Mam dylemat.
Po urlopie macierzyńskim i wykorzystaniu zaległego urlopu i części nowego
urlopu z 2010 r wrócę do pracy; synek będzie miał wtedy ok. 6,5 m-ca.
Do pracy wrócić muszę (potrzebne 2 pensje), na babcie liczyć nie możemy, bo
również pracują.
Pozostaje nam wynając nianię lub zapisać synka do żłobka.
Nastawialiśmy się na żłobek, ale do państwowego pewnie się od razu nei
załapiemy, jesteśmy na liście oczekujących, ale szanse marne. Możemy ewent.
zapisać małego do prywatnego klubu malucha, gdzei przyjmują dzieci od 5-6 m-ca.
No i teraz mam zagwozdkę - wysyłać małego do tego prywatnego żłobka czy szukać
niani? Cenowo byłoby podobnie (mamy już jedną na oku, emerytka, pracowała u
znajomych znajomych

ale ich dziecko własnie poszlo do przedszkola i jest
tylko dorywczo, w razie choroby, roznych wyjść itd.). Nie wiem, na co się
zdecydować. Ostatecznei i tak chcemy małego wysłać do żłobka panstwowego,
mamy nadzieje, ze załapiemy się na nowy rok szkolny (bedzie miał wtedy
skonczone 13 m-cy). Nie wiem wiec, czy jest sens zostawiać go w domu z nianią
na te kilka m-cy? Panie w złobkach panstw. gdzie składalismy podania zgodnie
twierdziły, że im wczesniej dziecko trafi do żlobka tym lepiej, bo szybciej
sie adaptuje, a problemy są głównie z dziecmi 1-2 letnimi, a nie z takimi
maluchami.
Logistycznie byłoby na pewno wygodniej z nianią, bo z tego co wiem, mieszka
niedaleko, a do klubu musielibysmy młodego wozić na drugi koniec miasta. Poza
tym, przeraza mnei troche poranna organizacja - nakarmic młodego (bedzie dalej
na piersi + rozsz. diety), odwiezc, dojechac do pracy itd. Do tego dochodzą
sytuacje związane z ewent. chorobą małego, ale tez z drugiej strony - gdy
niania zachoruje tez będę na lodzie, no a w klubie jest zawsze wiecej
opiekunów. Poza tym, zawsze mogę wyjsc do pracy gdy dzeicko np sobie jeszcze
śpi, nie musialabym go w takich sytuacjach specjalnie budzic, ubierac i
jechać, a raczej stac w korkach o 7 rano.
Juz sama nei wiem co robic