Dodaj do ulubionych

Po rozstaniu :)

08.11.05, 19:17
Ciekawa jestem co zrobilyscie zaraz po rozstaniu z exem, czy zaraz po
rozwodzie.
No i czy ingerujecie w zycie swojego exa, co notorycznie exiarom zarzucaja
macochy.
Obserwuj wątek
    • pelagaa Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 19:23
      Co zrobilam zaraz po rozstaniu niestety nie pamietam, nie powiem bylam przybita
      niepowodzeniem, choc to ja odeszlam. Ale rozwod mialam prawie 2 lata pozniej i
      wtedy to juz byla dla mnie ogromna ulga i radosc. Cala rodzina wypilismy
      drinka smile

      W zycie exa nigdy nie ingerowalam. Raz z powodu, ze nie mieszkamy w jednym
      miescie, dwa, ze ogolnie byly momenty, ze widywalismy sie raz na kilka (6,
      czasem 8) miesiecy i to tylko z powodu dziecka. Czasem kiedy mial przeblyski
      rodzicielskie zabieral dziecko do siebie (zaledwie kilka razy przez tych 9
      lat smile i wtedy zdarzalo mi sie gadac przez telefon z next, obie gadalysmy
      ludzkim glosem. Teraz od dwoch lat poza sadem (on zalozyl sprawe o obnizenie
      aliemntow i przegral) nie widujemy sie wcale.
      Bardzo jestem ciekawa, czy moje next uwaza, ze ingeruje w ich zycie smile Pewnie
      tak, samym tym, ze w ogole istnieje i burze jej lad zyciowy smile

      Ale ta ulga po rozwodzie to naprawde przyjemne uczucie smile)) Nie po to sie
      rozwodzilam, zeby teraz zyc zyciem exa smile Mam swoje wlasne smile Bardzo mile i
      przyjemne smile

      A jak jest u Was???
      • kai_30 Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 20:07
        U mnie też od rozstania do rozwodu minely dwa lata smile

        Od razu po moim odejsciu bylam nabuzowana pozytywna energia. Naprawde, zero
        dolow, wrecz przeciwnie, skrzydla mi u ramion urosly i wierzylam, ze teraz juz
        bedzie tylko lepiej. Dol, i to taki maksymalny, przyszedl w momencie, kiedy
        dotarlo do mnie, ze eks sie na nasze dzieci obrazil, z zemsty za moje odejscie
        chyba. Potem byl jeszcze wielki dol, kiedy dostalam zawiadomienie o wszczeciu
        egzekucji komorniczej, i kiedy okazalo sie, ze nie mam wyjscia musze splacac
        dlugi eksa, bo zostaly zaciagniete jeszcze w trakcie trwania malzenstwa. Ale
        pomalutku, pomalutku, zlozylam sprawe o alimenty, potem o rozwod, no a jak juz
        mialam wyrok z garsci to byla moze nie euforia, ale naprawde wielka ulga.

        A co do uprzykrzania zycia next - byloby mi trudno, zwazywszy, ze kontakt z
        eksem mam raz do roku, bo z taka czestotliwoscia przypomina sobie, ze jest
        tatusiem smile A tak naprawde to dziadkowie wypychaja go po wnuki, bo zawozi je do
        nich w wakacje. Co prawda, rok temu przyjechal z nekst wlasnie i elegancko
        przedstawil nas sobie na mojej wycieraczce smile Po czym zostaly mu wreczone torby
        dzieci, ktore przekazal next (reke mial w gipsie, biedaczyna, i nawet na
        ramieniu nic nosic nie mogl wink ), no i dzieci, na widok ktorych sie zdziwil, ze
        takie duze smile I tyle bylo mojego kontaktu, nie moglam rozwinac wrednych
        eksiarskich skrzydel wink

        A teraz mi lepiej, znacznie znacznie smile
      • pom Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 23:14
        > Bardzo jestem ciekawa, czy moje next uwaza, ze ingeruje w ich zycie smile Pewnie
        > tak, samym tym, ze w ogole istnieje i burze jej lad zyciowy smile

        Niekoniecznie uważa. Sama powiadasz, że mówi ludzkim głosem.
        Na stanie rodzinnym mam dwóch pasierbów i eksię i sobie kobiete chwalę pod
        względem absolutego braku ingerencji. Widziałyśmy się, rozmawiałyśmy (dzieci po
        raz pierwszy jechały z nami na wakacje). Od tamtego czasu, mimo, że zrobiliśmy
        gruntowny remont, nawet nie weszła do mieszkania, żeby zobaczyć z czystej
        ciekawości, tylko dzieci zeszły same na dół, choć mój jej chciał otwierać.
        Miałam stracha jak to bedzie, ona pewnie też. Ale żyjemy w zupełnie oddzielnej,
        wręcz idealnie odseparowanej harmonii.smile
    • kammik Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 20:07
      - Test ciążowy. Najpiękniejsza pojedyncza kreska, jaką w życiu widzialam
      - Jasne, zmuszam go do płacenia zabójczych alimentow oraz nie odbieram obfitej
      korespondencji z bankow, firm windykacyjnych itd., ktora wciaz przychodzi na
      adres, pod ktorym byl 5 lat temu zameldowany.
      • pelagaa Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 20:20
        > - Test ciążowy. Najpiękniejsza pojedyncza kreska, jaką w życiu widzialam

        Hehe smile Dobre smile Ach ta wiatropylnosc smile)))
      • virtual_moth Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 22:00
        kammik napisała:

        > - Test ciążowy. Najpiękniejsza pojedyncza kreska, jaką w życiu widzialam

        To Wy ze sobą spaliście?!
        • nilka13 Re: Po rozstaniu :) 08.11.05, 23:00
          Ach, faceci juz tacy są- mój nawet po kupnie nowego motoru dłuuugo nie mógł się
          rozstać ze starym....
          N.
        • dyrgosia Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 08:10
          > To Wy ze sobą spaliście?!

          I tu pojawia się ciekawy problem , kto jest zdradzany ? Jeszcze lub była , ale
          jednak żona czy nexia ?
    • elaw2 Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 08:43
      Po rozstaniu, choć to ja odeszłam byłam w kiepskim stanie. Małe dziecko, ja na
      wychowawczym, brak forsy i chlejący mąż i tatuś. Przez trzy miesiące
      dojrzewałam do decyzji, żeby napisać pozew rozwodowy. A potem było lepiej.
      Wróciłam do pracy. Skrzydła u ramion rosły. Nikt mnie nie potępiał, czego
      przyznam bardzo się bałam. Potem rozwód. W tym roku spłaciłam dług exa, co nie
      powiem kopnęło mnie po kieszeni.
      Moja Kaśka ma już 4 lata. Niestety ex nie przestał pić i dziecko mu zwisa. Ma
      nową rodzinę (ex, nie Kaśka). A ja: wciąż uczę się jak żyć. A życie byłego
      zwisa mi i powiewa. Do jego nowych rodzinnych układów nie wtrącam się i życzę
      im wszystkiego najlepszego i to bez żadnych złośliwych podtekstów.
    • scania81 Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 09:00
      Po odejsciu od niego w końcu poczułam sie w miare bezpieczna (wróciłam do domu
      ojca, po smierci matki, przynajmniej czułam sie pomocna...) chociaż i tak
      bardzo długi czas czekałam tylko na telefon, ze coś sobie zrobił, tak jak
      obiecywał, kiedy odchodziłam. Po 10 miesiacach rozwód. Czułam sie taka...
      wolna... Próboawałam układać sobie życie, ale się bałam, a teraz samo się
      ułozyło...
      W zycie exa chyba nie ingeruj, chociaż, moze troszeczkę... Kiedy wysyłam mu
      przypomnienie co to sa prawa rodzicielskie, za co mozna je stracić, i w jakiej
      sytuacji mozna pozwać jego matke o alimenty... Od razu znalazł pracę! ciekawe
      kiedy pierwsze alimenty wpłyną...?
      No i jeszcze za kazdym razem jak widujemy się w sądzie...
      • aglesnik Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 09:25
        ja zaczełam robic rzeczy na które nie miałam czsu czekając i gotując mu
        obiadki. i też NIC NIE ROBIŁAM!! z przyjemnościa bez wyrzutów sumienia, że
        bałagan, gary w zlewie itp.
        pewnie, ze było smutnawo, ale cóz...
        ja ingeruje w życie exia jeśli nawala w sprawie widzeń z dziećmi,a ostatnio
        jakoś częsciej, kiedy nie płaci lub z opóźnieniem i kiedy moje dzieci nie chcą
        się widziec z nexią a on na siłe (choć już teraz jej tez się małe potworki
        znudziły, skoro wiekiem odtaje na lat 17 do przodu).
        zresztą kiedyś mój ex stwierdził z przerażeniem, że pocieszał się .. kiedy
        rozwód koniec kontaktów, brak wpływu na życie Ale nic z tego . hehehehe
        my nie rozstawaliśmy się strasznie skomplikowanie i własciwie nie był taki
        zły smile ag.
    • diinna Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 09:20
      Nie ingeruje
      wsztskie wazne sprawy syna załatawiam sama.
      nie dzwonie
      nie pisze
      a wązne iformacje przekazuje korzystając z spotkan z dzieckiem.

      Ale prawde powiedziwaszy .. nmało mnie interesuje czy któras moje decyzja
      cwpłynie na to ze moja next tak pomyśli.
      A i jeszcze jeden streotyp do obalenia.
      Nie inetresuej mnie kim jest, nie chce jej poznac, nie chce wiedziec jak
      mieszkaja .. to sa dla mnie obcy ludzie
    • leeya Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 09:25
      Po rozstaniu bylam przerazona, zagubiona, bezsilna i czulam sie taka...
      nieatrakcyjna. Nie moglam zrozumiec, nie moglam myslec, czulam tylko bol. I
      moja ciaza, zagrozona, kiedy lekarz mowil "utrzymaj jeszcze troche, dziecko
      jest malutkie".
      Po porodzie jeszcze chcialam i wierzylam, ze cos w nim przeskoczy, zepodejmie
      odpowiedzialnosc za swoja rodzine. Nie chcial.
      Przeszlo mi, nawet nie wiem w ktorym momencie. Po prostu pewnego dnia obudzilam
      sie i poczulam, ze jestem wolna. Tak colkowicie i kompletnie. Do wniosku o
      alimenty dojrzewalam dluzejbig_grin

      Czy ingeruje w zycie exa? Hmmm.. Sadze, ze nie. Kulce poswieca 2 dni w tygodniu
      calkowicie. Poza tymi dniami wiem, ze nie moge do niego dzwonic, kontaktowac
      sie, nawet jakby cos pilnego sie stalo. I nie robie tego. Nexia mieszka we
      Wroclawiu, wiec dzieli nas kilkaset kilometrow, a wlasnie te pozostale 5 dni ex
      spedza we Wroclawiu. Jakas tam moja ingerencja istnieje tylko co miesiac
      11stego przy wysylaniu alimentow. Bo przeciez jak smialam o nie wystapicbig_grinbig_grinbig_grin

      Leeya
    • magdmaz Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 09:57
      A ja jestem w życiu exa wciąż obecna. Choć nie dzwonię. Nie piszę (jak już mnie
      przyciśnie, to czasem na maila odpiszę, ale nie zawsze). Nie dyskutuję, daję
      dzieci kiedy chce i podwożę dokąd chce. Nawet te 350 km jak trzeba. O alimenty
      się nie upominam, czasami rzuci ze dwie stówy, ostatnie były we wrześniu, za to
      dzieci ubiera, kupuje buty, no i zabawki (on, czy Teściowa?). Czasem jak mnie
      zdenerwuje przez relefon (w realu go rzadko spotykam), to mu tak naubliżam, że
      dostaje czkawki, bidulek. Ale: dzieci nie zmuszam, zeby dzwoniły, więc on musi
      wydawać na telefon; nie chcę mu oddawać za benzynę, jak przyjeżdża; nie
      pozwalam mu u mnie nocować, nie zawsze wpuszczam do domu i nie częstuję
      obiadem; mam inne zdanie; przede wszystkim wyniosłam się do małej dziury, przez
      co złamałam życie dzieciom, a jemu mocno utrudniłam - ot co!
      I teraz biedaczek nie bardzo wie, co ma zrobić z naszym wspólnym domem. Oddać
      kasę - nie oddać? Zjeść ciastko i mieć ciastko?
      Same problemy z tymi wrednymi exiarami. Bo są. A jakbym tak wpadła pod pociąg -
      jak by to było pięknie!!!
    • vialle Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 11:29
      oj, zdecydowanie nie utrudniam! Po rozstaniu bylam zdolowana, oboje bylismy
      zdolowani, w koncu to jednak cholerna porazka, mielismy za soba dlugi
      okres "niby proby" naprawiania i szarpanki emocjonalnej i mysle, ze oboje
      bylismy wykonczeni. Potem ja sie zakochalam i bylo mi znacznie latwiej niz
      jemu. Teraz kontakty mamy kiedy przyjezdza do syna. Poniewaz od jakiegos czasu
      pojawia sie coraz i coraz rzadziej to mysle, ze kogos ma, ale przeciez to jego
      sprawa - tylko kiedys poprosilam, ze jesli bedzie chcial poznac malego z nowa
      kobieta to niech mnie uprzedzi, troche mlodego przygotuje. I sama tez bym sie
      chciala przygotowac na rozmawianie z mlodym na ten temat. Odpowiedzial ze w
      ogole nie ma takiej sytuacji czy jakos tak, ale mam swoje zdanie jak go tak
      ostatnio obserwuje... Nie wiem czy spelni moja prosbe czy nie, pewnie nie, ale
      przynajmniej probowalam. A jesli mu sie uklada - to bardzo dobrze! To dobry
      czlowiek, ma duzo zalet i zasluguje na dobry zwiazek w zyciu. Nasz byl do bani,
      ale to nie znaczy ze on jest do bani - to naprawde fajny facet. I zycze mu
      szczesliwego zycia rodzinnego.

      Mam nadzieje, ze jak wejdzie kwestia nowej kobiety (w sensie ze syn ja pozna)
      to ze nie zaczna sie na tym tle jakies klopoty. Mam ogromna nadzieje, ze moj
      eks wybierze fajna babke, ktora bedzie dobrze traktowala naszego syna - bo
      jesli by mialo byc inaczej, to tu widze potencjalne zrodlo problemow. No i
      drugie zagadnienie to alimenty - kiedys tam umowilismy sie ze ma odkladac co
      miesiac dla mlodego ustalona kwote - i nigdy nie pytalam czy to robi. Mialam mu
      podac specjalne konto, na ktore bedzie to mogl wplacac (zeby nie szlo na moje
      osobiste) ale nie zrobilam tego bo on sie zastanawial czy moze bedzie wplacal
      na jakas polise etc. Nigdy nie okreslil sie z polisa. Ja nie pytalam, czy
      pieniadze odklada tak jak obiecal. Przyznam, ze mam obawy ze nie odklada...
      wiec troche boje sie to zgnile jajo ruszyc, ale pewnie zbiore sie w sobie,
      zaloze specjalne konto i poprosze zeby cala kwote uzbierana przez dwa lata
      przelal i zeby dalej juz tam placil... i pewnie bedzie problem, bo okaze sie ze
      nie ma odlozone tyle ile powinien miec. W zadne sposob nie lozy na dziecko,
      kupuje mu drobiazgi (slodycze, robi obiad kiedy sa razem), ale wszystko inne -
      oplaty, opiekunki, leki, ubrania, zabawki - wszystko to finansuje tylko i
      wylacznie ja i moj partner. Zaplacil za to za wakacje, na ktore pojechali
      razem. No i nie oczekuje ze oddam mu za benzyne za dojazdy do dziecka smile)
      Wolalabym nie dotykac tematu finansow w ogole, nie umiem gadac o pieniadzach,
      ale z drugiej strony - to jest kapital dla syna, na pewno mu sie przyda w
      zyciu. Nie mowiac o tym, ze zgodnie z prawem mu sie nalezy.

      A poza tym chyba mielismy duzo szczescia. I on mi coraz mniej depcze po
      pietach, a ja jemu w ogole.
    • an-da Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 12:50
      po rozstaniu: zaczęłam działać, więc uwierzyłam w swoją siłę i siłę mojej
      determinacji, ale emocjonalnie wciąż byłam rozbita, rzuciłam się w wir romansów
      dla potwierdzenia kobiecości, bo nie chciałam uwierzyć, że jestem "stara, gruba
      i brzydka", potem mi przeszło, hehe
      nie ingerujemy w swoje życie nawzajem, łatwo, bo wyjechał za granicę, nie mam
      pojęcia, czy jest jakaś nexia, czy nie, chyba też nigdy nie potraktuję jej jako
      nexi, ot, dla mnie obcy ludzie, tylko on jest krewnym mojego dziecka, na
      początku płacił alimenty, potem przestał, bo stracił pracę, gdy wyjeżdżał,
      obiecał, że jak znajdzie jaką pracę, to będzie nam przysyłał jakieś
      pieniądze... widocznie wciąż szuka...
      ostatni raz się widzieliśmy chyba w lutym... na lotnisku, przez pół godziny,
      jak odprowadzałam małego na samolot (wyjazd do teściowej),
      kontaktuje się teściowa, chce być babcią, kupuje prezenty, ubrania, zaprasza
      nie wiem, czy uznać to jako spłatę zobowiązań ojca, czy jako dobrą wolę babci,
      chyba jedank to drugie... jako ojciec jest do bani
    • baby111 Re: Po rozstaniu :) 09.11.05, 22:13
      po rozstaniu???? własnie sobie uzmysłowiłam, że moje rozstanie bardzo dłuugo
      trwało. a to z tego powodu, że Były nie mógł się zdecydować, czy chce być ze
      mną i Naszym Synem, czy z nową KObietą, a ja naiwnie wierzyłam, ze jednak
      wybierze mnie. i trwało to zdecydowanie za długo. czasem zarzekał się, ze to
      juz koniec między nami, ze wybiera nowe zycie z Nią a potem dzwonił i prosił,
      bym czekała. a ja cholera jasna czekałasmile az pewnego dnia w czasie jakiejś
      bezsensowniej kłótni szarpną mnie mocno i wtedy powiedziałm KONIEC. i było mi
      lekko, dobrze, bo wiedziałam, ze wolę, by Ona go sobie wzięłasmile
      a teraz??? wiem, ze Next jest juz jego zona, rozmawiałysmy raz jeden przez
      telefon. niby spokojna rozmowa, ale mimo wszystko nieswojo sie czułam. znam ją
      z opowieści znajomych i wiem, ze nie mam ochoty na spotykanie jej. dlatego nie
      kontaktuje sie z Byłym. chcę byc od nich jak najdalej a sprawy Synnka omawiamy
      szybko i bardzo oficjalnie. zobaczymy jak długo sie tak da.
      pozdrawiam.
      i.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka