16.11.07, 21:11
Witam serdecznie,czytuję to forum od jakiegoś czasu.
Ale mało sie udzielam....Bardzo mi pomogliście...
Moja sytuacja jest następująca: (ale wszystko jest do przeżycia)...
w dniu 30 urodzin dowiedziałam się, że mam nowotwór... Jakoś to odchorowałam.
Obecnie czuję się wyśmienicie...
A teraz za parę dni,kilka dni po moich dzisiejszych urodzinach będę miała
sprawę o rozwód.....
Tak chyba miało być... Ktoś mi chciał coś pokazać przez tę chorobę...
Jakoś żyję, jakoś się trzymam.....
Obserwuj wątek
    • jenny_curran Re: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć":) 16.11.07, 21:37
      Że kolega małżonek nie był wart Ciebie skoro się zawinął
      dowiedziawszy o chorobie? No to jasne, że nie był. Pies go gonił,
      naprawdę. Dasz radę, nie masz wyjścia, skoro czujesz się dobrze,
      to: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć" w wykonaniu Sz.
      Wydry. Jak mi źle to sobie to puszczamwink. pa
      • guderianka Re: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć": 16.11.07, 22:34
        takie trudne chwile pokazują na kogo warto liczyć a kto jest zwykłym
        draniem
        Trzymaj sie!
        • oliwija Re: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć": 17.11.07, 08:43
          wiesz ja tez przezyłam cos podobnego. keidy sie z paniem x rozstałm
          mialam podejrzenie naowtwora piersi on mi na to "no i co z tego
          najwyżej umrzesz i bedzie spokój" po takim czyms odechciewa sie
          walczyc o takie małażeństwo o takiego dupka jako meża. na szczeście
          były to tylko zmainy hormonalne spowodowane długim karmieniem
          dziecka piersią.
          wtedy dowiedzialm sie jak bardzo prtze ten cały czas mniekochał i
          jak mu zalezało na małzeństwie
      • kasiaczekb Re: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć": 17.11.07, 17:05
        Nie,on nie zawinął się dowiedziawszy się o mojej chorobie.Zachorowałam 3 lata
        temu.Jeszcze jak sie leczyłam było w miarę (?!).
        Mój mąż jest hazardzistą. I moja choroba uświadomiła mi,że to jest chory facet
        i dla niego liczy się tylko i wyłącznie KASA !!!!
        To nie jest tak, że sie nad sobą użalam. Nigdy sie nad sobą nie użalałam. Nawet
        jest lepiej, bo te życiowe porażki dają mi odpowiedniego kopa i wiem,że żyję(bo
        mam dla kogo: dla córki i dla swojej rodziny ,bo tylko na nich mogę polegać)....
        Jedynie co to nachodzi mnie refleksja: ile rzeczy zmieniło sie w ciągu tych
        trzech lat......
        Ale co nas nie zabije to nas wzmocni smile))))
        • oliwija Re: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć": 17.11.07, 19:20
          kasiaczekb napisała:

          > Ale co nas nie zabije to nas wzmocni smile))))
          o tak masz 10000% racji
        • jenny_curran Re: "Po co dalej w miejscu tkwić ... trzeba żyć": 17.11.07, 19:20
          Nie kokietuj. Jesteśmy tu na tym forum wszystkie po to, aby raz lub
          nawet kilka razy normalnie się nad sobą pouzalać. Więc smiałosmile.
    • oliwija Jenny 18.11.07, 18:16
      czy ja kokietuje? uwazam po prostu ze slowa mojej pzredmówczyni to
      swieta racja. i tyle
      • kasiaczekb Re: Jenny 23.11.07, 14:06
        Hej, właśnie przed 3 godzinami został orzeczony mój rozwód.
        (na pierwszej sprawie).........
        smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka