w skrócie: ex chciał zmniejszyć alimenty z 300 na 150 i wyzerować dług u
komornika. Trafiłam na młodą sędzinę, która stwierdziła, ze skoro on pracuje
za 600 zł, a ja założyłam właśnie działalność, to za 3 miesiące ja mogę wcale
nie potrzebować jego alimentów, a on biedaczek, do tego czasu moze stracić
pracę...
Sprawa nie została zakończona bo ja nie chciałam się zgodzić nawet na 50 zł
(w końcu ze względu na zaliczkę mam szansę na te całe 300zł!) i jest
zawieszona, a on ma możliwość za 3 miesiące, w styczniu ją wznowić.
Co teraz? Odwołać się i poprosić o zmianę sędziny, która chyba nie zna
kodeksu rodz-op, skoro dla niej stosunek zero do stu procent utrzymania
dziecka jest w porządku... Po za tym rzadna z moich wypowiedzi nie została
(jak to się nazywa?) zapisana. Czyli w protokole jest: jestem taki biedny,
mama chce mnie wyrzucić, a moje dziecko da sobie radę, bo ma zaradną matkę...
Czy może raczej zaatakować i złożyć o:
- odebranie praw (zbieram się od jakiegoś czasu, bo w ogóle zaniedbuje
dziecko, odwiedza raz na 4-6 miesięcy, niepotrzebnie siejąc zamęt w jej małej
główce..., nastawia dziecko przeciwko mnie, a co najgorsze jeśli już z nim
jest to nie zwraca na nią uwagi, albo podrzuca swojej matce, dlatego ma juz
ograniczone prawa i zakaz spotykania się bez mojej obecności)
- podwyższenie alimentów, bo skoro utrzymanie dziecka kosztuje 1000zł,to
chociaż do 500(ale nawet jak będzie 400 to mi starczy na dzień dzisiejszy) a
gdzieś mieszkać musimy, nie jak bbbbb pod mostem,skoro on/ona może z
dzieckiem utrzymać się za 600zł...
- zakaz spotykania się z córką, z tych samych powodów co odebranie,
- badania na przywiązanie dziecka do któregoś z rodziców jako dowód dla sądu?
już nie wiem co robić... pomóżcie, bo kieruja mną emocje i nie potrafię
rzeczowo na to spojrzeć...
oddam forum w dobre ręce i sprawne klawisze...