Prosze o kilka rad...

19.05.05, 13:15

Witam! Opisze krótko moją sytuacje i proszę może ktoś mi pomoże.
Z ojcem syna byłam bardzo krótko,z ojcem ponieważ znęcał się nad nami
psychicznie,popelniał kilkakrotnie próbysamobójcze .Syn ma obecnie 3 latka a
jego ojciec od ponad 2 lat wogóle go nie odwiedzał i nie interesował się nim.
Pod koniec 2004 roku zadzwonil do mnie ze chciałby zobaczyć syna,wyraziłam
zgodę i w styczniu spotkał się z synem. Pomimo tego że pozwoliłam mu na
spotkania 1 raz w miesiacu on wystąpił do sądu z wnioskiem aby zabierać do
siebie na każda sobote i niedziele syna,w każde święta i 1 miesiąc wakacji.
ODWOŁAŁAM SIĘ OD TEGO WNIOSKU I SĄD UCHYLIŁ JEGO ŻADANIA . Ugodowo zgodziłam
się na widzenia syna z ojcem 2 razy w miesiacu po 2 godz. I zaczeły się
problemy.Ponieważ:
1. przyjeżdza z swoją rodzina ( rodzina sie bawi z synem itp.)
2. jak syn próbuje odchodzić od niego to zaraz wyciaga różne rzeczy z
reklamówek i tym go przekupia żeby siedział z nim.
3.żąda żeby jego rodzina wchodziła razem z nim do mojego mieszkania w
odwiedziny z synem,twierdzi że nie mam prawa odmówić jego rodzinie na
widzenie z dzieckiem.
3. zachowuje się wobec mnie agresywnie,arogancko,nie grzecznie,krzyczy itp.
4. jak go prosze o zmiane terminu bo np. w dniu wizyty cos mi wypadlo to nie
chce sie zgodzic i ustalic innej daty.
5. jak dam mu znac ze syn jest chory i odwiedzin nie bedzie to zada innego
terminu a slyszalam ze jak dziecko jest chore to ten dzien przepada.
Moze ktoś z was wie jak to jest z tymi przepisami i co powinno być i jak na
tych odwiedzinach. a jeszcze jedno sąd ustalił ze dla bezpieczeństwa syna
widzenia mogą odbywać się tylko w mojej obecności . Wiec jak to bedzie gdy ja
bym zachorowała .
Jak byliśmy razem,nigdy się nie zajmowal synem.Nigdy nic przy nim nic nie
zrobil,trzymal go kilka razy na rekach.
Rozstalismy sie bo: w 1miesiacu życia syn został uderzony,bil mnie,podpalal
gazety,odkrecal gaz itp.
Wyrzucal nas z domu w nocy,wracajac ze spaceru nie wpuszczal nas do
domu,robil awantury . Po pelniał kilka krotnie proby samobójcze.Po ostatniej
próbie wezwał mnie psychiatra żeby mi powiedzieć wyniki badań powiedział mi:
że on już w dzieciństwie podejmował takie próby samobójcze i za pierwszego
małżeństwa także. Że jest to osoba chora która odmawia leczenia od dłuszego
czasu,skutkami tej choroby jest to , że chora osoba na ta chorobę robi to
specjalnie żeby zawsze być w centrum zainteresowania itp. I że on się nie
zmieni bo sie nie leczy i jesli podejme decyzje ze nadal chce z dzieckiem z
nim mieszkac pod jednym dachem to odpowiedzialność za zycie,zdrowie nasze
jest w moich rekach,bo zycie z takim czlowiekiem przewaznie konczy sie
tragedia,pokazal mi kilka przykladow z zycia z takimi osobami.Ze on jest
niedojrzaly emocjonalnie i psychologicznie i pomimo ze ma 32 lata to
zachowuje sie i mysli jak rozkapryszone dziecko wieku okolo 14 lat.
Jesli chodzi o te odwiedziny jego z rodzina to:
jego rodzina sie bawil z dzieckiem a on siedzi z boku i patrzy co chwile syna
wola daje mu z reklamowki zabawke i na tym koniec zadnej wspolnej
zabawy,rozmowy itp. Jak widzi ze syn odchodzi od niego to powtorka z zabawka
lub slodyczami. i tak jest cale 2 godz.
jak poszlismy na plac zabaw z synem to usiadl na lawce z reklamówkaa ja i
jego siostra bawilismy sie zsynem w piaskownicy,zjezdzalni,hustawce.Jak jego
siostra wolala go zeby pohustal syna czy porobil z nim babki to odpowiadl ze
nie po co niech maly usiadzie kolo mnie i posiedzi.
Do dnia dzisiejszego mam kontakt z jego mama i przy kazdej rozmowie mowila mi
(przez ponad 2 lata) ze on narazie nie potrzebuje kontaktu z synem , nie
odczówa potrzeby widzen itp.
nie ktorzy znajomi i adwokat twierdza ze on sie zainteresowal teraz synem bo
dowiedzial sie ze w ponownie ułożyłam sobie zycie (mieszkam z mezczyzna i
jego synem ) maja troche racji bo dlaczego zaraz sie odezwal a wczesniej nie
dawal znaku zycia.?
Tylko pytanie tak w moim przypadku
GDZIE BYL PONAD 2LATA?
GDZIE BYL GDY DZIECKO PRAWIE UMIERALO?
GDZIE BYl JAK MIAL ROCZEK?
JAK MIAL 2 LATKA?
JAK MIAL 3 LATKA?
Teraz sie odezwal i zada,syn go nie zna nie pamieta.Czyja to wina ...? Tylko
jego on podjol taka decyzje. Na kazde urodziny dziecka byly wysylane
zaproszenia bo co roku jest msza jego rodzina przyjezdzala a on nie.A ojciec
syna puka punkt 15.00 wchodzi z kilkoma osobami sie panoszy rzadzi itp.a o
16.55 mowi zbieramy sie wystarczy.
Mowi zrob cos jak przzyjade nastepnym RAZEM ZEBY MALY MNIEJ MOWIL,BYL
CISZEJ,NIE ROZWALAL ZABAWEK ITP.BO MNIE TO MECZY. JAK MU OSTATNIO
POWIEDZIAŁAM ZE MI TO NIE PRZESZKADZA NABALAGANIL TO RAZEM ZEMNA POSPRZATA I
ZE DUZO PYTA BO JEST W TAKIM WIEKU TO MI POWIEDZIAL ZE ZLE WYCHOWUJE SYNA I
JESTEM GLUPIA I NIE DLUGO JUZ GO NIE BEDE MIALA.
Naprawde juz sama nie wiem, co jest powodem odwiedzin. Kolejna niedziela
tatus przychodzi do syna i na dzien dobry tekst: dlaczego znowu nie jestes w
domu sama z malym tylko sa inni.Odpowiadam ze oni tu mieszkaja i w niczym ci
nie przeszkadzaja bo sa w swoim pokoju. Przejscie do pokoju syna, tatus
wyciaga to co ma dac i mowi no to synu wyciagaj klocki a ja popatrze. Syn na
to ze nie chce klockow bo chce bawic sie autami-on na to- no to sie baw- syn-
ale ja chce z toba -on na to- ale ja nie chce ja popatrze.Syn na to no to
pocio przychodzisz tato? ten drugi tato bawi sie zemna a ty nigdy nie cesz.-
On odp. no przychodze tak sobie i zeby porobic tobie zdjecia. (na kazdych
odwiedzinach robi okolo 10 zdjec samemu synowi). Za okolo 30 min. zapukala
corka do pokoju w ktorym bylismy proszac o podanie klucza bo zostawila u
malego w pokoju.(trwalo to gora poł minuty).Po 50 minutach tatus stwierdzil
ze to zapukanie przez corke bardzo go zdenerwowalo i popsulo zabawe z synem (
syn sam bawil sie autami a tato siedzial na fotelu i patrzyl w telewizor),i
wychodzi . Wychodzac burknol ze podaje do sadu sprawe ze utrudniam mu kontakt
zsynem,ze bedzie w wniosku pisal ze w czasie kiedy on przychodzi ma nie byc
innych domownikow bo on sobie tego nie zyczy bo mu
przeszkadzaja.Zaproponowalam zeby przychodzil kurator na odwiedziny a on na
to ze to nic nie da bo on potrafi przy swojej chorobie zmienic swoje oblicze
i byc przez te 2 godz. idealnym tatusiem.Jak naradzie nie bylo bardzo duzo
odwiedzin ale po każdych syn ma coraz gorsze zdanie o tacie. Po ostatnich
mowi mamo po co tata ... przychodzi on mnie nie lubi bo niechce sie bawic
itp. tata(2)... mnie kocha bo bawi sie zemna chodzi na dwor i mowi mi ze mnie
kocha a ten....tata(1) nic mi nie mowi tylko pyka zdjecia i mowi baw sie sam.
Moze wy wiecie o co chodzi jemu? jak wogole popatrzy sad na to ?
jestem w totalnej kropce..
nie rozumiem jak 30 poroletni facet moze zachowywac sie gorzej od trzy
letniego syna

Teraz z obecnym mezczyzna planujemy sie pobrac i zastanawiam sie czy moge
ojcu biologicznemu zabrac prawa?
Czy ograniczyc?
Czy moge zalozyc sprawe o podwyzke alimentow ,sprawa o alimenty byla ponad
rok temu?
Ma pelne prawa.
Jakie sa przepisy zeby mu zabrac prawa lub ograniczyc?
Czy bez mojej zgody moze robic zdjecia?
    • screen Re: Prosze o kilka rad... 19.05.05, 17:17
      Zatkało mnie!!sad( Myslałam, że mój ex próbował mnipulować moim życiem ale to co
      piszesz przechodzi ludzkie pojęcie. Nie potrafię Ci nic doradzić. Z
      psychopatami jest trudno, wiem to z własnego doświadczenia ale z takim jak Twój
      to jest po prostu tragedia. Dziewczyno walcz o swoje prawa i prawa twojego
      synka. Dobrze, ze dziecko przynajmniej widzi, że zachowanie ojca nie ejst
      normalne, pozytywne. No i przede wszytskim ważne, ze ma inny autorytet. Trzymaj
      się . Pozdrawiam
      • maria_rosa Re: Prosze o kilka rad... 19.05.05, 21:40
        Nie rozumiem po co wyraziłaś zgodę na te odwiedziny.
        Dziecko ma teraz mętlik w główce.Ułożyłaś sobie życie, znalazłaś faceta, który
        zaakceptował, ba - pokochał twojego synka. Napisz proszę co było powodem
        takowej decyzji,
        skoro wiedziałaś jaki jest biologiczny ojciec.
        Moim zdaniem:
        Kurator obowiązkowo przy każdej wizycie.
        Sądowne załatwienie sprawy w moim odczuciu jest niezbędne.
        Szkoda dziecka,pomijam tatusia po którym spodziewać się wiele dobrego nie można.
        Pomyśl tylko o psychice swego synka. Już mu siada, a co bedzie za parę lat, ba
        za kilka miesięcy?

        pozdrawiam serdecznie,
        • mloda12345 Re: Prosze o kilka rad... 19.05.05, 21:56
          sedzina na wstepie odrazu powiedziala ze jak dobrowolnie sie nie zgodze na 2
          niedziele to ona do widzenia 4-6 razy w miesiacu, bo ojciec ma szanse poznac
          syna . stwierdzila ze moze do tego dojrzal.
          • mloda12345 Re: Prosze o kilka rad... 19.05.05, 21:59
            czytalam kalkulatory zeby obliczyc alimenty na dziecko i jest tam jak obliczyc
            na jedno dziecko. a jak jest z tymi oplatami za mieszkanie itp. jesli w
            mieszkaniu jest 5 osob. dzieli sie to na nas wszystkich 5.
            • maria_rosa Re: Prosze o kilka rad... 19.05.05, 22:06
              So siniorasmile)
              Na piątaka się dzieli, z dzieckiem włącznie.
              • sylszu Re: Prosze o kilka rad... 19.05.05, 22:13
                czytalam kalkulatory zeby obliczyc alimenty na dziecko i jest tam jak obliczyc
                na jedno dziecko. a jak jest z tymi oplatami za mieszkanie itp. jesli w
                mieszkaniu jest 5 osob. dzieli sie to na nas wszystkich 5.


                A gdzie są takie kalkulatory??
    • aqua696 Re: Prosze o kilka rad... 20.05.05, 01:47
      JA ukrylabym w pokoju kamera nagrala zachowania taty z kilku wizyt i wystapila
      o odebranie praw rodzicielskich-brak kontaktu tak naprawde z synem, moze np.
      zaprosic po cichu kuratora-albo psychologa dzieciecego do pokoju obok lub na
      plac zabaw do obserwacji prywatnie nawet za kase niech posiedzi na lawce obok i
      napisze jak to wyglada jako osba postronna, nagrywanie kazdej rozmowy miedzy
      toba a "ojcem",
      podziwiam za cierpliwosc
      oczywiscie wyciagnac chorobe ojca na sprawie o odebranie praw -moze niech ten
      lekarz bedzie swiatkiem-przeciez te kontakty zaburzaja rozwoj dziecka!! i jego
      psyche
      A to ojciec odmawia leczenia -i warunke np, przywrocicsz kontakty jesli bedzie
      sie leczy i tylko w obecnosci kuratora-odmawia leczenia dobrowolnie wiec ty z
      obawy o zdrowie dziecka odmawiasz kontaktow z ojcem-ciekawe czy na wiesc o
      slubie nie uderzy w probe samobojcza przy dziecku i u ciebie w domu?? A to by
      bylo dopiero dla dzieci obydwojga bardzo ciezkie przezycie.
      Alimenty oczywiscie podwyszzyc.
      niewiem jak wyglada sprawa zdjec-kurcze co on z tym robi album czy to niejest
      jakies pogranicze z fetyszyzmem??
      • kini_m Re: Prosze o kilka rad... 21.05.05, 02:12
        Młoda
        Kierunki jakie sugeruję:
        1. Skończyc mysleć o ojcu dziecka jako psychicznym, bo taka postawa prowadzi
        jedynie do eskalacji. (Wskazujesz przyczyny rozejścia wyłącznie po stronie jego
        psychiki, a przyczyny są zazwyczaj po obu stronach.)
        2. Ułożyć sobie niestresowe współegzystowanie w konktaktach z ojcem dziecka.
        Czyli jaka przyjąć postawę,aby samej sie mniej stresować.
        (Jesli dobrze czytam, jedną rzecz już masz osiągniętą - zgodne
        współegzystowanie z nim, bo opisujesz że obecnie są jedynie przepychanki
        słowne.)
        W tym celu dobrze jest oprzeć się o przyjaciół i fachowców (a nie tylko
        stronników i pseudofachowców). A konkretniej osoby które pomogą
        Ci "odstersowić" te sytuację, a nie tylko będą "życzliwie" utożsamaiły się z
        tym jaką to masz trudną sytuację, a przez to wzmacniały Twój lęk o kontaktach z
        ojcem dziecka. Tutaj bardzo źle postąpił psychiatra o którym mówisz - zaczął
        Cię przestrzegać (jedynie wzbudzać lęki), zamiast dać kilka fachowych rad jak
        poukładać te stosunki.
        3. Zrozumieć, że ojciec dziecka spowodu tej czasowej "wyrwy" nie od razu będzie
        umiał chociażby bawić się z dzieckiem (umiejetność zabawy to też jedna z
        podstawowych waściwości rodzicielstwa, a do rodzicielstwa niełatwo sie dorasta,
        czasem nawet matkom). To niestety jest skutek sytuacji, nie błąd w człowieku.
        4. Tworzyć osbiste układy z ojcem dziecka, a nie poprzez pryzmat jego mamy czy
        innych członków rodziny. Jeśli spieprzyli mu dzieciństwo (co widąc w skutkach
        jego osobowości) to nie są najlepszymi opiniotwórcami co do niego.
        5. teraz troche o zabawach z dzieckiem:
        Zdaje się że kluczową sppecyfiką ojca dziecka są jego lęki.
        A konkretnie: po opisie jego ubogich zabaw z synkiem prawdopodobnie wynika że
        on boi się iż nie umie się bawić z dzieckiem i co wazniejsze może się bać że
        będzie z tej nieumiejetności rozliczany. (Być może takie rozliczalskie
        podejście czyniono mu w domu, byc może w Waszym związku także Ty nieraz go
        rozliczałaś.) Taka obawa przed rozliczaniem powoduje że człowiek dodatkowo sie
        blokuje i trudno mu przejawiać inicjatywę, np. w zabawach z dzieckiem.
        Co z tego wynika?
        - należy zdjąć czynniki które powoduję tu blokowanie jego udziału w zabawie.
        Takim czynnikiem na pewno są pozostali członkowie rodziny (rodzice, siostra,
        itp.) On po prostu przy nich nie umie zacząć byc spontaniczny, cały czas czuje
        ich wzrok. (Nawet pomimo to że dają oni mu poczucie bezpieczeństwa, takiego
        zastępstwa w tym czego on za dobrze nie umie.)
        Ale żeby on się poczuł bezpiecznie bez nich - musi Twoja osoba nie powodować w
        nim leków.
        Poza tym wyręczanie rodziny go w zabawach powoduje jego lenistwo do rozwoju
        umiejetności zabawy. (Kolejne utwardzenie problemu.)
        6. Uporządkuj swoją własną postawę, bo raz pytasz:
        "GDZIE BYL PONAD 2LATA?
        GDZIE BYL GDY DZIECKO PRAWIE UMIERALO?
        GDZIE BYl JAK MIAL ROCZEK?
        JAK MIAL 2 LATKA?
        JAK MIAL 3 LATKA?"
        Dziwiąc się brakiem ojca.
        Po czym za chwile pytasz:
        "Naprawde juz sama nie wiem, co jest powodem odwiedzin."
        Dziwiąc się jego obecnośią.

        7.Niewiele piszesz o Twoim obecnym partnerze. A jak prawdopodobnie jest on
        kluczem do sytuacji. Uważam że powinien on aktywnie się włączyć do sytuacji, bo
        jego obecność w zyciu dziecka budzi najwyraźniej niepokój w ojcu dziecka. Myślę
        że dla spokoju całej sytuacji (tu: spokoju ojca dziecka) powinien on spróbować
        się zaznajomić z ojcem dziecka. Ułożyć poprawne stosunki pomiędzy obu panami co
        napewno rozładuje część negatywnego potencjału.
        Bo osoba Twojego obecnego partnera też paralizuje psychicznie ojca dziecka. Nie
        powinno być tak że podczas odwiedzin u dziecka po obu stronach ścian są
        niechętne sobie osoby (dwóch facetów). Jesli Twój obecny partner Cię kocha (i
        dziecko) to "w zakresie" tej miłości powinno też mieścić się poprawne ułożenie
        stosunków z ojcem dziecka. Poprawne - czyli nie zza ściany.

        8.Syn na czas odwiedzin też nie powinien być oddzielony od reszty mieszkania
        (własnego domu). W zamkniętej klatce nic dobrego się nie rozwinie. Ta sytuacja
        doprowadzi tylko że powoli znienawidzi własnego ojca. Czy o to Ci chodzi?

        Czyli jeśli chcesz spokojnego rozwoju sytuacji powinnaś zdjąć napięcia
        towarzyszące całej sytuacji:
        - dążyć do podrzędnej roli pozostałych członków rodziny ojca dziecka (w
        stosunkach ojciec-dziecko).
        - obecny partner poukładać przyjaźnie stosunki z ojcem dziecka
        - popracować nad własnym stresem (z przyjaciółmi, terapeutą który uspokoi a
        nie utwierdzi Twoje lęki)
        - pomóc rozwinąć sie spontaniczności (kurator dodatkowo tylko paraliżuje
        sytuację), oczywiście kontrolując sytuację (a nie blokując)

        Screen, byś się wstydziła.
        > Dobrze, ze dziecko przynajmniej widzi, że zachowanie ojca nie
        > jest normalne, pozytywne. No i przede wszytskim ważne, ze ma > inny
        autorytet.
        Twoja wypowiedź to czarny humor. Czy Ty dążysz do znienawidzenia przez dzieci
        ich własnych rodziców?

        Maria:
        > Nie rozumiem po co wyraziłaś zgodę na te odwiedziny.
        Oczywiscie ze dobrze, że się zgodziła, bo:
        1. Brakiem zgody uczyniłaby sobie dodatkowy konflikt.
        2. Sąd i tak by umozliwił kontakty, zgada matki nie ma tu nic do rzeczy
        (jedynie postawa ojca, czyt: brak bezpośredniej szkodliwości.)
        Obie te rzeczy maja przełożenie na dziecko.
        A psychika dziecka najbardziej siada przy braku zgody rodziców, i podkrecaniu
        konfliktów.
        Niezgoda ruinuje.

        Aqua
        > JA ukrylabym w pokoju kamera nagrala zachowania taty z kilku
        > wizyt i wystapila o odebranie praw rodzicielskich
        Jeśli za brak inicjatywy do zabawy, powiedzenie do dziecka: Pobaw się klockami,
        oraz robienie zdjęć - odebrałabyś prawa do posiadania ojca. Ty naprawde nie
        rozumiesz co to są prawa rodzicielskie. To są prawa służące dziecku (mi.in. aby
        miało prawo oboje rodziców). A ten ojciec tutaj, na obecny moment, bynajmniej
        nie jest bezpośrednio niebezpieczny dla dziecka, a jedynie to nieumiejetny
        tatuś.
        Prawa rodzicielskie w gruncie rzeczy to nie są prawa służące dobru rodzica.
        Odebranie praw rodzicielskich zawsze odbije się negatywnie na dziecku
        (pozbawienie praw potwierdza utratę rodzica, nawet gdy to uzasdnione - co
        najwyżej jest to mniejsze zło dla dziecka, ale nigdy dobro dziecka).
        Kurator - wzmocni lęki tatusia co dodatkowo sparaliżuje sytację, inne spiskowe
        teorie także.

        Młoda, jeszcze jedno przyszło mi na myśl - szukając wspólnych obszarów,
        inicjatyw w zabawach: Czy nie mogłabyś nakłonić ojca dziecka aby nauczył
        dziecko obsługiwac się aparatem - jeśli ojciec tak się tym pasjonuje? (Nawet
        kup jedną kliszę na straty. Uważaj aby nie zaskoczyć tym ojca, może sie
        skrepować przy małym i nici z pomysłu.)
        A może niech on lub Ty kupi zabawkę aparat fotograficzny - i w końcu synek
        będzie miał wspólny temat z ojcem. Niech się pobawią razem w robienie zdjęć.
        (Szukaj takich wspólnych tematów, jakoś trzeba przełamać sytuację.)
        Pozdrawiam
        Kini_m
        • maja45 Re: Prosze o kilka rad... 21.05.05, 10:38
          Kini-sorki ale Twoje rady są z kosmosu!
          Wszyscy wokół maja chodzić na terapię i pracowac nad sobą , po to by ojciec-
          świr , który nie chce sie leczyć, mógł pobyć z dzieckiem.
          To dopiero.
          Moim zdaniem, to ojciec dziecka powinnien poddać sie intensywnemu leczeniu
          psychiatrycznemu i jakiejś psychoterapi, która nauczy go jak postępowaćz
          dzieckiem.
          To nie jest rola Mlodej, ona doprawdy nic nie musi!Dziewczyna musi mysleć o
          sobie, o swoim dziecku, nie o ex mezu i jego dziwnej rodzinie.Nie jest Matka
          Teresą tylko normalną kobietą , która ma prawo do szczęscia.
          Młoda powinna wystapić o ograniczenie praw rodzicielskich wasnie ze względu na
          chorobe psychiczna ojca.Warunkiem przywrócenia praw powinno byc poddanie sie
          przez ojca leczeniu.Kontakty z dzieciem przy obecności kuratora, bez obecności
          rodziny ex, która tez mi wyglada na niezle chora.
          Trzymaj sie dziewczyno i powalcz o swoje prawo do normalnego życia.
          M.

          • sm30 Re: Prosze o kilka rad... 21.05.05, 14:59
            podpisuję się pod mają45. tamte rady brzmią jak od studentki psychologii, która
            naczytała się wielu książek, tylko nie zna ludzi i życia ( poza
            biblotecznym ).... i jeszcze doszukuje się czegoś w "nowym tatusiu", mężczyźnie
            który pokochał kobietę i jej dziecko gdy tak wielu mężczyzn nie potrafi
            pokochać własnego
        • berkot Re: Prosze o kilka rad... 21.05.05, 16:10
          kini_ sugeruję zebys dał sobie spokój z udzielaniem rad.........
          • agnieszka3613 Re: Prosze o kilka rad... 21.05.05, 20:13
            Słuchaj. Miałam podobną sytuację. Złożyłam do sądu pozew o ograniczenie
            kontaktów ojca z synami. Powodów było mnóstwo. Oczywiście napisałam też, że
            rządam, aby byli teściowe także ograniczyli swoje wizyty. No i najważniejsze:
            poprosiłam o opinie psychologa z poradni psychologicznej. Tam nas skierował
            sąd. Myślałam, że to będzie jakiś stres dla dzieciaków ale pani psycholog
            bardzo umiejętnie prowadziła rozmowę i było okej. Dopięłam swego i teraz mamy
            względny spokój. Jak chcesz wiedzieć więcej napisz na priva.
            • kini_m Re: Prosze o kilka rad... 23.05.05, 20:11
              przyłączę sie do każdej polemiki, natomiast nie do podsycania walki
              Pozdrawiam
              Kini_m
        • mloda12345 Re: Prosze o kilka rad... 25.05.05, 09:37
          Tutaj bardzo źle postąpił psychiatra o którym mówisz - zaczął
          > Cię przestrzegać (jedynie wzbudzać lęki), zamiast dać kilka fachowych rad jak
          > poukładać te stosunki.
          ====Tu się mylisz bo to nie byla pierwsza proba i rozmowa.Ojciec dziecka nie
          chce sie leczyć i sie nadal nie leczy.Dawalam mu 3 razy szanse.I skonczylo sie
          tym co jest. Po dawaniu mu kolejnej szansy bylo jeszcze gorzej.

          >Niewiele piszesz o Twoim obecnym partnerze. A jak prawdopodobnie jest on
          kluczem do sytuacji. Uważam że powinien on aktywnie się włączyć do sytuacji,
          bojego obecność w zyciu dziecka budzi najwyraźniej niepokój w ojcu dziecka.
          Myślę że dla spokoju całej sytuacji (tu: spokoju ojca dziecka) powinien on
          spróbować się zaznajomić z ojcem dziecka. Ułożyć poprawne stosunki pomiędzy obu
          panami co napewno rozładuje część negatywnego potencjału.
          Bo osoba Twojego obecnego partnera też paralizuje psychicznie ojca dziecka.
          Niepowinno być tak że podczas odwiedzin u dziecka po obu stronach ścian są
          niechętne sobie osoby (dwóch facetów). Jesli Twój obecny partner Cię kocha (i
          dziecko) to "w zakresie" tej miłości powinno też mieścić się poprawne ułożenie
          stosunków z ojcem dziecka. Poprawne - czyli nie zza ściany.
          ==== Moj obecny partner tez tak myslal i zrobil pierwszy krok .Zapoznal sie z
          ojcem syna, chcial z nim porozmawiac i troche porozmawiali,.. Ale byly chce
          zebym byla tylko w domu w czasie odwiedzin tylko ja ,syn ,on i jegoi rodzina. A
          ja i moj obecny nie zgadzamy sie poniewaz bylam bita itp. i mam obawy.=

          = jesli tez chodzi ze mamalo napisalam o obecnym facecie to ci krotko napisze:
          moj obecny sam wychowywal syna, teraz jak jestesmy razem wychowujemy dzieci
          wspolnie. Nie bede ci opisywac jak bylo wczesniej jak byl sam z synem a byla go
          odwiedzala bo to bez sensu (tez nie umiala podejsc do syna itp.). Ale teraz (od
          kad jest zemna) jest tak ze jest tak ze spotyka sie z synem kiedy ma tylko
          czas. mieszka 200 km od nas , umozliwilam jej nawet to ze jak chce spewdzic
          weekend z synem to spedza go w naszym mieszkaniu ( ciezko jej by bylo placivc
          za hotele).Nawet jak mial zlamana noge to wiezlismy syna do niej bo prosila.A
          moglismy to olac bo on ma 16 lat i nie chcial wogole znac matki. Ale po
          kilkunastu rozmowach zemna udalo mi sie ze sprobowal odbudowac ten kontakt z
          mama.Na dzien dzisiejszy maja dobry kontakt. I tak samo obecny chce zeby bylo
          dobrze,.Ale niestety bylemu nic nie pasuje.=

          > 8.Syn na czas odwiedzin też nie powinien być oddzielony od reszty mieszkania
          > (własnego domu). W zamkniętej klatce nic dobrego się nie rozwinie. Ta
          sytuacja
          > doprowadzi tylko że powoli znienawidzi własnego ojca. Czy o to Ci chodzi?

          ====ja nie zakazuje chodzenia po mieszkaniu tylko ojxciec dziecka mowi: nie waz
          sie wychodzic synu bo ci nie wolno bo ja jestem u ciebie.Masz tu siedziec i
          koniec. A jak syn wyjdzie to ma pretensje do mnie ze wychodzi.=

          Młoda, jeszcze jedno przyszło mi na myśl - szukając wspólnych obszarów,
          inicjatyw w zabawach: Czy nie mogłabyś nakłonić ojca dziecka aby nauczył
          dziecko obsługiwac się aparatem - jeśli ojciec tak się tym pasjonuje? (Nawet
          kup jedną kliszę na straty. Uważaj aby nie zaskoczyć tym ojca, może sie
          skrepować przy małym i nici z pomysłu.)
          miał wspólny temat z ojcem. =
          ====syn od roku ma juz chyba 3 aparaty i doskonale robi zdjecia no niestety
          nauczyl go obecny. Syn jest takim dzieckiem ze bardzo chce robic to co my
          wszyscy czyli: ja odkurzam on tez chce i kawalek dywanu odkurza, obecny cos
          robi z autem,czy robi meble to ssyn tez ma narzedzia i robia razem , syn meza
          uczy sie to maly tez sie uczy bo chce, cora bawi sie klockami to on tez.A byly
          twierdzi ze robi zdjecia tylko dlatego zeby miec w sadzie ze byl u syna.A
          zabawa taka go nie rajcuje.
          = ja nie musze szukac wspolnych tematow z synem bo ja je mam. To on ma szukac.
          A jak ja mu powiem ze maly lubi bawic sie w to albo w to to mowi ze to jego nie
          interesuje bawic sie nie bedzie. Mozeszty sie bawic, jak mnie nie ma. i koniec
          gadki. I zawsze mowi nie odzywaj sie bo te 2 godz. sa dla nas a nie zebym cie
          sluchal.
    • jonajona Re: Prosze o kilka rad... 24.05.05, 13:09
      Ad 3 - strasznie mnie zdenerwowało to co ujełaś w tym punkcie i dlatego dalej
      nie doczytam, za co przepraszam. Jednak muszę odpisać na to, co tak mnie
      zbulwersowało !!!

      Nigdy nikt nie może Cię zmusić do tego byś go wpuściła do swojego domu, jedynie
      policja z nakazem. Tym bardziej jego rodziny albo jego. Nie masz obowiązku
      zaprzyjażniać syna z jego rodziną !! to obcy ludzie dla Twojego dziecka i każdy
      sąd to powinien uznać. Możesz odmówic wpuszczania rodziny jego - ciekawe czy on
      wtedy będzie chciał widziec sie z synem. Prwdopodobnie wniesie wtedy o zmianę
      formy kontaktów, czyli np. będzie chciał dziecko do siebie zabierać - ale
      zawsze możesz walczyć o przekonanie sądu, że to sprzeczne z dobrem dziecka.
      Badania w R.O.D.K.
      Pozdrawiam
      • mloda12345 Re: Prosze o kilka rad... 25.05.05, 09:44
        jonajona wlasnie tak zrobilam i nie wpuscilam jego rodziny na ostatnim
        spotkaniu i wszedl sam. no i po okolo 50 min, wymyslil glupi powod i wyszedl
        straszac mnie. opisane jest pod koniec postu.

        on skladajac wniosek skladal zeby zabierac do siebie syna na kazda sobote,
        swieta,uroczystosci,ale ja sie odwolalam i sad opdrzucil jego
        zadania.Podejrzewam ze bedzie przychodzil bo on na sile chce go zabierac do
        rodziny.
      • mloda12345 Re: Prosze o kilka rad... 25.05.05, 09:51
        > Badania w R.O.D.K
        tez o tym mysle ale nie wiem jak syn ma 3 latka czy moge juz robic mu takie
        badania. Czy i jak mam wystapic do sadu o te badania.. Czy wogole w sadzie
        mowic o wieziach i emocjach syna z obecnym facetem, bo syn ma kontakt z obecnym
        okolo 2 lat , wiec znal tylko jego.A teraz nagle pojawil sie biologiczny.
        wiesz jak poznalam obecnego to pokilku chyba 5 spotkaNIACH SYN BYL BARDZO ZA
        OBECNYM A TERAZ JEST GLUPI ZA NIM I OBECNY ZA SYNEM TEZ. zANIM WYJDZIE DO PRACY
        TO BAWIA SIE PO GODZ. OBECNY MUSI MU WYTLUMACZYC DLACZEGO IDIE DO PRACY ITP.
        JEST TAK CO DZIEŃ. A jak sie zdazylo ze obecny szedl na 6 a nie na 7 do pracy a
        maly spal to jak wstal to byl plaCZ ZE TATA POSZEDL i go nie widzial. Jak
        obecny przyszedl z pracy to syn zrobil mu dziecieca litanie zalu i prtensji.
        • kini_m Re: Prosze o kilka rad... 26.05.05, 04:37
          Majo
          > Wszyscy wokół maja chodzić na terapię i pracowac nad sobą , po to by
          > ojciec-świr , który nie chce sie leczyć, mógł pobyć z dzieckiem.
          > To dopiero.
          > Moim zdaniem, to ojciec dziecka powinnien poddać sie intensywnemu
          > leczeniu psychiatrycznemu i jakiejś psychoterapi
          Niestety tak. Nawet w leczeniu alkoholizmu partner który nie pije zaczyna od
          terapi dla współuzależnionych, dla siebie.
          Niestety jesli gdy Młoda go poznawała to wtedy był normalny - to znaczy że umie
          być normalny i jest mozliwe to do osiągnięcia. Pomoc terapeuty może dać
          podpowiedź jaki w zaburzeniu tamtego porządku jest mój udział. Daje to szansę
          na poprawienie relacji - w konsekwencji pozytywne znaczenie dla dziecka.
          Niestety wmawianie choroby psychicznej jest formą przemocy psychicznej -
          zajrzyj na niebieska linię. Duża część ludzi tutaj ma skłonności do tego
          (włącznie z moja exią). I nie znaczy to że ja odżegnuję się od czyjegoś
          psychicznego odchyłu.
          > Dziewczyna musi mysleć o
          > sobie, o swoim dziecku, nie o ex mezu i jego dziwnej rodzinie.
          Niestety myślenie o dziecku to także myślenie o jego ojcu (nie za ojca), o jego
          CAŁEJ rodzinie (a nie tylko połowie). Wszelkie inne podejścia czynią z dziecka
          przedmiot sporu.

          Agnieszko
          > Oczywiście napisałam też, że rządam, aby byli teściowe także
          > ograniczyli swoje wizyty.
          W polskim prawie także dziadkowie mogą wystąpić do sądu, jesli są im utrudniane
          widzenia z wnukami.

          Jonajona
          > Nigdy nikt nie może Cię zmusić do tego byś go wpuściła do swojego domu,
          > jedynie policja z nakazem. Tym bardziej jego rodziny albo jego. Nie masz
          > obowiązku zaprzyjażniać syna z jego rodziną !!
          Niestety rodzic w pierwszej kolejności ma obowiązek ułożyć dobre relacje w
          otoczeniu dziecka a nie dążyć do izolacji od części jego własnej rodziny.
          > to obcy ludzie dla Twojego dziecka
          Rozumiem więc że też Twoi dziadkowie (z którejś strony) są dla Ciebie obcymi
          ludźmi...
          > i każdy sąd to powinien uznać. to sprzeczne z dobrem dziecka.
          Dobro dziecka dla Ciebie to pustosłowie, nie umiesz rozróżniać swojej agresji
          od dobra dziecka. Wybacz, ale to żałosne mylenie agresji z dobrem dziecka.
          Jeśli chcesz rozumieć dobro dziecka to jak najrzadziej używaj tego terminu
          wskazując na konkretne potrzeby dziecka.

          Młoda, masz faktycznie trudna sytuację, ale:
          -Niemniej uważam że właściwszą postawą psychiatry (psychologa, terapeuty, itp)
          jest zachęcenie do terapi rodzinnej celem umiejętnego dogadywania się obojga
          rodziców (a nie skupienie się na jednym partnerze, w rozmowie z drugim), bo dla
          dziecka trzeba byc w miarę normalną byłą parą.
          > A byly twierdzi ze robi zdjecia tylko dlatego zeby miec w sadzie
          > ze byl u syna.
          No to znaczy że jest przestraszony że go ograniczysz jako ojca. Przecież to
          wyraźny odruch obronny. Jeśli będziesz myślała na zasadzie że "on chce mi
          zrobic na złość" - tylko pogłębi Twoją frustrację.
          > A teraz nagle pojawil sie biologiczny.
          Niestety niewiele ma tu do rzeczy że tak późno, lub tak słabo zaczyna dojrzewać
          do ojcostwa. (Są też matki w których nie od razu z urodzeniem dziecka budzi sie
          macierzyństwo.)
          Reasumując: nizaleznie od jego odchyłów obyczajowych im szybciej uda Ci sie
          poukładać z nim w miarę zgodne relacje tym lepiej dla Twoich własnych nerwów -
          a więc i dla dziecka.
          Gdyż sądowe ustalenia niewiele dają - bo co to za różnica czy będzie sprawiał
          problemy 1xtydz, czy 2xmies To tylko reguluje częstotliwość frustracji, a nie
          jej zakończenie. Konsternacja dla dziecka nie minie - a powiem nawet że im
          będzie rzadsza tym dla dziecka wolniej oswajalna.... (wiem że to sprzeczne
          uczucia)
          • kini_m Re: Prosze o kilka rad... 26.05.05, 04:41
            a jeszcze co do tych dziadków - no to uważam że jeśli są przy każdej wizycie
            ojca to też uważam że to przesada. Może ze 30% ich udziału w wizytach (ok.
            1xmies) to bardziej odpowiednia relacja.
            • aggtt Re: Prosze o kilka rad... 27.05.05, 01:20
              Mloda,
              ale masz dziewczyno, klopot. Wiesz, mój ex jak przychodził zaraz po naszym
              rozwodzie, to raz chciał wejść z nową narzeczoną. Ale nie wpuściłam i policja
              mu nie pomogła, panienka musiała postać pod drzwiami... Jakiś czas potem w
              ogóle zerwał kontakt z Darią. I teraz zaczynam żałować, choć w końcu nie jesrem
              niczemu winna...
              Ale w Twoim przypadku - musisz mu zabronić przychodzenia z rodziną. Dziewczyny
              mają rację. I głowa do góry. Poza tym, nagraj to, jak Cię przy dziecku obraża.
              To też w końcu forma przemocy.
              Trzymaj się i pozdrawiam.
              • kini_m Re: Prosze o kilka rad... 29.05.05, 19:37
                > Ale nie wpuściłam i policja mu nie pomogła, panienka musiała
                > postać pod drzwiami... Jakiś czas potem w ogóle zerwał kontakt
                > z Darią. I teraz zaczynam żałować, choć w końcu nie jesrem
                > niczemu winna...
                Aggtt, więc jeśli mogłabyś ponownie to czy byś wpuściła z panienką gdyby to
                było przyczynkiem do utrzymania dla dziecka ojca? Żeby córka nie przeżywała
                tego co teraz, tego braku ojca.

                To bardzo wiele znaczy. Bo jeśli tak poboczne kwestie mogą mieć wpływ na
                kształtowanie przyszłej postawy ojca (u tak chwiejnych ojców), jeśli jakaś
                część wpływu na to leży w waszym (twoim) stosunku do rodziny exa - to może
                warto odpuścić tej rodzinie. To może nie stawiać tego tak stanowczo, bo nigdy
                nie wiadomo co ostatecznie przeważy o tym że człowiek się podejmie lub ucieknie
                od wyzwania rodzicielstwa.

                (Wiem że to sprzeczne z tym co prędzej napisałem, ale trzeba szukać rozwiązań
                dla dziecka.)
        • agusia.19 Re: Prosze o kilka rad... 05.06.05, 14:46
          Witaj,widze ze masz naprawde ciezka i niedogodna sytuacje.Moim zdaniem powinnas
          zrobic wszystko zeby zabrac mu prawa rodzicielskie-nie dosc ze nie interesowal
          sie dzieckiem przez dwa lata to jeszcze jest chory psychicznie i moze stwarzac
          dziecku zagrozenie,ja bym sie bala zostawic z nim dziecko.Pozdrawiam!!!
          • aggtt Re: Prosze o kilka rad... 05.06.05, 23:19
            kini,
            mysle, ze dla niego w koncu i tak przyszedlby kryzys ojcostwa...

            niczego nie żałuję!
            Myślę, że kontakt z tamtą kobietą mógłby mieć baaardzo zły wpływ na Di. A ja
            przede wszystkim muszę chronić moje dziecko, to mój obowiązek. Myślę, żę jej
            wizyta doprowadzić by mogła do kłótni, wyzwisk, baaardzo niemiłych docinków pod
            moim adresemw najlepszym wypadku. To jest osoba, która z premedytacją rozbiła
            nasze małżeństwo. Po prostu nie umiałabym wpuścić jej do mojego domu...

            Złej baletnicy i rąbek u spódnicy - dla prawdziwego ojca każdy kontakt z
            dzieckiem jest ważny, czy to w towarzystwie kochanki, czy nie. A to, czy jego
            rodzicielstwo było chwiejne - cóz, a może ktoś pomyśli o moich odczuciach? Ja
            też w owym okresie byłam co najmniej chwiejna - miłość mojego życia okazała się
            mistyfikacją.

            Młoda, nie poddawaj siee !
            • grzybnia Re: Prosze o kilka rad... 08.06.05, 15:32
              Bardzo współczuję sytuacji w jakiej się znalazłaś.
              Nasuwa mi sie jedno: owszem dziecku potrzebny jest ojciec ale ojciec jako osoba
              wychowująca a nie koniecznie związana biologicznie.Jeśli Twój nowy partner od
              pewnego już czasu wypełnia z powodzeniem rolę ojca dla Twojego dziecka podczas
              gdy biologiczny tatuś nie przejawiał nim dotąd zainteresowania nie widzę sensu
              zmieniania tej sytuacji w imię dobra tatusia biologicznego. To, że nagle z
              jakichś niewiadomych przyczyn postanowił spotykać się z dzieckiem, które prawie
              go nie zna nie jest wystarczającym powodem dla rujnowania świata, w którym
              szczęśliwie żyje Twój synek.Powinnaś jak najszybciej wpłynąc na odebranie
              biologicznemu praw rodzicielskich. Po co dziecku, które ma kochanego tatę jakiś
              drugi dziwnie zachowujący się pan, który twierdzi, że to on jest prawdziwym
              ojcem. Argument, że niektórzy długo dojrzewają do ojcowstwa jest uważam
              zupełnie nie trafiony. Pamiętajmy, że to pózne dojrzewanie odbywa sią kosztem
              małego człowieczka i całej nowo powstałej rodziny. Dobro psychicznego faceta
              jest zdecydowanie mniej ważne.






    • daga_ka Re: Prosze o kilka rad... 08.06.05, 16:29
      mloda12345 napisała:

      > Mowi zrob cos jak przzyjade nastepnym RAZEM ZEBY MALY MNIEJ MOWIL,BYL
      > CISZEJ,NIE ROZWALAL ZABAWEK ITP.BO MNIE TO MECZY. JAK MU OSTATNIO
      > POWIEDZIAŁAM ZE MI TO NIE PRZESZKADZA NABALAGANIL TO RAZEM ZEMNA POSPRZATA I
      > ZE DUZO PYTA BO JEST W TAKIM WIEKU TO MI POWIEDZIAL ZE ZLE WYCHOWUJE SYNA I
      > JESTEM GLUPIA I NIE DLUGO JUZ GO NIE BEDE MIALA.

      ...i niedługo juz go nie będę miała... Ciekawe co autor miał na myśli?
      • tygrysica_krakow mloda12345 -odezwij się do mnie 09.06.05, 12:41
        Chodzi o tę chorobę exa. Opisane przez Ciebie zachowania wykazuje również mój
        eks. Stosował wobec mnie przemoc psychiczną przez kilka ładnych lat. Fizyczną
        poniekąd również ( nie bicie ) ale zamykanie w pokoju, szarpanie, grożenie
        nożem... On też cały czas chciał być w centrum zainteresowania, podejmował
        próby samobójcze, był mitomanem. Chciałabym wiedziec co to za choroba i czy
        zagraża on mojemu dziecku. Napisz coś więcej. Najlepiej na maila. Bardzo Cię
        proszę. Pozdrawiam. Asia
Pełna wersja