nimi
30.04.05, 23:35
Wzięło mnie na smutne wspominki, jak tak siedzę i poczytuje sobieto forum...
Samodzielna jestem od zawsze:
- utrzymywałam siebie, dziecko i niemęża za 700 zł, które otrzymywałam od
rodziców + moje stypendium + dodatki od babci i nieteściów; ex przez ostatnie
3 lata naszego związku przepracował kilka miesięcy, dziś po rozstaniu dalej
siedzi na bezrobotnym; w każdej sytuacji, gdy poruszałam temat pieniędzy, czy
pracy, słyszałam m.in.: Co ty, znowu na kosmetyki? Dla takiej K.... jak ty
nie mam motywacji pracować; Biegnij do sądu, to ci przyznają alimenty na
ciebie i dziecko, hehe
- po urodzeniu córki zostałam sama w wielkim mieście - moż3e nie aż tak
wielkim, bo Toruniu, ale sama - rodzina daleko, eks wyjeżdzał na większość
czasu do swoich rodziców (w ich mieści echciał prowadzić zastęp harcerski i
biegi terenowe); dzwonił do mnie wtedy - i opowiadał, jakie to ciekawe filmy
obejrzał przed chwilą w telewizji; w połogu dostałam krwotoku - zadzwoniłam z
prośbą, żeby przyjechał, wrócił, bo może mnie będą zabierali do szpitala -
nie zrobił tego - był umówiony z kolegami na omawianie biegów po lesie,
jakimś cudem zajrzała do mnie przyjaciółka i wszystko się jakoś skończyło
- całą pracę przy dziecku wykonywałam też praktycznie sama - ex jest bardzo
dobry w układaniu teorii, więc ułożył teorię - hartowanie dziecka, max
kontaktu z rodzicami, dłuuuugie spacery - a ją tą teorię realizowałam (ex
jedynie kilkanaście razy umył córkę jak była dzieckiem - bo go tego nauczyli
na szkole rodzenia; później gdy zostawał z nią sam było tragicznie - nie
karmił, nie brał na spacery, nie przewijał - prosiłam przyjaciółki, żeby
zabierały małą do siebie lub karmiły ją, gdy ja nie mogłam)
- załatwianie mieszkania, akademika zawsze było moją sprawą, gdy zbliżały się
wakacje, ex zdziwiony moimi pytaniami gdzie i za co będziemy mieszkać
odpowiadał - jak to, przecież twoi rodzice mają obowiązek do 26 go roku
życia, nie? raz nawet nie chciał mieszkać wspólnie - wolał u swoich rodziców -
bo tam ciepła woda bez oporu i internet
- kiedy agresja exa wzrosła do tego, że zaczął mnie policzkować, szarpać
zamykać na klucz w pokoju za karę, przestałam dawać sobie radż z całą tą
sytuacją, trafiłam do psychologa, rozpoczęła się ostatnia moja walka o nasz
związek: przeprosiłam go za swoje błędy (!!! będąc nadal bita), powiedziałam,
że chcę spróbować jeszcze coś budować; ex się na to wypiął
- postawiłam mu warunek:albo znajdzie pracę albo koniec i udało mi się zrobić
miesięczną separację na przemyślenie wszystkiego - ex miał również znaleźć
dla nas terapeutę (ja própbowałam znaleźć rok wcześniej i ex go nie
zaakceptował) - ex wyjechał na 2 tygodnie do Hiszpanii - w góry i żeby
ochrzcić swoją siostrzenicę (naszej córki nie chciał nigdy ochrzcić) - to
zabolało - po raz ostatni chyba w naszym związku
- potem poszło z górki: kolejne wakacje, w których ex nie był w stanie nic
nam zapewnić, jego miesięczny wyjazd w góry, ciągłe upokarzanie mnie,
wmawianie mi choroby psychicznej (ex bardzo wykorzystuje ze jestem dda),
mówienie mi że jestem złą matką, robienie na złość poprzez dziecko - np. mama
nie zgadza się z tatą, to tata się zamknie z córką na klucz i nie pozwoli
nakarmić, nie pozwoli wyjść na spacer(aż dziecko płacze i histeryzuje);
- oględnie pisząc rozstanie nastąpiło burzliwie i nagle - po kolejnym ataku
exa na mnie
mija 9 miesięcy od rozstania. W ciągu tego czasu ataki exa nie ustały - mimo
że miał na początku nieograniczany kontakt z córką (poza braniem jej na noc)
- szrpał mnie u mnie w domu, zastraszał, dzwonił i smsował w środku nocy;
kilka razy wezwałam policję - niewiele pomogło agresja narastała (próby
wejścia na balkon po drabinie, walenie w szyby, kiedy nie wpuszczałam go na
niezapowiedziane wizyty); przy dziecku - wyzywanie mnie, upokarzanie (To nie
jest matka, to jest gad., Mamusia tatusia nienawidzi, mamusia jest zła,
pamiętaj)
Dziś - totalne odwracanie kota ogonem - wmawianie wszystkim dookoła, że to ja
go biłam, zastraszałam, że go nagle i nie wiadomo dlaczego odcięłam od
dziecka...
Chaotycznie to bardzo i ogólnikowo, ale zawsze to pomaga, jak się można
wygadać...