Dodaj do ulubionych

I co dalej...?

11.06.09, 22:54
Przepraszam,może nie powinnam ale muszę w jakiś sposób się
wyżalić.Może sam fakt wyrzucenia tego wszystkiego z siebie mi
pomoże!?
Od 12 lat jestem samodzielną matką,bo samotną to raczej byłam od
zawsze.W małżeństwie trwałam uparcie 7 lat.Mąż mnie
oszukiwał,zdradzał,wyprowadzał się i wracał,tracił pieniądze na
panienki(takie z agencji też,które przychodziły potem wysępić
pieniądze na skrobankę)Trochę ze strachu przed jutrem,przed
samotnością,trochę dla dzieci,bo mimo wszystko powinny mieć pełną
rodzinę byłam mężatką!Aż przysłowiowa kropla przepełniła dzban,przy
kolejnej jego wyprowadzce,powiedziałam,że jak zamknie za sobą drzwi
z drugiej strony to już nie ma powrotu.I tak się stało.Mąż
wyprowadzał się w walentynki,zostawił mnie z trójką małych dzieci
(najmłodsze nie miało roku,drugie nie miało czterech,a trzecie
sześciu lat)bez pieniędzy,pracy,środków do życia w mieszkaniu z jego
babcią.W marcu złożyłam pozew rozwodowy.W grudniu otrzymałam rozwód
z orzekaniem o winie męża i upragnione alimenty. To mieszkanie z
babcią ma duże znaczenie,ponieważ kobieta nigdy nie uiszczała opłat
za czynsz(czasem 29zł.mies.)prąd,czy gaz.A ponieważ zimą grzała w
swoim pokoju farelką więc nie muszę nikomu mówić jakie bajońskie
przychodziłu rachunki (Ona płaciła 50 zł za dwa mies.)a chcąc mieć
dom a wnim prąd wszystko ja pokrywałam.Babcia nigdy też nie uznawała
moich dzieci za swoich prawnuków,więc choć sędziwa kobieta robiła
pielgrzymki do różnych innstytucji,albo na policję i żaliła się,że
dzieci chcą ją zabić,że ją pobiłam lub coś w tym stylu.Na szczęście
większość osób była wyrozumiała,np.policjant widząc mnie zaczął się
śmiać mówiąc,że z moimmi gabarytami to napewno mogłam dokonać
pobicia.Ale tłumaczenie się co chwila obcym ludziom nie jest
fajne.
Jak najmłodszedziecko mógło iść do przedszkola,zaczęłam sobie
dorabiać i jak nadażyła się okazja sprzątałam w prywatnych domach.O
znalezieniu pracy na umowę nie było mowy.Każby jak tylko usłyszał,że
samotna matka z trójką dzieci to już było dowidzenia.Gdy dzieci
chodziły do szkoły znajoma załatwiła mi pracę w prywatnej
klinice.Pieniądze nie były rewelacją,ale tygodniówka starczyła na
bardzo skromne przeżycie,a ja i z tego się cieszyłam,bo alimenty i
rodzinne miałam na opłaty.Przez trzy lata pracy nie mogłam doprosić
sie żeby mnie zarejestrowano.Postawiłam ultimatum,albo będe miała
umowę albo odchodzę.I choć szefostwo było ze mnie zadowolone to
okazało się że uraziłam dumę szefowej.Ja odeszłam,słysząc jaka to
nie jestem zła(do czyjej kieszeni wpadały moje składki zus-owskie
przez trzy lata?)Pocieszeniem dla mnie może być to że pozostali
pracownicy dostali stałą umowę i to na dobrych warunkach finansowych
zaraz po moim odejściu.Mi mówiono że w danym momencie nie mogą nas
zarejestrować. Zaczęłam znowu szukać pracy,ale okazało się żę tym
razem dzieci nie są już takim problemem,bo już są duże tylko mój
wiek bo po 35 roku życia,to kobieta do pracy jest już za stara.Po
roku postanowiłam,że zaryzykuje i otworzę swoją działalność
gospodarczą.Niestety szybko musiałam zrozumieć,że nawet chcąc
sprzątać musisz mieć duże plecy i pełno znajomości.Z pojedynczych
sprzątań w domach prywatnych żadna firma się nie utrzyma.Pracując u
kogoś jako podwykonawca,to jest jakieś rozwiązanie pod warunkiem,że
ten ktoś perfidnie nas nie wykorzystuje,no i nigdy nie wiemy jak
długo będziemy pracować.W między czasie podpisałam umowę na
mieszkanie do generalnego remontu(wymiana okien,podłóg bo były
zgnite,prąd,itd całość 53m ale dla nas raj bo mieszkamy cały czas na
20m w cztery osoby.)Nie będe pisać o nie zapłaconej pracy i jak
ciężko odzyskać swoje pieniądze.Od ponad dwóch tygodni nie mam
pracy.Nie mam na zapłacenie rachunków,zusu,rat,opłat a w kieszeni
mam 4zł.Próbowałam już chyba wszystkiego.Nie mam nikogo kto mógł by
mi pomóc.Chciałam wziąć kredyt i zrobić konsolidacje ale nic z tego
nie wyszło mam za mały dochód,zresztą przekonałam się że banki nie
są takie "piękne" jak się reklamują.Teraz to już mogę tylko zamknąć
interes,ale długi będą się za mną ciągnęły,a z czego je pospłacam
bez pracy? No i jeszcze nasze wymarzone i nie wyremontowane
mieszkanie(wstawiłam okna,kupiłam piec do ogrzewania gazowego,płyty
na podłogę} Nikt mi nie powie,że człowiek na uczciwej pracy może się
czegoś dorobić,no chyba tylko kłopotów.Już sobie tak nawet
myślałam,że jak ze sobą skończę to przynajmniej moje dzieci nie będą
chodziły głodne.Już nie mam siły walczyć,o każdy dzień,o dzieci,o
firmę,o godne życie.Mam 40 lat,nie mam pracy,mieszkam w zagrzybiałej
norze,i nie mam co dać dzieciom jeść.Mogę jeszcze czekać,aż mnie
zapuszkują za zobowiązania na które nie mam pieniędzy.Do pełni
szczęścia brakuje jeszcze,żeby odezwała się choroba(8 lat temu rak
szyjki macicy wywołany przez wirusa HPV którym poczęstował mnie mój
mąż)Czy zawsze już będe miała pod taką stromą górę,bo już na więcej
nie mam sił.Chodzę i ryczę jak bóbr bo pomysły mi się skończyły.I co
dalej...
Obserwuj wątek
    • megan26 Re: I co dalej...? 12.06.09, 07:59
      witaj odezwij się do mnie na gadu 810402. Pozdrawiam
      • malwa200 Re: I co dalej...? 12.06.09, 09:12
        a gdybyś tak spróbowała wystąpić do sądu o podwyższenie alimentów na
        każde dziecko, nastepnie do opieki społecznej?
      • 1natka29 Re: I co dalej...? 12.06.09, 23:42
        Dziękuje,za to że jesteście.O podwyższenie alimentów nie mam się co starać,raz
        to zrobiłam,ale tatuś od 11 lat jest nie wypłacalny.Poza tym inaczej sędziowie
        patrzą jak jest więcej dzieci.Mając zaświadczenia od lekarzy specjalistów o tym
        że dzieci przewlekle chorują dostałam 750zł na trójkę dzieci.Gdyby dał mi ponad
        25000 zł.które tylko nam wisi z tytułu alimentów to bym była szczęśliwa.Właśnie
        toczy się przeciwko niemu sprawa na policji i w prokuraturze tylko od ponad 2
        miesięcy nie mam żadnego odzewu.Co do MOPR-U mam nie miłe
        doświadczenia.Usłyszałam kiedyś że nie mając dachu nad głową dzieci pójdą do
        domu dziecka a ja mogę iść pod most,dlatego omijam ich szerokim łukiem
        • chalsia Re: I co dalej...? 13.06.09, 10:47
          > miesięcy nie mam żadnego odzewu.Co do MOPR-U mam nie miłe
          > doświadczenia.Usłyszałam kiedyś że nie mając dachu nad głową
          dzieci pójdą do
          > domu dziecka a ja mogę iść pod most,dlatego omijam ich szerokim
          łukiem

          to idż jeszcze raz - minęło sporo czasu i może panie tam się
          zmieniły.
          I zrób wszystko to, co Ci napisała De Hoya
    • de_la_hoya Re: I co dalej...? 12.06.09, 10:00
      z tego co widzę to MOPS omijasz szerokim łukiem
      idź tam, przedstaw sytuację
      dzieci będą miały darmowe obiady w szkole, MOPS opłaci też przedszkole
      zarejestruj się jako bezrobotna, będziesz mieć ubezpieczenie (a i MOPS tego wymaga)
      wystąp o podwyższenie alimentów

      napisz na forum Pomocne emamy:
      F O R U M
      tam skierują cię gdzie trzeba a po sprawdzeniu twojej sytuacji uzyskasz też
      pomoc rzeczową (zależy jeszcze czego potrzebujesz)

      z jakiego miasta jestes?
      • wiesia140 Re: I co dalej...? 12.06.09, 16:28
        Spróbuj też w centrum pomocy rodzinie.
    • 1natka29 Re: I co dalej...? 16.06.09, 19:35
      Malwa200 może porozmawiamy na GG? bardzo dziękuje
    • kati1973 Re: I co dalej...? 18.06.09, 11:45
      myślałaś o bankructwie cywilnym, jest teraz taka możliwośc?
    • pelagaa Re: I co dalej...? 18.06.09, 13:10
      Podobno kazdy niesie taki ciezki krzyz, jaki jest w stanie
      udzwignac... Podobno, bo czesto wydaje nam sie, ze nasz krzyz jest
      ciezszy od innych krzyzy i ze przerasta nasze mozliwosci. Ale to sie
      tylko wydaje smile
      Z tego, co napisalas nie siedzisz z rekami pod tylkiem, a to dobrze
      wrozy.
      Zrob tak, jak radza dziewczyny, opieka spoleczna jest po to, aby
      pomoc w takiej, jak znalazlas sie sytuacji.
      Wierze, ze przy odrobinie pomocy, staniesz na nogi i nam tu
      napiszesz, jak sobie z tym wszystkim poradzilas, choc wydawalo sie,
      ze nie ma swiatelka w tunelu.
      Powodzenia zycze!
      • 1natka29 Re: I co dalej...? 20.06.09, 01:18
        Nie słyszałam o bankructwie cywilnym.Podobno każdy niesie taki krzyż, jaki jest
        w stanie udźwignąć,tylko czasami od ciężarów tych krzyży upada się na ziemię.Ja
        już chyba potrzebuje cudu,te się nie zdarzają,raczej na pewno nie mnie.Już takie
        moje życie.Jak przestanę się odzywać to znaczy,że mi NETA odłączyli.Dziękuje za
        wszystko i przepraszam za ciszę jak by co.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka