Ale chyba mi się nie uda

Ex nie da mi spokoju. Teraz, kiedy w końcu
zdecydowałam się odejść (po 4 latach poniżania, bicia itp), on szaleje. Mamy
rocznego synka, ex stał się nagle strasznie spragniony jego obecności, musi
go mieć cały czas - tyle, że się nim nie zajmuje, wozi Małego cały dzień w
aucie i albo jeździ od mojej pracy do domu albo grozi,że wywiezie synka i juz
go nie znajdę. To dla mnie koszmar.
Dużo mnie kosztowało, żeby podjąc decyzję o odejściu, muszę spłacać ok 100tys
długu, które mój ex na mnie zaciągnął (a ja głupia mu wierzyłam, aż się sama
z siebie śmieję), on mieszka w naszym mieszkaniu, które oczywiście ja spłacam
i bimba na wszystko. Jestem gotowa to spłacać do samej śmierci tylko żeby on
dał nam spokój! Ale spokój jest oczywiście nieosiągalny
Ex straszy mnie, że mnie zabije jak nie wrócę (2 razy nawet próbował-potem
twierdził, że żartował, ale ja bałam sie naprawdę bo on jest nieobliczalny),
albo, że zabierze mi dziecko. Wydzwania do mnie do pracy i wygaduje jakieś
kłamstwa. Jak się go pozbyć? Czy łatwo ograniczyć prawa rodzicielskie? Nie
chcę go całkiem pozbawiać kontaktu z Małym dla dobra dziecka, bo chyba ma
prawo znać ojca. Ale czy jest możliwośc, żeby ojciec widywał dziecko tylko w
mojej obecności, bo to nieodpowiedzialny człowiek i przyznam, że sama się go
boję.