Dodaj do ulubionych

mam już dość

21.05.06, 22:51
mam już dość
i koniec! nie, początek
a w ogóle to wszystko do bani, już mam to gdzieś
chyba bredzę, sam już nie wiem
ale to kretyńskie
można sobie tu pobredzić? nikt się nie obrazi?
Obserwuj wątek
    • luna67 Re: mam już dość 21.05.06, 23:07
      Jak tobie ulzy, to prosze bardzo, ale czego masz dosyc?
      • kini_m Re: mam już dość 21.05.06, 23:40
        ... wszystkiego.
        ...że znowu trzeba się paprać w tych sądowych pismach i pisać zażalenia na
        oddalenie zabezpiecznie kontaktów, jak ja nie cierpię tych sądowych ohydztw,
        ...że nie ma dla kogo żyć, a przynajmniej dla tego kogoś dla kogo by się
        chciało, zawsze miałem dla kogo posprzątać pokój, ułożyć zabawki, poskakac po
        materacu, budowac babki w piasku, wygłupiać przy kolacji, wykąpać w wanience,
        poczytać bajkę, objąć ręką do snu, albo gdy chwytała mnie za włosy gdy
        zasypiała,
        ...że nic mnie nie bawi i ciągle czuje się jak w żałobie po dziecku, bo choć od
        17 mies całuję klamkę u córki -w tym czasie matka zgodziła sie tylko na 2
        spotkania + te przy wywiadzie kuratora- to sąd mi odpisuje: "na podstawie
        oświadczeń stron Sąd stwierdził że uczestnik ma możliwość kontaktów z
        maloletnia córką na podstawie prawomocnego postanowienia z dn 26.07.2005",
        ...że jej świadkowie kłamią jak najęci na posiedzeniu,
        ...kurna, skąd tu czerpać radość
        no niby zajmuję się tym co lubię, ale... to nie to, nie mam z kim obejrzeć
        jakiegoś filmu, choćby te mało śmieszne komedie albo niestraszne horrory które
        oglądałem z exią żeby jej było miło.
        Tobie, Kaśka też dzięki że jesteś. Jak miło że wpadałaś. Już prawie "tęskniłem"
        kto mi przywali o specjalistach. Ty to umiesz, nie ma co. Na Ciebie
        można "liczyć". Bez Ciebie byłoby... a tak to jest normalnie, czyli z docinkami.
        • mammouna Re: mam już dość 22.05.06, 08:05
          a u mnie wszystko , kurde, pięknie!!! wyć mi się chce. w pracy jestem i nie
          mogę. posrane to wszystko.
        • alicja_wk Re: mam już dość 25.05.06, 10:35
          Napisałeś wyraźnie:
          "na podstawie oświadczeń stron Sąd stwierdził że uczestnik ma możliwość
          kontaktów z maloletnia córką na podstawie prawomocnego postanowienia z dn
          26.07.2005",
          więc ja nadal nie rozumiem jak można nie wyegzekwować stosowania się do tego
          wyroku?! Po prostu w głowie mi się to nie mieści. Gdy czytam o Twojej sytuacji,
          to od razu zastanawiam się: co w takiej sytuacji zrobiłby mój były?!
          Przypuszczam, że z odpisem wyroku sądowego stwiłby się w moich drzwiach i siłą
          zabrałby małego w wyznaczonym przez sąd terminie. Nie rozumiem dlaczego "znowu
          trzeba się paprać w tych sądowych pismach", skoro masz w ręku prawomocny wyrok?!
          Nie wiem, czy sterta kolejnych pism będzie wystarczającym argumentem dla matki
          Twojego dziecka, aby w koncu umożliwic Ci z nim kontakty. Skoro jeden wyrok nie
          okazał się skuteczny, to pozostałe orzeczenia też będą dla niej tylko
          papierkiem. A Ty zabierając dziecko wtedy, gdy masz do tego prawo, nie robisz
          niczego, co byłoby nie zgodne z postanowieniem sądu, więc nawet gdybys zabrał
          małą siłą, to przypuszczam, ze nie miałbys z tego powodu problemów. A Twoja
          była żonka chyba tylko zmierza do tego, aby dziecko o Tobie zapomniało i samo
          nie chciało się z Tobą widywać, więc czas jednak działa na Twoją niekorzyść, bo
          potem mozesz sie spotkac ze stwierdzeniem, ze "przeciez dziecko to dziecko nie
          chce, a nie ona".
          • kini_m Re: mam już dość 25.05.06, 18:38
            Alicjo, jest prawna możliwość egzekwowania prawomocnego postanowienia. I to sąd
            sugeruje. Ale to sposób -jak dla mnie- bezduszny. Poprzez postępowanie
            egzekucyjne co równoznaczne z karaniem matki grzywnami (w drodze art 1050 KPC).
            Umiem napisać do sądu różne pisma, wnioski. Wiele ich pisałem.
            Ale tego jednego nie umiem - wniosku któryby oznaczał karanie matki.
            Podjąłem tę "rękawicę" w sądzie, ale w obronie sytuacji córki.
            A nie przeciwko matce. Nie umiem przyłożyć ręki do tego, aby ją karano.
            Może niejedna dziewczyna tutaj bez skrupułów by to zrobiła. Ale ja nie umiem
            osoby którą kochałem i której oddałem część życia - teraz wnioskować o
            stosowane kar finansowych. To dla mnie poziom do którego... nie, nie osobę
            którą kochałem i która jest matką mego dziecka.
            Ja wniosłem o postępowanie egzekucyjne. Ona chciała zawieszenia egzekucji.
            Ale dostała termin na wykonanie orzeczenia pod karą grzywny. Nie zrobiła tego w
            wyznaczonym terminie. Kolejne pismo oznaczałoby karę dla niej.
            Ale... sory... mi to przez palce nie przejdzie. Nie wiem czy rozumiesz.

            To co sobie wyobrażasz o Twoim byłym.... Nie umiałbym być zdolny do odebrania
            dziecka siłą. Jakby to miało wyglądać? Wynająć jakichś ochroniarzy, osiłków?
            I najechać dom teściów? Na oczach dziecka? A może przedszkole jak Rutkowski?
            Nie umiem zrobić czegoś takiego córce. W ogóle tak nie umiem.
            Za miętki jestem.
            Wiesz... raz gdy przyszedłem zgodnie z zasądzoną porą i gdy kolejny
            raz "pocałowałem" klamkę (nikogo nie było) to po pół godzinie spotkałem ich
            wzystkich (razem z teściami) w sklepie na mieście. To natychmiast rzucili
            niedokończone zakupy, wsiedli w samochód i ucielki. A co miałem zrobić?
            Przepychać się w sklepie o córkę - bo to moja zasądzona pora???
            Później było spotkanie przy kuratorze (sob+niedz x 3h) na potrzeby drugiego
            postępowania o zmianę postanowienia. Ale już wtedy cały czas było prawomocne
            pierwsze orzeczenie. Zgodnie z prawomocnym miałem prawo wziąć córkę od soboty
            do niedzieli. To nawet przy kuratorze odmówiła. I co, miałem się przepychać o
            dziecko?? (Kurator miał wyłącznie zadanie sporządzić sprawozdanie o więziach
            emocjonalnych.)

            Czy córka zapomni...?
            Za długo i za dobrze się nią opiekowałem żeby to groziło. Mimo że -podliczając
            wszystkie spotkania przy kuratorze 2 i za zgodą matki 2- widzieliśmy się 4 x
            przez 16 mieisięcy, to każde sprawozdanie kuaratora potwierdza naszą silną
            więź. (Jak chcesz to mogę przesłać.)
    • kasia_kasia13 Re: mam już dość 21.05.06, 23:11
      Pobredzic mozna, zreszta i tak to robisz, ale moze lepiej udac sie w koncu do
      specjalisty?
      • czerwone_korale Re: mam już dość 22.05.06, 09:19
        hehe-kasia kasia ma racjęwink
    • anita391 Re: mam już dość 24.05.06, 22:53
      nie marudż,to nie pomoże, wierz że będzie lepiej, pozytywne myślenie pomagasmile
      • kini_m Re: mam już dość 24.05.06, 23:21
        jak wierzyć?
        dziecko zostało porwane, a wszyscy nazywają to zaledwie "utrudnianie kontaktów"
        • anita391 Re: mam już dość 24.05.06, 23:53
          wiem że mi łatwo mówić, ale pozytywne myslenie ,naprawdę pomaga, sprawdziłam na
          sobie, trzymam kciuki zeby i tobie się powiodło,teraz jest strasznie, ale
          będzie lepiej,napewno, trzeba w to wierzyć
        • kkamyczek Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 10:13
          Dlaczego Twoja Ex nie chce byś widywał się z córką?? Zazwyczaj kobieta utrudnia
          kontakty gdy ma powód, gdy spotkania z ojcem krzywdzą dziecko.
          • kini_m Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 10:33
            Kkamyczku, masz rację w pełni.
            ....prawie.
            Każda kobieta która utrudnia, w taki sposób to uzasadnia.
            Pytanie tylko: na ile to uzasadnienie jest realne?
            Jeśli sąd już w pierwszym podejściu przyznał córce i mi spotkania 2-3 razy w
            tyg (i cały co drugi weekend razem) - to pokazuje że uzasadnienia mamy były dla
            sądu niewiele warte.
            (Najbardziej wymyślne z jej argumentów wymienię, którym sąd nie dał wiary:
            nieprawidłowe zachowania seksualne w obecności dziecka: np. uprawianie seksu
            przy dziecku, puszczanie dziecku filmów pornograficznych, rozbieranie się w
            obecności dziecka.
            Jak nisko trzeba upaść żeby tak puszczać wodze fantazji????)
            Pozwolę Ci na priva pokazać opinię kuratora. Bo tym mogę się pochwalić.
            • kkamyczek Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 13:00
              Sąd sądem, a wszystko co dzieje się poza sądem... o nieudolnościach polskich
              sądów możnaby dłuuugo pisać, ja raczej chciałam zapytać o prawdziwe życie. Co
              Twojej Ex przeszkadza w kontaktach z córką? Dlaczego robi wszystko (łącznie z
              pomówieniami, jak piszesz), żebyscie się nie widywali? O co chodzi? Jakiś powód
              takich zachowań musi być, nawet jeśli to głupota czy nienawiść do Ciebie. Póki
              nie zrozumiesz powodu, moim zdaniem jesteś na przegranej pozycji i żadne sądy
              Ci nie pomogą.
              Pozdrawiam
              • kini_m Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 14:13
                Próbujesz mnie wypytać o uzasadnienie zachowania -nie będę ukrywał- osoby z
                domu o zaburzonym poczuciu bezpieczeństwa. Gdzie bardzo trudno wytłumaczyć
                racjonalnie zachowania. Z domu z niegdysiejszym problemem alkohlowym.
                Ale konkretnie spróbuję do faktów:

                Kkamyczku, jasne że jak w każdym związku tak i u nas było ileś spięć. Może ona
                się obrażać o różne kwestie, mniej lub bardziej zasadnie. Natomiast żadne z
                nich upoważniało do takiego zachowania.
                Przypomnę trzy rzeczy po których zareagowała niszczycielsko:
                1. Zerwanie związku: Na wakacje pojechali za nami teście. Ja o tym nie
                wiedziałem, bo ona dojechała z córką w góry gdzie ja uprzednio byłem na
                szkoleniu. Dowiedziałem się o teściach na miejscu. Pal to licho. Nagle zaczęła
                żądać zmiany juz wspólnie ustalonych planów, pod teściów. Np nie możemy iśc do
                kościoła w niedzielę bo możemy iść tylko do teściów. Szlag by każdego trafił.
                Bez zbędnych kłótni wyjechałem następnego dnia z wakacji. Natychmiast po tym
                zerwała związek i złożyła wniosek do sądu o ostalenie kontaktów z córką, bez
                jakichkolwiek prób wspólnego ustalenia kontaktów.
                W ciągu kolejnego miesiąca, po każdej konfliktowej sytuacji (także takie że
                córka wbrew mamie chciała zostać dłużej u mnie) zezwalała coraz mniej się
                spotykać, wychodzić z córką poza jej dom (żeby córka nie mogła już okazać tego
                co poprzednio).
                2. Kolejne ograniczenie (do poziomu 2 x 2 godz tyg): było za to że odwazyłem
                się powiedzieć że trudno mi się przyzyczaić do jej zmiany image`u. Jest to dla
                mnie na razie irytujące i czy moglibyśmy na razie spędzać mniej wspólnego czasu
                (mama z tatą). Ją to wkufffiło i poodmawiała kolejnych już ustalonych planów
                (np. juz były ustalone na najbliższy tydzień: córka miała być u mnie na
                kolędzie, wycieczka rowerowych z córką - poodmawiała wszelkie plany).
                3. Całkowite ograniczenie: Poprzednie ograniczenie (2h x 2 w tyg) postawiła
                żądanie - że spotkania tylko w jednym miejscu, wyłącznie u jej babci na
                mieście. Po kilku takich spotkaniach sprzeciwiłem się takiej praktyce i
                chciałem spróbować wziąć córkę do siebie, do dziadków, do malutkiej kuzynki z
                którą lubią się bawić. To się kolejny raz wkufffiła i zakazała całkowicie
                kontaktów.

                Czy naprawdę uważasz że te zachowania po mojej stronie, były wystarczającym
                uzasadnieniem to takiej jej postawy???
                Oczywiście, mogłem nie draznić lwa. Ulegać każdemu żądaniu, zgodzić się na
                wszystko w kwestiach teściów, nie skomentować słowem jej zmian osobistych,
                zgodzić się na każde jej żądanie. Ale kto umie bez końca siedzieć cicho???
                Jej zachowanie to krótko mówiąc wciągnięcie dziecka w konflikt rodziców, to
                jest niewybaczalne.
                Masz tu przykład jak wygląda takie porwanie dziecka (bo tak to nalezy nazwać,
                jesli dziecko nie moze spełnić podsawowych potrzeb z rodzicem). I chyba każde
                takie zachowanie ma równie gó.....ne uzasadnienie.
                • kkamyczek Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 14:57
                  cały czas podajesz mi powody, które Była wymienia. A ja Ciebie pytam jakie są
                  prawdziwe powody, być może są nieuświadomione przez Ciebie, może też przez
                  nia.. Jeśli tak jest to czas je poznać. Nawet nie chodzi mi o to żebys mi o tym
                  pisał, tylko o to żebyś sam do tego doszedł. Nic nie dzieje się bez powodu,
                  podejdź do całej sytuacji z dystansu, z boku na nią patrząc.
                  • kini_m Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 16:48
                    Kkamyczku, chyba rozumiem o co Ci chodzi.
                    Tylko czemu w tym momencie zaczynam prawie ryczeć....
                    To okropnie wyczerpujące psychicznie, cały czas się domyslać czegoś między
                    wierszami. Wiem... czułem że ona nie umie wszystkiego wypowiadać. Tak było
                    prawie od początku. Domyśliwałem się tak jak tylko umiałem. Czasami dopytywałem
                    się - czy dobrze się domyślam. Ona wtedy potwierdzała. Tak było w pierwszym
                    okresie związku.
                    Po 1,5 roku zacząłem ją bardziej prosić, żeby więcej mówiła, bo ja już się
                    niepewnie czuję, tak długo musząc domyslać się różnych rzeczy, problemów które
                    muszę odczytywać z jej twarzy. Bałem się i to jej powiedziałem że: jeśli nie
                    będziemy więcej rozmawiać, to kiedyś możemy się spotkać w sądzie. Nie wiem czy
                    ona to zrozumiała, miała zaledwie 20 lat. Takie dłuższe okoliczności wpędzały
                    mnie w lęk, zwłaszcza gdy dodatkowo smutno mi było po niedotrzymywanych
                    obietnicach. W lęk... i w depresję. W depresji byłem mało przydatny w domu.
                    Kilka miesięcy po urodzeniu córeczki wątpliwości, lęk, zacząło zmieniać się w
                    równię pochyłą. Wiadomo - trudny okres. Ona oczekuje pomocy, on dopiero uczy
                    się zajmować dzieckiem. I tak uważam że dobrze się zajmowałem po szkole
                    rodzenia: kąpanie małej to wyłącznie ja, spacery te dłuższe z dzieckiem na plac
                    zabaw i do lasu to ja, przewijanie pieluch mi szło najsprawniej. Ale nie we
                    wszystkim byłem umiejętny tak jak ona by chciała. Czasem miałem doła, czasem
                    byłem trochę leniwy.
                    Ona wtedy zaczynała się szybciej złościć. Powody są drugorzędne, gorsze jest to
                    że nie umiała wyhamować ze złością. Zaczynała się eskalcja. Zaczęło się
                    szantażowanie (jeśli nie to, albo tamto - to odchodzę). U mnie coraz większy
                    dół, u niej brak hamulców - obie rzeczy na siebie wpływały.
                    Owszem, już po tym wszystkim, po rozejściu domyśliłem się w którym momencie
                    nastąpiło przyspieszenie burzliwości z jej strony (wtedy kilka miesięcy po
                    urodzeniu). To wstydliwa z mojej strony rzecz. O ile dobrze się domyślam, bo
                    ona tego nigdy nie przyznała.
                    Gdy po rozejściu powiedziałem jej o tym co podejrzewam, co wtedy na nią zaczęło
                    burząco działać, czy warto było o to rozwalać rodzinę - nie odpowiedziała nic.

                    No ale teraz jesteśmy na etapie gdzie dla zwalcznia mnie jest mi zarzucana
                    przemoc lub nękanie jej i jej rodziny, zarzucane że kompletnie nie
                    interesowałem się dzieckiem, wymyślane że w ogóle razem nie mieszkałem. (Przez
                    3 lata wspólnego życia wyjechałem z róznych przyczyn 2 x na 2 tygodnie i przez
                    4 mies prowadziłem weekendowe zamiejscowe zajęcia jako wolontariusz, z czego
                    wycofałem po jej prośbie. Ale ona ma pretensje o każdy z moich wyjazdów. Nawet
                    teście na rozprawch wypominają że w kilku momentach "opuściłem" ich córkę).
                    To już poniżej pasa, przed tym nie wiadomo jak się bronić.
                    • kkamyczek Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 17:07
                      Nie obrażaj sie, ale myslę, że i w Tobie i w niej jest jeszcze zbyt wiele żalu
                      i rozgoryczenia żebyscie mieli jakąkolwiek szansę się dogadać. Musicie najpierw
                      sami to przepracować, każde osobno. Z Twoich wypowiedzi wynika, ze stale
                      dociekasz przyczyn rozpadu związku w rozmowach z nią. Gdy juz się od tego
                      uwolnisz i ZAAKCEPTUJESZ że Wasz związek nie istnieje, nie będziesz jej swoją
                      osobą drażnił, tak mi sie wydaje. A wtedy i kontakty z dzieckiem powinny się
                      ułożyć. Czasem warto skorzystać z pomocy psychologa - oni są od tego żeby te
                      nasze emocje wyciszyć i poukładać. Jak przestaniecie mówic i myśleć o
                      przeszłości, to będziecie mieli szanse na szczęśliwą przyszłość, oddzielnie.
                      Pozdrawiam Cię.
                      • kini_m Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 17:34
                        Jej osoba... to dla mnie już "rybka".
                        Tu są dwie oddzielne sprawy:
                        Pierwsze - to szacunek dla jej decyzji. I tu nie mam żadnego wyboru. Po
                        rozstaniu, widząc jej nieprzystępność, nigdy jej nie namwiałem do odbudowania
                        związku. Jedynie to pytanie co napisałem w poprzednim poście: Czy warto było o
                        tę rzecz rozwalać rodzinę? (Ale nie oczekiwałem odpowiedzi.) No i prośba o
                        terapię dla rodziców (rozwiedzionych), to za sugestią specjalisty. Czego
                        odmówiła.
                        Ta terapia to w celu dogadywania się o córkę. No bo zasadniczo na córce mi
                        teraz zależy.
                        A drugą oddzielną sprawą to - uczucie zawodu że nie udało mi sie stworzyć dla
                        córki pełnej rodziny. Tego będzie mi żal chyba do końca. Bo córka na to
                        zasługuje, na wszystko co najwspanialsze. Nie sprostałem temu i za to pluję
                        sobie w brodę. (Ale to raczej nie chęć odbudowy związku, bo nawet miałbym
                        obiekcje czy umiałbym na dziś dzień przebaczyć te wszystkie krzywdy i kłamstwa
                        w sądzie.) To bardzo bolesne uczucie nie móc dać tego własnemu dziecku.
                        • anka611 Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 20:20
                          jestem zbulwersowana postawa twojej ex. moj ex dopiero po rozwodzie zapragnal
                          kontaktow z synem-wczesniej nie byl ani razu w szkole, nie pytal, nie zagladal
                          do lozeczka po przyjsciu z pracy-az tu nagle po rozwodzie wielka milosc. nie
                          zabranium mu spotkan. malo tego -jestem elastyczna i to on decyduje kiedy
                          przyjedzie , a ja sie dpoasowuje do niego-i to nie dlatego, ze placi regularnie,
                          niemale alimenty-dlatego, ze jest to ojciec mojego syna i nim pozostanie, czy mi
                          sie podoba czy nie, a syn jak bedzie dorosly to zdecyduje jaka to bedzie forma
                          kontaktu. glupie sa kobiety , ktore zabraniaja kontaktu ojcom, jesli oczywiscie
                          nie ma zagrozenia (np. alkoholizm lub choroba psychiczna). i tyle.
                          • triss_merigold6 Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 20:28
                            Prześledź sobie uważnie historię Kiniego ale naprawdę uważnie. Jakieś ostatnie
                            półtora roku.wink Facet lał swoją eks, nękał, włamywał się na jej konto i
                            podszywał, dręczył psychicznie.
                            Nie dajcie się wkręcić dziewczyny w te żałosne klimaty, gość jest
                            niezrównoważony i niebezpieczny dla otoczenia. BTW historię eksi i Kiniego znam
                            wyłącznie z relacji forumowych OBU stron + dyskusji w których w/w brał udział.
                            Osobiście nic do typa nie mam tylko nie trawię socjopatycznych manipulatorów
                            zgrywających psychologów.
                            • anka611 Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 20:31
                              o rany! nie sledzilam historii kiniego i nie wiedzialam, ze jego ex tez pisuje.
                              odnioslam sie do jednego postu...szkoda mi sie zrobilo faceta.
                              • triss_merigold6 Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 20:41
                                Gdybym kojarzyła go wyłącznie z tego wątku też byłoby mi go szkoda, serio. Ale
                                to forum czytuję dostatecznie długo żeby wyrobić sobie inne zdanie.wink
                                Jego eks robi wszystko żeby wykasować tego pana ze swojego zycia i jedyne czemu
                                się dziwię to temu, że nie przeprowadziła sie na inny kontynent nie zostawiając
                                adresu ani telefonu.
                                • kini_m Re: mam już dość-mam pytanie 26.05.06, 20:49
                                  triss_merigold6 napisała:
                                  > się dziwię to temu, że nie przeprowadziła sie na inny kontynent nie
                                  > zostawiając adresu ani telefonu.

                                  Przynajmniej teraz wiemy otwarcie kto tu jest za odcinaniem dzieci od ojców.
                              • kini_m Oj, Triss, Triss... 26.05.06, 20:46
                                Oj, Triss, triss...
                                nie musisz powtarzać moich słów.
                                Przecież pisałem nieco powyżej, o co ona mnie pomawia.
                                Niestety Twoim udziałem nie uczynisz z tego prawdy. Smutne że chciałabyś w
                                ciemno zaręczać co jest prawdą. Niby "tylko" z forum.
                                Zastanawiam się tylko czemu ma służyć takie odwracanie kota ogonem, jak
                                czynisz. Exia próbuje robić dokładnie to samo co Ty tutaj, Triss. Zapominając
                                jednocześnie że główną sprawą jest dziecko. Ja z chęcią bym w końcu doczekał
                                aby ona wytoczyła sprawę o stosowanie przemocy - w końcu by cała prawda ujrzała
                                światło dzienne. Ale - nie. Ona tego nie zrobi, zamiast tego ciągle pomawia
                                mnie o to na innych rozprawach, które tego kompletnie nie dotyczą. W końcu w
                                pewnym momencie sędzia powiedział jej na rozprawie: "Sądu nie interesuje
                                konflikt między rodzicami". Ale ona nadal z uporem maniaka w kółko tę samą
                                śpiewkę, tak samo jak Ty.
                                Ps: nie można mówić o włamaniu na konto, bo exia sama potwierdziła w zeznaniach
                                przed sądem że było wspólne używanie konta. Zaś ona sama wchodziła na moje
                                konto jeszcze po rozstaniu. Oj, Triss... czasem niektórym trzeba coś wiele razy
                                powtórzyć, zanim dotrze.
                                pozdrawiam
                                • kkamyczek Re: Oj, Triss, Triss... 29.05.06, 11:14
                                  nie mam zamiaru dochodzic tego kto tu ma racje, bo to nie moja sprawa. Chce
                                  tylko napisac, ze nie podales zadnego powodu dla ktorego Twoja Ex mialaby nie
                                  chciec kontaktow, wiec cos tu nie gra.... tymbardziej ze spotkania odbywaly sie
                                  w obecnosci kuratora. A jesli prawda jest ze biles zone, to zupelnie sie Twojej
                                  Ex nie dziwie. A dziwne w Twoich opowiesciach bylo, ze nie znajdywales zadnej
                                  winy rozpadu zwiazku w sobie. Pozdrawiam
                                  • kini_m Re: Oj, Triss, Triss... 01.06.06, 23:08
                                    kkamyczek napisała:
                                    > Chce tylko napisac, ze nie podales zadnego powodu dla ktorego Twoja Ex
                                    > mialaby nie chciec kontaktow, wiec cos tu nie gra....
                                    Owszem. Ja tez sensowenego wyjasnienia nie widzę. A ja powiem krótko: 99%
                                    przypadków tak zachwujących się rodziców (matek) nie ma ku temu realnego
                                    uzasadnienia.
                                    W Twoim pytaniu doczytuję sugestie że musi być jakiś powód.
                                    A ja zapytam Ciebie o jaki powód Ci chodzi:
                                    - o ten który ona podaje?
                                    (wieczne zarzucanie przemocy na każdej rozprawie, nawet na tej którą wytoczyła
                                    mi teściowa, tylko czemu tyle o tym mówiąc cały czas jednak nie wytoczy takiej
                                    sprawy? takich spraw jest niejedna w naszym sądzie, niech ona da szansę dojścia
                                    do prawdy)
                                    - o pretekst po którym zaczynała to czynić (to juz napisałem 26.05.06, 14:13)?
                                    - o prawdziwy powód, który najtrudniej wytłumaczyć? (problem dda, kto się nie
                                    zetknął t oz trudem zrozumie osobę tak myślącą)

                                    > tymbardziej ze spotkania odbywaly sie w obecnosci kuratora.
                                    Sąd nie przydzielił kuratora na spotkania, czego żądała matka. Kurator był przy
                                    spotkaniu jedynie celem spisania sprawozdania.

                                    > A jesli prawda jest ze biles zone, to zupelnie sie Twojej Ex nie dziwie.
                                    Taaaa... taaa.... a świstak siedzi i zawija w srebrka.
                                    Jak napisałem: niech w końcu wytoczy sprawę w sądzie, a ja znam sprawy które na
                                    pewno nie były w takiej kwestii umarzane. Ale dopóki się nie zdecyduje to stale
                                    będą tylko pomówienia. Kto żyje pomówieniami...
                                    BTW: a Sąd jednak się dziwi. Napisałem gdzieś już co Sąd odpowiedział exi w tym
                                    temacie: "Sądu w sprawie dziecka nie interesują stosunki między wami".

                                    > A dziwne w Twoich opowiesciach bylo, ze nie znajdywales zadnej
                                    > winy rozpadu zwiazku w sobie. Pozdrawiam
                                    Nie, to nie jest dziwne.
                                    Nie będę brał teoretycznych 50% winy za rozpad i dalsze problemy.
                                    Bo teraz widzę że człowiek nie zawsze ma swoich rękach 50% szans na urzymanie
                                    rodziny. Chocbyś się zes...ł, to czasem druga strona i tak postawi na swoim bo
                                    tak i już! I nie da rady tego racjonalnie wytłumaczyć. A jedynie
                                    psychiatrycznie.
                                    Gdybyś widziała jak do akt sprawy poskładała wszystkie moje listy do niej z
                                    prośbą o ugodę, w każdym starając się doszukiwać pojedynczych słów na
                                    potwierdenie jej tezy: że nie pogodziłem się z jej odejściem. To sama byś wtedy
                                    zrozumiała, coż to za osobowość. Prawnik z którym to konsultowałem odniósł się
                                    że: to prawdziwe dno, żeby składać osobiste listy do sądu.

                                    Juz Ci napisałem poprzdnio w jaki sposób się irytowałem, czemu sprzeciwiałem i
                                    protestowałem. Nie wiem co Ci można jeszcze odpowiedzieć. Skoro juz wskazałem
                                    okoliczności w jakich ona tak poczyniła.
                                    Chcesz racjonalnych powodów?
                                    Nie ma, u DDA (dorosłego dziecka alkoholika) ich nie znajdziesz.
                                    pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka