Dodaj do ulubionych

jest mi bardzo zle

09.08.06, 20:15
Wiem, ze wiecie jakie to uczucie, kiedy czujesz,ze ciagle bardzo kochasz, a
on juz nie. Kocham moje dziecko bardzo, ale wiadomo, ze to inna relacja niz z
partnerem. Czy wogole mozna cos zrobic, zeby mniej bolalo? Czy pozostaje mi
tylko wierzyc, ze czas goi rany?
Obserwuj wątek
    • nieistotne74 Re: jest mi bardzo zle 10.08.06, 08:35
      nie znam tego... jak tylko przejrzałam na oczy i dostrzegłam jakim człowiekiem
      jest mój mąż... miłość gdzieś uleciała
      ...ot dostrzegłam, że kocham wyobrażenie o nim a nie jego... i przestałam się
      mamić tym, że jest inny niż jest w rzeczywistości...

      qrde... ale to zawile wyszło smile
      • glapa30 Re: jest mi bardzo zle 10.08.06, 09:44
        Ja mam ten sam problem jak autorka watku. Jestem bardzo głupia cały czas sobie to tłumacze, ale jakoś serce mnie nie słucha. Bardzo chcę go znienawidzieć za to co mi robi i mówi. Nie jestesmy juz razem 2 miesiace za 5 urodze nasze wspólne dziecko przez te okropne 2 miesiace przezywam horror. Jestem obrzucana najwymyślniejszymi obelgami, że jestem nieatrakcyjna, że on nie chce ze mną być mam popatrzeć w lustro to zobacze dlaczego, nie wspomne o tym, jak mówi o nienarodzonym dziecku. Pracuje u niego i nagminnie mnie wyrzuca z pracy wyrzuca moje rzeczy za drzwi i każe mi sie wynosić. Wczoraj uderzał moja głowa o szafe w biurze, bo tak bardzo mnie nienawidzi. A ja jak głupia nadal go kocham, nie umiem sobie z tym poradzić z jego nienawiścia i wiem, że jesli tylko powiedziałby mi wracam to ja otworzyłabym szeroko ramiona i przyjeła go. Dlaczego niektóre kobiety nie maja silnej woli, ja nie mam, ja chcę go odzyskać. Wylejcie mi na głowe kubeł zimnej wody. Pomóżcie mi, bo wiem, że to co robie i co czuje nie jest dobre
        • berkot Re: jest mi bardzo zle 10.08.06, 13:36
          glapa, mam nadzieje że to nie zadna podpucha.........?
          Może nazwanie Ciebie zaslepiona samolubką, która mysli tylko o sobie, a nie o
          dziecku (stanowiącym zdaje sie dotkliwy problem dla przyszłego tatusia) bedzie
          pomocne.
        • natasza39 Do glapy 10.08.06, 14:29
          A konkretnie to za co go kochasz?
          Za to, że Cię uderzył, zostawił z dzieckiem, czy może za to, że chce wyrzucić z
          pracy?
          Ja nie wiem czy tu jest potrzebny kubeł zimnej wody?
          On Ci juz ją na głowę wylał, a ty go nadal "kochasz".
          • delika1 Re: Do glapy 10.08.06, 14:41
            też się zastanawiam czy to nie podpuchasad.Jeśli nie to sorry glapa..ale az włos
            jezy sie na głowie jak się czyta takie posty.Przecież to nie jest milość!!!.To
            uzależnienie, masochizm..
            wiem jak cierpiszsad, też tak miałam i..zwiałam od Potworasmile
            • glapa30 Re: Do glapy 10.08.06, 15:10
              Niestety to nie żadna podpucha. Nie umiem tego nazwać, czy to miłość, czy masochizm, nie potrafie pozbyc sie mysli, że może on jednak mnie kocha i moglibyśmy byc razem, bo było tyle miłych i dobrych chwil(choc niewiele). Nie umiem sobie poradzic z tym wszystkim chyba nie bede i nie jestem dobra matką, dlaczego nie pamietam tych wszystkich upodleń????Wychodzi na to, że jestem strasznie słaba, on zniszczył moja osobowość wmówił we mnie, że jestem bez niegi nikim, że sie stoczę, moja samoocena jest na poziomie zera, dlatego trudno jest mi sie dzwignąć
              • natasza39 Re: Do glapy 10.08.06, 22:44
                glapa30 napisała:
                on zniszczył moja osobowość wmówił we mnie, że jestem bez niegi nikim, że sie s
                > toczę, moja samoocena jest na poziomie zera, dlatego trudno jest mi sie
                dzwignąć

                To popracuj nad swoja samooceną. Może jakiś dobry psycholog.
                A gwarantuje Ci, że przejdzie. To nie jest miłość tylko uzależnienie.
                Niektórzy narkomani kochaja "trawkę", ale dopiero jak osiagna dno dochodza do
                wniosku, że to uzaleznienie,
                Ja np. palę papierosy. Uwielbiałam to robić przez 15 lat. Kwa mi tak nie
                smakowała, bez porannego papierocha. Dopiero niedawno zaczęłam zdawac sobie
                sprawę że ja tego nie kocham, ja to musze robić.
                Wkurza mnie to a dalej to robię.
                Faceta toksycznego jest o wiele łatwiej rzucic niz cygary.
                Wiem bo przerabiałam to na własnej skórze.
                Teraz mam tylko cygary do wywalenia z mojego zycia.
                • glapa30 Re: Do glapy 11.08.06, 09:51
                  Zapisałam sie do psychologa ide na pierwsza sesje 22 sierpnia, wiem, że mi to bardzo pomoże dlatego ide. Zdaje sobie sprawe z tego, ze to uzależnienie, a żeby sobie z tym poradzic to musze miec fachową pomoc, jesli pozbawiona jestem silnej wolismiledzieki za dobre rady. Odzyskanie dobrej samooceny troche potrwa, ale jak juz ja odzyskam to mu pokaże .... że nie zniszczył mnie do końca.
                  • delika1 Re: Do glapy 11.08.06, 11:06
                    sorrki za podejrzenie podpuchysad.
                    Glapa-zacznij od siebie-super pomysł z psychologiem.A ten typ fecetów znam z
                    autopsji.Da się, uwierz.Jak porównam się sama ze sobą sprzed lat..ech 2 różne
                    osoby.Zobaczysz,że jak popracujesz nad sobą, jak uwierzysz w siebie(psycholog
                    pomoże Ci zmienić samoocenę i zrozumieć mechanizmy które powodują zachowanie
                    Twojego męża-słabego i niedowartościowego człowieka), inaczej spojrzysz na
                    wszystko.Życzę powodzeniasmile
                    • glapa30 Re: Do glapy 11.08.06, 13:02
                      Nie szkodzi. dziekuje bardzo za słowa otuchy, wiem, że pomoże mi terapia samej trudnosmile Pozdrawiam i mam nadzieje, że nastepnym, razem jak napisze watek to bedzie on bardzo pozytywny i optymistyczny
                      • maszka6 Re: Do glapy 16.08.06, 12:02
                        Nie wiem czy jeszcze tu zajrzycie.glapa kiedy czytałam to co napisałaś to
                        mialam siebie przed oczami. Ta sama sytuacja: ciąża, facet, który (w moim
                        przypadku) znęca się psychicznie i ja która dalej go kocham. Chyba za szybko to
                        na mnie spadło. Był najcudowniejszym, najbardziej odpowiedzialnym facetem na
                        świecie, dzięki niemu znów zaczęłam ufać ludziom i wierzyć w miłość. Kiedy
                        dowiedział się o dziecku to wylazł z niego prawdziwy potwór, który krzyczy, ze
                        nie chciał dziecka (mimo, że zawsze zapewniał że chce), który mnie nienawidzi i
                        ma mnie dość. Nienawidzę samej siebie za to, że dalej próbuję włazić mu w 4
                        litery mimo, ze tak mnie stłamsił, a marzenie mojego życia (dziecko) zamienił w
                        koszmar. To jest strasznie chore i nie wiem co z tym zrobić. Czuję się
                        wstrętna, nic nie warta, a reszta patrz glapa...
                        Jak pozbyć się potwora, który niszczy mnie i moje dziecko, jak zapomnieć o tym,
                        że był napradę taki dobry, czuły i kochany, jak uwierzyć w siebie???
                        • katep_1 Re: Do glapy 17.08.06, 15:03
                          Wiem jak to jest kochana. Przez całą ciążę przechodziłam załamana zabeczana, że
                          nie jesteśmy już razem, pomimo iż wiedziałam że związek z nim niszczy mnie
                          psychicznie. Władowałam się w paskudny związek. Ja chciałam troszczyć się o
                          niego, zależało mi. A on ciągle amfetamina piwo i koledzy. Tak przetrwałam
                          ostatni rok naszego związku. Przepłakałam tyle godzin ile pewnie nie przepłaczę
                          przez całe życie. Rozpadło się jak jeszcze nie wiedziałam że byłam w ciąży
                          przez to że chciałam powiedzieć jego mamie że ćpa. Po prostu wywalił mnie z
                          mieszkania w którym mieszkalismy razem. Bardzo szybko się poceszył, zajęło mu
                          to tydzień. Chciałam się zabić. POo prostu glęboka depresja. Potem ciąża i 9
                          miesięcy żalu do całego świata. I wiesz co się stało? Zaprosiłam go do szpitala
                          aby zobaczył małą. I po prostu nic nie czułam, tylko wstręt iu wstyd że z kimś
                          takim zmarnowałam sobie prawie 3 lata życia!!! Kochana to mija
    • imagine73 Re: jest mi bardzo zle 17.08.06, 21:04
      maria515 napisała:

      > Wiem, ze wiecie jakie to uczucie, kiedy czujesz,ze ciagle bardzo kochasz, a
      > on juz nie. Kocham moje dziecko bardzo, ale wiadomo, ze to inna relacja niz z
      > partnerem. Czy wogole mozna cos zrobic, zeby mniej bolalo? Czy pozostaje mi
      > tylko wierzyc, ze czas goi rany?


      Uwierz mi.Banalne powiedzenie z tym "leczacym czasem" , ale to prawda.Czas
      leczy rany,byc moze w moim przypadku raczej je zaleczyl niz wyleczyl,bo zal
      pozostal i nie wiem czy kiedykolwiek minie.
      Nie wiem czy czytalas moj watek,w ktorym wyrywkowo opisalam swoja historie.
      Gdy przyjdzie dziecko na swiat zaczniesz myslec inaczej,juz nie beda Cie
      dreczyc wspomnienia,ktore teraz sprawiaja bol.Czasem pomyslisz o tym co
      bylo,ale zareczam , ze gdy tylko uslyszysz placz dziecka ,zapomnisz ....
      Nie mowie , ze bedzie pieknie i bez problemow.Przeciwnie. Beda,ale to wlasnie
      one sprawia,ze sprawa ,ktora jest dla Ciebie dzis tak bolesna zejdzie na dalszy
      plan,stanie sie mniej wazna....
      Tez przezylam szok. Przez cala trudna ciaze bylam sama.Na wlasne zyczenie
      stracilam wszystkich przyjaciol , bo nie czulam sie na silach,aby im o
      wszystkim opowiadac ,tlumaczyc,sluchac niedowierzan...Moja mamA przyjechala do
      mnie doslownie na kilka dni.Pomogla mi pozalatwiac sprawy zwiazane z likwidacja
      firmy.Malo rozmawialysmy,a o problemie , ktory mialam wcale.Sama przez to
      przeszlam,a w tym czasie tatus mojego dziecka na przemian bawil sie i trzasl ze
      strachu , ze moze cos na tym "interesie" stracic... Tez myslalam,ze zwariuje,bo
      mimo,ze zrobil cos takiego , ja go gdzies w glebi serca naprawde kochalam.To
      byla przyczyna tego bolu w piersiach,dlawiacego zalu....
      Moja coreczka ma dzis 7,5 miesiaca i wiesz ? To wlasnie ona byla lekarstwem na
      cale zlo tego swiata. Moj maly skarb,moja iskierka smileMam ja i czuje sie
      potrzebna.Musze byc naprawde silna , aby zapewnic jej wszystko , co najlepsze.
      Nie jest wazne,ze wszystko , co w tej chwili mam to dwie walizki gotowe do
      spakowania naszych osobistych rzeczy.Spieniezylam wszystko co sie
      dalo,splacilam kredyt, ktory wzielam na rozruch firmy,splacilam zwolnionych
      pracownikow i moge powiedziec, ze zaczynamy wszystko od poczatku.Gdzies w
      lepszym swiecie,blizej ludzi , na ktorych zawsze moge liczyc.
      Wierze , ze Tobie rowniez sie uda.To co czujesz teraz to naturalne i nikt nie
      zna skuteczniejszego lekarstwa niz mijajacy czas.........


      ps.Napisz na maila,jesli tylko chcesz.Napewno odpowiemsmile


      Pozdrawiam cieplosmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka