wszystkie dzieci to przechodza?
i czy jesli moj prawie 10 miesieczny (ok 9 bo wczesniak) jeszcze jakos
wyraznie nie przejawial objawow jest czyms niepokojacym? dodam ze
czasamiplacze na odglos suszarki wiertarki czy blendera, wszedzie czytam ze ok
7-8 miesiaca sie pojawia ten lęk i wiem ze kazde dziecko jest inne itd ale czy
wasze dzieci przechodzily tez znacznie pozniej ten lęk?
mieszkamy z mezem i synkiem z moimi rodzicami, maz pracuje rodzice tez wiec
wiekszosc dnia jestem sama z maluchem ogolnie wszystko ja kolo niego robie bo
maz ma rozne zmiany rodzice raczej w opieke sie nie angazuja chyba ze
zostawiamy malucha z nimi, ogolnie mowiac duuzo spedzam z synkiem czasu i
czesto jestem gdzies tam kolo niego, ale czesto jezdzimy do tesciowej, ja
spotykam sie z kolezankami i jakos wogole nie widze zeby maly bal sie obcych,
kazdy kto go bierze na rece to jest ok, nigdy nie bylo jakis jękow za moimi
ramionami czy jak ktos go wzial na rece a ja wyszlam, raczej byl
zainteresowany otoczeniem niz osoba ktora go trzymala na rekach
tak sie rozpisalam ale do sedna, czy takim zachowaniem (ze wszystko kolo niego
robie ja, ze duuzo jestem z nim) wzmagam lęk separacyjny ktory kiedys tam moze
wystapi? czy raczej jest tak ze przeciez prawie zawsze jestem kolo niego wiec
nie ma sie co bac? ale sa dni kiedy zoistawiamy na caly dzien synka i tez jest
mu dobrze, nie chodzi mi o to zeby synek sie bał czy plakal bo wiem ze to musi
byc straszne...ale dziwi mnie to ze mimo iz jest ze mna bardzo zwiazany to
wogole nie ma nic przeciwko obcym ludziom, temu ze wychodze, zostawiam go
(choc rzadko), czasem tylko tak egoistycznie chcialabym sie poczuc jak
niezbedna mamusia, nie musialby plakac wystarczyloby zeby chociaz raczki
wyciagnal do mnie...a tu nic