Dodaj do ulubionych

mój głosik, moja historia

30.04.05, 23:35
Wzięło mnie na smutne wspominki, jak tak siedzę i poczytuje sobieto forum...

Samodzielna jestem od zawsze:
- utrzymywałam siebie, dziecko i niemęża za 700 zł, które otrzymywałam od
rodziców + moje stypendium + dodatki od babci i nieteściów; ex przez ostatnie
3 lata naszego związku przepracował kilka miesięcy, dziś po rozstaniu dalej
siedzi na bezrobotnym; w każdej sytuacji, gdy poruszałam temat pieniędzy, czy
pracy, słyszałam m.in.: Co ty, znowu na kosmetyki? Dla takiej K.... jak ty
nie mam motywacji pracować; Biegnij do sądu, to ci przyznają alimenty na
ciebie i dziecko, hehe
- po urodzeniu córki zostałam sama w wielkim mieście - moż3e nie aż tak
wielkim, bo Toruniu, ale sama - rodzina daleko, eks wyjeżdzał na większość
czasu do swoich rodziców (w ich mieści echciał prowadzić zastęp harcerski i
biegi terenowe); dzwonił do mnie wtedy - i opowiadał, jakie to ciekawe filmy
obejrzał przed chwilą w telewizji; w połogu dostałam krwotoku - zadzwoniłam z
prośbą, żeby przyjechał, wrócił, bo może mnie będą zabierali do szpitala -
nie zrobił tego - był umówiony z kolegami na omawianie biegów po lesie,
jakimś cudem zajrzała do mnie przyjaciółka i wszystko się jakoś skończyło
- całą pracę przy dziecku wykonywałam też praktycznie sama - ex jest bardzo
dobry w układaniu teorii, więc ułożył teorię - hartowanie dziecka, max
kontaktu z rodzicami, dłuuuugie spacery - a ją tą teorię realizowałam (ex
jedynie kilkanaście razy umył córkę jak była dzieckiem - bo go tego nauczyli
na szkole rodzenia; później gdy zostawał z nią sam było tragicznie - nie
karmił, nie brał na spacery, nie przewijał - prosiłam przyjaciółki, żeby
zabierały małą do siebie lub karmiły ją, gdy ja nie mogłam)
- załatwianie mieszkania, akademika zawsze było moją sprawą, gdy zbliżały się
wakacje, ex zdziwiony moimi pytaniami gdzie i za co będziemy mieszkać
odpowiadał - jak to, przecież twoi rodzice mają obowiązek do 26 go roku
życia, nie? raz nawet nie chciał mieszkać wspólnie - wolał u swoich rodziców -
bo tam ciepła woda bez oporu i internet
- kiedy agresja exa wzrosła do tego, że zaczął mnie policzkować, szarpać
zamykać na klucz w pokoju za karę, przestałam dawać sobie radż z całą tą
sytuacją, trafiłam do psychologa, rozpoczęła się ostatnia moja walka o nasz
związek: przeprosiłam go za swoje błędy (!!! będąc nadal bita), powiedziałam,
że chcę spróbować jeszcze coś budować; ex się na to wypiął
- postawiłam mu warunek:albo znajdzie pracę albo koniec i udało mi się zrobić
miesięczną separację na przemyślenie wszystkiego - ex miał również znaleźć
dla nas terapeutę (ja própbowałam znaleźć rok wcześniej i ex go nie
zaakceptował) - ex wyjechał na 2 tygodnie do Hiszpanii - w góry i żeby
ochrzcić swoją siostrzenicę (naszej córki nie chciał nigdy ochrzcić) - to
zabolało - po raz ostatni chyba w naszym związku
- potem poszło z górki: kolejne wakacje, w których ex nie był w stanie nic
nam zapewnić, jego miesięczny wyjazd w góry, ciągłe upokarzanie mnie,
wmawianie mi choroby psychicznej (ex bardzo wykorzystuje ze jestem dda),
mówienie mi że jestem złą matką, robienie na złość poprzez dziecko - np. mama
nie zgadza się z tatą, to tata się zamknie z córką na klucz i nie pozwoli
nakarmić, nie pozwoli wyjść na spacer(aż dziecko płacze i histeryzuje);

- oględnie pisząc rozstanie nastąpiło burzliwie i nagle - po kolejnym ataku
exa na mnie

mija 9 miesięcy od rozstania. W ciągu tego czasu ataki exa nie ustały - mimo
że miał na początku nieograniczany kontakt z córką (poza braniem jej na noc)
- szrpał mnie u mnie w domu, zastraszał, dzwonił i smsował w środku nocy;
kilka razy wezwałam policję - niewiele pomogło agresja narastała (próby
wejścia na balkon po drabinie, walenie w szyby, kiedy nie wpuszczałam go na
niezapowiedziane wizyty); przy dziecku - wyzywanie mnie, upokarzanie (To nie
jest matka, to jest gad., Mamusia tatusia nienawidzi, mamusia jest zła,
pamiętaj)
Dziś - totalne odwracanie kota ogonem - wmawianie wszystkim dookoła, że to ja
go biłam, zastraszałam, że go nagle i nie wiadomo dlaczego odcięłam od
dziecka...

Chaotycznie to bardzo i ogólnikowo, ale zawsze to pomaga, jak się można
wygadać...
Obserwuj wątek
    • kasiajulia Re: mój głosik, moja historia 30.04.05, 23:44

      Przeczytałam, straszne, współczuję Ci.
      Kasia.
    • marjanna1952 Re: mój głosik, moja historia 30.04.05, 23:45
      Bardzo mi przykro dziecko.I za moje wscibstwo przepraszam.
    • rita.tita Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 00:18
      Czyli jednak mialam racje, o to wlasnie go podejrzewalam. Chyba nie pisalas o
      TYM nigdzie wczesniej?
      • nimi Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 00:27
        Kiedyś pisałam post "długie smęty" czy coś takiego , ale to było chyba z pół
        roku temu, jak nie dawniej.
        • rita.tita Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 00:42
          No to niezly psycholog ze mnie, a z Ciebie madra kobita, ze sie nie dalas
          palantowi do cna wykrecic wink) On ma jakies skrzywienie psychiczne, nie jestem
          psychologiem i nie umiem tego nazwac, 'paranoja' jest chyba najblizsza. Paranoja
          maniakalno-depresyjna, jest strasznie przewrotny. Nienawidze takich typow,
          ktorzy spokojnie i pieknie pwszystkim pokazuja, jacy sa spokojni, dbali o
          wszystkich, o zone, o dzieci, wszyscy uwazaja go za wspanialego czlowieka, bo on
          pieknie umie mowic o sobie, wszystko zawsze obraca jak kota ogonem. A w
          rzeczywistosci...
          • nimi Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 00:45
            Na szczęście rzeczywistość pozawirtualna też taka jest - mało kto mu wierzy,
            przynajmniej z ludzi, którzy go znają. Niejedna osoba przepowiadała mi (nawet z
            osób jemu bliższych), że tak się to skończy, ze z niego taki typ, że i tak
            dzielna babka jestem, że tak długo wytrzymałam (a ja się siebie pytam dziś - po
            co tak długo?? buuu)
            • rita.tita Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 00:51
              To masz szczescie, ze nie spotkalo Cie to np. 15 lat temu, gdy to mezczyznie
              dawano wiare. Tyle dobrego zrobil wlasnie feminizm, ze policja nie zawsze
              przyjedzie, spisze notatke i odjedzie, by sie nie wdawac w awanture rodzinna,
              rzucajac od niechcenia, ze baba pyska z kuchni wychylac nie powinna, a juz na
              pewno nie skarzyc na meza, ktory ani pijany przeciez nie jest, a taki
              kulturalny, wyksztalcony i takie zajmuje a takie wazne stanowisko, i taki
              spokojny, opanowany, a ta baba nerwowa i jape rozdziawia. Pieniadze? Jakie
              pieniadze na dzieci, baba do garow, maz rzadzi pieniedzmi.
              Teraz moje kolezanki maja dziada w dupie, alimenty dziad placic musi, male bo
              male, ale juz nie trzeba mu w kieszeni wisiec, a mozna sie wypiac. Samotne mamy
              sobie zarabiaja, jedna z moichznajomych wlasnie sobie sama kupuje mieszkanie
              (kredyt hipoteczny), w pazdierniku rozpiczyna studia. Ma faceta, ale slubu nie
              chce, zeby mo w kazdj chwili dziada na pysk wywalic. Ja tez slubu nie chce z
              moim facetem, dziecko moze byc, ale po kija mi slub? smile)


            • mamamata Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 10:48
              Droga Nimi, oczywiscie, kazdy moze miec swoja wersje wydarzen i Twoja nie musi
              byc prawdziwa. Od jakiegos czasu podczytuje posty pewnego faceta na tym forum i
              powiem Ci,ze intuicja mowila mi, ze trzeba na niego uwazac. Czytalam jego rozne
              odpowiedzi i wypowiedzi i cos mi to przypominalo. Pare lat temu znalam kogos
              takiego, tu zgadzaja sie zarowno Twoje opisy, jak i jego blyskotliwe kontry. I
              dlatego wierze Ci z calego serca i jestem z Toba. Inteligentny, w obecnosci
              innych poprawny i przykladny - prywatnie - doprowadza do szalu, poniza,
              pomniejsza poczucie wartosci swojej ofiary. Wszystko tak odwroci i wytlumaczy,
              ze zaczynasz sie zastanawiac czy nie ma racji i czy naprawde lepiej nie wie, co
              mialas na mysli. Zaborczy. Jak tu ktos trafnie zauwazyl - paranoja to
              odpowiednie slowo. Nie moze zagrzac miejsca w pracy, bo po jakims czasie nikt
              go nie moze strawic, no chyba, ze jest szefem wink Zastanowcie sie, na forum jest
              wiele dziewczyn, facetow spotyka sie rzadko a tu prosze - facet polemizujacy z
              byla "pania". Ania_Rosa: masz racje, oczywiscie publicznie jestesmy poprawni
              polityczniewink zaloze sie ze w 4 oczy nimi nie raz uslyszala gorsze okreslenia
              pod swoim adresem. I co za bzdury z psychologiem i niemozliwoscia znalezienia -
              psycholog nie terapeuta, to kto? Naukowiec chybawink albo biznesmen. Czy
              przyjmuja na konsultacje? Jesli tak, to maja obowiazek wskazac inny kontakt
              (maja tez zwykle duza baze znajomych terapeutow, do ktorych moga skierowac), po
              co inaczej rozmawialby z para? I last but not the least,jesli ktos nie moze sie
              dogadac w zyciu, po co polemiki w internecie? Po to, zeby "publicznosc"
              widziala, ze on jest niewinny. Zeby dziewczyna, ktora szuka wsparcia czula sie
              nadal osaczona. Zeby poprzez swoja inteligencje, manipulacje zdobyc
              sojusznikow, ktorzy tez jej wygarna. Vide, jak rowniez zauwazyla ktoras z
              dziewczyn na innym forum - pisanie pod dwoma nickami, rozmowy samemu ze soba.
              Trudno znalezc sojusznikow, to sam sie popre, zeby wygladalo, ze ktos sie ze
              mna zgadzasmile

              Moge sie mylic, dlatego nie podaje zadnych nickow ale przeczucie mi mowi, ze
              jest w tym choc czesc prawdy. I powiem Ci, ze wyjatkowo mam nadzieje, ze sie
              nie myle. Chetnie napisze do Ciebie na priva.
              • rita.tita Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 22:47
                mamamata - podpisuje sie pod Twoim postem obiema rekami. Wyrazilas o wiele
                ladniej i skladniej to, co staram sie na tym forum od kilku dni wyrazic na temat
                kini.
              • pilea Re: mój głosik, moja historia 05.05.05, 10:29
                Dziewczyny, to nie jest paranoja, to sie nazywa SOCJOPATIA. Potwierdzone
                naukowo.
    • anonim_ka Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 10:14
      Nimi jestes wspaniala dzielna dziewczyna.Zrobilas juz tak wiele , aby zapewnic spokoj swojemu dziecku. Przesylam swoje uznanie i wsparcie smile))))POmyslnosci dazeniu do normalnosci.
      PS... nie oczekuj od kilku polamanych patykow ze spelnia role KRZESLA na ktorym mozna sie wesprzec
    • kini_m Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 15:51
      Nimi, jako że ujawniłaś (powiązałaś) nasze nicki i wszyscy chętni będą tu
      zaglądali,
      to korzystając z możliwości odpowiedzi i prawa do obrony co poniższym czynię:
      Odniosę sie tu jedynie to tematów nie poruszonuch na wątku "Dla kandydatek na
      samodzielną mamę" (co sugruje tam też poczytać w sposób szerszy, a może i nieco
      powtórzę):

      > gdy poruszałam temat pieniędzy, słyszałam m.in: Biegnij do sądu, to ci
      przyznają alimenty na ciebie i dziecko, hehe
      1. Mówisz całkiem sprzecznie niz czynisz.
      W momencie decyzji o rozejściu zapytałaś czy będę dobrowolnie płacił aliment,
      na co od razu odpowiedziałem twierdząco (pamiętam szczegóły: rozmowa
      telefoniczna na początku sierpnia, rozmowę odbierałem w budce telefonicznej bo
      nie chciałaś dzwonić drożej na komórkę, pracowałem wtedy na wyjeździe).
      Tą imaginacyjną wiwisekcją wystawiasz świadectwo swoim kwalifikacjom
      psychicznym.
      2. Inne kwestie materialne skomentowałem w pkt 7 na "Dla kandydatek na
      samodzielną mamę"

      > Po urodzeniu córki zostałam sama w wielkim mieście - moż3e nie aż tak
      > wielkim, bo Toruniu, ale sama - rodzina daleko, eks wyjeżdzał na większość
      > czasu do swoich rodziców (w ich mieści echciał prowadzić zastęp harcerski i
      > biegi terenowe)
      3. Ta większość czasu to było aż 1,5 dnia w tygodniu (6dni/mies). Co po
      urodzeniu dziecka zostało ograniczone do ok 2dni/mies.
      4. Po urodzeniu dziecka całkowicie wycofałem sie z pierwszej wymienionej przez
      Ciebie formy. Cóż że Tobie Nimi zawsze mało. Oczywiście chciałaś całkowicie
      ograniczyć moje życie. Twoje dążenia dominacyjne zaznaczasz na każdym kroku,
      dziecko wykorzystujes jako pretekst.
      5. Dziecko wychowywaliśmy w pełni wspólnie razem.

      > w połogu dostałam krwotoku - zadzwoniłam z prośbą, żeby przyjechał, wrócił,
      bo może mnie będą
      > zabierali do szpitala - nie zrobił tego - był umówiony z kolegami na
      omawianie biegów po lesie,
      6. Zażądałaś Nimi abym w nocy wracał 150 km (publicznym transportem!!!) i
      rzucił wszelkie realizowane zobowiązania które wyjechałem sfinalzować, nie
      mając nawet możliwości poinformować o tym osób które miały się ze mną spotkać z
      rana. Sama nie chciałaś nawet zadzwonić po konsultację lekarską (musiałem Cię
      prosić telefonicznie abyś zadzwoniła do położnej skonsultować sytuację, bo
      miałaś przed tym opory)

      > więc ułożył teorię - hartowanie dziecka, dłuuugie spacery - a ją tą teorię
      realizowałam
      7. Dziś twierdzisz że spacery to mój postulat.
      W listopadzie na próbie mediacji wysunęłaś zarzut że nie chodziłem z dzieckiem
      na spacery - dając do zrozumienia terapuetom że Ty tego oczekiwałaś.
      Nimi - gubisz się ww własnej postawie.
      8. Przykro mi Nimi - lecz na długie spacery to ja wychodziłem z dzieckiem
      (mogę na specjalne życzenie przytoczyć tereny spacerowe jakie sam z córką
      zaliczałem). Złościłaś się nawet że nazbyt długie w porze zimowej. Szybciej od
      Ciebie miałem obeznane z córką place zabaw.

      > (ex jedynie kilkanaście razy umył córkę jak była dzieckiem - bo go tego
      nauczyli
      > na szkole rodzenia
      9. To kilkanaście razy to faktycznie było non stop przez 1-1,5 roku, i było
      całkiem fajną frajdą. Dopiero potem zaczęłaś włączać się w ten obowiązek.
      Zresztą do dzisiaj nie masz cierpliwości do dłuższych kąpieli, zabaw przy tym
      córki.

      > nie karmił,
      10. Twój zarzut o głodzenie powstał w ten sposób: że gdy raz TWOJA
      przyjaciółka przyniosła pod Twoją nieobecność córce paczkę paluszków to mała
      zjadła wszystkie paluszki, uznałyście to za objaw wygłodzenia dziecka. Od tego
      momentu ten zarzut żyje własnym życiem w Twojej głowie, bez jakiegokolwiek
      mojego negatywnego wpływu. (Ten moment powstania zarzutu pamietam dokładnie.)

      > nie brał na spacery,
      11. To juz było wyżej.

      > nie przewijał
      12. Nawet twoja własna matka (awersyjnie do mnie nastawiona, sic!) chwaliła
      mnie za przewijania córki - więc coś tu nie gra.

      > załatwianie mieszkania, akademika zawsze było moją sprawą, gdy zbliżały się
      wakacje
      13. Coż dla dziewczyny która tylko studiuje (nie było wtedy jeszcze dziecka)
      wykonanie kilku telefonu w poszukaniu kawalerki to jednak zbyt duży trud w
      stosunku do mężczyzny który jest tylko 8 godz w pracy. Coż kobieta - dla pani i
      władczyni, to jednak zbyt duży udział we wspólnym życiu. Gdy jeszcze
      mieszkaliśmy w akademiku - to listowna tego rezerwcja - to też jednak zbyt duży
      wysiłek.

      > ex zdziwiony moimi pytaniami gdzie i za co będziemy mieszkać
      odpowiadał - jak to, przecież twoi rodzice mają obowiązek do 26 go roku
      życia, nie? raz nawet nie chciał mieszkać wspólnie - wolał u swoich rodziców -
      bo tam ciepła woda bez oporu i internet
      14. No comment. Tylko uśmiech politowania.

      > kiedy agresja exa wzrosła do tego, zamykać na klucz w pokoju za karę,
      15. To smutne. Ale w Twoim "szale emocjonalnym" chyba 2 x zamknąłem przed Tobą
      drzwi.
      (Więc nie Ciebie w pokoju - lecz przed Tobą w pokoju).
      Bo Twoje agresywne zachownie zagrażało psychicznie córce.
      Takich ostrych zachowań było znacznie więcej niż 2. Były one notoryczne,
      cykliczne tak jak to wystepuje w cyklu zachowań sprawców przemocy.

      > że zaczął mnie policzkować, szarpać
      16. O ile dobrze pamietam to nawet ostatnim tego typu zachowanie wykazałaś się
      chyba 2 dni przed rozejściem, jednocześnie wciągając córkę do konfliktu.

      > przestałam dawać sobie radż z całą tą sytuacją, trafiłam do psychologa
      17. Niestety nie całkiem - na pierwsze, wspólne porady u psychologa musiałem
      Cię upraszac chyba przez dwa miesiące.

      > rozpoczęła się ostatnia moja walka o nasz związek: przeprosiłam go za swoje
      błędy (!!! będąc nadal bita)
      18. Nigdy nie walczyłaś wspólnie o nasz związek. Wspólnie przyjete zasady
      zrywałaś. Przykład w pkt 13 na "Dla kandydatek na samodzielną mamę".
      19. Słowo "Przepraszam" praktycznie nie gościło na Twoich ustach. Lub dotyczyło
      ono zaledwie niewielkiego fragmentu czynionych przez Ciebie krzywd. Np mogłaś
      pomiatać i poniżac mną przez cały dzień, wszystko w obencości córki. I na
      wieczór przeprościć zaledwie za ostatnie wyzwisko ze wszystkich z całego dnia.
      To byc może nawet bardziej przykre niż nie przepraszanie w ogóle.
      Przez ostatnie kilka 9 miesięcy - na moje pytanie nie umiałaś przpomniec ani
      jednego przykładu Twoich przeprosin (mówiłaś to co dzisiaj ale nadal bez ani
      jednego przykładu).
      20. Napastowany - oczywiście był Twój partner. Umaiałaś robić to nawet z
      dzieckiem na ręku, kopiąc ojca, a gdy spróbowałem sie bronić - to jeszcze
      wciagałaś dziecko do konfliktu zwracając sie do niego "Patrz jaki tatuś
      agresywny". Umiałaś kopać partnera bez zażenowania na ulicy.

      > powiedziałam, że chcę spróbować jeszcze coś budować;
      21. W całym trwaniu związku chyba tylko 1 raz zdarzyło ci się wypowiedzieć taki
      zwrot, pamiętam i doceniam (maj 2004). Lecz tę jedną "jaskółkę" sama
      zniszczyłaś, jak wszystko inne systematycznie. To tylko wyjątek potwierdzający
      regułę.

      > ex się na to wypiął
      22. Odniosłem się do powyższej myśli z chęcią i zapytałem o jak sobie to
      wyobrażasz, co zamyslasz w tym kierunku. Moje pytanie pozostało bez odpowiedzi.
      To - że ja za Ciebie nie odpowiedziałem na to pytanie - to nie jest wypięcie
      się, droga Nimi.

      > Postawiłam mu warunek:albo znajdzie pracę albo koniec.
      23. Owszem. Do szantazu emocjonalnego wykorzystałaś również tę sferę życia.

      > i udało mi się zrobić miesięczną separację na przemyślenie wszystkiego
      24. Nie Tobie udało się zrobić. Lecz była to sugestia psychologa, aby w
      oddzieleniu i krótkim dystansie odszukać siebie w tej sytuacji.

      > ex miał również znaleźć dla nas terapeutę (ja própbowałam znaleźć rok
      wcześniej i ex go nie
      zaakceptował)
      25. Nie próbowałaś znaleźć w poprzednim roku terapeuty - lecz psychologa (to
      różnica: pojedyncze wizyty a nie cykl terapi.)
      26. Zaakceptowaliśmy go oboje. Byliśmy na dwóch wizytach. Po których psycholog
      nie zalecił dalszych wizyt (bo nie
      • rita.tita Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 18:30
        > > w połogu dostałam krwotoku - zadzwoniłam z prośbą, żeby przyjechał, wróci
        > ł,
        > bo może mnie będą
        > > zabierali do szpitala - nie zrobił tego - był umówiony z kolegami na
        > omawianie biegów po lesie,
        > 6. Zażądałaś Nimi abym w nocy wracał 150 km (publicznym transportem!!!) i
        > rzucił wszelkie realizowane zobowiązania które wyjechałem sfinalzować, nie
        > mając nawet możliwości poinformować o tym osób które miały się ze mną spotkać z
        >
        > rana. Sama nie chciałaś nawet zadzwonić po konsultację lekarską (musiałem Cię
        > prosić telefonicznie abyś zadzwoniła do położnej skonsultować sytuację, bo
        > miałaś przed tym opory)

        W takiej sytuacji facet rzuca wszystko, jedzie stopem, zycie jego zony i dziecka
        jest zagrozone. Ten jeden fragment postu jest twoim najlepszym swiadectwem.
        Egoisty, tchorza, dla ktorego akceptacja obcych ludzi jest wazniejsza, niz zona
        i rodzone dziecko. Ciekawa jestem, jaki szacunek bys zdobyl u tych ludzi, z
        ktorymi miales to niezwykle wazne spotkanie, gdybys powiedzial: patrzcie, jak
        wazni jestescie dla mnie: moja zona wlasnie rodzi, ma jakies komplikacje i
        krwotok, a ja mimo to dotrzymale terminu spotkania i jestem tu wlasnie z wami.
        Zreszta i tak nie moglbym tam dotrzec, bo przeciez nie bede wozil sie w
        PUBLICZNYM!!! transporcie
        • nimi Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 09:18
          kochana, ja mu nawet zadzwoniłam na info pkp i wyszukałam trzy połączenia do
          torunia - gdyby skorzystał byłby po 3 godzinach...
    • kini_m Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 15:52
      > ex miał również znaleźć dla nas terapeutę (ja própbowałam znaleźć rok
      wcześniej i ex go nie
      zaakceptował)
      25. Nie próbowałaś znaleźć w poprzednim roku terapeuty - lecz psychologa (to
      różnica: pojedyncze wizyty a nie cykl terapi.)
      26. Zaakceptowaliśmy go oboje. Byliśmy na dwóch wizytach. Po których psycholog
      nie zalecił dalszych wizyt (bo nie umiał, bo nie był terapeutą). Juz powoli
      zaczynają mnie śmieszyć Twoje kłamstwa.

      > ex wyjechał na 2 tygodnie do Hiszpanii - w góry i żeby ochrzcić swoją
      siostrzenicę
      27. Oczywiście. Zostałem poproszony na chrzciny. Daty wyjazdu i powrotu o które
      się kłóciłaś były warunkowane nie wyjazdem w góry (czego było aż 3 dni spośród
      2 tyg.) lecz określeniem czasowym promocji ceny biletu (kto korzysta to może
      wie, a kilka stów piechotą nie chodzi) i pomocą w powrocie rodzinie z malutkim
      3-mies dzieckiem.
      Tylko co ma piernik do wiatraka, a chrzciny w rodzinie do naszego związku? Już
      mam coraz lepszy ubaw.

      > naszej córki nie chciał nigdy ochrzcić - to zabolało - po raz ostatni chyba w
      naszym związku
      28. PRZECIEŻ TY JESTEŚ ATEISTKA. DO KOŚCIOŁA NIE CHODZISZ CHYBA OD 7 LAT. ALE
      MAM UBAW.

      > potem poszło z górki: kolejne wakacje, w których ex nie był w stanie nic
      > nam zapewnić, jego miesięczny wyjazd w góry, ciągłe upokarzanie mnie,
      > wmawianie mi choroby psychicznej (ex bardzo wykorzystuje ze jestem dda),
      29. Nimi, ja w górach jeszcze nie wiedziałem że Ty jestes dda. Dopiero po Twoim
      rozejściu sie o tym dowiedziałem.

      > robienie na złość poprzez dziecko - np. mama nie zgadza się z tatą,
      > to tata się zamknie z córką na klucz i nie pozwoli nakarmić,
      30. Nimi, na klucz to przed teściową sie zamykałem w łazience gdy córkę kąpałem
      i to ci sie nie podobało. Ty już nie wiesz co pisać.

      > oględnie pisząc rozstanie nastąpiło burzliwie i nagle - po kolejnym ataku
      > exa na mnie
      31. Przecież to ty mnie ostatnia atakowałaś na ulicy na wakcjach, trzymając
      dziecko na rękach - ten ostatni przykład juz którys raz powtarzam. Łamiąc
      któryś kolejny raz wspólnie ustalone plany i uciekając do rodziców. Dwa, czy
      trzy dni przed rozstaniem. A nie licząc powrotu - to dzień przed rozstaniem.

      > mija 9 miesięcy od rozstania. W ciągu tego czasu ataki exa nie ustały - mimo
      > że miał na początku nieograniczany kontakt z córką (poza braniem jej na noc)
      32. Słabo pamiętasz. Na początku rozstania jeszcze pozwoliłaś wziąć córke na
      noc.

      > szarpał mnie u mnie w domu, zastraszał, dzwonił i smsował w środku nocy;
      33. Zastraszanie to Twoja domena, przykład SMSa: "Do czasu rozprawy mozesz
      odwiedzac Nadie wylacznie na Borowkowej w soboty od 15 do 19.30 oraz niedziele
      od 10 do 14. Jezeli bedziesz nas nachodził o innych porach wezwe policje."
      34. Mam to cały czas w telefonie (i nie tylko ten), może przyniosę na rozprawę.
      35. Jak widac w SMSie - Gdzie ten nieograniczony kontakt? Bujda.
      36. A teraz pytanie za 100pkt: Kto podsunął Ci myśl aby godziny odwiedzin nie
      zachaczały o posiłki, abym nigdy nie mógł towarzyszyć córce ani prz śniadaniu,
      ani przy obiedzie, ani przy kolacji? No kto, bo sama nie jesteś taka przebiegła.

      > Dziś - totalne odwracanie kota ogonem - wmawianie wszystkim dookoła, że to ja
      > go biłam, zastraszałam, że go nagle i nie wiadomo dlaczego odcięłam od
      > dziecka...
      37. Prwada, prawda, prawda (za wyj. tego kota)

      NIMI, na początku się trochę przeraziłem Twoim postem - ale teraz płaczę ze
      śmiechu.
      Przepraszam wszystkie forumowiczki, jesli uraziłem czytelników stylem
      odpowiedzi, wiem że trochę powaga tu ucierpiała.
      Ale teraz zaczynam rozumieć jak to jest kiedy się śmiejecie z Exów.
      (No, przepraszam ale to naprawdę w pewnym momencie czytając zaczyna być
      śmieszne.)
      Teraz bedę przez kilka dni musiał dochodzić aby cokolwiek napisać, aby z
      powrotem być tym, kim chcę być.
      Nimi, po co to robisz, po co o zarzutach o przemoc piszesz na forum o nie tym
      temacie?

      Domyślam się że powyższy tekst może zostać rozbity przez oprogramowanie na
      kilka części więc należy je czytać kolejno (od pkt 1 - do 37).

      Kolejnych ewentualnych tu postów Nimi nie będę już komentował, odnoszę się tu
      TYLKO 1 RAZ.
      Czas zakończyć te igrzyska.

      Po przeczytaniu już przez wszystkich (lub w innym dowolnym momencie) powyższej
      odpowiedzi na post Nimi, sugeruję do moderatorów wyciąć posty zapoczątkowane
      przez Nimi (zarówno Nimi jak i moje) bo taki kolejny pig-pong traci jakikolwiek
      sens.
      Dziękuję.

      Nimi, a jak chcesz dać upust energi, to wpadnij po rower, pożyczę, wiem że
      lubisz jeździć a chyba jeszcze nie masz.
      A tak bardzo chciałem pisać w duchu przezwyciężania dychotomi damsko-męskiej. A
      po naszej wymianie polaryzacja znowu wzrosnie. No szkoda.
      • kammik Re: mój głosik, moja historia 01.05.05, 16:04
        Kini - krotka, acz wydaje mi sie dobra rada. Zamiast pisac sążniste elaboraty
        na forum, wyliczające ile drzewek mijales na spacerach, zajmij się sobą.

        > Teraz bedę przez kilka dni musiał dochodzić aby cokolwiek napisać, aby z
        > powrotem być tym, kim chcę być.

        Mam nadzieje, ze to potrwa dłużej niż kilka dni.
    • nimi Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 14:02
      Za długo nie mówiłam nic o tym, co działo się w naszym związku - widzę teraz,
      że to jedna z rzeczy, które zrobiłam źle, bo teraz, kiedy nagle zaczęłam mówić
      o tym, co było złe, trudno mi uwierzyć.

      Ex znajdzie na każdą moją skargę kontrargument, nie bacząc na to że opiera się
      głównie na kłamstwach.

      Nawet na forum nie chciało mi się opisywać nic, bo zawsze byłam zdania, że
      tłumaczą się tylko winni, że najpierw trzeba krytycznie przyjrzeć się sobie.
      Ostatni rok o tyle mi dodał mądrości, że wiem, że nie tłumaczą się po prostu
      zastraszeni i ludzie bardziej skupieni na sobie, niż na innych.

      Myślę, że wdawanie się w dyskusję na tym forum z kini to po prostu z jego
      strony pogrywka, by znowu mnie pognębić, podocinać, zdołować, tak jak to było
      przez ostatnie lata naszego związku. Mam wiarę, że prawda i tak wylezie na
      wierzch. W necie nie udowodnię wam, ile kłamstw wypisuje tu kini, ale w realu
      mam świadków na to, jak "kochającym"tatusiem i jak "opiekuńczym" partnerem był
      dla nas przez ostatnie trzy lata.

      Na szczęście (dla mojej wiarygodności) dał też pokaz tego po rozstaniu - gdzie
      tym więcej ludzi mogło zobaczyć jego zachowanie - zamieszkałam u rodziców:
      szarpanie mnie, wyzywanie przy dziecku, zaniedbywanie małej, groźby, telefony i
      smsy w środku nocy, zakaz malowania się, pocięcie moich ubrań, ukrycie moich
      rzeczy, gdy przyjechałam po nie - schowanie np. mojej bielizny pod poduszką
      szwagra. Do tego dochodzi: propozycja spędzenia Wigilii na misji (do dziś nie
      rozumiem tego), manipulowanie dzieckiem (stawiam przed córką talerz z zupą, na
      co tatuś wyciąga czipsy i mówi: A teraz za to, że mamusia cię z tatusiem nie
      puszcza, tatuś mamusi zrobi na złość ) i wmawianie mu, że dziadkowie są
      straszni i chcą zniszczyć tatę, wyzywanie moich rodziców, grzebanie mi po
      szafkach - m.in. do zabawy z dzieckiem wyciągał moje staniki i majtki
      pozwalanie, by córka robiła, co chciała - m.in. pozwalanie jej na malowanie po
      ścianach i parkiecie kredkami, mimo, iż wiedział, że mam anie pozwala itp. itd.

      Myślę, że kini zdaje sobie z tego podświadomie sprawę i nie mam jednak takich
      zaników pamięci, by odwracać kota ogonem i twierzdić, że to on jest
      ofiarą "pani i władczyni" jak mnie tu nazywa. Wychodzi to choćby przed ważnymi
      sprawami - jak badania w RODKu czy rozprawy, przed którymi nagle zapada na
      zdrowiu (a może to brak przekonywujących argumentów??)
      • done2 Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 14:32
        Jedno co jest pewne, to fakt że Panu kini nikt nie dorówna w długości
        wypowiedzi. No po prostu ten człowiek się marnuje, tu, na tym forum. Powinien
        iść w politykę. Pod koniec jego wypowiedzi trudno pamiętać co pisał na
        początku. Długo z nim wytrzymałaś?
        • nimi Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 15:14
          Pięć lat - a co weselsze to jednym z jego ulubionych powiedzonek było... Ty
          mnie nie dopuszczasz do głosu!
          • kammik Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 15:37
            smile)))))))))))))))))))))))))))
            • verona26 Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 22:28
              Jestem w szoku. Po przecztaniu smutnej, momentami wstrząsającej historii Nimi
              byłam pewna, że jest ex to chyba jakiś potwór, ktoś niezrównoważony itp. i
              gdybym go spotkała na swojej drodze to mogłabym nie zapanować nad słowami. Tu
              jednak stało się coś, z czym nigdy się nie spotkałam na żadnym forum. Spotkały
              się dwie strony. Każda ze stron widzi daną sytuację często zupełnie inaczej, z
              innej perspektywy. Mój wniosek, strasznie banalny, nie oceniaj pochopnie.
              Skłaniam się ku temu, aby nie angażować się od dzisiaj w czytane tu historie
              (zwykle wszystko przeżywam i wściekam na tych "złych mężczyzn"), ponieważ
              wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane niż myślałam... Dla kogoś kto to w
              tej chwili czyta wydać się może to niezbyt mądre co napisałam ale dla mnie
              dzisiaj było to trochę jak zimny prysznic.
              • kammik Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 22:40
                Wiesz co, sytuacja nie jest znowu taka rzadka.

                Co do pochopnego oceniania -mnie tak naprawde (i chyba nikogo) nie interesuja
                szczegoly, ktorymi zasypuje nas tu kini. Nie jestesmy ławą przysieglych i nie
                decydujemy "winien" - "niewinna". Natomiast, kiedy czytam pretensje faceta, ze
                kobieta nie dosc skrupulatnie zapisywala, kiedy ją bił i wyzywał, kiedy czytam
                jak krwawiła w ciąży a dla jaśnie pana wazniejsze były "zobowiazania" zamiast
                bycia z rodziną, to wybacz - gó.. mnie obchodzą jego pokretne tlumaczenia i
                pseudopsychologiczny bełkot, jaki nam tu z uporem maniaka serwuje.
                • verona26 Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 23:26
                  No tak, jestem tu od niedawna i po raz pierwszy widziałam starcie się dwóch
                  stron, z tego co widzę w kilku wątkach. Dla mnie była to ważna lekcja.

                  Widzę, że kini nie ma tutaj dużego poparcia. Rónież nie chcę nikogo oceniać,
                  dziwnie się też czuję czytając czasem coś tak osobistego (w moim odczuciu).
                  Zastanawia mnie teraz jedno - czy nie jest tak, że pisząc tu, nie oczekuje się
                  tym samym właśnie takiej oceny (co ciekawe, że od całkiem obcych ludzi), lecz w
                  tym sensie, że potwierdzenia "mojej racji" i zanegowania "jego racji". Kolejne
                  pytanie - dlaczego tak mało w tym wszystkim myśli się o dobru własnego
                  dziecka... Już nie pytam więcej, nie ma prostych odpowiedzi, a takowych tutaj
                  ostatnio szukam...
                  • nimi Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 23:54
                    Na pewno nie ma prostych...

                    Mój wybór też nie był prosty. Każda ze stron zawsze walczy w imię dobra
                    dziecka. To bardzo wyświechtane. Ja wiem, że to forum nie rozwiąże mojego
                    konfliktu z kini, jak na ten moment nie ma takiego rozwiązania, chyba że łaska
                    niebieska na niego spłynie, w co nie mam siły wierzyć.

                    Tak naprawdę rozwiązanie byłoby proste, gdyby drugą stronę byłoby stać na
                    przestrzeganie podstawowych ludzkich zasad, np. niebicia, szacunku.
                    Ale niestety tu też są zbyt duże rozbieżności, bo gdy ja zażądałam prawa do
                    szacunku, eks zażądał dla siebie: prawa do regeneracji fizycznej, co w jego
                    wykonaniu oznaczało np. leżenie 6 godzin na dobę i chodzenie spać w butach.

                    W jaki sposób dyskutować z takim podejściem??

                    Dzidzia bardziej cierpiała mając na codzień skłóconych rodziców, tatę bijącego
                    mamę, wyzwiska. Od momentu rozstania do dziś jest dużo pogodniejsza, mniej
                    histeryzuje, w końcu dogoniła wzrostem rówieśników.

                    Czy szukam tu potwierdzenia? - raczej wsparcia. Przez ostatnie lata negowałam
                    swoje racje, dusiłam swoje prawa (zabraniałmi spotykać się z przyjaciółmi,
                    zakazywał wizyt u psychologa), teraz - tak - szukam potweirdzenia mojego prawa
                    do życia i wolności, nie tylko swojej, ale i córki.

                    Pozdrawiam ciepło
                    Asia
    • nimi Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 23:22
      Verono, gdzieś jednak musi być ta granica między rozbieżym punktem widzenia a
      kłamstwem.
      Ja właśnie przez ostatni czas opierałam nasz związek na rozbieżnym punkcie
      widzenia - czyli np. z jego punktu widzenia niedanie dziecku obiadu
      jest "wychowaniem alternatywnym" (stwierdził:"jak ja nie jem to ona też się tak
      przyzwyczai"), a z mojego - czystym lenistwem. Każde uderzenie, każde lenistwo,
      nieróbstwo i patologię można usprawiedliwić rozbieżnym punktem oceny.

      Ale jest gdzieś ta granica...

      A skoro rozstaliśmy się i nasze rozbieżności przestały się na codzień ścierać,
      powinien dać mi spokój - a on nagle stał się obrońcą praw ojca (przedtem
      potrafił trzy dni przed komputerem siedzieć, na córkę nawet nie spojrzeć, co
      dopiero mówiąc o spacerze) i dalej mnie dręczył.

      Wiesz, jego domeną było wyrównywanie takich rozbieżności - np. kiedyś wróciłam
      z uni, przewinęłam córkę i założyłam jej rajstopy, na co dziecko zostało mi
      wyrwane, a ja oberwałam kilkakrotnie gazetą po twarzy przy syku "Ja ci wtłoczę
      do łba, jak dziecko po chorobie trzeba ubierać. Tu masz artykuł, czytaj,
      czytaj". Chodziło oto, że "córka ma sobie stopy wietrzyć po chorobie".


      Uwierz mi, że wieeeele osób (w tym 3 terapeuci i psycholog) próbowało nadążyć
      za jego tokiem myślenia. Nadaremnie. I każdy stwierdził, że tu coś jednak
      wykracza ponad te rozbieżności...
      • ania_rosa Re: mój głosik, moja historia 02.05.05, 23:58
        Ja myslę, że mozna tu dodać jeszcze jeden aspekt. Wyobraźcie sobie, że
        pracujecie w poradni rodzinnej i jesteście psycholozkami. Przychodzi do was
        skłocone małżeństwo z zamiarem odbycia terapii. Ona klaruje swój punkt widzenia,
        potem zaczyna on. I na przykład mówi tak "wie pani, jak przyszłem do domu, to
        mnie cholera wzięła. Normalnie bym chyba su...zonie łeb wyrwał z kudłami, jak
        zobaczyłem, że puszcza bachora boso. Smarkacz chory, a ta go puszcza bez kapci,
        wzięłem i się zdenerwowałem, no i zdzieliłem sukę przez łeb". Ale dajmy na to,
        że on wcale tak nie mówi, za to odzywa się w ten sposób : "prosze pani,
        przyszedłem tutaj nie tylko na prośbę zony, ale także z własnej potrzeby i w
        imię miłości do zony i dziecka. Owszem, podniosłem na zonę rękę, ja wiem, że
        kobiety to nawet kwiatkiem... Jednak jej wysoce wątpliwe metody wychowawcze, jak
        puszczanie dziecka boso, a nadmienię, że dziecko to było w trakcie kuracji
        antybiotykowej... Cóż, nerwy mi puściły, bo humanum errare est- jak sama pani
        się doskonale orientuje. Jednakowoż moje intencje były dobre, choć ich
        realizacja nie była prawidłowa".
        Jak pamiętamy: bawimy się w to, że jesteście psycholożkami. Z racji zawodu,
        urzedu i etyki macie obowiązek być obiektywne. A jednak... Tak, inaczej się
        podchodzi do niewychowanego chama, a inaczej do wykształconego, gładkosłowego
        dżentelmena. Jedyne co ich łączy to to, że obaj pobili swoje żony. Jeden z nich
        jednak oprawił to w knajacką polszczyznę, zaś drugi zadbał o przeczytanie
        Kopalińskiego i paru podręcznikow z psychologii. Czy to jednak coś zmienia? Czy
        pewne rzeczy powinno się wybaczac łatwiej, bo ich autorzy są ludźmi o
        nienagannym glossariuszu?
        Nie da się ukryć: "dać przez łeb" brzmi inaczej niż "zastosować naganne
        procedury karcące umotywowane czynnikiem dobra dziecka". Taka sama różnica
        istnieje pomiędzy "nie dałem jej żrec, bo, ku.., nie" i "postanowiłem
        wprowadzić alternatywne metody wychowawcze w zakresie zywienia dziecka". Treśc
        jest ta sama, ale forma nie.
        Wiecie, czemu tak trudno zauważa się i interweniuje w przypadkach przemocy
        psychicznej stosowanej przez wykształcone osoby o wysokim statusie społecznym?
        Własnie dlatego. Bo słowa sa bronią potęzną.
        Wiecie, czemu przypadki schizofrenii czy depresji są stosunkowo łatwe do
        rozpoznania? Bo są oczywiste. Mają dośc klarowne objawy, łatwo je zweryfikowac,
        osoby chore nie są w stanie na dłuższą mete prawidłowo funkcjonowac w
        środowisku. Prędzej czy później choroba da sygnał i psychiatra (psycholog), czy
        nawet bliski znajomy będzie mógł to wychwycić.
        Z zaburzeniami o podłożu psychopatycznym jest inaczej. Tacy ludzie potrafią
        doskonale adaptować się do środowiska, mają może mało (lub wcale) przyjaciół i
        bliskich znajomych, często są samotne (po rozwodach, po rozpadach związku), a w
        pracy mają nierzadko opinię osób nieobliczalnych, jednak mimo to otoczenie ma
        zbyt wiele wątpliwości, aby wydac miażdżący werdykt. Jak pisałam kiedyś: żyłam
        ponad 20 lat z takim człowiekiem. Zawodowo szedł przez zycie jak burza. Dla
        obcych: symbol sukcesu i kultury osobistej. Nienaganne maniery, ujmująca
        osobowośc, niebywała erudycja. Dla dalszych znajomych: człowiek-dusza.
        Realizujący się na tysiącu pól, obiekt westchnień kobiet, przedmiot zazdrości
        mężczyzn, niedościgniony wzór cnót rodzinnych dla dalszej rodziny. Prawdę znali
        ci, którzy zyli z nim na co dzień. Część osób do dziś nie wierzy w pewne fakty,
        woli wierzyć w swoje iluzje.
        Ja nie wydaję tu wyroków, nie interesuje mnie pożycie Kini i Nimi. Ja po prostu
        wiem, jak wiele konców ma pospolity kij. Wiem też, że nie wszystko jest takie,
        jakim się wydaje być. I że czasem człowiek o niebywałym zasobie słownictwa, z
        olśniewającą racjonalizacją każdej rzeczy (krwotok zony, pobicie, aboslutnie
        każdy epizod pożycia) jest domowym tyranem, z którym żyć się nie da.
        Upokarzające jest jednak tłumaczenie, usprawiedliwianie się, odpieranie
        zarzutów. Robiłam to bardzo długo, az dotarło do mnie, że dla nikogo nie ma to
        znaczenia. Dla osoby chorej to nic nie znaczy, bo ona ma własną, jedyna i
        niepodważalną, wersję wydarzeń. Dla tych, którzy od dawna wiedzieli lub
        domyslali się także nie ma znaczenia, bo wyraźnie czuli, że coś jest nie tak i
        tylko się w tym upewnili. Dla tych, którzy uwierzyć nei mogą- tym bardziej nie
        posiada takie tłumaczenie znaczenia, bo odarłoby ich z własnych złudzen. O
        prawde niewarto walczyć publicznie- chyba, że w sądzie i tylko wtedy, gdy może
        to coś dać.
        Niestety trzeba się pogodzić z faktem, że w obliczu takich osobowości nic się
        nie da zrobić. Jedyna sensowna rzecz to odcięcie. Przy dużym szczęsciu w końcu o
        nas zapomną, choć bardziej prawdopodobne jest, że do końca życia pozostaną
        bojownikami o "słuszność". Dlatego trzeba się uodparniać i głuchnąć.
        Rosa
        • tumoi Re: mój głosik, moja historia 03.05.05, 20:33
          Masz sporo racji. Sama w najbliższej rodzinie miałam wujka o takich socjo czy
          psychopatycznych zachowaniach. Jako wykształcony człowiek potrafił się bardzo
          dobrze kamuflować na zewnątrz. Gdybym była osobą z zewnątrz chyba nigdy bym nie
          uwierzyła jego żonie ani dzieciom, że w domu miały z nim piekło. Ale ja bardzo
          często tam chodziłam i wszystko widziałam i słyszałam. Dlatego wiem, że takie
          osoby potrafią manipulować innymi ludźmi i faktami.
          A tak na koniec. Niedawno wujek zmarł - pierwszy raz byłam na pogrzebie na
          którym nikt nie płakał, łącznie z jego dziećmi i drugą żoną.
          • kini_m Re: mój głosik, moja historia 03.05.05, 23:29
            Droga Nimi,
            Tak jak zapowiedziałem ostatnio - nie będę już więcej prostował Twoich wersji
            na tym wątku.
            Za wyjatkiem sytuacji jeśli ktoś inny wyrazi taką wolę.
            Przyjmę tu tylko sugestię Rosy - odciąć się od Twoich wpisów.
            Z prawa do obrony będę korzystał - gdy ktoś wyrazi chęć je usłyszeć.

            Lecz jedną konluzję napiszę - w tym wątku dałaś zaprzeczenie innym własnym
            wypisom na forum - i jest to bardzo dobrym materiałem na inne rozstrzygnięcia
            jesliby zaszła konieczność konfrontacji. Ale nie będę Ci ułatwiał sytuacji
            dalszymi podpowiedziami. Ale mnie korci.... ale odpuszczę sobie. Sama zachodź w
            głowę.

            Droga Kammik
            Czytac nie umiesz?
            > Natomiast, kiedy czytam pretensje faceta, ze
            > kobieta nie dosc skrupulatnie zapisywala, kiedy ją bił i wyzywał,
            Gdzieś Ty to przeczytałaś?
            Tworzysz imaginację przeciwne do tego co było.
            Właśnie że ona to bardzo skrupulatnie zapisywała.
            Ale gdy zaoferowałem abyśmy w tym zapisywaniu WSPÓLNIE sie oboje pod tym
            podpisywali, dopisując każde ze swojej strony szczegóły sytuacji - to ona
            dotrzymała tego ustalenia przez tylko miesiąc, po czym ODMÓWIŁA, BO WOLAŁA
            PISAĆ JEDYNIE SUBIEKTYWNE JEDNOSTRONNE OPISY (KŁAMSTWA) W SWOIM PAMIĘTNIKU. NIE
            MIAŁA ODWAGI OPISYWAC SZCZEGÓŁOWO CAŁYCH KONFLIKTOWYCH SYTUACJI. JEDYNIE
            CHCIAŁA STOSOWANIE WYBIÓRCZOŚCI.

            > kiedy czytam
            > jak krwawiła w ciąży
            --Znowu czytać nie umiesz.
            Mylisz połóg z ciążą.
            CZY TY JESTEŚ FACETEM, CZY TO JUŻ ZBIOROWA IMAGINACJA?
            Rozumiem że jest fajnie tak imaginować nieistniejące zagrożenia,....

            Droga Verono
            Zgadzam się zasadnością odczucia poszukiwania potwierdzenia własnej oceny.
            I dlatego dla zerwania tej okoliczności nie komentuje kolejnych nieprawd Nimi w
            jej kolejnych wpisach - choćby były najbardziej bolesne, oszczercze,
            koloryzowane, itp.
            Czasem trzeba odpuścić, i przejść ponad tym.
            Pozwoliłem tylko jeszze odnieść tu do innych osób.

            Zadałaś pytanie:
            > Dlaczego tak mało w tym wszystkim myśli się o dobru własnego
            dziecka?
            Odp (nieco rozbudowana):
            O dobru dziecka polemizowałem na innych wątkach, np gdzie zauważyłaś sama na
            wątku "Dla kandydatek na samodzielną mamę".
            Niestety ktoś zmienił calkowicie dyskusję na tamtym wątku przypuszczając atak
            (równolegle tez na tutejszym wątku oraz na "moje dziecko juz placi za swoich
            rodzicow...: " oraz na "nigdy cię nie uderzyłem" w bezpieczeństwie kobiet
            wiedząc że tam też czasem odpisuję)
            Moje wpisy ostatnio mają juz tylko charakter obronny, przy czym właśnie aby
            tego nie kontynuować w nieskończoność - dla autorki tej sytuacji odpowiadam
            TYLKO 1 RAZ.
            Taki szturm na mnie autorka przypuściła już 16.04.05 na wątku " Eksia, Ex, Next
            i dzieci..." oraz 17.04.05 watkiem "kini_m". Przyprawianie garba? No cóż?? Nic
            nie poradzisz.

            Autorka całej tej sytuacji najwidoczniej nie może pogodzić się z sytuacją iż
            także przy moich wpisach kwitnie jakaś dyskusja i natychmiast przystępuje
            do "WYPALANIA PUSTYNI" wokół mojej osoby.
            Mnogość zranionych przeszłością tutaj osób, którym z łatwścią autorka buduje
            skojarzenia - ułatwia tylko te posunięcia. Cóż, to tylko żerowanie na uczuciach
            innych osób dla własnego emocjonalnego celu.
            Odpowiedź jaką uzyskałem od autorki sytuacji na wątku "do Nimi apel" jest
            porażająco nienawistna.
            Do obecnej sytuacji pasuje komentarz Milchy z wątku "Bicie-jednak?" i jest to
            jedyne właściwe wytłumaczenie.

            Droga Anko
            Współczuję osobom którebys obsługiwała w poradni rodzinnej.
            Na progu juz byś wiedziała kto jest winny i dlaczego właśnie mężczyzna?
            (Nawet starając się uciekać od słów: wina, czy ocena. Ale nadal jak w kawale o
            Leninie.)
            Pomożesz w ten sposób negatywnie zweryfikować każdy związek.
            Natomiast nie masz tu żadnego instrumentu na pozytywne weryfikacje związków.
            Nie umiesz oddzielić własnego doświadczenia od problemów innych ludzi.
            Dla poszerzania własnej wiedzy powinnaś oglądnąć film "Mężczyźni o tym nie
            mówią" z Peterem Strausem. Może wtedy w Twoich wpisach będzie coś
            konstryktywniejszego niż negatywne weryfikacje na bazie własnych
            doświadczeń. .....i realne spojrzenie.

            PS: nie dopisuj sobie kompetencji których nie posiadasz:
            >i psychiatra (psycholog), czy nawet bliski znajomy będzie mógł to wychwycić.
            --(Każdy przemocowiec uzurpuje sobie kompetencje ponad miarę.)

            > Z zaburzeniami o podłożu psychopatycznym jest inaczej. Tacy ludzie potrafią
            > doskonale adaptować się do środowiska, mają może mało (lub wcale) przyjaciół i
            > bliskich znajomych, często są samotne (po rozwodach, po rozpadach związku), a
            w
            > pracy mają nierzadko opinię osób nieobliczalnych, jednak mimo to otoczenie ma
            > zbyt wiele wątpliwości, aby wydac miażdżący werdykt. Zawodowo szedł przez
            zycie
            > jak burza. Dla obcych: symbol sukcesu i kultury osobistej. Nienaganne
            maniery,
            > ujmująca osobowośc. Dla dalszych znajomych: człowiek-dusza. Część osób do
            dziś
            > nie wierzy w pewne fakty,woli wierzyć w swoje iluzje. Upokarzające jest
            jednak
            > tłumaczenie, usprawiedliwianie się, odpieranie zarzutów.
            --(Jak ulał pasuje do autorki obecnej sytacji: Wzorowe oceny, indywidualny tok
            nauczania, w oczach wszystkich osób wzorowa mama. Towarzyska bez miary. W
            każdej sytuacji, nawet wątpliwej moralnie, się odnajduje. W życiu nie przyznała
            się do powaznego błędu - jak każdy przmocowiec. Natomiast jeśli ktoś się dobrze
            wczyta to moje wyznanie nienajlepszych zachowań może odnaleźć.)

            > Niestety trzeba się pogodzić z faktem, że w obliczu takich osobowości nic się
            > nie da zrobić. Przy dużym szczęsciu w końcu o nas zapomną, choć bardziej
            > prawdopodobne jest, że do końca życia pozostaną bojownikami o "słuszność".
            > Dlatego trzeba się uodparniać i głuchnąć. Jedyna sensowna rzecz to odcięcie.
            --(Co też czynię, nie odpowiadając więcej na zarzuty Nimi, choćby nawet
            wymyslała że groziłem zabiciem dziecka, lub czyniłem inne obrzydlistwa w
            stosunku do niej lub dziecka)

            > Jak pisałam kiedyś: żyłam ponad 20 lat z takim człowiekiem.
            --(Anka, tylko co to za socjotechnika dla kojarzenia Twojej opini o mojej
            osobie???)

            PS: Anka, i pomyslec że w swojej psychologi rozwodu twierdziłaś kiedys do mnie
            że mojej pani minie ta awersja (pamiętasz?).
            A dzisiaj dałaś sie wciągnąć na jedna ze stron.
            Tracisz dystans.
            I mówiłaś że Tobie nienawiść do exa juz przeszła.
            Chyba to jednak nieprawda - chyba właśnie spaliłaś sama Twoją psychologię
            rozwodu.
            Czas jednak nie leczy nienawiści - to zbyt słaba droga.
            Tu odkryłaś jak dla mnie nową prawdę: czas nie leczy ran, co najwyżej je tylko
            przyklepuje.
            • kubeczek_malutki Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 11:09
              Miałam sie nie odzywac, ale nie moge sie po prostu powstrzymac. To wprost nie
              mozliwe kini, jak Cie czytam, po prostu nie moge oprzec sie wrazeniu ze jestes
              wierną repliką mojego męza. A moze on Twoją? Niewazne...W kazdym razie az dziw
              bierze, że ziemia nosi takich ludzi...Nimi, nie jestes sama..To przerazajace
              ale mysle ze wiele z nas zyje z takimi nieobliczalnymi ludzmi. I z uporem
              maniaka oni nie są w stanie widziec choc malutkiej winy w sobie. Chocby
              malutkiej. Ja mysle ze takim ludziom potrzebna jest terapia i tym którzy z nimi
              zyją/zyli oczywiscie tez...Tak, tylko zeby oni chcieli sie jeszcze leczyc..
              • kini_m Re: mój głosik, moja historia 06.05.05, 02:02
                I z uporem
                > maniaka oni nie są w stanie widziec choc malutkiej winy w sobie.

                Kubeczku_malutki
                Wskaż mi chociaż jedno niechlubne zachowanie Nimi, lub choc malutla wine w jej
                zachowaniu. (W moim ja wskazywałem, bo mam godność ponad bałwochwalstwo.)

                No po prostu Nimi to anioł gnębiony przez potwora.
                Tylko czy tak sie zdarza w życiu?
                Oczywiście, wszystkie związki sa takie: ona - anioł, on - potwór.
                O moja naiwności, że myslałem że świat nie jest czarno-biały.
                Pozdrawiam, Kini_m
                (tylko kto zejdzie na ziemię?)
            • ann_mart Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 11:51
              kini_m napisał:

              > Droga Kammik
              > Czytac nie umiesz?
              > > Natomiast, kiedy czytam pretensje faceta, ze
              > > kobieta nie dosc skrupulatnie zapisywala, kiedy ją bił i wyzywał,
              > Gdzieś Ty to przeczytałaś?
              > Tworzysz imaginację przeciwne do tego co było.
              > Właśnie że ona to bardzo skrupulatnie zapisywała.

              No, to ładnie - Ty ja biłeś a ona to bardzo skrupulatnie zapisywała...


              > Ale gdy zaoferowałem abyśmy w tym zapisywaniu WSPÓLNIE sie oboje pod tym
              > podpisywali, dopisując każde ze swojej strony szczegóły sytuacji - to ona
              > dotrzymała tego ustalenia przez tylko miesiąc, po czym ODMÓWIŁA, BO WOLAŁA
              > PISAĆ JEDYNIE SUBIEKTYWNE JEDNOSTRONNE OPISY (KŁAMSTWA) W SWOIM PAMIĘTNIKU.
              NIE MIAŁA ODWAGI OPISYWAC SZCZEGÓŁOWO CAŁYCH KONFLIKTOWYCH SYTUACJI. JEDYNIE
              > CHCIAŁA STOSOWANIE WYBIÓRCZOŚCI.

              Pomijając już polszczyznę to co miała zapisywać z Twoim podpisem - że ją
              uderzyłeś pięścią??? A Ty byś napisał "nieprawda - otwartą dłonią i miałem
              dobry powód"? Nie ośmieszaj się.
              >
              > > kiedy czytam
              > > jak krwawiła w ciąży
              > --Znowu czytać nie umiesz.
              > Mylisz połóg z ciążą.

              A co to ma za znaczenie połóg czy ciąża??? A jakby dostała krwotoku nie będąc w
              ciąży i nie w połogu to byłoby mniej groźne?? To jest jakaś hierarhai
              krwotoków - jak w ciąży to jadę komonikacją publiczną, jak w połogu to
              samochodem, podwieziony przez kolegę, a jak nie w ciąży i nie w połogu to w
              ogóle nie jadę?
              Chryste, sam sobie wystawiasz świadectwo.

              > CZY TY JESTEŚ FACETEM, CZY TO JUŻ ZBIOROWA IMAGINACJA?
              > Rozumiem że jest fajnie tak imaginować nieistniejące zagrożenia,....

              No rzeczywiście - dostajesz krwotoku - pewnie jesteś zdrowa...
              >
              > Droga Anko
              > Współczuję osobom którebys obsługiwała w poradni rodzinnej.
              A ja nie smile)
              > Nie umiesz oddzielić własnego doświadczenia od problemów innych ludzi.

              A Ty potrafisz to świetnie (ironia)

              > I mówiłaś że Tobie nienawiść do exa juz przeszła.
              > Chyba to jednak nieprawda - chyba właśnie spaliłaś sama Twoją psychologię
              > rozwodu.

              Ty się, Kini_m, naucz czytać bo nie o swoim exie Ania_rosa pisze...
            • kammik Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 15:55
              Sluchaj, maly, żałosny damski bokserze. Jestes gnojem. Nawet nie duzym.
              Smieszną, malutką kupą gówna. Kuzwa żesz mac, jak chorym trzeba być
              człowiekiem, żeby w zdegenerowanym mózgu powstal pomysł sporzadzania protokołów
              z bicia partnerki?? I jaki debil bedzie sie bronil tym, że notatki
              byly "stronnicze"? I jak twoim zdaniem wygladal by obiektywizm? Nimi
              pisalaby "uderzył mnie w twarz i zamknąl w pokoju" a ty "w celu opanowania
              histerycznych reakcji zastosowalem srodki przymusu bezposredniego blablabla"???

              I co, nie dosc dokladnie zapamietalam, czy Nimi krwawila w ciazy czy juz w
              połogu i to twoim zdaniem zamyka sprawe? Rozumiesz kretynie, co oznacza krwotok
              w pologu? Dotrze kiedys do ciebie, gdzie wtedy jest miejsce partnera i ojca
              dziecka?

              A teraz po raz ostatni cos do ciebie napisze, za to duzymi literkami, podobno
              faceci sa wzrokowcami: ZJEŻDŻAJ STĄD!
              • mamamata Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 16:11
                Kammik, wiesz co jest najsmutniejsze? ze on by wlasnie tak napisal.
                > pisalaby "uderzył mnie w twarz i zamknąl w pokoju" a ty "w celu opanowania
                > histerycznych reakcji zastosowalem srodki przymusu bezposredniego"
                A potem poszedlby do psychiatry, zaciagnal tam dziewczyne i powiedzial: "Panie
                doktorze, moja partnerka jest niezrownowazona psychicznie. Bardzo ja kocham i
                chce chronic ja i nasze dziecko ale juz nie daje rady. To dla mnie takie trudne
                ale jej reakcje sa nieprzewidywalne. Wyzywa mnie od najgorszych a potem
                twierdzi ze ja uderzylem. Czy ktos to widzial? Ona ma przywidzenia. W dodatku
                wszystko zapisuje w notesiku, te swoje urojenia. No niech Pan sam powie,jak mam
                sobie z nia radzic.Jak jej pomoc? moze przyjalby ja Pan na obserwacje, troche
                sie zdystansujemy i odpoczniemy od siebie? Prosze mi doradzic co bedzie
                najlepsze dla dobra dziecka i jej oczywiscie, takie nieszczescie dlaczego to
                spotyka wlasnie mnie?" Ja sie nie dziwie, ze Nimi to zapisywala, zeby miec
                dowod dla samej siebie i innych, ktorzy nie widzieli, w jakiej jest sytuacji -
                tego co sie dzieje.
              • rita.tita Re: mój głosik, moja historia 04.05.05, 22:50
                Własciwie to nieglugo bede w Toruniu. Chetnie spotkalabym sie z kini i
                wysluchala jego zdania, moze nie umie sformulowac tego, co mysli i czuje,
                dlatego tez zle go rozumiemy - nie kazdy umie przelac swe mysli w slowo pisane.
                Kini, chcesz sie spotkac? Pozdrawiam
                • kini_m Re: mój głosik, moja historia 06.05.05, 02:04
                  z chęcią, ale do Torunia nie planuję
                  w przedstawmy sie wpisałem konkretniejszą lokalizację

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka