Dodaj do ulubionych

Witam jako nowa Samodzielna

05.07.05, 10:19
Dopiero rozpoczynam. Mam (już prawie) za sobą trzynastoletni związek, w tym
prawie pięć lat małżeństwa. Słońcem jest dla mnie trzyipółletnia córcia.
W danej chwili nie jestem w stanie nic więcej napisać.
Ale mam jedną prośbę, chcę sobie poradzić, ale jak??
Co pomaga gdy facet mówi, że w jego życiu jest ważna inna? A mnie tylko
żałuje, że tak mnie krzywdzi. Jak "odbudować" SIEBIE ?
Poradzę sobie, ale może Wy pomożecie, brak mi doświadczenia w rozstawaniu się
z facetami. Ostatni raz to robiłam gdy byłam nastolatką.
Ula
Obserwuj wątek
    • pelaga Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 10:45
      Czas leczy rany. Poradzisz sobie, wierze w to smile
      Rozstania sa trudne, szczegolnie, jesli rozmysla sie tylko jedna strona, ale da
      sie je jakos przyzyc. Za jakis czas sloneczko znow zaswieci smile
    • czekolada72 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 11:00
      Witaj smile
      Teraz Cie boli fakt porzucenia, rozstania - jak pisze Pelaga - cZas zrobi
      swoje. Ale przygotuj sie, ze jeszcze nie jeden raz Ci zycie dokopie w zwiazku z
      zaistniala sytuacja... ce la vie
      Ciesz sie Małą i nie doluj sie, a jak dol dopadanie - to wyzalaj sie ile
      wlezie smile
    • rosemary4 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 11:30
      Dziękuję.
      Czas już zaleczył mi kilka ran. Ale trochę się pożalę.
      Mieszkam nadal z mężem na piętrze domu, który należy do jego rodziny. Jego mama
      i siostra z córką nie przeszkadzają mi w ogóle, nauczyłyśmy się razem żyć, jest
      w porządku.
      Ona jest mężatką z dwójką dzieci i dzwoni do męża prawie każdego popołudnia.
      Pracuję z mężem w jednej firmie.
      On szuka innej pracy i zamierza się wyprowadzić do innego miasta.
      W ciągu dówch lat nie bardzo mam się gdzie wyprowadzić, nie mam zdolności
      kredytowej na mieszkanie.

      Ale najgorsze jest to, że widzę Go każdego dnia i jak mam poukładać wszystkie
      elementy swojej układanki?
      • pelaga Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 11:54
        Uklad, kiedy mieszkacie razem mimo, ze facet sie puscil i nadal utrzymauje
        kontakty z kochanka jest na pewno trudny do strawienia sad(( Przykro mi, ze
        znalazlas sie w takiej sytuacji sad
        Nie myslalas o rozwodzie z jego winy??? Moze warto zawalczyc i uwolnic sie od
        faceta, zasadzic alimenty i zaczac nowe zycie?
        Trzymaj sie dzielnie!
        • rosemary4 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 12:03
          Pytam, bo nie wiem: co daje mi rozwód z orzeczeniem jego winy? Bo alimenty i
          tak będę miała.
          • pelaga Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 12:24
            Orzeczenie winy daje mozliwosc zasadzenia alimentow na Ciebie nie tylko na
            dzieci. Sa sytuacje, kiedy warto o to walczyc. Jesli oczywiscie wina jest
            ewidentna i do udowodnienia. Jesli jestes w stanie udowodnic jego zdrade
            (swiadkowie, bilingi, maile, SMSY, zdjecia, itp.) to warto zawalczyc. I nie daj
            sobie wmowic, ze to, ze zdradzil to Twoja wina. Jesli bylo mu tak zle, to mogl
            sie po prostu rozwiesc, a nie szukac kochanki.
            • rosemary4 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 13:34
              Od razu wyjaśniam, jeszcze nie zdradził - mimo wszystko znam faceta, potrzeba
              mu trochę czasu, żeby przejść do rzeczy, ale z drugiej strony wiem, że to tylko
              kwestia czasu. A nie mam na ich kontakty żadnych dowodów, spotkali się tylko
              kilka razy (inne miasto), rozmawiają telefonicznie, piszą e-mail, wysyłają sms-
              y. Po prostu zadużył się jak szczeniak, a trwa to trochę ponad dwa miesiące. Ja
              wiem o tym, że mnie nie kocha i jest zainteresowany inną od dwóch tygodni.

              Ale wiesz - "puścił się z inną" chyba bym jakoś przeżyła (choć dziwię się samej
              sobie), ale ten kontakt i emocjonalny i grom go wie jaki jeszcze, który budują
              między sobą na moich oczach ... przygniata

              Nie jestem mu w stanie niczego udowodnić.
              • kotka.na.dachu Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 14:06
                Czyli jeszcze nie po wszystkim...
                Mieszkaj gdzie mieszkasz, pracuj gdzie pracujesz i powoli zapominaj i przechodź
                do normalności.
                Skoro to on odchodzi, to zobaczymy... może okazać się niewypałem
                jego "zadużenie".
                Może warto dać czas sobie i jemu?
                • rosemary4 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 14:26
                  Ja jestem za daniem tego czasu, oczywiście musi w tym międzyczasie zakończyć
                  znajomość. Ale z jego strony nie ma woli, ile ja już się nasłuchałam jego
                  szczerych wypowiedzi, co on czuje do mnie a co do niej. Jak to cholernie boli.
                  Dla niego roziązaniem jest rozstanie, bo na daną chwilę nie potrafi o niej
                  zapomnieć.
                  A narazie będę mieszkała w tym domu, trochę kasy w niego władowałam, mam
                  przyjazną sobie teściową, szwagierkę, zawsze jest kto zaopiekować się córką, to
                  one odbierają ją z przedszkola, ja pracuję.
                  Ale już oswajam się z myślą o byciu samotną mamą - nienawidzę stanu zawieszenia.
              • pelaga Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 14:40
                Taka zdrada emocjonalna, bez stosunku to dla mnie tez zdrada. Zreszta jesli
                faktycznie do niego nie doszlo, to niedlugo dojdzie, nie wierze, ze facet
                zaczeka do rozwodu. Wyprowadza sie do/dla innej, nie odchodzi dlatego, ze mu
                zle w malzenstwie, tylko znalazl sobie "wyjscie awaryjne". Dla mnie to jest
                jednoznaczne. Zbieralabym dowody. Moze detektyw???
                • rosemary4 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 14:46
                  Na detektywa mnie chyba nie stać, ale pomyślałam i przecież dzwoni do niej ze
                  służbowego telefonu, a ja mogę wystąpić o biling.

                  A co do stosunku, to chyba ma takie silne "parcie" na nasz rozwód, żeby mieć
                  wolną rękę - i nie tylko. ale śmieszne-((
                  • aggtt Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 15:59
                    ojjj, ... Rosemary... jeśli Cię to pocieszy to nie Ty jedna tak małaś... ale
                    wiem, ze to bardzo marna pociech sad((
                    • rosemary4 Re: Witam jako nowa Samodzielna 05.07.05, 16:18
                      Dziękuję za wysłuchanie i słowa otuchy. Zaraz wracam do domu - trzymajcie
                      kciuki, żebym nie wybuchła - córcia jest w domu.
                      Może odezwę się jutro, nie mam netu w domu.
                      Pa, pa
                      Ula
                      • scania81 Miałaś się odezwać, i co?! 06.07.05, 13:20
                        Jak długo będziesz nas trzymała w napięciu?
                        Napisz coś.
                        A co do rad jak odbudować siebie:
                        -idąc przed siebie patrz na świat tak, jakbyś miała za każdym następnym rogiem
                        zobaczyć najpiękniejszy widok, spotkać najmilszą osobę czy doświadczyć innego
                        cudu, czekanie na takie małe codzienne cudeńka skupia uwagę i odciąga ją od
                        problemów, a wtedy łatwiej jest je przezwyciężyć,
                        - więcej kontaktu z naturą, jezioro, las, pies, chomik?!
                        - najważniejsze: radość i pociecha z córy, mnie to utrzymało przy życiu (sorry
                        więcej nie piszę bo sie poryczałam do wspomnień)
                        • rosemary4 Ok, już piszę 06.07.05, 13:44
                          Wiecie co, od dwóch tygodni miałam wreszcie w miarę spokojne popołudnie. A co
                          się na to złożyło:
                          - Zanim jeszcze napisałam do Was, spotkałam w parku jakiegoś faceta (nawet mu
                          się nie przygladałam - w bliżej nieokreślonym wieku, niezbyt urodziwy). Szłam
                          przez ten park do pracy i próbowałam się uspokoić, tzn. nie ryczeć (byłam po
                          kolejnej miłej rozmowie z nim). On zaczął iść obok i pyta się czy wszystko w
                          porządku, przez kogo tak płaczę ... Najpierw prosiłam go żeby dał sobie spokój,
                          ale przecież musiałam dojść jakoś do pracy. Ale on szedło obok , mówił żebym mu
                          powiedziała, on jest obcy, ja powiem i będzie mi lżej. I tak od gadki do gadki
                          zamieniliśmy kilka zdań. Wiecie, on był pierwszą osobą, z którą w ogóle
                          rozmawiałam na ten temat.
                          - Potem napisałam na tym forum (dzięki za miłe słowa), najbardziej utkwiła mi w
                          pamięci wypowiedź, żebym dalej mieszkała tam gdzie mieszkam, żyła tak samo ...
                          To była racja: mieszkam w swojej części domu ze swoją córką, mamy tam babcię,
                          która bardzo kocha Gabę i się nią zajmuje, kiedy ja nie mogę, Gaba ma swoją
                          ukochaną siostrę cioteczną i ciocię, a jak on chce szukać szczęścia gdzie
                          indziej ...
                          - Porozmawiała sobie z mamą; razem z ojcem bardzo się przejmują, że jest coś
                          nie tak. Mama powiedziała, że cokolwiek się stanie zawsze mogę na nich liczyć.

                          Po prostu doszłam do wniosku, że jestem otoczona życzliwymi ludźmi i poradzę
                          sobie. Oczywiście będzie jeszcze trudno, ale takie jest życie, a jak facet nie
                          potrafi mnie docenić, to niech żałuje.
                          Muszę się tak podbudować, bo zwariuję. Bo ja go kocham.

                          A, i rada dla innych (może się przyda). Dopóki sama starałam się z tym uporać
                          nie prowadziło to do niczego dobrego, rozmowa z życzliwą osobą pomaga.
                          Do tej pory mój mąż był moim przyjacielem, a przyjaciółka-siostra od trzech lat
                          jest za granicą i za miesiąc wychodzi za mąż - więc gdzie jej miałam zawracać
                          głowę odkochującym się mężem.

                          Teraz już na bieżąco śledzę co dzieje się na tym forum i możecie być pewne, że
                          przy następnym dole wyżalę się u Was.
                          Ula
                      • nikita181 Re: Witam jako nowa Samodzielna 03.09.05, 10:08
                        wiem z doświadczenia, jak ciężko sie podnieść po porzuceniu. Najlepiej pomaga
                        taka myśl: Jeśli odszedł, to jego strata, nie moja. Widać, nie umial mnie
                        docenić. Zaczynam nowe , lepsze życie. Powtarzaj sobie to bardzo często.
                        Pozdrawiam, trzymaj się. Na pewno sobie poradzisz, jak my wszystkie.
    • rosemary4 ... 11.07.05, 14:17
      Napiszę kilka słów, może ktoś się zainteresuje, zresztą ja tego potrzebuje.

      Mój mąż dostał "kosza". Kobietka nagle się zorientowała, że nie chce mieć tego
      piętna, że to ona rozbiła nasze małżeństwo. On jej o tym powiedział
      telefonicznie w sobotę i ona "zaskoczyła". Zadałam mu pytanie czy jak wysyłała
      sms-y, maile i telefonowała do żonatego faceta z tekstami w stylu "bardzo mi
      cię brakuje, bardzo chciałabym się do ciebie przytulić", to myślała, że oni są
      małżeństwem tak dla zabawy i nie przyniesie to żadnych skutków.
      Zobaczymy na jak długo wystarczy jej tego myślenia...

      On chodzi przybity. Mówi, że tym bardziej nie możemy zostać nadal razem, bo
      traktował by mnie jak przeszkodę, która stanęła na drodze do jego szczęścia.


      Ale mam oparcie w rodzicach, siostrze. Ja już dawno nie widziałam u mego ojca
      zwilgotniałych oczu od łez.

      Ale, kobietki coraz bardziej przekonuję się o tym, że poradzę sobie sama z
      Misią.
      A z rozstaniem to chyba jest trochę tak samo jak z żałobą, najtrudniejszy jest
      pierwszy rok (nie mówię, że następne są różowiutkie) - każdą porę roku, każde
      wydarzenie trzeba przeżyć samodzielnie. On zaczął mnie do tego przyzwyczajać
      tydzień przed moimi 29 urodzinami.

      Ula
      • lilith76 Re: ... 11.07.05, 14:29
        > Mówi, że tym bardziej nie możemy zostać nadal razem, bo
        > traktował by mnie jak przeszkodę, która stanęła na drodze do jego szczęścia.
        >

        sądzę raczej, że czuje, że nikt go z otwartymi ramionami po tym wszystkim nie
        przywita.
        • margarita17 Re: ... 03.09.05, 00:32
          skąś to znam... a jak patrzy na mnie to sięlituję, bo jestem taka słaba
          psychicznie iczy sobie poradzę....
      • margarita17 Re: ... 04.09.05, 15:06
        Witam wszystkich
        U mnie sytuacja jest trochę inna a jednak podobna. To znaczy nie ma innej
        kobiety(tak twierdzi mąż), ale nasze uczucie wygasło... on już mnie nie kocha.
        Znamy się 11 lat, jesteśmy malżeństwem od 4. Zdal sobie z tego sprawę,
        wszystko, to znaczy nasz ślub, odbyło się tak z rozpędu. Kocha synka i on jest
        da niego wszytkim, ale mnie nie, nie chce spędzać za mną czasu, drażnię go ,
        jestem inna niż oczekiwał, jeteśmy przeciwieństwami i ... nie chce tego ciągnąc
        bo nie może się do czegoś zmuszać. Dla dobra dziecko i pełnej rodziny też jego
        zdaniem nie warto.
        Chyba nie muszę opisywać jak się czuję. No i co? nie bije mnie, nie robi
        awantur, nie kłocimy się jakoś specjalnie, takie ciuchutkie piekiełko w
        separacji "pokojowej", wkrótce nie tylko pokojowej...
        Ja... ja go chyba kocham.... zresztą jakoś strasznie się teraz nad tym nie
        zastanawiam, jest moim mężem, byl kiedyś przyjacielem, mamy fajnego synka, co
        tu rozmyślać. Ja chce się dogadac, spróbować, porozmawiać, zacząć jeszcze raz ,
        może z większym naciskiem na nas dwoje, nie na dziecko, nie na prace i na
        mieszkanie.
        Tylko ten mur obojętności, te gorzkie słowa , to w jaki sposób mi odpowiada
        czasem (choc rzadko w ogóle rozmawiamy, raczej kto i kiedy syna zabiera i
        odiera)
        Powiedzcie poddać się czy próbować? WArto? Umówiłam nas na terapię małżeńską..
        tylko nie wiem jak mu to powiedzieć... jak zapytać czy pójdzie ...
        nie chce byc cierpiętnicą która cały czas będzie na niego czekac, aż on sobie
        przemyśli i może wróci do mnie/ do nas albo nie...
        ale nie mam pojęcia jak do niego trafić i czy w ogóle podejmowac jeszce jakieś
        próby....
        poradżcie , jeśli byłyście w podobnej sytuacji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka