Dodaj do ulubionych

mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szansa?

22.05.06, 21:31
tak jak napisałam - mąż chce rozwodu, ja nie czy jest jakaś szansa żebu
uratować nasz związek? to prawda, że od jakiegoś czasu nie układa nam się,
awantura za awanturą , ciche dni..powodów wiele, ciągłe, obopólne strasznie
rozwodem..już w grudniu mąż był bardzo zdecydowany, ale jakoś go przekonałam
na kolejną próbę...niestety, niezbyt nam sie to udało..Mamy malutkie, 15
miesięczne dzieciatko, które już także było świadkiem awantur..Mąż jest
zdecydowany na rozwód, natomiast ja uświadomiłam sobie, że mimo wielkiej
goryczy po tym wszystkim nadal męża kocham i nie wyobrażam sobie życia bez
niego...Namawiam go na kolejną szansę, na terapię małżeńska...Jednak on nie
chce, twierdzi, ze czuje się już wypalony...Czy myślicie że jest jeszcze
jakaś szansa? Jak ma go namówić na jeszcze jedną, naprawdę ostnią dla nas
szansę...Jestem załaman, ciągle płaczę i czasem nie chce mi się żyć ....
Obserwuj wątek
    • redtower Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 22.05.06, 22:18
      sad nie chcęCiebie załamywać...ale skoro Twój mąż tak kategorycznie chce
      rozwodu... to dla mnie oczywiste jest, że kogoś ma... facet który nie ma
      alternatywy nie jest raczej tak pewny że chce zostawić malutkie dziecko i
      kobietę, którą jakby nie było zna...
      Przepraszam, że dodatkowo sieję niepokój w Twojej głowie ale...
      Trzymaj się ciepło..
      Pozdrawiam,
      Towerek
    • aquinus Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 00:56
      A może rozstanie (bez rozwodu) na jakiś czas, powiedzmy na pół roku, by pomogło?
    • alabama8 Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 10:40
      Cóż, dziewczyny mają rację, pewnikiem chce odejść do innej. Facet nigdy nie
      odchodzi w pustkę. Nawet ci szukający podobno "prawdziwej milości" są żonaci i
      dopiero po znalezieniu kolejnej babki są gotowi na odważny krok porzucenia
      żony.
      Masz klopot. Jeśli uznasz że warto walczyć to walcz, możesz oczywiście poprosić
      go żeby w razie rozwodu zająl się dzieckie bo ty jesteś psychicznie rozbita
      takim ciosem. Zaproponuj rozstanie na jakiś czas - on zostanie z maluchem, nie
      znajdzie czasu na babki.
      • konkubinka Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 10:48
        podpisuje sie niestety.Wedlug mnie tez to tak wyglada.
        Gdybym była na Twoim miejscu , choc nigdy nie byłam i mam nadzieje nie bede, nie
        robiłabym nic na siłe ale tez nie uległabym namowom na rozwód.Pomyśl teraz o
        sobie, co zrobic aby zobaczył co traci.I nie okazuj jak ci ciezko.
        Wiem , ze łatwo jest radzic jednak wiem tez , że nie mozna facetowi pokazac, że
        jest sie słabą, cierpiącą.
      • kalina_nowa Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 10:52
        oczywiście, nie mogę wykluczyć takiej opcji, że mąż kogoś ma...
        myslałam o tym,ale nie sądzę...co jak co, zawsze mąż był bardzo uczciwy w
        stosunku do mnie i myślę, że powiedziałby mi o tym...
        twierdzi, ze jest całkowicie wypalony i właśnie dla dobra dziecka lepiej będzie
        jak się rozstaniemy ... sad
        ja też już nieraz poważnie myślałam o rozwodzie, ale co innego jest mysleć, a
        co innego coś czynić w tym kierunku...
        w obliczu tak konkretnej manifestacji ze strony męża zdałam sobie sprawę, że
        ciągle mi na nim zależy...tylko już naprawdę nie wiem jak go do tego przekonać,
        ze jeszcze warto zainwestować w nasz związek..
        • azb11 Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 10:59
          potwierdzam niestety na własnym przykładzie ze zazwyczaj nie ma odwagi odejść w
          pustke. U mnie też były frzesy ze wszystko sie wypaliło akurat wtedy gdy
          pojawiła sie kochanka na boku.....
          • kalina_nowa Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 11:08
            hmmm...tak bez dłuższego zostawania w pracy, wychodzenia z domu, wychodzenia z
            kolegami..itp.
            kiedyś musiałby sie z nią spotykać...
            ale, jak napisałam może tak być...
            • konkubinka Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 11:20
              a jestes z nim w pracy?
              sa dwie opcje:
              jesli kogos ma to Twoje starania sa bez sensu.Lepiej zadbaj o siebie, znajdz
              sobie jakies zajecia, ktore z nim nie beda miały nic wspolnego.Tak , zeby
              widział , ze bez niego tez mozesz zyc.

              druga opcja :jesli nie ma nikogo na boku
              Twoje starania o siebie zaowocuja ze zacznie myslec i znowu sie starac.

              CHyba , ze on Ciebie nie kocha, nie kochał i udawał - tego nie bede tlumaczyc

              Sprawe rozwodu poprostu zignoruj.Rozstanie nie musi oznaczac rozwodu.Jesli nie
              dojrzalas do batalii sadowej a on jest w porzadku i Cie szanuje to chyba moze
              zaczekac?No, chyba , że KTOS go pili
              • kalina_nowa Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 11:31

                > a jestes z nim w pracy?

                to prawda, nie jestem z nim w pracy, a ponoć pracują tam ładne dziewczyny - to
                ocena mojego ojca, któremu zdarzyło się coś tam załatwiać...

                > sa dwie opcje:
                > jesli kogos ma to Twoje starania sa bez sensu.Lepiej zadbaj o siebie, znajdz
                > sobie jakies zajecia, ktore z nim nie beda miały nic wspolnego.Tak , zeby
                > widział , ze bez niego tez mozesz zyc.

                zgadza się, rozum mi to tez podpowiada, że trzeba mieć jakieś zajęcie, ale póki
                co jestem strasznie rozbita psychicznie i na nic nie mam checi.. sad
                >
                > druga opcja :jesli nie ma nikogo na boku
                > Twoje starania o siebie zaowocuja ze zacznie myslec i znowu sie starac.

                jak by faktycznie tak było, to warto się zmobilizować... smile
                >
                > CHyba , ze on Ciebie nie kocha, nie kochał i udawał - tego nie bede tlumaczyc

                myslę i czuję, ze mnie kochał i nie udawał, ale jak jest teraz... ?
                skoro czuje się wypalony...
                >
                > Sprawe rozwodu poprostu zignoruj.Rozstanie nie musi oznaczac rozwodu.Jesli nie
                > dojrzalas do batalii sadowej a on jest w porzadku i Cie szanuje to chyba moze
                > zaczekac?No, chyba , że KTOS go pili

                ja nie dojrzałam do batalii sądowej i nie chcę tego, jednak usłyszałam od
                męża , ze pozew złozy jeszcze w tym tygodniu ... sad
                • konkubinka Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 11:44
                  od zlozenia pozwu moze troche uplynac.Pierwsza sprawa zawsze jest pojednawcza
                  .To duzo czasu, ktory powinnas wykorzystac.
                  "wypalony" to ostatnio modne słowo.
                  Powiem Ci od siebie, ze przeszlam podobny kryzys we wlasnym zwiazku.Wiele dalo
                  to , ze zaczelam wychodzic do ludzi, ubierac sie, poszlam do fryzjera.Poznałam
                  nowe osoby, z którymi miałam przyjacielski kontakt (zawsze byłam w porzadku ale
                  M nie był tego pewien i zrobil sie zazdrosny i o to chodziło)-dostawalam smsy ,
                  maile.
                  ZOstaw go z dzieckiem i idz do kina, na zakupy .Miej poprostu swoje sprawy , w
                  ktorych nie bedzie dla niego miejsca i sama zobaczysz czy on sie zmieni.Ale zrob
                  to przede wszystkim dla siebie.
                  Mimo wszystko chyba ciche sledztwo czy kogos ma tez bym zrobiła.Zaznaczam ciche
                  a nie sceny zazdroscismile
                  • kalina_nowa konkubinka 23.05.06, 12:30
                    dzieki za to co mi radzisz...
                    sama też to czuję, że muszę tak zrobić...
                    juz od dawna noszę się z zamiarem zmiany fryzury, ale jakoś tak
                    zwlekałam...zaraz zadzwonie do fryzjera i umówię się na wizytę...smile
                    zaczne też chodzic na basen, co miesiąc mam karnety, ale ich nie wykorzystuje,
                    bo zal mi zostawiać Młodego, ale to prawda, muszę zacząć bardziej wychodzić do
                    ludzi...Młodemu też przyda się czas sam - na sam z tatą...albo z dziadkami, jak
                    tata nie będzie mógł...
                    • kotka.na.dachu Re: konkubinka 23.05.06, 13:27
                      kalina_nowa napisała:

                      > dzieki za to co mi radzisz...
                      > sama też to czuję, że muszę tak zrobić...

                      To nie jest z Tobą tak źle.. smile

                      > juz od dawna noszę się z zamiarem zmiany fryzury, ale jakoś tak
                      > zwlekałam...zaraz zadzwonie do fryzjera i umówię się na wizytę...smile
                      > zaczne też chodzic na basen, co miesiąc mam karnety,
                      > Młodemu też przyda się czas sam - na sam z tatą...albo z dziadkami, jak
                      > tata nie będzie mógł...

                      Zrób tak, aby mógł smile)

                      Myślę, że skoro jesteś pozytywnie nastawiona na rozpalenie na nowo męża, to
                      zacznij sama siebie realizować. Być może to przyczyni się do lepszego kontaktu.
                      Powinnaś najpierw wzmocnić siebie, swój wygląd i samopoczucie.
                      Bądź dla niego przyjaciółką. Postaraj się go zrozumieć. Daj mu do zrozumienia,
                      że wiesz o co chodzi i że raczej zgodzisz się propozycję rozwodu, ale...
                      potrzebujesz czasu.
                      Metodą partyzancką może Ci się uda.
                      • kate_05 dzięki 23.05.06, 13:56
                        tak, fryzjer umowiony...

                        z mężem załatwione, ze zostaje jutro popoludniu z Mlodym, a ja jadę na basen..
                        poza tym - mąż ma mi przygotować rower do jazdy, bo stał ze dwa lata i być może
                        pojedziemy gdzieś we trójkę ...
                        • konkubinka Re: dzięki 23.05.06, 14:20
                          nie przelogowałas siesmilesmilesmile

                          nie znam Twojej sytuacji finansowej ale jesli nie jest zła to naprawde mozesz
                          wiele zdzialac.
                          I pamietaj szczesliwa mama to wieksze szczescie dla dziecka niz niezadowlona z
                          zycia i niepewna siebie .
                          • kalina_nowa upsss.... 23.05.06, 14:31
                            od znajomej dowiedziałam się, że istnieje takie forum, ona odwiedza tutaj fora
                            dziecięce...a ja korzystam z jej komputera...
                            wykorzystałam chwilkę, ze jej nie ma .. i chyba coś mi nie poszło...

                            tak czy siak dziekuję!
                            • kalina_nowa Re: upsss.... 23.05.06, 14:32
                              i mam nadzieję, ze uda mi się jeszcze coś zdziałać...
                              Pozdrawiam!
    • alicja_wk Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 14:35
      Trudno odpowiedziec na pytanie, czy jest jakas szansa na uratowanie tego
      zwiazku, bo to zalezy przede wszystkim od chęci Was obojga, bo wiesz, że do
      tanga trzeba jednak dwojga. Sama nie jestes w stanie zrobic zbyt wiele, nie
      mozesz zmusic, prosic, grozic, szantazowac itp. mozesz jedynie czekac.
      Na przykładzie swojego związku wiem jednak, że dopóki zalezy chociaz jednej ze
      stron, to szanse są spore, bo zawsze to ona próbuje jeszcze motywować tę drugą
      osobę, gdy dopada ją juz rezygnacja i zniechęcenie. U mnie wiele razy było tak,
      że mijalismy sie w tym poddaniu - raz to ja chciałam odejsc, a za chwile on, a
      potem było odwrotnie i tak trawało to dosc długi czas, az w koncu nasze
      poddanie zbiegło sie w czasie i rozstalismy sie ostatecznie (zadne z nas nie
      miało nikogo, do kogo chciało odejsc, zatem powodem nie był nowy partner).
      Jednak to rozstanie nie przesadzało jeszcze o niczym, bo 2 lata trawło zanim
      zdecydowalismy sie na rozwód. Ja po prostu byłam tak zmeczona tym zwiazkiem, ze
      chcialam od niego uciec i odpoczac, moja psychika przy nim wysiadała, a ja
      potrzebowałam czasu na regeneracje sił. Nawarstwiło sie zbyt wiele zalu,
      wzajemnych pretensji, trudnych sytuacji, tak wiele tego wszystkiego było, ze
      zaczeło nas to przytłaczac. Mimo, ze rozstajac sie z mezem myslałam, ze nie ma
      juz odwrotu, ze to juz ostateczna decyzja, to jednak po roku, gdy wszystkie złe
      emocje juz opadły, gdy wszelki zal, gorycz i pretensje odeszły, poczułam sie
      gotowa na to, zeby zaczac wszystko od nowa... jednak on nie był w stanie... i
      to nie dlatego, ze nie chciał, ale dlatego, ze próbował zaczac ten nowy
      rozdział od etapy, na którym ten zwiazek zakonczylismy, na nowo chciał wniesc
      to wszystko, co ja zostawiłam za soba do naszego małzenstwa, a ja juz nie byłam
      w stanie przechodzic przez to samo po raz drugi.
      Dlatego jedyne, co moge powiedziec z własnego doswiadczenia, to to, ze czasem
      faktycznie mozna odczuc takie własnie "wypalenie", zmeczenie, obciazenie, jesli
      ten zwiazek spowodował zbyt duze spustoszenie w naszym umysle i wtedy takie
      chwilowe rozstanie moze pomoc powrócic do równowagi. Moze własnie wtedy trzeba
      uciec przed natłokiem problemów, które zaszły juz tak daleko, ze nie jest sie w
      stanie ich rozwiazac. Czas na prawde potrafi zdziałac cuda, potrafi leczyc i
      pomaga wrócic do dawnej równowagi, a wtedy jakby "oczyszczeni" i z bagazem
      doswiadczen jestesmy w stanie wkroczyc w ten sam zwiazek ale od nowa.

    • siedmiokropka Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 23.05.06, 15:21
      Hmm... Wierzę, że wszystko się u Was dobrze ułoży... Myślę, że jeżeli mąż Cię
      kochał, byłaś dla niego ważna, to są spore szanse,że zatrzyma się. Że uczucie
      wróci. Musisz jakoś uzyskać tylko pewność,że nigdzie mu się "nie spieszy". Że
      odejść chce tylko dla siebie niejako, nie do innej. Jeżeli nie ma nikogo,
      poproś go o czas, niech przemyśli jeszcze decyzję, wyznaj swe uczucia i cóż...
      czekaj. Jednak, gdy wcale nie kocha,od dawna czuje pustkę i próbował z nią
      jakoś walczyć (- porozmawiajcie szczerze!Jesteś warta szczerości i
      wyjaśnień...) to nie wiem, czy jest sens trzymać go na siłę. W życiu tak różnie
      bywa... Niestety muszę wyznać, że jestem sama w takiej sytuacji jak... Twój
      mąż. Przykro to mówić, ale ja właśnie chcę odejść od męża, gdyż go nie
      kocham.Mamy 10miesięczne dziecko i mój mąż za nic nie chce się rozstać, a ja...
      czuję pustkę i wiem,że nic jej nie zmieni. Nawet szantaże męża w sprawie
      dziecka. Mam rozdarte serce, myślałam,żeby ulec mu, żeby jak powinno być, dla
      dziecka utrzymać rodzinę - ale jak mam z kimś żyć bez miłości? Nie
      potrafię...Mimo dziecka, mimo miłości męża - chcę odejść.Jednak nas nie łączy
      długi związek i dziecko pojawiło się zanim wybrałam Go jako tego jedynego
      partnera. Niestety. U Was wierzę,że skończy się DOBRZE. Pozdrawiam
      serdecznie!!
      • kalina_nowa dzięki dziewczyny 23.05.06, 15:36
        za to co piszecie...

        nigdy bym męża nie szantażowała dzieckiem, to bez sensu...
        aczkolwiek zapytałam go czy nie szkoda mu rozstawać się z Młodym..uważam , ze
        mają bardzo dobry kontakt, poza tym zasługuje na to by mieć mamę i tatę na co
        dzień...
        jednak dziecko nie może tu być elementem przetargowym...

        no nic...wczoraj miałam bardzo krytyczny dzień..
        dzisiaj jest trochę lepiej, zabieram sie za siebie i po prostu daje nam czas...
        prosiłam już mężą o rozważenie tej sytuacji, on wie o tym, ze chcę ratowac ten
        zwiazek, mogę tylko czekać, niestety...
        nie wiem jak bardzo jest "wypalony" i na ile zdesperowany by złozyć ten pozew...
        • na_zakrecie Re: dzięki dziewczyny 23.05.06, 15:58
          Kurczę Kalina, jakbym czytała o sobie i o swoim mężu... Identyczna sytuacja. Ja
          już trochę okrzepłam, emocje opadły, choć czasem, leżę i ryczę. Jak na razie
          pozwu rozwodowego nie dostałam, ale czuję, że to kwestia czasu. Mąż też mnie
          kiedyś baaardzo kochał, wiem to. Teraz, podobnie jak Twój - się wypalił. I
          owszem, żal mu rodziny, małej, żal mu tego domu, którego już nie wybudujemy
          razem. Ale nie chce wrócić. Ja przed nim udaję, że wszytko w porządku. Spotkań
          z małą nie utrudniam, choć na początku, z tego żalu i wściekłości próbowałam
          stawać okoniem, ale było jeszcze gorzej. Najgorsze jest to, że nawet, gdyby
          jakimś cudem chciał wrócić, to już teraz zastanawiam się, czy bym tego chciała.
          Nie to, że go nie kocham. Nie wiem, czy umiałabym żyć z człowiekiem, od którego
          usłyszałam tyle gorzkich słów, tyle razy wypowiedziane "nie kocham cię". Chyba
          nie uwierzyłabym już, że się może udać....Strasznie mnie to męczy, czuję, że
          się poddaję, że bardziej zaczyna mi zależeć na utrzymaniu związku jako takiego,
          niż na mężu. Ciężko mi i praktycznie żyję z dnia na dzień, czekając nie wiadomo
          na co... Trzymam za Ciebie kciuki, będę obserwować, jak sobie radziszsmile)
          Pozdrawiam ciepło.
          Acha, mój też już, natychmiast chciał składac pozew, teraz chyba trochę oklapł,
          ale nie znaczy to, że jest jakaś szansa, po prostu zajął się swoimi sprawami i
          też chyba czeka na to, żeby emocje opadły. Wiem, ze był bardzo roztrzęsiony tą
          sprawą, to w gruncie rzeczy dobry facet, nie wierzę, żebym kiedyś poznała
          przynajmniej podobnego... szkoda, że w tym rozpadzie i ja miałam swój udział,
          ehhh, zaraz się rozkleję...
          • kalina_nowa Re: dzięki dziewczyny 23.05.06, 19:27
            dopołudnia byłam dobrej myśli, ale teraz znowu mam doła... sad
            po tym jak mąż kategorycznie oświadczył, mimo że mu tłumaczyłam że to nie ma
            sensu, że nie będzie jeść ugotowanego przeze mnie opbiadu, bo , jak stwierdził,
            musimy zacząć żyć na własny rachunek...
            i z żalem patrzyłam jak jadł zupki chińskie..
            płakać mi się chce...
            • zillka Re: dzięki dziewczyny 23.05.06, 20:56
              Wiesz co ja nie do końca zgadczam się z tym, że facet napewno kogoś ma, może
              tak, może nie, czas pokaże.
              Przestań mu "suszyć głowę" tematem rozwodu, zejścia, rozejścia. Jak chce niech
              składa pozew ale uprzedź go, że (na raziewink) się nie zgadzasz i w sądzie to
              powtórzysz więc rozwodu raczej szybko nie dostanie.

              Zaproponuj mu - ale jakoś tak "w przelocie" (?), bez urządzania zasadniczych
              rozmów - na razie pozostawienie wszystkiego tak jak jest ale bez zmuszania
              do "kochania" i bycia razem. Trudno, pomieszkajcie sobie razem obok siebie, Ty
              zajmij się sobą jak piszą dziewczyny, zostawiaj często dziecko z mężem - i im i
              Tobie zrobi to dobrze. Mam wrażenie, że on jest tym tematem zmęczony. Zmień
              fryzurę, pochodź na basen, idź do kina, etc. Jak Wam się uda coś zrobić w
              trójkę tym lepiej ale bez nacisku.
              Jak nie chce obiadów to mu nie gotuj, niech się zdzwi, że nie czekasz w
              drzwiach z wywieszonym językiem i gotowym obiadem. Sama sobie zrób dietęsmile,
              dziecku zamroź pulpetów na zapas a męża olej.

              Dobra, łatwo się to wszystko pisze jak się komuś małżeństwo sypie. Powodzenia,
              cokolwiek by się nie działo. Acha i pamiętaj, ze to forum ma dość jednostronne
              spojrzenie - rzadko piszą tutaj szczęśliwe samodzielne, żyjące w jakiejś-tam
              harmonii ze swoimi eks.
              • kalina_nowa Re: dzięki dziewczyny 24.05.06, 09:59
                oj...strasznie mi ciężko...
                mąż oświadczył, że chce się wyprowadzić, szuka mieszkania do wynajęcia... sad
                • mrs_ka Re: dzięki dziewczyny 24.05.06, 11:17
                  Przepraszam, ale w całym wątku brakuje mi informacji najistotniejszej: co
                  spowodowało, że znaleźliście się w takim punkcie?
                  Były jakieś zdrady, histerie, awantury, oszustwa? Nie ma dymu bez ognia. Co się
                  takiego stało, że Twój mąż chce odejść?

                  a.
                  • kalina_nowa mrs_ka 24.05.06, 11:32
                    oj...temat rzeka - nie bylo zdrad, histerii, ale totalne awantury spowodowane
                    wieloma sprawami, dla mojego męża każdy drobiazg jest powodem do zrobienia
                    awantury...ale, najistotniejsze dla niego : ponoc jestem zbyt mocno zwiazana z
                    rodzicami, a wg mnie to normalne kontakty i nie ma w tym nic dziwnego ze
                    rodzice swoim dzieciom pomagaja...za mało seksu w związku - dla mojego męża to,
                    że non stop się kłoci, robi awantury, początkuje ciche dni, na to nie wpływa ...
                    A ja mam żal i pretensje, ze ciagle sie tak awanturuje, zwyzywał mnie od
                    różnych...jest agresywny i kompletnie niewyrozumiały...to w skrócie...do tego
                    jest zazdrosny o dziecko...
                    • alicja_wk powody rozstania 24.05.06, 11:56
                      U mnie było podobnie, ciagłe kłotnie, pretensje, czepianie sie prawie o
                      wszystko, zarzuty o kontakty z moja mama, od której według niego jestem
                      uzalezniona, w wyniku tego moje zniechecenie do sexu, a do tego wszystkiego
                      jego chorobliwa zazdrosc... to tez tak w wielkim skrócie...
                      • kalina_nowa Re: powody rozstania 24.05.06, 13:00
                        strasznie mi żal....
                        i najgorsza jest ta bezsilność, nie jestem w stanie, póki co, nic zrobić... sad
                        mogę tylko czekać...
                        mam też wrażenie , ze w ciagu ostatnich paru dni mąż skupił się tylko i wyłcnie
                        na sobie, nawet niespecjalnie interesuje się dzieckiem...no, dzisiaj zostaną
                        razem, bo jadę na basen,ale to ja mu narzuciłam...
                        • mrs_ka Re: powody rozstania 24.05.06, 13:17
                          No dobrze, ale moment.
                          Skoro, jak sama Piszesz, chcesz walczyć, to co masz do zaoferowania męzowi?

                          Oddalisz się od rodziców? Zaczniesz radośnie uprawiać seks? Oddalisz się od dziecka?
                          "Zostać z kimś" to żaden sukces, bo rozwieść się można zawsze.
                          Wymieniasz powody, które nie muszą być wystarczające do rozpadu małżeństwa. Ale
                          nie wiemy, o co tak naprawdę ma żal Twój mąz i co mu najbardziej w duszy gra.
                          Jeżeli chcesz naprawić to małżeństwo, to proponuję się skupić nad konstruktywną
                          rozmową o zmianach, gdzie wypowiedzą się ( i zostaną wysłuchane) obie strony. I
                          gdzie te zmiany NAPRAWDĘ zostaną zaprowadzone.


                          e mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
                          • kalina_nowa Re: powody rozstania 24.05.06, 13:28
                            tak, potrzebne sa konstruktywne zmiany, które zadeklarowałam, ale potrzebuję
                            czasu, zeby mąż je mógł zauwazyć..
                            jednak, on twierdzi, że mi nie wierzy i pewnie po 2 miesiącach bedzie to samo...
                            w tym problem - jak sprawić by uwierzył, ze to sie zmieni...
                            • kini_m Re: powody rozstania 24.05.06, 14:05
                              Kalina
                              Przeczytałem to co tu napisałaś, więc powiem Ci ja myslę:
                              Po pierwsze - Niewiele piszesz o oczekiwaniach męża. A to znaczy że chcesz być
                              z osoba której, tak własciwie nie znasz. I czy w ogóle chcesz poznać?
                              Co lubi, co was łączyło, jak lubiliście razem się bawić, jakie on ma swoje
                              kaprysy w których można mu dogodzić - tak podłechtać jego ego. Każdy to lubi,
                              każdy w jakims stopniu potrezbuje.
                              Po drugie (wazniejsze) - starciliście wspólną nić zrozumienia, bo po prostu jej
                              nie rozwijaliście. Każde z was patrzyło na związek bardzo indywidualnie, tylko
                              swoimi oczyma. Zapewne mało was interesowało jak druga strona odbiera twoej
                              poczynania. Zapewne nawet nie wiesz co go w Tobie zniechęca. Czas się
                              dowiedzieć.
                              Po trzecie - osobiście uważam że wypalenie to wymówka. Być może wiele rzeczy go
                              w Tobie zniechęca (rzezcy które możliwe są do zmienienia), ale nie chce Ci ich
                              wytykac i wtedy bierze to na siebie nazywając to wypalenie. To wypalenie zawsze
                              bierze się z czegoś konkretnego, nie istnieje samo w sobie.
                              Po czwrate - mężczyźni są z natury konserwatystami. Mimo że są wzrokowcami, to
                              jednak lubią kobietę taka jaką poznalim, jak aich pociagała. Zmiana fryzury,
                              ubioru, designu na niewiele się zda jeśli istnieje między wami bariera
                              psychologiczna. Może się okazać że zainwestujesz w zmiany, ale chybione.

                              Trudno mi wyczuć czy twój mężczyzna jest faktycznie zdecydowany na rozejście,
                              czy jego postawa to forma protestu (oddzielne jedzenie - jest bardzo często
                              forma protestu przeciwko czemuś). Jeśli to jego protest, przeciwko którymś
                              elementom w Twojej postawie - to bez rozpoznania o co on protestuje nic nie
                              zdziałasz. Jesli Ci na nim zależy, to spróbuj zacząć patrzeć na Wasz związek
                              jego oczyma.
                              No i te kłótnie. Jeśli ktos się kłóci to staraj się zrozumiec o co się kłóci, a
                              nie jedynie zwracaj uwagę na formę dyskusji. Kłóci sie człowiek który przeciw
                              czemuś protestuje. Jeśli w tym momencie nie wsłuchamy się przeciw czemu on
                              protestuje, a jedynie odbijamy pałezkę - to nic dobrego nie osiągniemy. Bardzo
                              często jest tez tak, że ktos się kłóci o jedno, ale przyczyna burzy bywa
                              całkiem gdzie indziej. To bardzo trudne sytuacje, trzeba tu wiele wytrwałości
                              żeby rozpoznać o co chodzi.

                              Jedną rzecz napewno wyraxnie zasygnalizowałaś: stosunki z rodzicami. Dla
                              mężczyzn często bardzo wazna jest niezależnośc rodziny. Rodzina to: Ty, On i
                              dziecko. A nie: Ty, twoi rodzice, on, i dziecko. Jeśli tego nie zrozumiesz, to
                              nie wróżę dobrze. Wybieraj. To Twój wybór.
                              • kalina_nowa dzieki kini_m 24.05.06, 14:15
                                z tym ostatnim stwierdzeniem trafileś w sedno : dla męża rodzina : to żona, mąż
                                i dziecko...aż do przesady to podkreślał i podkreśla...
                                nie chcę zrywać kontaktów z rodzicami, ale na pewno mogę je zmodyfikować i mu
                                to zadeklarowałam...
                                z tym, ze on juz o niczym nie chce słyszeć, stwierdził że juz podjął decyzję,
                                chce rozwodu, bo już jest zmęczony tym wszystkim i nawet gdyby chciałjeszcze
                                próbować ( a nie chce ) to po 2 miesiącach starania się znowy wszystko wróci do
                                normy...I mam zrozumieć, że on podjał już decycję... sad((((((((((
                                • kini_m yhm, trochę napisałem 24.05.06, 15:47
                                  Kalina, mogę się tylko domyslać że on już nie chce kolejnych szans, bo ileś tam
                                  razy nie udawało się zrobić tego, co już było zapowiedziane planowane. Taka
                                  bywa proza życia że w ferworze emocji czasem niszczymy to co budowaliśmy. Albo
                                  przynajmniej tak to odbiera partner. I potem już mu się nie chce kolejny raz.

                                  Nie, nie powinnaś nic obiecywać. Żadnych deklaracji.
                                  Bo on już nie wierzy w zapewnienia. Albo podejrzewa że zrobisz to na swój
                                  własny sposób, nie tak jak dla niego jest ważne. I znowu się rozminiecie,
                                  kolejny raz.
                                  Inaczej to trzeba zrobić.
                                  Jeśli chcesz Ty coś zmienić po swojej stronie (coś co dla niego jest ważne).
                                  Myslę że najlepiej poprosić go o pomoc, aby on pomógł Tobie dokonać tych zmian.
                                  Uzyskujesz w takim sposobie dwie ważne rzeczy:
                                  - On będzie mógł odzyskać wiarę, że będziesz brała pod uwagę jego zdanie. Że
                                  będzie miał jakiś wpływ na te zmiany, w taki sposób w jaki mu zależy.
                                  - Dasz mu tym samym poczucie że on jest potrzebny w waszym życiu. Że bez niego
                                  tego się nie dokona. A przecież każdy z nas chciałby czuć że jest ważny.

                                  Inaczej pozostanie mu poczucie, że jesteś z nim tylko dla swoich własnych
                                  potrzeb. Jedynie po to żeby dawać Ci poczucie bezpieczeństwa i czasem troche
                                  ciepła w łóżku (zapewne i tak coraz rzadziej), no i jeszcze współuczestniczenia
                                  w utrzymaniu. Żaden zdrowy facet nie chce wyłącznie czegoś takiego odczuwać. A
                                  w takie poczucie łatwo wpaść gdy coraz mniej się rozumie z partnerką.

                                  Nie używaj też słowa: zmodyfikować (stosunki z rodzicami).
                                  Bo to znaczy że jakąś część dotychczasowych układów chcesz zachować, a zaledwie
                                  jakąś zmienić. A on prawdopodobnie ma już tych relacji z Twoimi rodzicami po
                                  dziurki w uszach. Słowo "modyfikacja" dla niego będzie znaczyło tyle, że z
                                  poziomu dziurek w uszach ta uciążliwość dla niego obniży się do poziomu dziurek
                                  w nosie. A to po dotychczasowych waszych wspólnych porażkach może być już
                                  trochę mało.
                                  Wiem jakie to trudne no i niezrozumiałe dla Ciebie "o co mu chodzi".
                                  On chciałby diametralnej zmiany, a Ty nie rozumiesz po co?
                                  Ty "nie czytasz" jego problemów, a on "nie czyta" Twoich potrzeb.

                                  Troche niełatwe do wyrażenia to, co chcę teraz powiedzieć.
                                  Musisz pamiętać o dwóch płaszczyznach:
                                  Pierwsze to - uwrażliwianie Was obojga nawzajem.
                                  Ty musisz pokazać że zmieniasz to na czym mu zależy.
                                  Ale jednocześnie że niełatwe (bo nie do końca zrozumiałe dla Ciebie) musisz
                                  jego też poprosić o wyrozumiałość, cierpliwość, o tę pomoc którą wspominałem
                                  wcześniej.
                                  Drugie to - wszelkie zmiany muszą działać zarówno w słowach jak i w czynach.
                                  Jeśli zrobisz tylko w czynach, a jemu nie wykażesz nie wysłowisz tych zmian, no
                                  to on może ich nie dostrzec. Do jego oczu i uszu musi dochodzić że Ty się
                                  starasz.
                                  Jeśli zrobisz coś tylko w słowach, bez potwierdzenia w czynach to wtedy on się
                                  kolejny raz zawiedzie na złożonych deklaracjach.
                                  W obu przypadkach szanse zostaną zaprzepaszczone.

                                  A teraz tak do konkretów,na co faceci zwracaja uwage, co ich kole w stosunkach
                                  z teściami:
                                  - Częstotliwość wizyt u teściów.
                                  - Czy musi zrezygnować z jakichś swoich planów dla tych wizyt u teściów (Nawet
                                  jeśli coś dopiero w myślach planował, a to okropnie trudne do wyczucia.
                                  Zwłaszcza że po okresie wspólnego życia, każdy partner chciałby aby mu cytano w
                                  myślach. Im większy mruk, tym bardziej trzeba się dopytywać.)
                                  - Czy chętniej planujesz wizyty u rodziców, a nie wasze wspólne plany.
                                  - Jak zachowujesz się przy rodzicach, u rodziców. (Czy zwracasz uwagę na niego,
                                  czy odbierasz jego emocje, nastawienie? Czy jednak głównie zajmują Ciebie
                                  sprawy z rodzicami.)
                                  No i musisz pamiętać na wizytach, że to Wy WSPÓLNIE jesteście u rodziców, a nie
                                  Ty jesteś u rodziców. Jeśli jesteś bardzo związana z rodzicami to wiem, że
                                  będzie to dla Ciebie bardzo trudne o tym pamiętać.
                                  • kalina_nowa Re: yhm, trochę napisałem - no i dobrze.. :-) 24.05.06, 16:02
                                    bardzo mi się przydaje taki punkt widzenia...
                                    na dzień dzisiejszy, po mailowej wymianie mysli z ężem - tak jakoś
                                    wyszło...czarno to widzę...tak jak pisałam - on już nie chce...
                                    nie wiem też czy jeżeli poprosze go o pomoc, czy mi przypadkiem nie odmówi...
                                    ale spróbować warto..
                                    rodzice to temat rzeka..jest to temat jednostronny, bo jego rodzice nie
                                    żyją... sad(( więc mąż niem miał takich relacji jak ja mam...twierdzi, w każdym
                                    bądź razie, ze był odsunięty na drugi tor...że byłam ja i moi rodzice i dopiero
                                    on... sad może czasem tak było, ale sądzą też, ze zwykłe relacje są dla niego
                                    niezwykłe..
                                    jest też sprawa dziecka, które spało z nami w sypialni...gdy miało 3 miesiące
                                    mąż chciał je wyprowadzić do osobnego pokoiku, bo małżeńska sypialnia to
                                    miejsce dla małżeństwa...Ja nie byłam na to gotowa , no to
                                    awantura...Przedłużenie terminu do 6 miesięcy i znowu awantura...potem do
                                    roczku...i mąż się wyprowdził z sypialni, teraz, gdy ja dojrzałam do
                                    przeprowadzki Młodego, mężą to już nie interesuje... sad
                                    • kini_m Re: yhm, trochę napisałem - no i dobrze.. :-) 24.05.06, 16:18
                                      Co do wspólnego łóżka i dziecka....
                                      Seks to można w różnych miejscach. Dziecko może zasnąć i zostać w tym łóżku, a
                                      rodzice w międzyczasie mogą wylądować gdzie indziej. A w weekend to można i
                                      inne pory na to znaleźć, np. malutkie dziecko śpi nie tylko w nocy i to może
                                      być czas dla dwojga. No rózne tu mogą być wyjścia, żeby znaleźć zaspokojenie i
                                      tej potrzeby. A być może Ty nieco zasłaniałaś się dzieckiem przed zbliżeniem.
                                      Ja akurat najbardziej lubiłem zasypiać mając w objęciech obie ukochane osoby.
                                      No ale nie każdy musi być taki.
                                  • kini_m Re: yhm, trochę napisałem 24.05.06, 16:07
                                    Powiem Ci jak to było...
                                    Na zjazdach rodzinnych u teściów myślałem że zaraz zacznę wyć, albo wybuchnę.
                                    Bo trzy godziny prędzej, albo poprzedniego dnia mieliśmy bardzo trudny
                                    konflikt, którego nie udało się nam rozwiązać, a który problem był dla nas (dla
                                    mnie) bardziej ważny niz ten zjazd rodzinny u teściów.
                                    Ale nic po sobie nie dałem poznać. Siedziałem grzecznie, uśmiechałem się, coś
                                    tam zagadałem.
                                    Największym rozczarowaniem było to, że ja się w środku gotowałem, ale partnerka
                                    kompletnie nic nie dostrzegała. Ona się dobrze bawiła.
                                    Może za dobrą maskę przywdziewałem. Ale co miałem zrobić, gdy ona była
                                    zadowolona tym krząteniem się po rodzinie? Miałem jej rozwalić ulubiony
                                    rodzinny zjazd? Zagryzłem zęby. Ona nigdy nie domyśliła się co przeżywałem.

                                    Do dziś pamiętam tamto uczucie. Nie chciałbym więcej podobnych sytuacji
                                    przeżywać. I dlatego zapala mi się ostrzegawcza lampka, gdy fajna dziewczyna
                                    którą poznam, widzę że ma tak bliskie związki z rodzicami. Drugi raz - już nie.
                                    • kalina_nowa Re: yhm, trochę napisałem 24.05.06, 18:09
                                      wiesz...myślę, że sprawa rodziców nie zrobiła by sie tak ważna gdyby między
                                      nami ( a także i Wami, z tego co napisałeś ) było dobrze...
                                      z miumi rodzicami to nie są jakieś ekstra zjazdy rodzinne, czy proszone
                                      obiadki, bo mieszkają po sąsiedzku, w oddzielnym domku, obok nas...kupienie
                                      naszego domu tak blisko, było swiadomym wyborem - moim i męża, rozmawialiśmy o
                                      tym...rodzice nie zagladają za często, ale ja ponoć za wiele spraw z nimi
                                      konsultowałam, zamiast z mężem...
                                      co do tej sypialni to też wydaje mi się , że łóżeczko to nie problem, ale,
                                      okazuje się, że dla mężą tak... sad
                                      a teraz zadam Ci pytanie : gdybyś był w takiej sytuacji jak mój mąż, dałbyś
                                      jeszcze szansę związkowi?
                                      co ta kobita musiałaby zrobić? smile
                                      pozdrawiam!
                                      • kini_m Re: yhm, trochę napisałem 24.05.06, 20:42
                                        Czy dałbym szansę związkowi?
                                        Tak - Jeśli ona by umiała mnie przekonać, że tym razem będzie umiała dostrzec
                                        także moje potrzeby, zrealizować to o co od dawna prosiłem.

                                        (Rodzice, owszem nie muszą być sednem problemu. Ale zapewne oni są teraz
                                        najbardziej widocznym problemem, tym pierwszym do rozwiązania supłem. Nie
                                        ukrywam że ich kwestia może być najpilniejsza do zrealizowania, o czym niżej.)

                                        Co kobieta musiałby zrobić.
                                        Na teraz, na starcie - zrobić coś co jego przekona, że przede wszystkim on jest
                                        dla Ciebie powietrzem, jeśli faktycznie nie chcesz żyć bez niego, żeby nie miał
                                        poczucia że Ty wolisz u innych osób "doładowywać sobie akumulatory". Zwłaszcza
                                        dać szlaban na rodziców, na miesiąc, na dwa miesiące. Żadnych wymówek,
                                        usprawiedliwień, naciągania faktów. Nawet jeśli mieszkają drzwi w drzwi 5
                                        metrów do Was. To że to była wspólna decyzja o zamieskzaniu, pewnie chciał
                                        Ciebie uszczęśliwić, miał to być gest w Twoją stronę, nawet jeśli znalazł 100
                                        innych niby sensownych uzasadnień - taka decyzja była ukłonem w Twoją stronę.
                                        Teraz być może on pluje sobie za tamtą decyzje w brodę. Ale tego głośno nie
                                        powie.

                                        ((Troche zatrzymam nad problemem seksu bo to jednak czuły punkt, nawet jeśli
                                        jest tylko wtórnym problemem. Ty mu wszak dałaś ograniczenie z łóżkiem na rok.
                                        A czy Ty umiesz na tak długo dać szlaban innym słabościom które on
                                        sygnalizował? Umiałabyś na tak długo ograniczyć rodziców. To nie zarzut - tylko
                                        spróbuj zrozumieć jak wyczerpujące to czekanie. Ty ograniczyłaś mu seks na rok.
                                        Ale ze swojej strony nie zrobiłaś ograniczeń w tym co jemu ważne - rodzicach.
                                        Wiem że opieka, że pomoc dziadków - ale to nie umniejsza jego zawodu. A każdy z
                                        nas patrzy: coś za coś - daję ci poświęcenie żebyś ty też mi dał co potrzebuję.
                                        Przecież on nie miał jak realizować swoich najnormalniejszych potrzeb. Mam
                                        nadzieję że możemy chyba mówić dorośle. Nie da rady zawiązać sobie tego na
                                        supełek. Człowiek nie odetnie się od swojej seksualności. Przecież on musiał to
                                        jakoś robić, jeśli nie w spokojnych warunkach bez udziału dziecka ze swoją
                                        żoną, no to pozostało mu przy gazetkach tylko się onanizować. To bardzo czuły i
                                        wstydliwy punkt, jeśli nie może tego robić z tą osobą której ślubował. Po roku
                                        można albo zdziwaczeć, albo dochodzi do tak poważnego nawarstwienia problemu
                                        jaki teraz doświadczacie. Myślę że ten temat powinnaś poruszyć, powiedzieć że
                                        teraz zdajesz sobie sprawę na jaką próbę wystawiłaś jego własne potrzeby.))

                                        Być może on się poddał zwątpieniu, bo także przez długi czas jakoś rywalizował
                                        o to by znaczyć najwięcej w Twoim życiu, żebyś z nim w pierwszej kolejności
                                        uzgadniała plany. Ale poczuł że przegrał tę rywalizację w Twoim życiu i zwątpił
                                        co do przyszłości. Wszak powiedziałaś to wyraźnie: za wiele z rodzicami
                                        konsultowałaś. Nawet jeśli to jego subiektywne odczucie, ale na czymżesz innym
                                        się opieramy jeśli nie na subiektywnych odczuciach. U osoby z którą chcemy
                                        spędzić życie należy je honorować. U tej tylko jednej osoby.

                                        To czym piszę możesz mu powiedzieć na dwa sposoby:
                                        -Tak, przepraszam. Za mało dostrzegłam ciebie w naszym życiu. Z każdym dniem
                                        będę starała się już coraz więcej ciebie dostrzegać. [lub]
                                        -Myślę że wiem na czym ci zależy, trudno mi to jeszcze zrozumieć. Ale
                                        chciałabym żebyś mi pomógł to zrozumieć. A jeśli źle się domyślam, to pomoż mi
                                        zrozumieć.

                                        Co w dalszej kolejności:
                                        -Wyprostować przeszłość.
                                        Sama się chyba domyślasz, że wiele problemów nagromadza się w człowieku. Tylko
                                        że być może Ty dostrzegałaś tylko swoje problemy, a nie jego. Być może on
                                        jeszcze inne sygnalizował (nie tylko rodziców), a Ty uważałas to za błahe. A
                                        dla niego błahe nie było. To jak małe cegiełki zaczęło budować mur między Wami.
                                        Trzeba zacząć ten mur rozmontowywać, cegiełki których sama dotychczas nie
                                        dostrzegałaś. Wyciagać w rozmowie problem za problemem, co się nagromadziło.
                                        -Zainteresować się mężem.
                                        Jego potrzebami dotyczącymi wspólnego życia no i zacząć je realizować, a
                                        przynajmniej w tej części która jest dla niego wrażliwa.
                                        -Rozwiązywać cierpliwie, do skutku każdy problem.
                                        Bezwględnie nie podejmować nowych inicjatyw (choćby wyjścia w gości lub
                                        zapraszania) zanim nie wyprostuje się bieżących problemów. Wyhamować z życiem i
                                        dać sobie czas wyłącznie dla was dwojga. Jeśli chcesz wykazać się poświeceniem
                                        to ograniczyć odwiedziny u przyjaciół u rodziny, zanim w pierwszej kolejności
                                        nie rozwiążecie wspólnych problemów.
                                        -Jeszcze raz przesłuchać jego postulaty, zastrzeżenia, bo zazwyczaj słyszymy
                                        ale nie słuchamy, i pomóc ich realizacji.
                                        -Stale kontrolować czy mąż nie ukrywa problemów.
                                        Nawet wtedy gdy się uśmiecha, a może zwłaszcza wtedy. Bo po przekroczeniu
                                        pewnej bariery zwątpienia druga strona już tłumi potem problemy, ale one i tak
                                        niszczą od środka. Problemy tłumi także żeby nie sprawiać Ci zbędnych smutków.
                                        Musisz to wyczuwać i przejmować inicjatywę.
                                        Pozdrawiam
                                        • maja_sara Re: kini_m 25.05.06, 00:57
                                          Czytam co napisałaeś. I tylko chciałąm zauwazyc, że madrze piszesz. Słuszne
                                          uwagi, ważne, spkojne, rzeczowe, mądry facet z Ciebiewink Twoje słowa powinny
                                          przeczytac wszystkie tu obecne na forum samotne matki, może gdyby więły sobie
                                          Twoje uwagi do serca, nie byłyby samotne...
                                          Miłej nocy życzęwink
                                      • lilith76 Re: yhm, trochę napisałem 25.05.06, 10:21
                                        > z miumi rodzicami to nie są jakieś ekstra zjazdy rodzinne, czy proszone
                                        > obiadki, bo mieszkają po sąsiedzku, w oddzielnym domku, obok nas...

                                        kalina_nowa,
                                        dla każdego rodzina jest oparcie, murem o jaki można się oprzeć. ty taki mur
                                        masz za sobą, on ma tylko pustkę. ja go rozumiem, to pragnienie zbudowania
                                        rodziny w oparciu tylko o waszą trojkę.
                                        co do domku w sąsiedztwie - ja od ponad dwóch lat wolę zapłacić obcej osobie za
                                        wynajem mieszkania, niż zamieszkać w ślicznym domku obok rodziców. może MNIE
                                        by się wydawało, że jest ok, ale znając moją matkę mielibyśmy moja rodzinę non-
                                        stop na karku. ja bym nie widziała wielkiej różnicy, ale pewnie mój partner
                                        czułby się "rodzinnie osaczony" (moja rodzina jest w typie "Moje wielkie
                                        greckie wesele").

                                        zaproponuj mu zamiast rozwodu separację, oddzielne mieszkania i rozmowę z
                                        terapeutą rodzinnym. on nie wierzy, że jesteś zdolna do trwałych zmian, może
                                        ktoś z boku inaczej pokaże wam sytuację.
                                        jeśli odchodzi sam, to jest szansa, że się zgodzi.
                                        jeśli odchodzi do kogoś, to nie wiem.
    • mamusia-kubusia1 Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 25.05.06, 06:25
      Droga Kalino, nie wiem czy jest jakaś szansa, nie umiem ci powiedzieć. U mnie
      jest prawie identyczna sytuacja z tą różnicą że mąż nie jest pewien czy chce czy
      nie chce rozwodu no i dziecko mamy o miesiąc młodsze.
      Za to mogę poradzić ci coś innego. Po namowach przyjaciół poszłam do pewnej
      znanej terapeutki. Pomogła mi zrozumieć co nie co i mam teraz inne podejście do
      tej sprawy, a jak pewnie wiesz na początku jest strasznie ciężko.
      Jęsli chcesz napisz do mnie na priv. Opowiem ci bardziej szczegółowo o co chodzi smile

      I trzymaj się,

      Pozdrawiam
    • zelda1971 Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 25.05.06, 07:45
      Kalina, jesteś egoistką. Nie pasujecie do siebie. Daj sobie spokój. Daj jemu
      spokój . Może coś wtegy z tego wyjdzie. Nie z WAszego małżeństwa. Ale z życia
      każde oddzielnie. Znajdzieice sobie partnetów takich jacy będą WAm odpowiadali.
      • mamusia-kubusia1 Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 25.05.06, 08:36
        Zeldo, a nie pomyślałaś choć przez chwilę że to może mąż podchodzi egoistycznie
        do tej sprawy? Stanowisko męża "Bo widzi mi się, bo ja tak chcę" nie załatwia
        sprawy. Powinien spróbować powalczyć o małżeństwo, a nie od razu ogon podwijać i
        w troki.
        Poza tym skąd wiesz ze nie pasują do siebie? Znasz ich, mieszkasz z nimi?
        Ja ze swoim przżyłam w sumie 8 lat (5 po ślubie) i znam go jak własną kieszeń i
        wiem z do siebie pasujemy, tylko mój mąż pogubił się troszeczkę w życiu w tym
        momencie i nie umie sobie z tym poradzić. A że moja miłość do niego jest wielka,
        przeogromna to staram się powalczyć o to małżeńtwo. I co, też wg Ciebie powinnam
        się poddać dlatego ze małż ma jakiś problem?

        Kalinko, rozumiem cię doskonale. Nie przejmuj się, walcz, próbuj je uratować. Ja
        po wizycie u terapeutki znów zobaczyłam światełko w tunelu ze może się uda i nas
        nie zostawi.
        • maja_sara Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 25.05.06, 10:46
          Ale z postow autorki watku wynika, ze maz dawal jej juz wielokorotnie szanse,
          ale po kilku dniach lub gora 2 miesiacach bylo znow jak przedtem. I ze on ma
          juz dosc, po jej kilkakrotnych "obiecankach, cacankach", z ktorych kompletnie
          nic dobrego dla zwiazku nie wyniklo-facet ma juz dosc. I zgadzam sie z
          dziewczyna, ktora pisze, ze kalina mysli w tej chwili egoistycznie. Co robilas
          przez kilkanascie miesiecy po urodzeniu dziecka?? Odsunelas na rok meza od sexu
          (tak to zrozumialam czytajac wszystkieTwoje posty), nigdzie nie wychodzilas,
          nie mialas swojego prywatnego zycia(bo zal ci bylo malego zostawiac z ojcem!!),
          nie chodzilas do fryzjera, kosmetyczki-jednym slowem nasuwa sie wniosek, ze sie
          zaniadbalas. Do tego codzienne awantury o wszystko. Kto chce takiego zycia??
          Nie widzisz swoich bledow?? Nie mowie, ze Towj maz to ideal, a Tys winna
          wszystkiemu, nie!! Ale widac Twoje razace bledy jak na dloni. Dziewczyno, daj
          zyc innym, nie zmusisz nikogo sila do milosci. A separacja, rozstania na pol
          roku, to tylko polsrodki. Problemu nie rozwiaza. Moze wyciagniesz wnioski i w
          nastepnym zwiazku z nowym facetem bedziesz inna. Czego ci zyczewink
          • kalina_nowa Re: mąż chce rozwodu, ja nie, czy jest jakaś szan 25.05.06, 11:19
            OK, dostało mi się od zeldy, od maji..
            No i słusznie, bo popełniłam błędy i chcę je teraz naprawić...
            chyba lepiej późni, niż wcale, prawda?
            A czy pomyslalyscie ile tych błędów zrobił mój mąż?
            tyle, że to on pierwszy sie poddał ...
            walczę o meża, o nasze małżeństwo, ale wierzcie że jest we wnie duzo żalu do
            niego, bo zachowywał się strasznie...I nieraz chciałam tym wszystkim rzucić, bo
            wyiadałam psychicznie, to dziesiatki przepłakanych godzin, zszarpanych nerwów,
            troski o nienarodzone dziecko ( okres ciąży był bardzo dramatyczny, nawet bałam
            się że przez ten stres coś się stanie dziecku )...
            Myślę, że to co przeszłam starczyłoby na obdzielenie kilku małżeństw...
            Jednak, wciąż męża kocham i to jak dla mnie jest fundamentem do tego, aby
            jeszcze walczyc...
            • kalina_nowa mamusia-kubusia1 25.05.06, 11:20
              zajrzyj na priva, proszę...
              • kalina_nowa kini_m 25.05.06, 11:22
                zajrzyj na priva, proszę..
                • kalina_nowa zelda, maja 25.05.06, 11:30
                  w każdym bądź razie, dziekuję i za te uwagi..
                  chcę tylko dodać, ze łatwo jest wydawać opinie o czyimś zyciu - rozwiedź się,
                  daj mu spokój..itd.
                  ja też kiedyś łatwo wydawałm sądy, gy nie dotyczyło to bezpośrednio mnie, dy
                  kolezanki opowiadały jak traktują je ich męzowie to mówiłam : dziewcyno no to
                  po co ty jeszcze z ni jsteś, rozwiedź się...
                  Życie potem weryfikuje takie sądy, kiedy sytuacja zaczyna dotyczyć ciebie...
                  Pozdrawiam Was dziewczyny!!!
                  • maja_sara Re: zelda, maja 25.05.06, 16:52
                    Hmm,no i tu sie mylisz Kalina. Zaczynalam nowe zycie kilkakrotnie. Odchodzilam
                    i zaczynalam od nowa. Tylko dlatego, ze zaden tyran psychiczny i zwykly dupek
                    nie bedzie mi zatruwal zycia! raz nawet sama pakowalam wszystkie rzeczy exia,
                    lacznie z meblami, poscielami, garnkami, sztuccami, spreztam AGD i RTV.
                    Zostalam sama w pusciutkim mieszkaniu.Bez pracy, bez pieniedzy na koncie.
                    Spalam na golej podlodze w spiworze, bo zabral i lozko, i poduszki. Od sasiadow
                    pozyczalam garnek i patelnie, by moc sobie ugotowac cos do zjedzenia na cieplo.
                    Wiem, co znaczy odejsc kiedy wlasny rozum mowi "uciekaj", a glupie serce
                    krzyczy "zostan". Nie zaluje ani tych lat spedzonych z niewlasciwym facetem (
                    bo duzo mnie jednak powiedzialy o mnie samej), ani tego ze w koncu odeszlam.
                    Kiedy odchodzilam, oboje plakalismy jak bobry, bo jednak sie kochalismy. Ale
                    nie bylo w tym zwiazku miejsca ani na wolnosc, ani na patrnerstwo, ani na
                    przyjazn, ani na zwykly ludzi szacunek. Sama milosc to bylo za malo. Bylo
                    ciezko, ale tylko na poczatku. Slonce ZAWSZE wychodzi po burzywink) Wiec moze
                    jednak daj mezowi wolnosc...
                    • milcha31 Re: zelda, maja 25.05.06, 18:42
                      Tylko, że zwi ązek nie polega na tym, że gdy pojawiają się kłopoty ludzi eisę
                      rozstają.

                      Być może Kalina popełniła błędy ale dlaczego mąż tego nie sygnalizował?
                      Dlaczego nie żądał rozmów o tym co go boli, tylko od razu rozwód. Przecież jest
                      jeszcze małe dziecko, które powinno wychowywać się w pelnej rodzinie.
                      Kalina wykazuje poztywne nastawienie. Wie co robila źle, chce się zmienić, dla
                      dobra rodziny a mąż?
                      Odopwiedzialny mąż i ojciec tak nie postępuje.
                      • kini_m Re: zelda, maja 25.05.06, 19:48
                        milcha31 napisała:
                        > Być może Kalina popełniła błędy ale dlaczego mąż tego nie sygnalizował?

                        Milcha nie doczytałaś co napisałem (na końcu mojego postu z 20:42), więc nieco
                        inaczej:
                        Mężczyzna może z dwóch powodów nie sygnalizować (oba są pułapką dla związku):
                        - Bo nie chce sprawiać kłopotów ukochanej osobie.
                        Przecież to normalne, że gdy kochasz to chcesz uszczęśliwiać drugą osobę, a nie
                        smucić lub bać się że do siebie zniechęcisz partnera. (Ten powód może być od
                        początku trwania związku.)
                        - Bo zrezygnował, że dawane sygnały dadzą jeszcze jakikolwiek skutek. (To
                        będzie raczej zaprzestanie dawania sygnałów, po jakimś czasie.)

                        A dopowiem jeszcze że obie te przyczyny mogą być razem w jednym związku, bo w
                        różnych problemach.
                        Oj, trzeba być czujnym w związku na różne sposoby. Kochać to trudna sztuka.
                        Samo poświęcenie -bez tej czujności, bez rozumienia partnera- może być czasem
                        chybione.
                        pozdrawiam
                    • kini_m Re: zelda, maja 25.05.06, 19:04
                      maja_sara napisała:
                      > Slonce ZAWSZE wychodzi po burzywink)

                      Nie jestem tego taki pewien.
                      Przez kilka lat mówiłem sobie: "Przecież już gorzej być nie może."
                      ...i niestety było coraz gorzej.
                      W życiu też bym nie był w stanie wyobrazić tego ile możemy (właść: nie możemy)
                      razem córką.
                      Więc... gdzie to słońce?
                      A nawet jeśli się zobaczymy z córką - to i tak nie będziemy mogli być razem,
                      tyle ile byśmy chcieli. To słońce też będzie przez chmury.

                      Dziś nie wierzę w słońce.
                      Nie wierzę w czas, który ponoć leczy.
                      Nie wierzę, że coś się z czasem naprawi.
                      Pozostały mi tylko dążenia które kiedyś mi przekazano.
                      Wierzę tylko w to, co uda się zrobić własnymi rękoma.
                      W nic więcej.
                      (i dlatego zawsze będę zachęcał do własnych starań)
                    • agamagda Re: zelda, maja 25.05.06, 19:28
                      Kalina, NIE POWIEm Ci czy masz walczyć czy nie o męża i małżeństwo.
                      Każda decyzja niesie ze sobą bardzo poważne konsekwencje, które zdeterminuja
                      Wasze późniejsze zycie.
                      Ale przy podejmowaniu decyzji pomyśl o pewnych faktach.
                      Fakt, ze kończy sie wielka miłość, że ukochana osoba oddala sie, odchodzi, jest
                      strasznie trudny do zaakceptowania. Tym bardziej w świetle przysięgi
                      małżeńskiej i w swietle tego, że na świecie jest dziecko, które ojca będzie
                      potrzebowało.
                      Tyle, że nikt na siłe z nikim żyć nie będzie, tyle, że próbowaliście już parę
                      razy, tyle, ze Ty masz ochotę na życie wg. twojej koncepcji małżeństwa.
                      (Oczywiście koncepcja Twojego mężą na małżeństwo jest diametralnie różna).
                      Wcale nie znaczy że nie masz racji w tym co robisz, lub ze Twój mąż nie ma
                      racji.
                      Wy macie oboje racje. Każdy swoje. Tyle, że te racje sie nigdzie nie stykają.
                      Biegną sobie niczym dwie linie równoległe. Tyle, że nie razem.

                      I wygląda na to z tego co opisujesz, ze jesteście na etapie zwiazku, że tylko
                      cud pozwoli posklejać to co się gdzieś z czasem porozlatywało.
                      Cuda sie zdarzają, ale rzadko...
                      • kalina_nowa dzieki Wam wszystkim 26.05.06, 11:28
                        zarówno za słowa otuchy, jak i za słowa krytyki..
                        za dawkę optymizmu, jak i pesymizmu...
                        minęły 4 dni i jest coraz gorzej... sad
                        tak jak tu napisała któraś z dziewczyn - potrzebny jest cud ... a cuda niezbyt
                        często się zdarzają... sad
                        Pozdrawiam !
                        i bedę musiała jakoś zyć dalej, choć jeszcze całkiem się nie poddałam...dopóki
                        nie ma pozwu, mąż się nie wyprowadził,to tli się malutka iskierka ... a może ?
                        • milcha31 Re: dzieki Wam wszystkim 26.05.06, 17:38
                          A w jakim wieku jesteście ty i mąż?
                          • kini_m Re: dzieki Wam wszystkim 26.05.06, 18:46
                            milcha31 napisała:
                            > A w jakim wieku jesteście ty i mąż?

                            Przyznam że mi się cisnęło podobne zapytanie,
                            ale o wiek przyjaciółek. Bo one chyba jakieś takie mało... rozumne.
                            • kalina_nowa Re: dzieki Wam wszystkim 26.05.06, 21:14
                              oj...stare konie jesteśmy....smile
                              i ja , i mąż, i przyjaciółki troszke po 30ce ...smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka