moje dziecko...

22.06.08, 18:45
widuje sie raz-dwa razy w miesiacu z ojcem. ponoc tak rzadko to przeze mnie,
bo pojechalam studiowac, pal licho ze on przyjezdza sie z dzieckiem zobaczyc
tylko wtedy kiedy sam ma zjazdy na studia.

no i bawi sie on z Hania w sobote na placu zabaw ponad 1,5 godziny, dziecie
szczesliwe badz co badz. ten juz odchodzi, Hania mu macha i krzyczy:

PA PA WUJKUUU!!!

zeszlam ;P
dodam ze zawsze go nazywam jej tata ale nigdy z nami nie mieszkal smile
    • madziulec Re: moje dziecko... 22.06.08, 19:21
      Czy uznajesz to za smieszne?

      Ja bym raczej sie zastanowila, ze mimo, ze nie jestescie razem to jednak on jest
      ojcem dziecka....
      A Ty tu emotikonki wstawiasz... Tak jakbys miala 15 lat.
      • magda7505 Re: moje dziecko... 22.06.08, 19:49
        Też tak myślę jak Madziulec!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • mama.macieja Re: moje dziecko... 22.06.08, 20:00
          to miala być historia na rozładowanie atmosferysmile

          takie są dzieciaczki, wiec trzeba pilnować zeby takich GAF nie
          popełniały... bo ja nie chciałabym aby mój syn nazwał mnie ciocią.
          • madziulec Re: moje dziecko... 22.06.08, 20:03
            Ja tez bym nie chciala.

            Ale ja, mimo naprawde braku wielkiej sympatii dl amojego eksa, naprawde robie
            wszystko by moje dziecko nie mowilo o nim "wujek". I gdyby tak zaczelo to
            uznalabym to za swoja wielka porazke wychowawcza.


            A dla rozladowania atmosfery to mozna sobie dowcip opowiedziec.
            • guderianka Re: moje dziecko... 22.06.08, 20:36
              Ej no nie kłócić mi się proszę

              Pamiętam sytuację, gdy byłam z moją 3letnią córką i koleżanką z
              3letnim synkiem na dworze. Lepiłyśmy bałwany, całą rodzinę. No i
              stoją trzy bałwany -duży,mały,sredni. Pytam córki-no to powiedz
              kotku, kto jest w tej bałwaniej rodzinie. A ona na to :mama, dziecko
              i ciocia! Pytam więc: a gdzie tata? A ona mi na to :oooo-tam idzie!-
              i pokazała paluszkiem na przechodzącego żołnierza

              Takie jest życie. Nie zawsze dziecko zna ojca, nie zawsze rozumie
              kim jest tata, skoro nie ma go w życiu tegoż dziecka. Nie zawsze
              dziecko ma okazję zaobserwować poprawne i zdrowe relacje.
              • mama.macieja Re: moje dziecko... 22.06.08, 20:49
                ale wiecie co.. tak szczerze przyznam, ze mój mały dopiero uczy sie
                mówić, bardzo duzo czasu spedza z Babcią (moja mama) i nieraz mu sie
                wyrwało do niej Mammma. wiec ja do tego z dystansem podchodze.
                • madziulec Re: moje dziecko... 22.06.08, 21:18
                  Oczywiscie.
                  Ja do swojej mamy mowie "mamus, wiec moej dziecko ostatnio do mojej mamy a
                  swojej babci mowi czasem rowniez mamus.
                  I ostatnio takze do swojego taty zaczal mowic po imieniu, ale tata go nie
                  poprawia...
                  • mama_ameleczki Re: moje dziecko... 28.06.08, 23:28
                    madziulec napisała:

                    > Oczywiscie.
                    > Ja do swojej mamy mowie "mamus, wiec moej dziecko ostatnio do
                    mojej mamy a
                    > swojej babci mowi czasem rowniez mamus.
                    > I ostatnio takze do swojego taty zaczal mowic po imieniu, ale tata
                    go nie

                    madziulec, uczac sie od ciebie: powinnas to potraktowac jako porazke
                    wychowcza... wink
                    > poprawia...
              • madziulec Re: moje dziecko... 22.06.08, 21:20
                Dzieci nie znaja wielu rzeczy.
                Nie wiedza nic o wielu zjawiskach, a jednak to my im te zajwiska albo pokazujemy
                albo staramy sie wytlumaczyc, ze istnieja (gdy nie da sie tychze pokazac, bo sa
                abstrakcyjne).
                Czesto jest tak, ze taty nie ma. Niekoniecznie dlatego, ze rodzice sie rozstali.
                Czasem dlatego, ze tata zmarl.
                Ale to naprawde jest rola matki, by starala sie tak "pracowac nad dzieckiem" by
                znalo ono pojecie ojca, wiedzialo kto dla niej tym ojcem jest. Przynjamniej wg mnie.
                • mama.macieja Re: moje dziecko... 22.06.08, 21:33
                  u mnie narazie temat "taty" nie jest poruszany. mąż wyprowadził sie
                  poł roku temu, rzadko widuje dziecko. ciesze sie ze nie mówi, bo
                  szczerze to nie wiem co bym mu miała odpowoedzieć...
                  • olamad Re: moje dziecko... 22.06.08, 21:57
                    Jam co prawda nie samodzielna, ale się wypowiem smile.
                    Mój tata był marynarzem. W czasach gdy byłam mała dziewczynką,
                    czasami był w morzu przez 6-8 miesięcy. Mimo, że byliśmy pełną
                    rodziną, tata był przez cały czas obecny w moim życiu (zdjecia,
                    opowieści mamy), to podobno kilka razy zdarzyło mi się po jego
                    powrocie powiedzieć do niego "wujku".
                • guderianka praca na dzieckiem 23.06.08, 08:55
                  > Ale to naprawde jest rola matki, by starala sie tak "pracowac nad
                  dzieckiem" by
                  > znalo ono pojecie ojca, wiedzialo kto dla niej tym ojcem jest.
                  Przynjamniej wg
                  > mnie.


                  Pracować nad dzieckiem nie oznacza zmuszać dziecka do nazywania
                  obcego mu emocjonalnie człowieka -tatą. Moja córka widziała zdjęcia
                  swego biologicznego ojca, gdy pytała o niego-odpowiadałam jak
                  umiałam. Mimo to gdy go poznała-a miała już wtedy 2,5 roku-a ja ich
                  sobie przedstawiłam : CÓreczko to jest twój tata, X-to jest twoja
                  córka-zwróciła się do niego po imieniu. Ona nie rozumiała zależności
                  i więzi jakie wynikają z tego,że ma się tatę. BYło to dla niej
                  pustym słowem bo nie potrafiła tego odnieść do własnego życia.
                  To tylko dzieci Madziulec-nie mają na tyle rozwiniętego
                  abstrakcyjnego myślenia by wyobrazić sobie że ten obcy pan, który
                  jest ich tatą jest takim samym tatą jak np.tata koleżanki z
                  sąsiedztwa , który zabiera ją na lody, bawi,usypia,którego widzi
                  rano, w dzień i wieczorami.
                  Dzieci potrzebują pewnych rzeczy doświadczyć empirycznie by je pojąć
                  Dziecko martiny tak poukładało sobie świat wartości o ludzi -
                  zwłaszcza ze o ile pamiętam martina ma partnera, który spełnia
                  rzeczywistą funkcję ojca dla jej dziecka
                • martina.15 Re: moje dziecko... 23.06.08, 10:20
                  a jak to zrobic? bo na razie to Hania jako "tato" odbiera pojecie duzego szczura
                  z "ratatuj" ktore bardzo czesto oglada. jest "ciulek" i jest "tata ciulek".
                  niestety poza bajka dla niej to slowo po prostu nie istnieje. mam jej to wbic
                  recznie, czy co?
                  • izunia_milo Re: moje dziecko... 23.06.08, 10:41
                    martina, właśnie tego się boję. Że dla mojej córki pojęcie TATO to będzie jakaś
                    abstrakcja, że będzie to jakiś "wujek" znany tylko ze zdjęć i opowiadań a
                    pojęcie o roli TATY w relacjach rodzinnych będzie mocno skrzywione sad
                  • guderianka Re: moje dziecko... 23.06.08, 10:41
                    martina- musisz jej tłuc do głowy młotkiem oraz gdy będzie spała
                    przemawiać do świadomości podprogowej ewentualnie możesz jeszcze
                    małą zahipnotyzować i zrobić małe pranie mózgu w imię zrozumienia co
                    oznacza dla niej słowo "tata" wink
                    A tak serio-wyluzuj.Twoje dziecko zachowało się normalnie
                    • martina.15 Re: moje dziecko... 23.06.08, 16:45
                      a jak, doslownie zaraz ide po jakis mlotek tongue_out

                      sam charakter mojego postu oznacza wyluzowanie. szkoda tylko ze nagle sie
                      obruszyly inne matki ;P

                      aaa btw w ogole pojecia taty- moj tatus mieszkal z nami 14 pierwszych miesiecy
                      zycia Hani (teraz jest za granica) a nawet wtedy i zaraz po tym Nus jakos nie
                      reagowala na to. czemu? bo jakos rozumie hierarchie: mama, babcia, dziadek,
                      ciocia, wujek. tylko taty brak. moze wlasnie dlatego ze po prostu na to nie
                      zasluguje...

                      bedzie starsza, wciaz bedzie mowic tato- ale wydaje mi sie ze w srodku jednak
                      sama bedzie czula zaprzeczenie tego co mowi. i nie bede jej miala tego za zle-
                      bedzie wiedziala jak zachowuje sie prawdziwy tato a nie ekhm, ekhm, dawca
                      nasienia co sie nawet tego nasienia wyrzekl.
          • anetina Re: moje dziecko... 23.06.08, 07:50
            mama.macieja napisała:

            > to miala być historia na rozładowanie atmosferysmile
            >
            > takie są dzieciaczki, wiec trzeba pilnować zeby takich GAF nie
            > popełniały... bo ja nie chciałabym aby mój syn nazwał mnie ciocią.

            to nie są gafy
            to jest życie
            jeśli dziecko zna ojca dochodzącego, nie pomogą nawet zdjęcia i ciągła o nim mowa
            dla dziecka jest to obcy człowiek - taki z placu zabaw, z lodów
            to jest m9imo wszystko obcy

            tata to jest na wyciągnięcie ręki
            a facet, którego dziecko widuje 1-2 razy na miesiac przez kilka godzin - to
            obcy, nawet z ciągłym powtarzaniem mamy, że to jest dziecka tata
      • anetina Re: moje dziecko... 23.06.08, 07:47
        madziulec napisała:

        > Czy uznajesz to za smieszne?
        >
        > Ja bym raczej sie zastanowila, ze mimo, ze nie jestescie razem to jednak on jes
        > t
        > ojcem dziecka....

        a tak rzeczywiście
        Martina powinna przywiąć kajdankami eksa, by dziecko go na co dzień widziało i znało
        a może POMYŚLISZ, że eks jest dorosły i SAMODZIELNIE mógłby odwiedzać i poznać
        dziecko, gdyby tylko CHCIAŁ ???
        • martina.15 Re: moje dziecko... 23.06.08, 10:16
          wstawiam emotikonki bo to internet, coz...

          never ever nie nazywalam bylego inaczej niz "tato" dla Hani. On przez te
          poltorej-dwie godziny dwa razy w miesiacu wciaz jej powtarza- chodz to taty,
          przytul tatusia. ja ja zawsze informuje jak przychodzi sms czy pora odwiedzin-
          Haniu, tato sie pyta o Ciebie, Haniu idziemy sie spotkac z tata/tatusiem. nie
          buntowalam ani nie bede buntowac corki przeciw niemu... jak widac jej to nawet
          niepotrzebne, ba potrzeba jej sprostowania.

          ale co z tego, mloda jest przeciez jeszcze naprawde malym czlowiekiem ale dla
          niej instytucja taty jest na tyle zaklocona ze nawet po takiej wizycie umiala
          cos takiego wypalic. zaraz ja sprostowalam ale w duchu pekalam ze smiechu.
          czemu? bo tak naprawde powiedziala PRAWDE. to taki wujaszek co soczek przyniesie
          i pokoloruje ksiazeczke raz na jakis czas. nawet nie pamieta go od jednej wizyty
          do drugiej.

          moze tym bardziej mi do smiechu dlatego ze jest ktos kto jest kims wiecej niz
          ten czlowiek dla corki. jest nazywany po imieniu, zeby nie bylo, ale naprawde
          roznica podejscia corki wobec niego jest kolosalna.
    • anetina Re: moje dziecko... 23.06.08, 07:34
      oj to życie
      dla dziecka tylko tyle z ojcem, to jak rzeczywiscie z obcym człowiekiem
      nic dziwnego, że tak powiedziała

      nawet ciąśgłe mówienie, że to tata, to i tak dziecku wymsknie się - wujek, pan
      nie dziwię się - tata powinien być na co dzień, albo chociaż częściej niż te 1-2
      razy w miesiacu
    • alabama8 Re: moje dziecko... 23.06.08, 11:52
      Oczywiście że porażka wychowawcza, ale nie twoja martina.15.
      Porażka owego "taty".
    • wer.onika Re: moje dziecko... 23.06.08, 16:26
      Dziewczyny też przez okres 5 lat byłam samodzielną mamą. Moje
      dziecko nie znało swego ojca, nawet nie wniosłam wtedy sprawy o
      alimenty ani o uznanie dziecka. Teraz tego żałuję, ale nie cofnę już
      czasu.

      Moje dziecko jak miało ponad rok, zaczęło bezwiednie powtarzać słowo
      tata. Nie miało jeszcze dwóch lat, jak spytało gdzie jest mój tata?
      Tak więc to słowo już w jakiś sposób rozumiało. Przecież nie żyliśmy
      na pustyni. Wychodziliśmy do znajomych posiadających dzieci, na plac
      zabaw, slyszało jak ja używałam tego słowa do mego ojca. Tak więc
      zastanawia mnie, jakim cudem Wasze dzieci nie znają tego słowa?
      Chyba oszukujecie same siebie. Dzieci nawet małe są naprawde
      świetnymi obserwatorami i rozumieją więcej, niż nam sie zdaje.

      Madziulec przedstawiła swoje zdanie dość ostro (zresztą jak zawsze),
      ale ma rację. To jest w jakiś sposób porażka wychowawcza, jeśli
      dziecko myli tatę z wujkiem. I nie chodzi mi tu o przejęzyczenia,
      jakie każdemu z nas się zdarzają.
      • guderianka Re: moje dziecko... 23.06.08, 16:31
        wer.onika

        Ano widzisz. Może niektóre dzieci są tak mądre,że wolą nie pytać i
        udawać ?
        Moja mała była fenomenalna-bystrzak nad bystrzaki. Kompensowała
        sobie niepełnosprawność ruchową intelektem, mówiła pełnymi zdaniami-
        mocno rozbudowanymi-w wieku 14mcu. Do 18mca życia słyszała
        słowo "tata"- bo żył mój Tata. Potem Tata zginął i w domu zostały
        same baby. Najlepszą przyjaciółką była samotna mama z
        niepełnosprawnym dzieckiem oraz przyjaciółki panny.
        Zatem albo dziecko znało to słowo ale nie chciało używać, albo nie
        znało bo nie chciało znać albo faktycznie jak sobie coś wmawiam (ale
        w sumie nie wiem po co miałabym to robić )
      • dynema Re: moje dziecko... 23.06.08, 16:51
        To już pisałam przy innej rozmowie na innym forum, ale podam
        przyklad:

        Tak dzieci to swietni obserwatorzy...ale....

        Przyklad: moja latorosl w ramach rozmow rozwijajacych intelektualnie
        zapytana kto nalezy do rodziny ( moja rodzina to wielki patchwork) :

        wiec z wywalonym ozorem wymienia z wysilkiem: i babcia, i dziadek i
        mama, i tata, i drugi tata co go nie ma, i wujek(moj brat) i Ania(
        dziewczyna brata - mieszkaja razem) i Jacek....i tu mnie zamurowalo,
        bo Jacek jest wspollokatorem mojego brata i jego dziewczyny.

        Po prostu dziecie uznalo, ze skoro ta trojka mieszka w jednym
        mieszkaniu to sa ze soba zwiazani. Proste smile...

        Skad wiesz o co chodzilo Twojemu dziecku jak pytalo o ojca? Watpie
        aby 2 letnie dziecko pytalo : mamo a po kim mam polowe DNA?

        Dzieci sa swietnymi obserwatorami, tak wiec obserwuja inne dzieci,
        ktore przy piaskownicy sa pilnowane przez ojcow, ktorych ojcowie co
        dzien odprowadzaja do przedszkola i ktorych ojcowie siedza w dzien
        ojca i matki na przedstawieniu, mieszkaja z mama w domu, buduja
        zamek z kocow itp.. Na podstawie obserwacji dzieci tworza sobie
        definicje slowa ojciec, tak jak wielu innych slow.

        I dziecko Martiny na podstawie obserwacji, jako ze jest swietnym
        obserwatorem, zaszeregowalo faceta widzianego przy piaskownicy raz
        na miesiac jako wujka, bo dziecku nijak nie pasowal na ojca na
        podstawie obserwacji ojcow inncyh dzieci.

        Tak jak moja prywatna odnoga drzewa genealogicznego uwazala ze "po
        angielsku"= "inaczej" , gdyz tak brzmialo z kontekstu "a powiedz to
        po angielsku" ,i zrozumiane bylo jako "a powiedz to inaczej".
        • guderianka Re: moje dziecko... 23.06.08, 16:59
          dynemo-pamiętam jak pisałaś o "patchworku"na emamie wink Mamy podobną
          sytuację. Moja mama wdowa ma faceta, moi teściowie w trakcie rozwodu-
          też mają partnerów. Panuje istny misz-masz, jednak dla starszej
          córki wszystko jest jasne, wie who-is-who. Wie, jaką kto rolę pełni
          • dynema Re: moje dziecko... 23.06.08, 17:18
            Tak to bylam ja smile. Widze ze mamy bardzo duzo wspolnego.

            Ja nie mowie ze dziecko nie powinno wiedziec co oznacza
            pojecie "ojciec", bo to trzeba wyjasniac, i sytuacja w takich
            rodzinach jak nasze musi byc opisywana w miare jasno i bez zbednej
            bawelny , bo tej i tak duzo.

            Ale , jak dzialaja umysly dwulatkow - to jest etap kiedy slyszec z
            ich strony mozna najlepsze "teksty", bo ucza sie jezyka z konktekstu
            i tak dopiero w trakcie rozmowy z takim malym czlowiekiem czlowiek
            sobie przypomina ze lopatka to moze byc pojecie kulinarne, lopatki
            wystaja co poniektorym z plecow oraz lopatkami bawimy sie w piasku.

            Zastalam kiedys wlasne dziecko kopiace koldre na lozeczku bo
            powiedzialam "idz skopac kolderke", co w mojej rodzinie oznacza "idz
            spac"...

            Moze dla ex Martiny bylo przykro, ale fakt faktem jakos sobie musial
            zapracowac na to, ze dziecko nie widzi w nim :ojca", bo widac
            ojcowie innych dzieci zachowuja sie inaczej. I to jest jego rola aby
            to wyjasnic, bo takie male dziecko musi doswiadczyc tego empirycznie
            lub zaobserwowac, aby zrozumiec who-is-who.

            To jest wiek kiedy dzieci potrafa nakryc sobie tylko glowe i myslec
            ze skoro ja nie widze to ty tez mnie nie. Nie maja jeszcze tak
            wyksztalconego myslenia abstrakcynego aby pojac drobne niuanse.
            • guderianka Re: moje dziecko... 23.06.08, 17:35
              Ja nie mowie ze dziecko nie powinno wiedziec co oznacza
              pojecie "ojciec", bo to trzeba wyjasniac, i sytuacja w takich
              rodzinach jak nasze musi byc opisywana w miare jasno i bez zbednej
              bawelny , bo tej i tak duzo.


              i zauważ że i w przypadku martiny, i moim i anetiny -opisywana była.
              Dzieci znały ojców (ze zdjęć lub osobiście) i...koniec.
              • martina.15 Re: moje dziecko... 23.06.08, 17:39
                i widac totalna wiedza o ojcu im niepotrzebna. szczesliwe sa z tymi ktorych maja
                na co dzien i marzy mi sie zeby nasze dzieci od nich braly przyklad "roli ojca w
                rodzinie". i tym optymistycznym akcentem dla mnie EOT (na razie ;P)
                • anetina Re: moje dziecko... 24.06.08, 08:33
                  martina.15 napisała:

                  > i widac totalna wiedza o ojcu im niepotrzebna. szczesliwe sa z tymi ktorych maj
                  > a
                  > na co dzien i marzy mi sie zeby nasze dzieci od nich braly przyklad "roli ojca
                  > w
                  > rodzinie". i tym optymistycznym akcentem dla mnie EOT (na razie ;P)


                  i ja dołączam się do tej opinii smile

        • wer.onika Re: moje dziecko... 23.06.08, 18:05
          dynema napisał:
          > Skad wiesz o co chodzilo Twojemu dziecku jak pytalo o ojca?

          Wiem tyle, że moje dziecko chciało mieć przy sobie kogoś, na kogo
          bedzie mówiło tata, jak inne dzieci. Kiedy szalała z wujkiem
          potrafiła go zapytać...czy mogę mówić do ciebie tato, tak w zabawie?
          Mając około czterech lat, zapytała mego przyjaciela, który nas
          często odwiedzał, bawił się z nią, czy jesteś moim tatą? Tak więc
          chyba zdawała sobie sprawę, że nawet najlepszy wujek, czy przyjaciel
          mamy nie jest ojcem.
          Wiem jedno, późno to fakt, ale dołożyłam starań, żeby moja mała
          poznała w końcu ojca.
    • aniazavonlea Re: moje dziecko... 27.06.08, 14:42
      Moze i dziecku trzeba powiedziec ze to jej tato ale uwazam ze dziecko
      jakby nie bylo inteligentnie nazwalo cos co jest faktem. Rola jej ojca sprowadza
      sie do bycia wyjkiem z wyboru ojca!!
      Kim jest facet ktory spotyka sie raz w miesiacu na 1.5 godziny wlasciwie
      wójkiem, w tym sensie uwazam ze to zabawne ze dziecko samo tak powiedzialo,
      jestescie zbyt powazne, do tego nazywac az tatą faceta ktorego widzie raz na
      miesiąć?? nie za duża rola????
      Martinka nie przejmuj się tymi postami Madziulec!!
      Masz inteligentne dziecko!
      • martina.15 Re: moje dziecko... 27.06.08, 15:11
        spox ja sie nie przejmuje- sama pokazala ze nie dorsta mi do piet. zazdrosna o
        poukladane szczesliwe zycie i dziecko ktore ma na tyle swojej inteligencji ze
        nie da sobie wbic do mozgu o milosci tatusia tak jak to ma dziecko madziulca.
        doslownie teraz wspolczuje i jej i dziecku...
    • fuk-s31 Re: moje dziecko... 27.06.08, 16:10
      mąż mnie z dziećmi zostawił 4 lata temu na początku dzieci za nim
      tęskniły nazywały <tatuńciem" minęły lata on widywał się z nimi dwa
      może trzy razy w roku teraz to jest < ten pan lub <tomek"dzieci są
      bardzo mądrymi istotkami same na swój dziecięcy sposób tłumaczą
      sobie sprawy których my dorośli czasami nie rozumiemy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja