Dziewczyny, nie radzę sobie

Chyba mam depresję, niby na codzień
jest ok, ale czasami czuję tak dogłebny smutek, ze nie potrafię
robic nic innego, niż tylko płakać. Przez to czuje sie zła mamą dla
mojego synka. Ostatni raz byłam chyba szcześliwa 5 lat temu, to był
dobry okres mojego życia. Teraz nadal jestem w związku z ojcem
mojego dziecka (wrócilismy do siebie po 2 latach), ale nie jest tak
jak byc powinno. Nie mieszkamy razem, widujemy sie raz na m-c,
dzieli nas 500 km, ja mogłabym sie do niego wyprowadzic, ale nie
ufam mu, że rzeczywiście tego chce i że nas kocha. Tak naprawde nie
wiem czego odemnie chce, nie potrzebuje mojej obecności, rozmów ze
mną, ale jak chce kategorycznie zerwać kontakty, to prosi o szansę,
wyznaje miłość, roztacza wizje wspólnego życia. Nie wierzę że nam
się uda, a nie potrafię zrezygnować z niego. Nie wiem co jest dla
mnie gorsze, życie bez niego czy z nim. Obydwie sytuacje mnie bolą :
( Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Nie wiem co robić? Odejść,
zostać?