frango2
04.10.05, 13:10
Nie jestem samodzielna, ale moja rodzina stanęła przed problemem stworzonym
przez samodzielną. Brat mojego męża założył rodzinę mając poważne 28 lat. Z
żoną dorobili się dwójki dzieci. Mieszkali z teściową, niestety narastające
konflikty doprowadziły do ich wyprowadzenia się. Wiodło im się na początku
całkiem nieźle, niestety mąż zaczął sięgać po narkotyki. Stopniowo
towarzystwo stało się najważniejsze. Przestał pracować. Żona poszła do pracy,
ale wtedy okazało się, że postanowili dorobić się jeszcze jednego dziecka. Po
roku ona wróciła do pracy. Złożyła sprawę o separację i alimenty co
popierałam i starałam się ją wspierać. Pomagaliśmy zapisując najstarszego na
basen (tylko nie zawsze miał kto z nich go zawieźć jak nas nie było). Zawsze
coś kupowaliśmy dla nich. Od wiosny Tatuś przebywa w miejscu odosobnienia, a
w tym tygodniu okazało się że Mamusia nie mogąc z wiadomych przyczyn
wyegzekwować pieniędzy poda nas i Teściową o alimenty. Rozumiem, że jest jej
ciężko, ale przecież decyzje o dzieciach były ich świadomymi decyzjami, nie
byli małymi dziećmi, więc dlaczego ja i moja rodzina mamy ponosić
konsekwencje tych decyzji. Ja swoje dziecko urodziłam na 1 roku studiów,
oboje skończyliśmy mimo to studia, mamy dobrą pracę, sporo sami osiągneliśmy
naprawdę przez pierwsze lata ostro sobie wszystkiego odmawiając. A teraz w
imię solidaryzmu społecznego mam część swojego dorobku oddać komuś kto
świadomie doprowadził do sytuacji w której jak zwykle najbardziej cierpią
dzieci. Czy jestem złym człowiekiem decydując, że będę walczyć by niedopuścić
do jej zwycięstwa? Ale co z dzieciakami? Czy muszą ponosić konsekwencje
nieodpowiedzialności swoich rodziców? I jeszcze jej słowa: mam nadzieję że to
nic nie zmieni w naszych układach, ale takie jest prawo. Zmieni, już
zmieniło...