopełnia czary goryczy.
          Kwestią jest - zdać sobie sprawę a nie galopować ku destrukcji.


          > Która pani walczyła o małżeństwo, ale
          > usłyszała "coś we mnie pękło", "to koniec",
          > "zejdź mi z oczu", "niedobrze mi kiedy na ciebie patrzę" lub
          > "nie kocham cię od dawna'?
          -------------------
          Zapewniam Cię, że takie słowa usłyszał też niejeden mężczyzna.
          Podobnie jak dzielił tytuł "księcia sypialni", jak nie mógł widzieć dziecka bo
          nie wiedział gdzie ono jest przez kilka tygodni/miesięcy itp. ....
          W dziedzinie robienia świństw mamy pełne równouprawnienie.


          > "ciesz się, że
          > siedzi w domu, bo mógłby chodzić na dziwki".

          > Ma gdzieś ciebie i dziecko? No ale przynajmniej cię nie zdradza.
          > Uzalezniony od matki? I co z tego? Powinnaś na
          > kolanach się czołgać do Częstochowy, że cię nie bije.
          --------------------
          Reductio ad absurdum.



          > lubię czytać Tatę_Małolata ...
          --------------------
          SPADŁEM Z KRZESŁA wink


          > ... i facet daje rozsądne rady, tym bardziej nie rozumiem Jego
          > wystąpień w tym wątku.
          --------------------
          No to sie wytłumaczę:
          Kask_a pisze o różnych - mniejszych i większych problemach.
          Moje (subiektywne) zdanie jest takie: to nie są aż tak straszne problemy.
          Owszem to denerwujące, to beznadziejne i męczące. Owszem - ten mężczyzna
          popełnia błędy. Ale - bazując na swoim osobistym męskim doświadczeniu -
          domniemuję, że:
          1) on nie ma pojęcia, że to co robi jest złe
          2) sam nie wpadnie na pomysł jak się zmienić
          3) nie ma pojęcia co dzieje się w duszy żony
          4) nie zdaje sobie sprawy jak źle może być

          Dlatego uważam, że TO małżeństwo jest do naprawienia pod warunkiem, że
          Kask_a nie będzie zakładać a priori, że problem jest nie do rozwiązania, oraz
          pod warunkiem, że on i ona będą chcieli pracować a nie uciekać, przyznać się do
          błędów a nie przerzucać odpowiedzialność, wyrzec się czegoś dla kogoś drugiego
          lub czegoś się podjąć.

          A na razie ona ma problem, on jest w sumie happy, jeśli rozmawiają to " w
          innych językach" i wzajemnie się irytują bo żadne nie wie czego drugie chce.

          Na koniec.
          Kask_a !
          Możesz powiedzieć swemu mężowi, że czytałaś takiego jednego co stracił rodzinę
          przez takie właśnie zaniedbania (może nie do końca takie same bo dzieckiem i
          domem się zajmowałem, ale parę innych głupstw typu chodzenie na mecze lub
          niechęć do potańcówek mam na sumieniusmile)) .
          I powiedz mu, że ten człowiek bardzo żałuje, że nie był trochę mądrzejszy !

          • ann_mart Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 05.05.05, 12:35
            tata_malolata napisał:

            > A co do meritum. Tu na forum - nie gdzie indziej - czytałem kiedyś o
            > problemie "nieodwiniętych mankietów koszuli wrzucanej do pralki".
            > Nie twierdzę, że takie "pierdółki" to jest powód.

            Litosci, już kiedyś wyjasniałam - bo to ja pisałam o tych rękawach - że
            chodziło o zobrazowanie pewnych denerwujących przywar, których partner nie chce
            zmienić choć wysiłek nieduży, ale ma pretensje do partnerki, że ona "tych
            rękawów nie odwija". Więc zejdż z tego bo nawet się z mężem nie rozwiodłam -
            więc jako powód rozwodu czy rozstania tego traktować nie można.

            To jest kropelka, która drąży kamień. Albo dopełnia czary goryczy.
            > Kwestią jest - zdać sobie sprawę a nie galopować ku destrukcji.

            Ciekawa jestem kiedy to przeczytam w Twoim wykonaniu na forum ojców, ale już
            straciłam nadzieję, że kiedykolwiek to nastapi.

            >
            >

            > Kask_a pisze o różnych - mniejszych i większych problemach.
            > Moje (subiektywne) zdanie jest takie: to nie są aż tak straszne problemy.
            > Owszem to denerwujące, to beznadziejne i męczące. Owszem - ten mężczyzna
            > popełnia błędy. Ale - bazując na swoim osobistym męskim doświadczeniu -
            > domniemuję, że:
            > 1) on nie ma pojęcia, że to co robi jest złe
            > 2) sam nie wpadnie na pomysł jak się zmienić
            > 3) nie ma pojęcia co dzieje się w duszy żony
            > 4) nie zdaje sobie sprawy jak źle może być


            A ja, bazując na "swoim osobistym kobiecym doswiadczeniu" domniemuję, że we
            wszytkich czterch punktach jest doskonale świadomy, ale mu to zwisa...

            >
            > Dlatego uważam, że TO małżeństwo jest do naprawienia pod warunkiem, że
            > Kask_a nie będzie zakładać a priori, że problem jest nie do rozwiązania, oraz
            > pod warunkiem, że on i ona będą chcieli pracować a nie uciekać, przyznać się
            do
            >
            > błędów a nie przerzucać odpowiedzialność, wyrzec się czegoś dla kogoś
            drugiego
            > lub czegoś się podjąć.

            Byc może jest do naprawienia tylko, tak się zastanawiam, dlaczego kaganka
            oświaty nie niesiesz także ojcom? Tylko matkom?
            >
            > A na razie ona ma problem, on jest w sumie happy, jeśli rozmawiają to " w
            > innych językach" i wzajemnie się irytują bo żadne nie wie czego drugie chce.
            >
            > Na koniec.
            > Kask_a !
            > Możesz powiedzieć swemu mężowi,

            Na pewno sie przejmie jak nigdy w zyciu wink

            że czytałaś takiego jednego co stracił rodzinę
            > przez takie właśnie zaniedbania (może nie do końca takie same bo dzieckiem i
            > domem się zajmowałem, ale parę innych głupstw typu chodzenie na mecze lub
            > niechęć do potańcówek mam na sumieniusmile)) .
            > I powiedz mu, że ten człowiek bardzo żałuje, że nie był trochę mądrzejszy !

            Ależ dlaczego żałujesz? Przecież na sumieniu miałeś tylko głupstwa? Żonie coś
            się ubzdurało...


            Tato_małolata, czasami naprawdę nie ma czego ratować, a pisząc post nie opisuje
            się całej sytuacji z detalami. I dobrze byłoby, zebyś o tym pamiętał.
            I jeszcze o tym, że kobieta jest współodpowiedialna za związek a nie wyłącznie
            odpowiedzialna.
            • tata_malolata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 05.05.05, 15:47
              ann_mart napisała:

              > już kiedyś wyjasniałam - bo to ja pisałam o tych rękawach
              > ... Więc zejdż z tego bo nawet się z mężem nie rozwiodłam
              ---------------------
              To schodzę. Cieszę się, że się nie rozwiodłaś.
              A przy okazji. Nauczył się odwijać ????
              Czy machnęłaś ręką ?


              > Ależ dlaczego żałujesz? Przecież na sumieniu miałeś tylko głupstwa? Żonie coś
              > się ubzdurało...
              --------------------
              Zadajesz pytanie dość prowokacyjne. Chcesz bym się wyspowiadał z bicia, zdrad,
              alkoholu ? Nie bardzo mam jak. Przykro mi.

              A co do żalu. Tak. Żałuję każdego błędu, zaniedbania i niemądrego czynu lub
              słowa. Żadnego z nich jednak - ani z osobna ani w sumie - nie mogę zaakceptować
              jako powodu.

              Powody chyba były inne....
              • ann_mart Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 05.05.05, 15:51
                Nie nauczył, nie odpuściłam...
                • tata_malolata Re: SAMODZIELNA chociaż w związku.... 09.05.05, 13:39
                  Może by tak obciąć ?
                  wink
          • ewik35 Do Taty_Malolaty 05.05.05, 13:21
            To nie kolejny ataksmile). Sa takie przypadki (i wsrod kobiet i wsrod mezczycn -
            choc u tych ostatnich statystycznie znacznie wiecej) - ktore pstchiatria nazywa
            shizoidalne zaburzenie osobowosci (nie mylic ze schizofrenia lun shizotypowym
            zaburzeniem). Oznacza to brak potrzeb intymnosci i bliskosci, brak emocji
            typowych dla ukladow damsko - meskich, brak potrzeb spolecznych. W ostrych
            przypadkach ludzie tacy zyja cale zycie w samotnosci, ktora im najlepiej sluzy.
            A rozne formy terapii sa malo skuteczne. Ci ludzie nie sa nieszczesliwi i nie
            chca sie leczyc, natomiast ich bliscy wpadaja w depresje itp.
            Moze to nie to w przypadku kask-a, ale uwierz, ze sa schorzenia, ktorych nie da
            sie uleczyc, a nawet jak to trwa to latami i nigdy nie ma gwarancji na sukces.
            Cierpi otoczenie, dzieci, bliscy - bo wszyscy szukaja kontaktu z ta osoba, a
            ona nie wie o co chodzi. Taka osoba nic nie daje zwrotnie. NIC
            • tata_malolata Re: Z igły widły 05.05.05, 15:32
              pytanie 1)
              Czy shizoidalne zaburzenie osobowosci jest wrodzone czy jest skutkiem jakichś
              innych czynników, które powodują pojawienie się choroby ?

              pytanie 2)
              Czy każdy człowiek, który jest introwertykiem jest "podejrzany" o shizoidalne
              zaburzenie osobowości ?

              pytanie 3)
              Dlaczego zadaję te pytania ?

              --------------------

              Odpowiedzi:

              ad 1)Szukajcie a znajdziecie - mówią. Więc poszperałem i taką definicję
              znalazłem:

              "Zaburzenie osobowości jest stanem psychicznym, w którym następuje częściowa
              dezintegracja psychiki, rozchwianie emocjonalne, szybkie gwałtowne zmiany
              osobowości. Osobowość może ulec dezintegracji gdy dochodzi do traumatycznych
              przeżyć osobistych, uzależnień lub może być jednym z objawów niektórych chorób
              psychicznych. Zaburzenia osobowości nie są typowymi zespołami klinicznymi to
              raczej stany behawioralne i psychospołeczne."

              Nie znam się ni na psychiarii ni na psychologii. A na mój chłopski rozum widzę
              to tak: jakiejś wielkiej traumy nasz bohater (mąż kask_i) chyba nie miał, o
              uzależnieniach (poza komputerem i jedzeniem smile nie słychać, choroby psychicznej
              też trudno domniemywać. Rozchwianie emocjonalne? Gwałtowne zmiany osobowości?
              Wręcz przeciwnie - człowiek jest ogólnie zadowolony z życia i zdaje się nie ma
              większych problemów. Skądże miałby więc nabyć tak psakudną rzecz jak
              shizoidalne zaburzenie osobowości ?


              ad 2) A tu kolejna definicja:

              "Osobowość schizoidalna - zaburzenie osobowości, w którym występuje wzorzec
              zachowań zdominowany oderwaniem od relacji międzyludzkich i ograniczonym
              wyrażaniem emocji w kontaktach interpersonalnych"

              A dla porównania:
              "Introwersja - w psychologii oznacza cechę osobowości polegającą na tendencji
              do kierowania swojej percepcji i działań do wewnątrz - na własne myśli i emocje
              z jednoczesnym zmniejszonym zainteresowaniem i aktywnością skierowanymi na
              świat zewnętrzny."

              Nie róbmy z każdego introwertyka (a takich są miliony) człowieka z zaburzeniami
              osobowości. Tak jak nie róbmy czubka z ekstrawertyka. Tacy są po prostu ludzie.
              Jeden taki inny owaki. Czasem to drażni, że ktoś jest smutas a inny się
              narzuca, że jeden jest gadatliwy a z innego trzeba wyciągać, że jeden lubi dom
              a drugi szaleć w dyskotece. Ale stąd jeszcze daleko do Tworek smile



              ad 3) Pytania te zadałem bo coś mi się wydaje, że Szanowna Koleżanko Ewiko
              robisz po prostu z igły widły. Wybacz.

              Domniemujesz zaburzenia, których stwierdzenie na podstawie 3 wpisów kask_i
              (dokładnie trzech do dnia 05.05.05 - ALE FAJNA DATA !!!) jest dużą sztuką.

              Tym sposobem "przypinasz łatkę" jakiemuś, mało nam znanemu człowiekowi.
              Nie bronię go - bo przyznaję (na podstawie szczątkowych wprawdzie danych
              wsadowych), iż chyba kiepski z niego mąż i ojciec. Kiepski nie oznacza zły. Nie
              oznacza też, że z zaburzeniami shizoidalnymi czy jakimikolwiek innymi.


              Pozdrowienia
              tata_malolata z taaaaaaaaaaaaaką depresją rozwodową smile)))))))))))



              P.S. BTW drobna uwaga - mam szczęście być tatą małolata a małolaty jeszcze
              (niestety) się nie doczekałem (i obawiam, że nie doczekam, chlip, chlip a tak
              bym chciał !)
              • ewik35 Re: Z igły widły 05.05.05, 16:57
                Nie twierdze, ze maz kask_ma ta przypadlość, zwracam tylko uwagę, że jak facet
                przez 6 LAT życia z kobietą w związku JEDEN raz był na spacerze z synem, a
                domniemuje, że NIEWIELE razy pragnął bliskości i rozmowy ze swoją kobietą (bo
                to jest podstawą do budowy i odbudowy związku), to jest coś nie tak z jego
                emocjonalnością. To po prostu nie jest zdrowy, normalny (w sensie potrzeb i
                emocji) człowiek. Można mieć perypetie, konflikty, można stosować uniki itp.,
                ale w końcu para ze sobą rozmawia i rozwiązuje konfliktu, albo wpada w inne
                związki. A z postów kask-a wynika, że nie ma strać, nie ma kochanek itp. Nie ma
                nic.
                Jestem pscyhologiem i jestem (byłam ?) partnerka życiową i mamą córki osoby ze
                schorzeniem shizoidalnym i trochę mi to podobnie wygląda.
                • ewik35 Re: Z igły widły 05.05.05, 17:01
                  Zaburzenia osobowosci na ogol nie sa wrodzone (genetycznie przenoszone),
                  wynikaja raczej z uwarunkowac wychowania i pewnych cech osobowosci - ktore w
                  pewnych okolicznosciach prowadza do tworzenia niezdrowych mehcanizmow
                  obronnych, ktore blokuja wlasciwy rozwoj emocjonalny czlowieka. Tak w skrocie.
                  Osoby z tym zaburzeniem niekoniecznie maja tendencje do uzaleznien.Nie cierpia
                  na depresje (choc moga) ani na psychozy, nerwice itp. I to jest w tym
                  schorzeniu najgorsze. Bo one sie wydaja calkiem normalne i zadowolone, z tymze
                  nie rozumieja ani swoich emocji ani emocji innych.
                  • kini_m Re: Z igły widły 06.05.05, 02:13
                    >niestety, depresję leczę ja...
                    >mój psychiatra , jest zdania iż powinnam skończyć ten związek
                    >- to bezpośrednia
                    >przyczyna mioch kłopotów

                    Co do psychiatry - to nie jest fachowcem.
                    Żadnemu profesjonaliście (psychiatra, terapueta, itp,itd) nie można sie
                    ustosunkowywać do związku w taki sposób, jest to dyskwalifikacja zawodowa.
                    (Takie słowa mogą mówić przyjaciółki, mama, innyi ludzi - ale nie osoba która
                    bierze pieniądze za porady - nie może wybiegac poza kompetencje.)
                    Nie mówię tu o wartości twego związku, a jedynie o rzetelności zawodowej.
                    Pozdrawiam, Kini_m

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka