dondon
15.12.03, 12:50
chcialam Was o cos zapytac Dziewczyny
W zasadzie chcialam sie czyms podzielic
Moj partner ma dziecko - corke z poprzedniego malzenstwa, 10 letnią.Mam z nia
bardzo dobry kontakt , on tez.Teraz urodzilo nam sie dziecko i wszyscy sa z
tego powodu szczesliwi- ja , moj partner , dzieci - moj syn i jego corka.
Ich rozwod zostal orzeczony z winy zony - glownym powodem byla zdrada.Wraz z
rozwodem orzeczono alimenty i kontakty ojca z dzieckiem .Alimenty placil
regularnie o jedna trzecia wyzsze , do tego oplacal ich zakupy , wyjazdy
malej.Jednak z kontaktami bylo gorzej - wlasciwie widzial małą tylko jezeli
za zakupy zaplacil.Ale nie w tym rzecz.
Sprawa doszla do tego ze musielismy zalozyc w sadzie sprawe o sprecyz.
kontaktow i wglad w wychowanie dziecka , leczenie , edukacje.On naprawde
chcial strasznie brac czynny udzial w jej wychowaniu.Tylko ze ciagle byly
szantaze albo zabieranie corki, wywozenie na wies itp.Doszlo do tego ze matka
wyprowadzila sie niewiadomo dokad , zmienila dziecku szkole.
Sprawy w sadzie toczyly sie dwa lata i wreszcie sie uspokoilo.Widzimy małą
co drugi weekend (dwa dni) i dwa razy w tygodniu po pare godzin co
przeznaczylismy na oplacenie jej dodatkowych zajec.Przez caly zeszly rok
placilismy jej za jezyk , do tego ojciec musial zrywac sie z pracy i jechac
po nia i potem ja odwozic.W tym roku nie dal rady fizycznie.Finansowo tez
jest nam ciezko ale zaplacilismy jezyk i zwrocilismy sie z prosba do matki
aby wozila dziecko choc raz w tygodniu .Odmowila twierdzac ze to ojciec
chcial ja zapisac na jezyk.
Postanowilismy wiec ze zapiszemy ja na zajecia raz w tygodniu (tamten jezyk i
kasa przepadl)Tylko tyle ojciec jest w stanie w tej chwili.
Kiedy mała przychodzi do nas na weekend (ojciec przyjezdza po nia to matki
juz nie ma albo dziecko schodzi samo)zawsze mowi ze nic nie ma zadane.Wczoraj
powiedzialam mu zeby pogadal z matką jak odwiezie małą do domu.Nie było matki
ale poczekali w samochodzie az przyjedzie.Ona odrazu zaczela miec pretensje
ze dziecko sie nie chce uczyc i ze my powinnismy uczyc sie z nia jak
przychodzi do nas.Poprosil wiec zeby schodzila z lekcjami i mowila co jest
zadane.Ona na to ze jesli bedzie przed dziewiata rano bo potem to ona
wychodzi.Powiedzial ze to nic nie da jesli ona nie poswieci godziny dziennie
na nauke z dzieckiem.Ona nato ze poswieca jej cale dwa tygodnie .On wiec ze
moze dziecko byc u nas wtedy i na zajecia bedzie jezdzic i lekcje odrabiac
codziennie.Matka na to ze chyba zwariowal , przeciez to ona jest matką.
Wytlumaczcie mi czy ja sie czepiam?Dlaczego matka chcaca wychowywac dziecko
nie moze nic z nim robic i ciagle mowi o tym jak wiele poswiecen z jej strony
jest dla dziecka?To dziecko chodzi samo do szkoly i z niej wraca , potem
takze na douczki w szkole i basen chodzi sama.Sama siedzi w domu albo z
babcia ktora nie zajmuje sie nia czynnie.Matka nawet nie wyjedzie z nia na
wakacje a o to zebysmy ja mogli zabierac tez musielismy walczyc w
sadzie.Naprawde wygodniej by bylo dla nas zeby mała była z nami , dziecko tez
wiecej skorzystaloby na tym.Ale z drugoiej strony , ono ma matke .Nie wiem
juz co o tym myslec.