Komu wierzyć?

25.04.06, 09:23
Cześć dziewczyny,

Zmieniam na chwilę nicka, bo chciałabym poprosić Was o opinię, a jednocześnie
zależy mi na zachowaniu anonimowości.

Z moim chłopem jestem od przeszło roku, mieszkamy razem, planujemy ślub za
kilka miesięcy i staramy się o dzidzię. Raz jest lepiej, raz gorzej ale
powarzniejszych problemów nie mamy.

Kilka dni temu zadzwoniła do mnie jego eks (parę lat temu wystąpiła o rozwód
i związała się z innym) i poprosiła o spotkanie. Zgodziłam się i teraz
cholernie tego żałuję, bo strasznie namieszała mi w głowie. Twierdzi, że
chciała mnie ostrzec, że w czasie trwania ich małżeństwa eks ją bił i wyzywał
i że czuła się w obowiązku mnie o tym poinformować. Mówiła, że próbowała to
ratować, proponowała terapię, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Nie wiem, co mam o tym myśleć. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, żeby
człowiek, z którym jestem związana, był zdolny do takich rzeczy.
Uwierzyłybyście? Przyznam, że trochę podkopała moje zaufanie do niego i
wprowadziła niepokój, ale może własnie o to jej chodziło? Z M boję sie o tym
nawet rozmawiać - on nic nie wie o naszym spotkaniu uncertain.

Napiszcie coś bo chodzę ropztrzęsiona i na niczym nie mogę się skupić. Może
ona się w ten sposób próbuje mścić?
    • iva2 Re: Komu wierzyć? 25.04.06, 09:32
      napisze Ci tak.
      jesli Twój instynkt podpowiada Ci, że cos jest nie tak, to tak jest!!
      jeśli w zachowaniu Twojego partnera cos budzi Twój niepokój, to znaczy, że coś
      napewno jest nie tak!! mnie nie raz przed slubem zapalała sie taka czerwona
      lampka w móżgu, że to nie powinno tak wyglądac, ale intensywnie to ignorowałam,
      wyszukiwałam setki logicznych tłumaczen na Jego zachowanie, niestety pół roku
      po ślubie nie dało sie juz znaleźć wytłumaczenia.

      nikt tak naprawdę nie rozwieje Twoich obaw, napisałaś w dużym skrócie.
      nie wiem co Ci doradzić.
    • la.loba Re: Komu wierzyć? 25.04.06, 09:42
      Ex postawiła dość poważne zarzuty, nie piszesz czy poparła je jakimiś dowodami,
      ale i tak musiała zasiać powżne ziarno wątpliwości w Tobie skoro poruszasz ten
      temat. Niestety nikt Ci nie powie wierz jemu albo jej , sama musisz podjąć
      decyzje. Z tego co piszesz to jednak masz przeczucie , że coś jest jednak nie
      tak jak powinno, bo gdyby bylo inaczej to nie miałabyś teraz wątpliwości.
    • bojana Re: Komu wierzyć? 25.04.06, 09:49
      Za jej wersją wydarzeń przemawia fakt, że to ona go zostawiła. Gdyby on ją
      zostawił to mogłaby się mścić, a tak? Mało prawdopodobne aby mowa była
      o "zemście".
      Zaufaj temu co czujesz. Rozmawiaj z facetem i niedługo wyrobisz sobie pewnie
      swoje zdanie.
      • pysiaczek122 Re: Komu wierzyć? 25.04.06, 21:29
        Ja też zawsze myślałam, że mój mąż jest taki super, ale po kilku miesiącach po
        ślubie okazało się, że jest całkiem innym człowiekiem. Szkoda, że jego byłej
        żonki nie poznałam wcześniej!
        • matuska Re: Komu wierzyć? 25.04.06, 22:37
          Ja tez mialam rozmowe z ex mojego mezusia , niestety czlowiek glupi i jej
          nieposluchal, Tyle ze oni bili sie razem a u nas to ja dostawalam tylko.Przed
          slubem piekny i cudowny, a pozniej wszystko wyszlo.Obecnie jestesmy juz po
          rozwodzie wlasnie za pobicie .
    • kini_m Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 08:31
      Sutterhome
      Dam ci dwie wskazówki i jedna uwagę:
      1. serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,3221911.html
      2. historia moja i exi która podobnie tu opisuje nasza historię (komu
      wierzysz? - taka maz odpowiedź)
      Uwaga: (dlatego że brak tu wypowiedzi o budowaniu związku, a raczej tendencje
      do weryfikownia):
      Na to forum trafiają lub najaktywniejsze są kobiety sfrustrowane. A ja nie mam
      wątpliwości że w jakiejś części sfrustrowanie tutejszych wynika z problemów
      wcale nie ze związku ale z własnego toku wychowania (i chyba nie muszę
      wspomniać o grupę skupioną wokół której osoby mi chodzi). Nieżyczliwe tony,
      nieumiejetność przebaczenia, życie jedynie negtywnymi wspomnieniami - to
      zazwyczaj nie skutek związku ale własnej osobowości. Po prostu myślę że
      najpierw musisz mieć opinię o opini, a dopiero później zająć się samą opinią.

      Ale na koniec powiem Ci to co sam tutaj usłyszałem od innych do siebie:
      Wpierw zapanuj nad negatywnymi wspomnieniami (dot: także wspomnień innych osób)
      bo w ten sposób każdy związek można rozwalić.
      (Jak chcesz to możesz mi podesłać do dyskusji te kobietę, z chęcią sprawdziłbym
      jakość jej wypowiedzi i później szczegółowiej odpowiedział co, jak i dlaczego.)
    • sutterhome30 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 09:20
      Nie wytrzymałam i pogadałam sobie wczoraj wieczorem z chłopem. Najpierw sie
      zdenerwował, ze ona w ogóle zawracała mi głowę i chciał do niej od razu
      dzwonić, ale udało mi się wyperswadować mu ten pomysł.

      Powiedział, że eksia jest histeryczką i że nigdy nie uderzyłby kobiety, tylko
      czasami w czasie awantur ona się na niego rzucała z pięściami i wtedy musiał ją
      powstrzymywać i ze dwa razy klepnął ją w policzek na otrzeźwienie, żeby się
      uspokoiła. A co do wyzwisk, przyznał, że bywało u nich ostro i jak się kłócili,
      to przekleństwa leciały z obu stron. Na końcu powiedział, że jestem głuptas i
      że ja mam zupełnie inny charakter niż eksia i można się ze mną dogadać na
      spokojnie i jest pewien, że nigdy nie będziemy się w taki sposób kłócili.

      Rozwód był bez orzekania o winie, eksi zależało na czasie..
      • kini_m Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 11:37
        Sutterhome
        Z Twojej krótkiej relacji wynika że on umie rzetelnie przedstawić sytuację.
        Umie wytłumaczyć do czego i w jaki sposób doszło.
        I to wg mnie wystarczy. Dlaczego?
        Ano dlatego - że on nie ma amnezji - a to jest podstawa wiarygodności.
        Teraz można by spytać jego exię dlaczego co spowodowało że on zastosował użycie
        siły i czemu ona jej używała? Jeśli będzie kręciła albo nie dośc jasno
        wytłumaczy - to będziesz miała dla siebie odpowiedź na tę sytuację.

        Alicjo, exi mogło się po prostu zebrać po jakimś czasie na taki
        odruch "życzliwej" gdy zobaczyła że jej ex zaczyna sobie ukłądać życie. To
        wcale nie musi być natychmiast, u każdej osoby różne okoliczności wywołuja
        takie działania, może to być odwleczone w czasie.
        Np. u mojej exi wzmożenie jej "aktywności" zawsze widać w okolicy terminu
        rozprawy sądowej lub innych ważnych momentów procesowych jak wywiad kuratora.
        Kiedyś się żegnała
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=27031005&a=27031005
        później znowu wracała kilkakrotnie. Nawiasem mówiąc takie cykle są
        charkterystyczne dla osób o tendencjach przemocowych (nie tylko faceci).
      • alicja_wk Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:00
        Na końcu powiedział, że jestem głuptas i
        > że ja mam zupełnie inny charakter niż eksia i można się ze mną dogadać na
        > spokojnie i jest pewien, że nigdy nie będziemy się w taki sposób kłócili.

        No i to chyba jest potwierdzeniem tego, że różni ludzie wywołują w nas
        przeróżne odczucia. Przyznam się, że ja odczułam to na sobie. Zawsze byłam
        osobą spokojną, opanowaną, cierpliwą, miłą, życzliwą, uśmiechniętą, otwartą na
        ludzi i tak tez postrzegali mnie inni. Gdy zaczęłam sie spotykać z moim, w tej
        chwili już "ex" mężem, nastąpił obrót o 180 stopni. Po pierwsze: wiele zachowań
        on na mnie wymuszał (np. wrogość w stosunku do niektórych osób), a po drugie:
        niektóre z moich reakcji były już tylko konsekwencją przebywania z nim, bo
        prawda kryje się w powiedzeniu "z kim przestajesz takim się stajesz" i to
        zawsze jest tak, że osoba ze słabszym charakterem nieświadomie upodabnia się do
        tej, która dominuje. Więc tak jak zawsze byłam ugodowa, tak po kilku miesiącach
        przebywania z nim stała się ze mnie kłotliwa i wulgarna baba. Po prostu
        zaczęłam mu odpłacać tym samym co otrzymywałam od niego: wyzwiska, krzyki,
        przekleństwa, też go 2 razy spoliczkowałam jak mnie po raz kolejny obrażał i
        poniżał. Po prostu jego traktowanie mnie wzbudzało we mnie taką złość i
        agresję, że stałam się kimś, kim nigdy wcześniej nie byłam. Znajomi mnie nie
        poznawali, a rodzina użalała się nad tym "co on ze mną zrobił"...
        Ale najbardziej pocieszające w tym wszystkim jest to, że znów wróciłam do
        normalności i znów jestem taka, jak byłam kiedyś, zanim go poznałam. Być może
        jakaś rysa na psychice pozostała, ale wiem, że jeśli nikt już mnie nie będzie
        traktował tak jak on, to ona pozostanie tylko pozostałością z przeszłości.
    • alicja_wk Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 09:37
      Myślę, że element zemsty można raczej wyeliminować, bo skoro jesteście razem
      już ponad rok, to ona wcześniej zaczęłaby "atakować". Wydaje mi się, że chęć
      odegrania się na kimś jest tak frustrującym uczuciem, że nie można go w sobie
      zbyt długo trzymać: albo się przystępuje do działania, albo się go po prostu
      nie czuje. Poza tym, jeśli ona już ma swoje zycie i do tej pory nie utrudniała
      wam waszego, to pewnie jest jej obojętne czy on będzie szczęliwy czy nie.
      Jeśli chodzi o jej wiarygodność to nie negowałabym jej tak zupełnie, bo w końcu
      jaki cel miałaby w tym, aby Cie okłamywać, jesli by wykluczyc
      element "zemsty"?! Nie chcę sugerować, że to ona ma rację, a Twój M. jest beee,
      tylko dlatego, że ona tak mówi. Chciałabym raczej zwrócic uwagę na zupełnie
      inny aspekt tej sytuacji, który być może pomoże Ci się trochę zdystansować do
      rozmowy z jego "ex".
      Przyjmijmy, że ona ma rację... i co to zmienia w Twojej sytuacji, oprócz tego,
      że dowiedziałaś się znów czegoś nowego o nim?! Dlaczego posypało się Twoje
      zaufanie, skoro on nie zawiódł Ciebie?! A to, że nie powiedział Ci o tym 1,5
      roku temu?! W sumie po co?! Pewnie to od razu rzuciłoby cień na jego osobe i
      nawet nie chciałabyś dać mu szansy... a może to doswiadczenie własnie go
      zmieniło, a przeszłość na prawdę nie powinna mieć znaczenia, jeśli człowiek się
      z nia rozliczył i zamknał ten rozdział.
      Kiedyś usłyszałam opinię, że to przebywanie z pewnymi ludzmi wyzwala w nas
      niektóre zachowania i reakcje, po prostu oni tak na nas działają, że nie
      potrafimy traktować ich inaczej. Wiem, że bicia nic nie usprawiedliwia i nie
      taki jest mój cel tej wypowiedzi. Chcę tylko, abyś zwróciła uwagę na to jaki on
      jest teraz. Jak odnosi się do Ciebie jak Ciebie traktuje. Myślę, że pewne
      przeżycia zmieniają ludzi, a te ciężkie szczególnie ich uszlachetniają,
      pozwalają dokonać rachunku własnego sumienia i wyciągnąc wnioski na pszyszłość,
      pomagają uniknąć powielania błędów przeszłości.
      Wydaje mi się, że drugą osobę można najlepiej poznać mieszkając z nią, a Ty
      miałaś właśnie taką możliwość. Dlatego powinnaś sama ocenić sytuację i nie
      oglądać się na jego przeszłość. Nikt nie potrafi długo udawać kogoś kim tak na
      prawdę nie jest, więc założę się, że gdyby siedziało w nim takie "zło", to już
      dawno odczułabyś symptomy tego na sobie.
      Dlatego, myślę, że nie powinnaś ani wykluczać tego, o czym się dowiedziałaś,
      ani też przyjmowac tego za jakiś wyznacznik dla siebie. Po prostu sama musisz
      się przekonać jaki on tak na prawdę jest. Może nie decyduj się jeszcze na ślub,
      ale też nie przekreślaj go. Dajcie sobie więcej czasu na poznanie i patrzcie na
      soebie raczej krytycznym okiem niz przez różowe okulary. To pomoże uniknąc
      ewentualnej pomyłki i poźniejszego rozczarowania.
      Powodzenia!
      • czerwone_korale Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 10:56
        Powiedział, że eksia jest histeryczką i że nigdy nie uderzyłby kobiety, tylko
        czasami w czasie awantur ona się na niego rzucała z pięściami i wtedy musiał ją
        powstrzymywać i ze dwa razy klepnął ją w policzek na otrzeźwienie, żeby się
        uspokoiła. A co do wyzwisk, przyznał, że bywało u nich ostro i jak się kłócili,
        to przekleństwa leciały z obu stron. Na końcu powiedział, że jestem głuptas i
        że ja mam zupełnie inny charakter niż eksia i można się ze mną dogadać na
        spokojnie i jest pewien, że nigdy nie będziemy się w taki sposób kłócili.
        ___
        o rety..czyli to co ona Ci mówiła jest prawdą.Skoro on sam sie przyznaje
        do "klepnięcia" w twarz.
        No nie wiem, jeśli jesteś zakochana to możliwe że zignorujesz te informacje i
        pomyślisz że właśnie przy Tobie bedzie innywink
        ale na zdrowy rozsądek...on się nie zmieni.Pierwszw większa kłótnia i możesz
        oberwać od niego.
        Zastanów się, ja bym się bała
        • derena33 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 11:38
          Po prostu dwukrotnie w trakcie awantury spoliczkowal ja, do czego sie sam
          przyznaje.
          Trzeba nazwac rzecz po imieniu.

          Ja bym sie zastanowila nad slubem, moze troche dluzej z nim pomieszkala bez
          zobowiazan.
          Obawiam sie ze jak ktos raz sprobowal perswazji recznej to moze to jeszcze
          nieraz to powtorzyc.Potem bedzie wyjsnial ze to dla dobra strony uderzonej by
          ja przywolac do porzadku czy tez uspokoic.
          A czy mozesz, droga autorko watku reczyc za siebie, ze nigdy nie wyjdziesz z
          siebie jak cie ukochany zdenerwuje?
        • kini_m Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 11:49
          Jeszcze co do przemocy:
          Oczywiście że bywa uzasadniona.
          W demokracji nazywa się to użycie: użycie przymusu bezpośredniego.
          Ostatnio głośno było o kandydatce chyba na Rzecznika Praw Dziecka, która nie
          negowała słuszności kar fizycznych w stosunku do dzieci.
          Gdy rozmawiam wśród młodych, aktywnych i zaangażowanych nauczycieli którzy
          aktywnie organizują życie dla uczniów (i mają naprawdę zadowolonych uczniów) -
          to też coraz częściej słyszę taką tendencję żeby niektóre przypadki
          rozwiązywać "bardziej stanowczo." I tu nie chodzi wcale o starych pedagogów.

          Nie ma dobrze funkcjonującego społeczństwa (rodzina, państwo) jesli nie dopuści
          się użycia siły gdy pewne granice zostają przekroczone.
          Niektórzy chcieli by na ziemi żyć jak w niebiańskiej i sprawiedliwej bajce.
          Ale zazwyczaj właśnie takie osoby niestety widzą sprawiedliwość wg siebie,
          niebo wg siebie (np. kaznodziejsko głoszą normy moralne na forum). Tych którzy
          żądają żeby wszystko było uzasadnione i usprawiedliwione odsyłam do opowieści o
          Hiobie.
          • derena33 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:04
            Uzasadniona przemoc, tak, szczegolnie w relacjach damsko meskich.Chyba jednak
            powinienes sie leczyc.
            A twoje teorie sa po prostu chore.
          • pesher Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:05
            Kini,
            Jaka przemoc bywa uzasadniona? Prosze o przyklady.
          • sutterhome30 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:18
            > Ostatnio głośno było o kandydatce chyba na Rzecznika Praw Dziecka, która nie
            > negowała słuszności kar fizycznych w stosunku do dzieci.
            > Gdy rozmawiam wśród młodych, aktywnych i zaangażowanych nauczycieli którzy
            > aktywnie organizują życie dla uczniów (i mają naprawdę zadowolonych uczniów) -

            > to też coraz częściej słyszę taką tendencję żeby niektóre przypadki
            > rozwiązywać "bardziej stanowczo." I tu nie chodzi wcale o starych pedagogów.

            Wprawdzie jestem przeciwna stosowaniu kar cielesnych, to jednak o ile jestem w
            stanie wyobrazić sobie, że czasami są sytuacje, w których rodzic może dać
            dziecku klapsa, o tyle nie wyobrażam sobie, że mój partner miałby mnie
            traktować jak niesforne dziecko. I szczerze mówiąc niepokoi mnie to, że on nie
            widzi nic złego w tym, żeby rozhisteryzowaną kobietę spoliczkować.

            > Nie ma dobrze funkcjonującego społeczństwa (rodzina, państwo) jesli nie
            dopuści
            >
            > się użycia siły gdy pewne granice zostają przekroczone.

            W sytuacji, kiedy to kobieta rzuca się z pięściami, można przecież przytrzymać
            jej ręce i w ten sposób się obronić. Nie trzeba jej od razu "klepać" w twarz.
    • bonga77 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:12
      Sutterhome,

      Ja bym nie ufała Twojemu "chłopu".
      Przyznał się.
      I to przyznał w sposób bardzo śliski.
      Co to znaczy "klepnął"? Czym to się różni od uderzenia?
      Według mnie niczym.

      Według mnie eks żona przeszła z Twoim "chłopem" niezła jazdę. Na tyle ciężką,
      że dała jej motywację do bezinteresownego działania w Twojej obronie. Bo ona w
      tej sytuacji żadnych korzyści nie ma i mieć nie będzie.

      Naprawdę proszę Cie. Zastanów się jeszcze. Pomyśl, popatrz, poprzyglądaj się.
      Spróbuj obserwować swojego narzeczonego w sytuacjach dla niego stresowych,
      niewygodnych, budzących negatywne emocje. Jak wtedy się zachowuje.

      Pogadaj może z jego starymi znajomymi. Wybadaj co o nim myślą, jakim jest
      człowiekiem.

      Na pewno to co usłyszałaś jest sygnałem alarmowym.
      • sutterhome30 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:24
        Cały czas się zastanawiam i przyznam, że ta sytuacja dała mi do myślenia. Nawet
        nie chodzi o to, że boję się, że mnie uderzy, bo myślę, że po pierwszym razie
        wywaliłabym go z domu (chociaż w sytuacji kiedy jest takie ryzyko zdecydowanie
        lepiej nie mieć z nim dziecka), ale dziwnie się czuję ze świadomością, że on
        mógł w taki sposób traktować jakąkolwiek kobietę.

        On ma dość porywczy charakter, nasze kłótnie przebiegają dość burzliwie (ale
        bez wyzwisk i rękoczynów). Przypomniało mi się, że kiedyś rzucił swoją komórką
        o podłogę. Ale zawsze po fakcie gadamy ze sobą i dochodzimy do porozumienia.
        Czasami jak się wkurzy bez powodu, to potem jak ochłonie przeprasza.
        • la.loba Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:36
          Wiesz jak ja zrozumiałam jego wytłumaczenia?
          1. przyznał się do rękoczynów- mówmy bez owijania w bawełnę - strzelił kobiecie
          w twarz, ( nawiasem mówiąc żeby kogoś uspokoić można podać szklankę zimnej wody
          albo potrząsnąć)
          2. zwala winę na drugą strnę - ona jest histerczka. Hmmmm " gdyby nie
          hiseryzowała to bym jej nie uderzył. To jej wina"
          Hmmmmm
        • toman5 Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:36
          To, że przeprasza po kłótni, to nie jest istotne. Bywają oprawcy, co to ze
          łzami, bukietem i na kolanach przepraszają posiniaczoną kobietę. PO czym
          następuja tzw faza miesiąca miodowego kiedy wszystko jest jak w bajce, po czym
          napięcie rośnie, po czym pojawia się kolejny wybuch agresji.
          CO nie znaczy, że w twoim przypadku tak jest - ale moim zdaniem dziewczynu
          dobrze radzą. Popytaj, poobserwuj, stosuj antykoncepcję.
        • czerwone_korale Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 12:37
          On ma dość porywczy charakter, nasze kłótnie przebiegają dość burzliwie (ale
          bez wyzwisk i rękoczynów). Przypomniało mi się, że kiedyś rzucił swoją komórką
          o podłogę. Ale zawsze po fakcie gadamy ze sobą i dochodzimy do porozumienia.
          Czasami jak się wkurzy bez powodu, to potem jak ochłonie przeprasza.
          ___
          no widzisz- to bardzo niebezpieczne.Puszczają mu hamulce kiedy jest wzburzony.
          ja bym się wstrzymała ze ślubem-lepiej zapobiegać niż później szukać ratunku i
          żałować
        • kini_m Re: Komu wierzyć? 26.04.06, 13:10
          Alicjo, nie zgodzę się ze stwierdzeniem: "z jakim przestajesz takim się
          stajesz."
          Mnie tu wiele razy wyzywano od psychopatów, a jednak ja nie przejmuję takiego
          stylu słownictwa. W takich sytuacjach o których opowiedziałaś raczej bym
          powiedział, że niektóre osoby powodują u nas ujawnienie nieznanych dotychczas
          cech, które przez długi czas były uśpione.

          Derena - wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: o przemocy mówi się wtedy gdy jedna
          strona używa PRZEWAGI (psychicznej, fizycznej, ekonomicznej). Przewagi - tzn
          wtedy gdy druga strona nie umie odpowiedzieć takim samym zachowaniem. Gdy dwoje
          małżonków pokopie się z równą siłą to nie ma przemocy, a jest walka, agresywne
          zachowanie. Nie rozciągajmy pojęcia przemocy tam gdzie przemoc nie wystepuje.
          Pewne kanony zachowajmy.
          Pewne cechy przemocy nosi więc także zachowaie policji bo nikt na dłuższą metę
          nie ma możliwości się temu z równa siłą przeciwstawić, ale jednak za przemoc
          się nie uznaje bo nie służy zaspokojaniu cyichś własnych potrzeb lub
          krzywdzeniu innych osób.
          Każdy przypadek wymaga jednak indywidualnej oceny: bo czym będzie walnięcie
          przez policjanta pałką w łeb 10-latka przechodzącego przez ulicę z tłumem na
          czerwonym świetle (chyba każdy pamięta co było w Słupsku).

          Derena, zaś jeśli wg Ciebie przemoc w relacjach damsko-męskich zachodzi tylko w
          jednym kierunku - to z takim stereotypem polemizował dalej nie będę.

          Pesher, przykłady?
          Tu bardziej chodzi o wypaczony obraz, który w pierwszej chwili wydaje się dla
          nas jako przemoc, a po dokładniejszym przyjrzeniu się wychodzą inne "kwiatki."
          Np.: "Rzucił mną o szafę" - faktycznie: kopała go i jedyną aktualną możliwością
          uwolnienia się było odpepchnięcie jej.
          Np.: "Wyłamywał mi ręce" - faktycznie: gdy go uderzała strał się ją złapać i
          odsunąć od siebie.

          Są odruchy obronne, których traktowanie jako przemoc nie można uważać gdy
          cechują się jednokrotnym ruchem mającym na celu zaprzestanie ataków fizycznych
          na własną osobę. Niejedna kobieta najpierw zdenerwowana przywli facetowi, a
          później gdy on takim odruchem obronnym jej odpowie - później twierdzi że on
          jest damskim bokserem. (Tak mysląca grupa jest tu bardzo liczna.)
          Niestety odruch obronny jest odruchem naturalnym u każdego zdrowego stworzenia
          na ziemi, nie wyłączjąc człowieka. Niektóre panie uważają że facet powinien
          jedynie robić uniki gdy jest atakowany. Ale żeby zrobić skuteczny unik trzeba
          wiele lat treningu i o tym dobrze wie każdy trener sztuk walk wschodnich, ale
          nie roszczeniowo nastawione kobiety.

          Toman, schemat który próbujesz tu dopasować bardzo łatwo przypisać do
          większości normalnych sytuacji. Wg tego schematu mozna by dojść do myśli, że
          nie powinno się przepraszac za złe uczynki. I odwrotnie: jest wiele osób
          winnych których nie rozpoznałbyś stosując ten schemat.

          Sutterhome, mam taką zasadę w życiu: każde dziecko traktować trochę jak
          dporosłego, a każdego dorosłego traktowac troche jak dziecko. Ludzi którzy
          uważają się za w pełni dojrzałych omijam wielkim łukiem.
          Ale nie chodziło mi o to żeby traktować Cię jak kompletne dziecko, a o pewien
          schemat - który napisałem powyżej do Pesher, którego nie zrozumie osoba która
          jest roszczeniowo nastawiona do życia.

          sutterhome30 napisała:
          > On ma dość porywczy charakter, nasze kłótnie przebiegają dość burzliwie (ale
          > bez wyzwisk i rękoczynów). Przypomniało mi się, że kiedyś rzucił swoją
          > komórką o podłogę.
          Ten opis Twojego mężczyzny potwierdza moje poprzednią opinię.
          W każdym z nas siedzi agresja, jesli w kimś nie - to niech pierwszy rzuci
          kamieniem.
          Natomiast istotne jest co robimy, jak kierujemy tą agresją.
          Jeśli Twój mężczyzna umiał panować nad kierunkiem tej agresji, żeby omineła ona
          Ciebie - to właśnie o to chodzi w życiu. (Żeby lepiej znaleźć ujście w
          komórce). Każdy bez wyjatku musi znaleźć ujście swej agresji. Pytanie tylko:
          Jaki kierunek się wybierze? (Twój facet zrobił to prawidłowo.)
          • sutterhome30 Kini 26.04.06, 17:45
            Kini, mam do Ciebie pytanie. Czytalam na forum relacje Twoje i Twojej byłej i
            mam wrażenie, że to podobna sytuacja. Powiedz mi, czy jeśli zwiążesz się z nową
            kobietą, jesteś pewny, że jej nie uderzysz ani nie zwyzywasz? To zależy od obu
            stron zawsze?
            • kini_m Re: Kini 26.04.06, 18:14
              Sutterhome,
              Pytasz o skutek, a ja się skupiam zawsze na całym procesie (ciągu problemów).
              Krótko mówiąc odpowiedź brzmi: Nie.
              Pewności - nigdy mieć nie będę, bo pewność gubi ludzi. A właśnie wątpliwości
              pozwalają nie zejść na niewłaściwą drogę.
              (W życiu tak samo omijam obietnice, a zawsze mówię: zrobię wszystko co w mojej
              mocy.)

              Ale zanim będę z nową kobietą..... nie, inaczej:
              Dopóty nie będę z nową kobietą, dopóki nie przekonam się że nie grozi nam to
              niebezpieczeństwo które już przeszłem (chodzi o niektóre cechy które u
              partnerki które wg mnie uznaję jako konfliktogenne, np uprzywilejowanie
              stosunków z rodzicami ponad związek z partnerem - tzw. upępowienie, a także
              brak progresji we wzajemnym poznanwaniu problemów, czyli brak w pełni wspólnego
              języka po okresie max.0,5-1 roku). Nie wejdę już w związek oparty głównie na
              zakochaniu.
              Mogę skwierczeć, piszczeć, łkać, ryczeć - ale jeśli się w kimś takim zakocham
              to będę miał Big Problem.
              Bo wiem że, są problemy które mogę razem z partnerką pokonać, ale bywają też
              takie nieumiejętności które kłują w oczy i siedzą głęboko w drugiej osobie, w
              jej wychowaniu. Ja po prostu już wiem co po raz drugi może zakończyć się tak
              samo.

              Opisałem Ci co będę się starał, żeby historia się nie powtórzyła.
              Jak to wyjdzie w praniu - nie wiem.
              Pewności - boję się jak ognia, bo dla mnie słowo "pewność" to złuda.
            • kini_m Re: Kini 26.04.06, 18:39
              sutterhome30 napisała:
              > To zależy od obu stron zawsze?

              Na to pytanie sam szukam odpowiedzi.
              Teoretycznie w Twoich rękach leży 50% szans na związek.
              Ale czasami tylko teroetycznie.
              Dziś wiem że przy największych chęciach ja, z moim brakiem wiedzy o problemie
              dda (szaleńczej lojalności exi wobec rodziców) i jednocześnie z moimi ambicjami
              o niezależności naszej rodziny - to nie mogło się udać.
              Ja jestem bardzo niezależny, nieco awangardowy, mogę nawet naginać
              światopogląd - byleby tylko stworzyć wyłącznie naszą, jedyną, niezależną
              rodzinę, w której polegalibyśmy na sobie bezapelacyjne.
              Ale moment w którym zacząłem widzieć, ża nasza rodzina to kopia teściów, że aby
              zadowolić partnerkę wpierw muszę zadowalać teściową... sprawiał że gasłem w
              naszej rodzinie, miałem już w niej coraz mniej własnego udziału, byłem tylko do
              zmywania naczyń, ubierania dziecka tylko tak jak chce partnerka. No i jeszcze
              niedotrzymane obietnice - zaczęły się bardzo prędko, po niespełna 1,5 roku. To
              bardzo przeżywałem i z tego się chyba do końca nie podniosłem, bo gdy
              próbowałem o tym powiedzieć to była totalna zlewka na to co mnie bolało.
              Dla mnie nie były istotne te wszystkie jej wyzwiska, obelgi, sarkazm. To
              umiałem znieść. Ale gdy w kręgu jej rodziny byłem ostatnią osobą na którą
              zwracała uwagę... to wtedy wpadałem w depresję. Ona nie rozumiała co się
              działo, zaczynała się wkurzać, ja się zamykałem.
              W tym momencie upust agresji fizycznej to jest już ostatni w kolejce wszystkich
              problemów. Jeśli tylko tym problemem zajmuje się Twoja głowa - to już za późno,
              zbyt wiele pominęłaś po drodze.

              No tak, znowu sie rozpiasałem - ale po to żeby pokazać jak wiele jest zanim
              dojdzie do problemu agresji fizycznej.
              Dlatego ja nie przywiązuję tak wiele wagi do dyskusji o agresji fizycznej - bo
              to już jest o wiele za późno. Choć wiem że to boli niemało.
              Chcesz walczyć o związek - to walcz znacznie prędzej.
            • bonga77 Re: Kini 28.04.06, 11:23
              Sutter,

              Zobacz wypowiedzi kiniego. Ten sam schemat pt: to nie moja wina, sprzysięgli
              się przeciw mnie, żona źle się zachowywała, sprowokowano mnie itp.
              Tak naprawdę kini nic nie zmienił się w swoim myśleniu. Wszyscy naokoło są
              winni tylko nie on. Poza tym cały czas rozpatruje sytuację w kategoriach walki
              tzn, kto wygrał, kto przegrał.
              To są typowe schematy myślenia przemocowca. Bardzo ładnie je tu widać.

              Tak sobie pomyślałam czy nie mogłabyś się udać do specjalisty psychologa
              zajmującego się tematem przemocy w rodzinie po poradę. nawet jednorazową. Może
              spróbuj zadwonić do poradni zajmującej się tego typu problemami i przedstawić
              swoją sytuację przez telefon. Może coś doradzą.
              • kini_m Re: Kini 28.04.06, 12:13
                Bonga, ja rozumiem że na waszym forum w ten sposób się wspieracie. Zauważ tylko
                jedno, że o ile exia się tu wiele udzielała, to jednak w całej tej ilości i
                atakach na mnie, praktycznie nigdy nie zaprzeczyła moim słowom. Nie bądź jej
                adwokatem, bo to już nie jest mała dziewczynka. Ake może Ty po prostu bronisz
                czegoś, czego tak właściwie nie znasz i co by się nie udało obronić, bo prawdą
                nie jest.
    • mirabelka00 Re: Komu wierzyć? 28.04.06, 12:59
      Sutterhome, tłumaczenia twojego faceta to typowe manipulacje sprawców przemocy,
      typu : ona była zła, więc musiałem ją klepnąć, ale w sumie to nic wielkiego się
      nie stało itd. Niestety jestem pewna,że do ciebie będzie się odnosił tak
      samo,to moze być za rok, dwa ,pięć, kiedy on poczuje się pewny,ze od niego nie
      odejdziesz bo jest dziecko, ślub itd. Moja siostra cioteczna miała bardzo
      podobną sytuację, była dziewczyna jej narzeczonego ostrzegała ją, ale ona nie
      wierzyła bo on taki dobry itd. Potem pierwszy raz dostała w twarz rok po
      ślubie, kiedy była w ciąży.I nie był to pierwszy i ostatni raz-tego pokroju
      faceci mają po po prostu taki sposób reagowania.Ja bym radziła go zostawić,
      chociaż wiem,że to trudne.
      • kini_m Re: Komu wierzyć? 28.04.06, 14:52
        mirabelka00 napisała:
        > [eee... szkoda przytaczać]

        hmmm... ale was tu wysypało, co jest? robin forum zamknęła?
    • diinna Re: Komu wierzyć? 28.04.06, 14:52
      Sobie iwłasnemu przeczuciu - bo chyba jakieś masz.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja