karolina784
13.05.06, 22:24
witajcie. bardzo długo nie pisałam, ale jakoś musiałam pozbierać myśli.
jesteśmy same z małą od 10 miesięcy. Sprawa rozwodowa jest w toku, kończy się
sprawa o zaprzeczenie ojcostwa (mąż zażądał badań genetycznych. twierdzi ze
namówiła go adwokatka). w czasie kiedy nie byliśmy razem wiele złego się
między nami wydarzyło. wiele złych słów, rzeczy. mąż nie widywał się z córką.
ja chciałam żeby przyjeżdżał do nas, on nie chciał. był dwa razy. to tak po
krótce. to już jest drugie nasze rozstanie. pierwsze było jeszcze przed
urodzeniem małej. teściowa powiedziała że mam kochanka. on mnie pobił. druga
wyprowadzka była po awanturze z teściową. teraz, razem z mała, mieszkam u
moich rodziców.
przez wiele miesięcy nie umeliśmy ze sobą rozmawieć, tylko na siebie
warczeliśmy. a tu od kilku tygodni totalna odmiana. mój mąż stał się
kochający, czuły i wyrozumiały. mówi jak bardzo nas kocha, ze chce byc z
nami. tierdzi ze nie chce rozwodu, ale jezei ja sie uprę to on nie bedzie
oponował. tylko chce abysmy byli razem. niestety nie będziemy razem mieszkać.
mąż ma olbrzymi dom, ale w pobliżu są teściowie i jego siostra, wię c ja tam
mieszkac nie mogę. jestem w trakcie kupowanie mieszkania dla siebie i córki.
powiedzci, jak myślicie. czy po tym wszystkim można wybaczyć i jeszcze być
razem? czy możliwe jest małżeństwo na odległość (będziemy mieszkać od siebie
30 km)? je nie wiem dlaczego on to robi? czy zależy mu na nas czy boi sie
rozwodu z jego winy i konsekwencji prawnych i finansowych? nie wierzę mu i
boję się ponownie zaufać. twierdzi, że rozumie że jego rodzice zawinili, ze
chce się od nich oddzilić. do tej pory każde ich słowo to była świętość. co
myślicie???