"Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki

10.09.06, 09:37
Bylam na filmie "Plac Zbawiciela". Nie moglam zasnac wczoraj. Kobieta bez
szans, molestowana przez tesciowa i maz, ktory nie wiedzac jak sobie poradzic
spieprza, zostawiajac ja sama. Ona usiluje popelnic samobojstwi (probujac
zabic tez dzieci). Powinna to byc przestroga dla wielu mlodych kobiet. Nie
ufajcie, ze maz sie wami zaopiekuje, budujcie swoja niezaleznosc od poczatku.
Takie jest przeslanie filmu. Moim zdaniem.
    • mamatoomaszka Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 12:05
      No oczywiscie, maz, wczesniej chlopak, narzeczony jest przeciez obca osoba, z
      jakiegos kregu, swiata, ktorego nie znamy, poznajemy tego czlowieka najczesciej
      przypadkowo, czesto latami stara sie on abysmy nie poznaly tajemnic jego
      rodziny i jego samego, a nam sie wydaje , ze go znamy. Owszem znamy i jego i
      jego srodowisko, rodzine, jesli sa to ludzie bez problemow /mam na mysli
      choroby, zgubne a skrupulatnie ukrywane nalogi/, otwarci, szczerzy, nie majacy
      czego przed nami chowac. Ale jesli w rodzinie sa problemy z samym naszy
      wybrancem, a o gorsza od pokolen tocza rodzine, to sie to ukrywa barrddzzo
      skwapliwie do slubu, potem juz mniej, pojawia sie wspolne zycie z problemami,
      dzieci, klopoty....i wyplywa oliwa badz wychodzi szydlo z worka i wowczas NASZ
      MAZ uwiklany w problemy swojej rodziny od dziecinstwa i sam bedacy czescia tego
      problemu staje jakby, albo okazuje sie znajdowac po stronie tego problemu i
      swojej rodziny, bo ciagnie wilka do lasu, bo zyl w tym 25-35 lat, bo jest taki
      sam jak cala jego rodzina i w ten sposob jest nam znow obcy. Zawsze powtarzam,
      ze trzeba byc na to przygotowana/przygotowanym, bo mezczyzne tez moze spotkac
      zlo ze strony zony i jej toksycznego/patologicznego srodowiska. Trzeba wiec
      miec wyksztalcenie, mozliwosc manewru pojscia do pracy, zeby choc troche sie
      uniezaleznic, jestem zwolenniczka, aby obie strony w malzenstwie mialy swoje
      mieszkania, jak jest dobrze jedno mozna wynajmowac i miec pieniadze, ale jak
      jest zle...to mamy sie gdzie podziac i stac sie w miare samowystarczalnymi. Bo
      najgorzej jest oczywiscie tak, jak w opisanym filmie, ta kobieta i jej dzieci,
      nie moga odejsc, bo nie maja dokad i nie maja za co dalej zyc, nic gorszego,
      jak UZALEZNIENIE sie od kogokolwiek, mozna z kims byc, dzielic zycie........ale
      byc w pewnym stopniu wolnym i niezaleznym.
      • kini_m Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 12:37
        mamatoomaszka napisała:
        > Ale jesli w rodzinie sa problemy z samym naszy
        > wybrancem, a o gorsza od pokolen tocza rodzine, to sie to ukrywa barrddzzo
        > skwapliwie

        Niby to racja, ale...
        Exia nie ukrywała że tata alkoholik (niepijący już 2 lata przed naszym
        poznaniem się), uczęszczający na terapię...
        Więc uwierzyłem, że jest już po problemie.
        I co...?
        I gó....o!
        Dopiero po czasie dowiaduję się że problem toczony w rodzinie nie ustaje nawet
        gdy fizyczne oznaki się już niby zmienią. Problemy w psychice pozostają.
        Nie miałem szansy... tak dzisiaj stwierdzam.
        Wierzyłem, nawet gdy działo się już w zwiazku coraz gorzej. Bo próbawłem/liśmy -
        do jednego, później dugiego psychologa. I nic. Wierzyłem ślepo, po czasie widzę
        że bezpodstawnie. Z córką zostaliśmy z tak zwaną rączką w tak zwanym nocniczku.
        I co ja mam zrobić gdy będę miał w życiu kolejną szansę?
        Też znowu wierzyć??? - dziś pozostaję z tym pytaniem bez odpowiedzi. To pytanie
        jest moim osobistym dramatem, bo dotyczy własnej przyszłości. Zwłaszcza że wiem
        że jeśli już, to chciałbym bardzo bliskiego wspierania się, bliskiego, ciepłego
        i pełnego zaufania związku.
        • mamatoomaszka Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 12:56
          Niestety, nie na darmo wspomnialam wyzej o problemie alkoholowym rodzin naszego
          partnera oraz innych patologiach, ktore sa przenoszone z pokolenia na
          pokolenia.Przykro mi, KINI, ale wiedzialy galy , co braly. Jest
          powiedzenie "Nie ruszaj g...., nie bedzie smierdzialo", tak mowila moja babcia
          oraz nie wchodz w patologiczna rodzine, bo i tak jej nie zbawisz, a tylko oni
          Cie sciagna na dno.
          • kini_m Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 17:03
            mamatoomaszka napisała:
            > Przykro mi, KINI, ale wiedzialy galy , co braly. Jest
            > powiedzenie "Nie ruszaj g...., nie bedzie smierdzialo", tak mowila moja
            > babcia oraz nie wchodz w patologiczna rodzine, bo i tak jej nie zbawisz, a
            > tylko oni Cie sciagna na dno.

            No tak, tylko że jak już dobrze się przypatrzeć to u każdego zawsze można
            znaleźć jakieś gó...enko, które wyłazi mu z butów. Trzeba chyba zrozumieć że
            nie ma ideałów.
            I to mnie martwi że po tym, jak już mi się otwarły gały, to teraz widzę zbyt
            dużo. A może -do jasnej ciasnej- mam już coś takiego że ciągnie mnie do ludzi,
            którzy ostatecznie mają niemiły problem w zanadrzu.
            Więc próbując następny raz nie wdepnąć, przyjąłem dwie nauczki: - umie
            rozmawiać na każdy temat, - posiada wystarczający dystans do rodziców.
            No i przyjmując takie założenie... musiałem ostatnio dać sobie po hamulcach. A
            już miało być fajnie.... ale tylko z powodu ww nauczek sam sobie spuściłem
            nieco chłodnej wody na głowę. Teraz się boję czy nie zostanę takim co po prostu
            wybredza, a nie umie po prostu zaufać uczuciu.
            I patrzę okropnie daleko, czyli już nie tylko na ewentualne dzieci, ale też na
            kolejne najgorsze ewentualności. Sory za tę myśl, ale kłębi mi się w
            głowie "intercyza" o wychowaniu dzieci. Tak bardzo się boję, gdy widzę różnice
            w myśleniu kobiet a faceta i nieokiełznane instynkty macierzyńskie.
          • magda336 Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 17:45
            To trochę chore podejście do sprawy żyby od razu na wstępie wykluczać jako
            potencjalnych partnerów osoby z tzw, patologicznych rodzin, w ten sposób można
            wykluczyć 3/4 społeczeństwa, sama jestem z takiej rodzinki miałam ojca
            alkoholika, nota bene lekarza, ioczywiście moje dorosłe wybory jak i późniejsze
            relacje w tych związkach były złe i chore własnie dlatego że byłam z takiej a
            nie innej rodziny, po ostatnim doświadczeniu czyli rozstaniu z ojcem mojego
            syna zaczęłam z soba coś robić poszłam na tarapie i ciężko na niej pracowałam,
            nie mówię że jestem normalna w 100% ale wydaje mi się że nie popełnie takich
            błędów jak kiedyś, wydaje mi się że odzyskałam konrole nad swoim zyciem, że
            następne wybory decyzje będą juz moje i w pełni będę mogła brac za nie
            odpowiedzialność, wcześniej niestety tak nie było. Poznałam także ludzi również
            pary które próbuja walczyć i swój związek, mimo iż jest to bardzo trudn,
            bolesne i wymaga sporo czsu to warto. także nie skreslałby ludzi po przejsciach
            bo różnie to bywa. Moj były partner zachowała się podobnie jak
            bohater "Placu..." gdy pojawiły się problemy po prostu zwiał. Nie musiał, mógł
            zawalczyć, ale to trudniejsze niż odwaga zmiany siebie dużo łatwiej uciec w
            szyjeś ciepłe ramiona, nie mówię że ja byłam bez winy oboje byliśmy tak samo
            poranieni, niemniej na moje propozycje a potem prosby aby coś z tym robić
            partner mówił nie. Jeśli chodzi o film to ja też nie spałam całą noc, bohaterka
            bardzo mi bliska, byłam w podobnej sytuacji ale na szczęście w odpowiedni
            mmomencie pojawili się wokół mnie prawdziwi ludzie , nie rekiny biznesu jak w
            filmie.Prawdziwe do bólu, niestety, duże poruszenie. A końcówka... Szkoda że
            główny bohater musi najpierw zniszczyć zycie swojej żony aby stać sie
            człowiekiem, staje przed szansą...
            • mamatoomaszka Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 18:29
              Magdo, ja mowilam przedewszystkim o unikaniu zwiazkow z ludzmi ze srodowisk
              patologicznych, ktorzy NIE PODDAJA SIE TERAPII oraz uwazaja, ze ZADNEGO
              PROBLEMU u nich samych, ani u ich rodzin nie ma, a bez terapii siedza w tym po
              uszy. Do takich rodzin zaliczam znajoma rodzine z calkowicie sparalizowanym
              doroslym synem, gdzie pozostale rodzenstwo zupelnie sobie z zyciem nie radzi,
              po calym zyciu przezytym przy ciezko chorym bracie, ale uwazaja, ze zadna
              terapia nie jest im potrzeba, znajoma rodzine, gdzie jedna z corek zostala
              porwana 10 lat temu na oczach mlodszego rodzenstwa do sekty i wszyscy do dzis
              sa potluczeni do tego stopnia, ze doprowadzajaj swoich kolejnych partnerow do
              bialej goraczki swoimi reakcjami na swiat i ludzi.
              Ludzie z domow z problemami, to zypelnie inna historia, bo najczesciej z tego
              wyszli, a dokladniej , zostali wyprowadzeni.
        • bszalacha Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 21:28
          Ja też się bardzo boję choć mineło 16 lat.Zrozumiałam niedawno,że pozbawiam
          synów szansy na wierę,że można być szczęsliwym pomimo dawnych krzywd.Ja czuję
          się ustawicznie odrzucana i widzę,że oni podobnie.Zakochują sie w dziewczynie
          jak szaleni a ona z nimi zrywa.Czyy to jakieś fatum?Powinnam zacząc od
          siebie,zeby nie bali się mnie zostawić.Moze ktos tutaj się ze mną wreszcie
          umówi i zwiaze?
          p.s.Będę wdzięczna!
          • kini_m Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 22:22
            bszalacha napisała:
            > Moze ktos tutaj się ze mną wreszcie
            > umówi i zwiaze?
            > p.s.Będę wdzięczna!

            No wiesz... ale na tym forum to zazwyczaj wybrakowany towar, jakby nie było.
            Ale propozycja... całkiem, całkiem.
            • mamatoomaszka Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 22:28
              No prosze, Kini, jaki jestes dzielny, tak trzymaj!!
    • nangaparbat3 Nie idźcie na ten film 10.09.06, 19:42
      jesli Wasze rany jeszcze sie nie zagoiły.
      Jest zbyt prawdziwy.
      Ja sama dość lekko przezyłam rozwód (7 lat temu), jestem zadowolona z zycia
      samodzielnego, a mimo to bardzo trudno było mi na tym filmie nie krzyczeć.
      I utwierdziłam sie w przekonaniu, ktore już dawno wynioslam z obserwacji
      rozwodów moich przyjaciołek: jesli sie ma corkę, trzeba stanąć na głowie, by w
      razie czego miała gdzie sie podziać z dziećmi (czy sama).
      • mamatoomaszka Re: Nie idźcie na ten film, a zamiast niego 10.09.06, 19:47
        obejrzyjcie dzis w TVP1 o 20 z minutami bezkonkurencyjna "Ławeczke" tym razem
        nie z Żółkowska i Gajosem, a z Fraszynska i Żmijewskim.
      • rami.a Re: Nie idźcie na ten film 10.09.06, 19:51
        Nangaparbat, teraz szerzysz seksizm.
        Co prawda to forum "samodzielna mama" i mamy wolność słowa.
        Ale właśnie stosowanie takiego myślenia może wnieść tyle dobrego co i złego.
        Moja exia i teściowa własni eto zastosowały. I mimo że byłem/jestem najlepszym
        ojcem pod słońcem - to urealnienie myśli którą podałaś, spowodowało że od
        20miesięcy jesteśmy odcinani.
        Oczywiście, wszystko zależy od tego kto tę myśl urzeczywistnia. Ale czy zdając
        sobie sprawę ze zgubnych skutków takiej myśli (u niektórych osób) uważasz że
        warto wszystkich (czyt: publicznie) w tym utwierdzać?
        • rami.a Re: Nie idźcie na ten film 10.09.06, 19:53
          odcinani - z córką, oczywiście
    • bszalacha Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 10.09.06, 21:22
      Nie oglądałam"Placu" ale przezyłam to straszne zawiedzenie.Mąż nagle został
      ojcem...innych dzieci.Nasze czuły się z dnia na dzień żywcem
      pogrzebane.Młodsz,nigdyy nie schodzącyy mu z kolan był sklonnyy uciec za nim
      ale...on go odstawił jakby nic miedzyy nimi nie było.Ja byyłam w szoku.Mnie
      mógł nie kochac-cóż.Przez 16 lat NIGDY ich nie próbował nawet zabrać na
      lody.Przestali istnieć.A ja do tej pory obawiam się,że nie są zdolni do żadnego
      trwałego związku.Są pieknymi,madrymi mężczyznami.I wciąż ktoś ich
      porzuca.Dlaczego,co mam zrobić,żeby moje dzieci nie bały sie kochać!
      • kini_m Re: "Plac Zbawiciela" dramat samotnej matki 11.09.06, 10:45
        bszalacha napisała:
        > A ja do tej pory obawiam się,że nie są zdolni do żadnego
        > trwałego związku.Są pieknymi,madrymi mężczyznami.I wciąż ktoś ich
        > porzuca.Dlaczego,co mam zrobić,żeby moje dzieci nie bały sie kochać!

        Myślę, że nie można w ten sposób myśleć.
        To oczywiste że to trudne, gdy chce się szukać drugiej połówki, i jak przeżywa
        się zawód uczuciowy. Ale to nie do końca wiadomo czy to ich problem, czy po
        prostu nie trafili jeszcze na tę właściwą osobą?
        Ta trudność ma też zaletę: gdy się dłużej szuka, to przynajmniej jest większa
        pewność że się dobrze trafi. Lepiej szybciej rozaczarowywać, niż za późno gdy
        sprawy zajdą za daleko. Choć dobrze rozumiem jak trudno przyjać do wiadmości
        taką zaletę.
        A jak podchodzić do problemu, na który nie mamy wielkiego wpływu?
        Ja uważam że z jednej strony sam problem najlepiej lekceważyć, w tym sensie -
        żeby sie nim nie dołować. A z drugiej dawać osobie która dotyczy problem
        wsparcie, aby miała poczucie swej wartości. To chyba najważniejsze - żeby bez
        względu na wszystko, te bliskie osoby wiedziały że zawsze i wszędzie będziemy z
        nimi. Myślę że to podnosi najbardziej na duchu i dodaje pewności. (No,
        bylebyśmy nie roztoczyli toksycznej opieki.)
        ________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
Pełna wersja