Dodaj do ulubionych

chandra czy jak? :(

11.12.09, 15:00
Hej dziewczyny,
tak siedzę dzisiaj z totalną niemocą i nie wiem co ze sobą zrobić.
Misisko moje teraz śpi a ja nie mam ochoty na nic...
Nie wiem czy dopadła mnie jakaś jesienno-zimowa chandra czy co...
Na pewno składa się na moją niemoc choroba dodatkowo ale niestety coraz częściej odczuwam straszne przemęczenie i totalną dezorganizacje crying
Myślałam żeby napisać tego posta w którymś ze słynnych tematów "nienawidzę macierzyństwa" albo "a ja lubię macierzyństwo" ale to do końca nie te tematy.
Mój synek ma 5m prawie kocham go ponad wszystko i nic poza nim i jego szczęściem się nie liczy.
Uwielbiam się nim zajmować i patrzeć jak się rozwija... jednak...
Ech musi być jakieś jednak....
Za nim zaszłam w ciąże przez 1.5roku nic się nie działo pomimo iż chcieliśmy dziecko... wtedy pracowałam i było nam na prawdę dobrze. Dwie pensje dom itp...
Oczywiście wtedy jak to w życiu bywa nie dostaliśmy szansy od losu i dzidzia nie pojawiała się.
W zeszłym roku w październiku straciłam pracę (zawsze zarabiałam więcej niż mąż) została nam jedna pensja i potężny kredyt hipoteczny.
Oczywiście po miesiącu poszukiwania pracy nic się nie działo i nagle co okazało się że jestem w ciąży... więc o pracy trzeba było zapomnieć.
Robiłam szybko kursy, licecncję aby móc pracować w domu i otworzyć działalność pod kątem dziecka ponieważ moja mama pracuje, teściową mam straszną i ma nas głęboko w poważaniu więc wiadomo było że będę musiała sama sobie radzić z dzieckiem.
Zrobiłam co mogłam jednak pewne procedury pozwoliły na otwarcie działalności w czerwcu.
Przez pierwszy miesiąc pomimo usilnych prób firma mało się rozkręciła.
W lipcu urodził się Misiek.
Od tamtej pory mam sporadycznie bardzo rzadko jakiegoś klienta z którego zysk to max. 10-20zł sad ulotki na mieście (mieszkam w pipidówie) nie wiele dają... w związku z tym mąż musiał znaleźć jakąś fuchę.. Niestety mój mąż nie jest taki super jak tu niektóre mamy wypisują.. nie za bardzo pomaga przy dziecku i pomimo prawie 30lat na karku kompletnie nie dojrzał do roli taty i męża też chyba nie... Boli go to że musi zapier..... na nierobów crying A mnie boli to że jestem zależna bo nigdy tego wcześniej nie przeżywałam.
W ciąży jakoś to wszystko było miałam pieniądze z ubezpieczenia (bo przed ciążą miałam wypadek samochodowy) i jakoś leciało.. odkąd mały jest na świecie z miesiąca nie miesiąc jest coraz ciężej a mąż mój buntuje się że to co zarobi powinien mieć dla siebie chociaż w jakiejś części (szkoła w 100% mojej teściowej) a ja nie mam siły się z nim kłócić i walczyć. Mogę się wyprowadzić do mamy ale uważam że to nie jest rozwiązanie sad Poza tym sama wychowałam się bez ojca i nie chce mojemu dziecku tego robić. Łudzę się że wydorośleje ten mój chłop sad Jestem z nim 10 lat nigdy wcześniej nie mieliśmy problemów finansowych i nie było też między nami źle..
Ja na prawdę nie mam jak wrócić do pracy. W naszej pipidówie nańki to rzadka sprawa a jak już to życzą sobie ok. 1200zł uncertain Poza tym nie wyobrażam sobie zostawić dziecka z kimś obcym sad
Dodatkowo do tego wszystkiego coś złego dzieje się ze mną...
Nie mam siły na dbanie o siebie i o dom...
Dziecko moje to nie aniołek ale spokojnie pewne czynności mogę przy nim robić jednak nie mam na nie ani siły ani ochoty od dłuższego czasu i jest coraz gorzej.. Kiedyś miałam codziennie posprzątane, byłam umalowana, obiad dobry zrobiony.. teraz..... sprzątam bo muszę i sprzątam obsolutne minimum... ciągle jestem zmęczona....
wstaje z synkiem o 8 do 20 (do kąpieli) jestem sama cały czas robię absolutne minimum (muszę odkurzyć, zmyć podłogi i przetrzeć kurze i wstawić jedno pranie dziennie) nie maluje się i chodzę cały czas w dresach jak lump...
Nie zrzuciłam wagi ciążowej i nie mieszczę się w jeansy a na nowe nie mam pieniędzy ...
Uśmiecham się do dziecka mojego poza tym raczej jestem jak siedem nieszczęść... Mąż w zasadzie przez dodatkowe prace jest w domu gościem hotelowym a jak nie ma dodatkowej roboty to zawsze ma inne zajęci i nie siedzi w domu .. sad
Nie sądzę że dopadła mnie depresja ale coś złego się dzieje...
Żeby mój mąż był choć troszkę taki jak ja sobie tego życzę to potrzebuje siąść z nim wieczorem strzelić wykład... ochrzanić i na jakieś 2 tyg będzie spokój... tylko te sceny powtarzamy od momentu jak byłam w ciąży conajmniej 2 razy w miesiącu i mam tego serdecznie dość... wolę się iść położyć z dzieckiem spać niż prowadzić monolog który skutkuję na bardzo krótko...
Przepraszammmmmmm myślę że choroba i pogoda spowodowały to że się wyspowiadałam... Nie miałam komu tego powiedzieć więc napisałam to tutaj.. Wybaczcie.................................................
Obserwuj wątek
    • ma_niusia Re: chandra czy jak? :( 11.12.09, 15:13
      Rzeczywiście sytuacja nie jest najciekawsza, ale najważniejsze, że potrafisz
      cieszyć się swoim Maluchem, jak zrozumiałam i to na razie jest najważniejsze smile

      Pewnie zaraz cię zjedzą na tym forum, ale masz rację czasami potrzeba się wyżalić.

      Tu żadne rady nie będą dobre, bo kwestia dotyczy przede wszystkim Waszego
      związku. A może wrócisz do pracy a mąż zostanie z dzieckiem? Pewnie nie
      przejdzie (u mnie nie przeszło, ale spróbować porozmawiać zawsze warto).
      I kto powiedział, że musisz mieć posprzątane i być umalowana? Chyba że chcesz a
      nie masz siły a to już inna sprawa.

      Ja bym na Twoim miejscu poszukała (poza Dzieckiem) czegoś "ciekawego", czegoś co
      lubię, żeby się oderwać - oczywiście w miare możliwości finansowych,
      logistycznych. Może częstsze spacery? Może więcej książek poczytać?

      W każdym razie pozdrawiam ciepło i życzę jak najszybszej poprawy... no i zdrowia smile
      Trzymaj się!
      • camelka_wik Re: chandra czy jak? :( 11.12.09, 15:45
        Ja doskonale wiem ze zaraz mnie tu zjedzą i od razu piszę że nie
        potrzebuję żeby ktoś mi pisał że jestem beznadziejna lub coś w tym
        stylu... Napisałam co czuję bo tego potrzebowałam. Jeśli ktoś ma
        ochotę mi coś poradzić chętnie przeczytam... lub jeśli ktoś poprostu
        chce coś napisać...
        Żeby ja wróciła do pracy to nie przejdzie bo mój mąż nie zostanie z
        dzieckiem... on nie potrafi się nim zająć.. Ja go mogę nosić cały
        dzień a jego po 15min bolą ręce..
        Sam żadnej inicjatywy zajęcia się synkiem nie wykaże ... Aha na
        spacery to kiepska sprawa chodzić na dłużej bo mały nie lubi a poza
        tym pogoda do dupy a na książki pomimo niemocy nie umiem znaleźć
        czasu chociaż bardzo lubie czytać i czytałam kiedyś każdego wieczoru
        sad
        • mamasi Re: chandra czy jak? :( 11.12.09, 16:05
          camelka jednym słowem dopadła cię chandra jesienno-zimowa, ale tak
          dalej nie możesz bo popadniesz w depresje.Wiem bo kiedyś
          przerabiałam ten stan. Jeśli ty zajmujesz się dzieckiem to odpuść
          sobie codzienne sprzątaniesmile jak mężowi się nie podoba to niech
          posprzątasmile musisz gdzies wyjść - do koleżanki, fryzjera itp.Jak to
          bolą go ręce? taki maluch waży jak piórko.chciał dzidzię to niech
          się nim zajmuje.Jesli chcesz ciągnąć to małżeństwo to musisz się
          postawić - mimo że ci się nie chce - dla dobra dzidzi, bo ojciec
          który się nim nie zajmuje to żaden ojciec, to tak jakby go w ogóle
          nie było.Trzymaj się cieplutko.Jak masz ochote sie wygadać, wyżalić
          to pisz na gazetowego - jak nie padnie mi net to odpowiem na pewno.
          i nie słuchaj że jesteś beznadziejna...ten kto to napisze to sam
          taki jestbig_grin
    • alicja_wk Re: chandra czy jak? :( 11.12.09, 16:32
      Chyba poniekąt rozumiem, co przezywasz, bo w swoim pierwszym zwiazku
      mialam podobnie, a moze momentami bywalo gorzej, bo ciagle awantury
      dzialaly na mnie strasznie destrukcyjnie, a i na dziecku tez sie te
      moje nerwy potem odbijały. Nie dosc, ze mąz w niczym nie pomógł, to
      jeszcze problemów dokladał. O kwestiach finansowych szkoda nawet
      pisac, bo przez 2,5 roku malzenstwa moze z 50 zł od niego dostalam,
      a tak to tylko kupowal, co sam uwazal za stosowne - przewaznie dla
      siebie. Ja w zasadzie bylam na utrzymaniu rodziców, z ktorymi
      mieszkalismy. Nawet nie wiedzialam ile on zarabia i co z ta kasa
      robi. W domu go ciagle nie bylo, czasem nawet na noc nie wracal,
      zeby wymigac sie od opieki nad dzieckiem. W koncu sie rozeszlismy.
      Nie pisze tego po to, zebys myslala, ze inni maja gorzej, albo, zeby
      Ci sugerowac rozwod. Tylko wydaje mi sie, ze czasem lepiej
      przeczekac i nic z tym nie robic, bo chyba czas daje najlepsze
      rozwiazania. Wiem, ze czasem jest ciezko, bo sama tez nie raz wyłam
      jak bóbr, ale teraz podchodze do tego inaczej. Mimo, ze tez nie jest
      idealnie. Po prostu wiem, ze poczatki z malym dzieckiem takie
      wlasnie sa. Mimo, ze zawsze miedzy nami bylo dobrze, to teraz tez
      jest ciezko. Brak czasu, nadmiar obowiazków, nie raz nerwy, złosc,
      ale wiem, ze jak tylko maly troche podrosnie to bedzie lepiej. Tylko
      trzeba to jakos przeczekac i sie nie stresowac.
    • ann.afrodyta Re: chandra czy jak? :( 12.12.09, 18:20
      Mam nadzieje ze nie zostaniesz pozarta na tym forum kazdy ma prawo sie wygadac i
      wyzalic, a czasami najlepiej komus zupelnie obcemu, jakby cos to pisz zawsze
      chetnie pogadam ( ha jak dzieciaki dadza chwile wolnego) trzym sie smile
    • bracialwieserce OPCJE 12.12.09, 20:11
      Nie chciałabym być nie grzeczna. Jesteś z nim 10 lat pomijam, że już można
      przejrzeć na oczy, że wcześniej nie było finansowych problemów etc - niby było
      dobrze bo bez kryzysów finansowych, dziecięcych ale czy na pewno BYŁO OK? . Jest
      dziecko. Wiesz, że on się już nie zmieni? Rodzicielstwo to test, może być czasem
      lepiej trochę gorzej, ale jeżeli w ciąży i po/ i teraz tak masz jak piszesz to
      to nie ulegnie zmianie! Nie wychowasz faceta. Czy sama zmieniasz się jak ktoś
      Cię ochrzani? NIE robisz na odczepnego lub tymczasowo, żeby był święty spokój!
      TRZEBA samemu wiedzieć, że nie jest ok i SAMEMU się zmieniać bez kija nad głową.
      Oczywiście ZAWSZE człowiek może się zmienić i popracować nad sobą ale no właśnie
      PRACA ta nie jest lekka, często trudna i nie ma gratyfikacji{ zwłaszcza
      finansowej, co w zmaterializowanym świecie do większości przemawia, ale to bzdet
      bo zmieniać się należy dla SIEBIE, żeby chociaż nam samym z sobą było lepiej a
      potem budować coś z innymi}. Jeśli on już dobiega 30 i sam tego nie wie, marne
      szanse na zmiany. Będzie gorzej albo tak do d... jak teraz! Przemyśl czy tego
      chcesz! Faceta nie da się wychować - TY możesz być jego partnerką, kochanką ale
      na Boga nie matką i niańką - to niezdrowe nie tylko dla Ciebie!
      Jeśli spokojne i rzeczowe obgadanie sprawy z facetem nie zmieni jego realnego
      stanowiska { stosunku do Ciebie i dziecka - owszem jest zmęczony nie da się tego
      ukryć ale dziecko też wymaga pomocy ze strony ojca, mógłby się małym zająć a TY
      byś pospała trochę, posiedziała w wannie czy nad głupią filiżanką kawy}.
      Jeśli chodzi o pracę nie załamuj się - staraj się nadal dążyć i coś łapać, nie
      wiem jaki charakter ma Twoja praca czy tłumaczysz w domu, czy coś innego -
      szukaj portali i ogłaszaj się, pisz do urzygu odnośnie tego robisz i co Cię
      interesuje mimo zniechęcenia coś w tym zakresie rób. Może nie będzie lepiej ale
      jak dasz sobie siana to NA pewno nie będzie good.
      To, że nie masz siły to naturalne w takiej sytuacji. Byłaś u dr po porodzie masz
      spr morfologię
      OB
      mocz
      cukier
      i TSH? Czasem po porodzie dochodzą problemy z tarczyca to też warto w całej tej
      sytuacjo skontrolować bo paradoksalnie sytuacje może pogarszać rozregulowanie
      org. przez zła pracę tarczycy!
      Czy Twoja Mama jest "wtajemniczona" w to co się dzieje, że masz dość, że jest
      taka sytuacja i jesteś bardzo z tym samotna i nieszczęśliwa? Nie wiem czy Twoja
      Mama mogłaby Ci pomóc ale jeśli się z nią dodatkowo przyjaźnisz może pomoże też
      na początek zwykłe WYGADANIE? Zanim obmyślicie co robić? Jakiś realny plan?!
      Masz może koleżankę z dzieckiem/bez która Cię zna i mogłaby Ci pomóc?
      ON nie będzie taki jak Ty sobie życzysz już taki nie jest i może się nie
      zmienić, bierzesz to pod uwagę? To smutne i dołujące ale co zrobisz jeśli
      sytuacja będzie się utrzymywała ze sporadycznymi "przebłyskami" { po ochrzanie}?
      Przepraszać to nie masz za co! Wiesz, to niedobrze jeśli piszesz co czujesz i
      jak się sprawy mają i przepraszasz! Nie jesteś głupia, słaba etc. każdy coś ma w
      życiu nie tak. Ty akurat masz taką a nie inną sytuację i ona nie jest
      gorsza/lepsza niż pani Krysi czy Kasi!
      Nie wiem czy on powiedział, że musi zapier... na nierobów jak napisałaś. To
      straszne - przecież po pierwsze nie straciłaś pracy na własne życzenie, po
      drugie jeśli decyzja o dziecku była wspólna to o co mu chodzi... raptem poczuł
      się wykorzystany, oszukany? Trochę to smutne i niełatwo by mi było gdyby mnie
      ktoś tak potraktował - zwłaszcza facet z którym miałabym dziecko { i byłabym z
      nim w dobrych relacjach, kochałabym go i on mnie {niby bo po czymś takim to bym
      się chyba zaczęła zastanawiać} }.
      Jeśli ma wolny czas dobrze byłoby zanim sobie gdzieś wyjdzie dogadał to z Tobą
      {owszem każdy potrzebuje przestrzeni} ale może byś znalazła czasu trochę dla
      siebie i on by pół na pół zostawał z dzieckiem?
      Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie i będzie tak długofalowo trwała oprócz tego,
      że będziesz miała depresję, przestaniesz go kochać/lubić i szanować. Można
      latami tkwić w takim związku niczym żona alkoholika licząca na to, że uratuje
      ona męża lub on sam widząc jej miłość się zmieni. NIE nie zmieni.Jak kiedyś
      napisała Ewa Wodyłło w klinice leczącej alkoholików jest napis nad drzwiami: On
      nie przez ciebie pije i nie dla ciebie przestanie"! Nad związkiem/rodziną
      pracują dwie strony nie jedna. Czasem szala może się przeważyć i stać dłużej po
      jednej stronie jeśli jednak jest to permanentne to nie jest dobra relacja! Jeśli
      zaczniesz czuć się winna i ratować tzw. rodzinę za wszelką cenę bo dziecko musi
      mieć ojca ale bez współudziale i pracy Twego partnera nad sobą przegrasz nawet
      gdybyście zostali razem. Nie będziesz miała zaufania i szacunku nie tylko dla
      niego ale PRZEDE wszystkim dla siebie samej, albo zaczniesz "znikać" lub
      wybierzesz bierność w stosunku do ważnych decyzji i swego życia i CIEBIE w tym
      wszystkim.
      Jak napisałaś łudzisz się -to chyba powinno DAĆ Ci do myślenia to napis z neonem
      KANAł - jak ktoś na jednym forum napisał.
      Jeśli on zacznie pracę nad sobą na późno wiesz, że TY już niekoniecznie
      będziesz tego chciała?
      To nie prawda, że dziecko musi mieć pełną rodzinę bo to zależy JAKA jest ta
      RODZINA! Jeśli byle jaka i tkwi się ze strachu, z niemożności odejścia z lęku
      jak ja sobie poradzę, z nadziei, że może on się zmieni/ona i jest się w takim
      układzie 20 lat to ile ten miraż może trwać?
      To, że masz z nim dziecko nie oznacza, że jesteś do niego przypisana jak chłop
      pańszczyźniany do ziemi. Dom bez szacunku - nie tylko dla Dziecka ale w stosunku
      do Matki - partnerki to nie jest DOM. Dziecko zacznie dorastać, być bardziej
      chłonne! Pamiętasz jak to jest jak się jest małym, nie do końca rozumiesz to co
      sam czujesz/czego doświadczasz w relacjach z innymi ale wiesz, że "coś jest nie
      tak"? On - dzieciak jeśli nie polepszy się sprawa - ale nie tak, że 6 miesięcy
      jest oka potem horror, sam do tego dojdzie, że coś nie jest dobrze. Dziecko Ci
      kiedyś z domu wyfrunie czy Ty będziesz szczęśliwa, że poświęciłaś najlepsze lata
      życia jego tatusiowi i będziesz sobie samej umiała wybaczyć?
    • colle40 Re: chandra czy jak? :( 12.12.09, 20:44
      Hej,

      A może tata został by na wychowawczym?
      Hęęęę??
      Niech sie uczy zajmować młodym. Skoro Ty masz szansę zarobienia
      więcej? Czemu nie?
      Mąż nie bedzie zapier..... "na nierobów" (o zgrozo, jak tak można
      pomysleć) i sam stanie sie takim nierobem to może z lekka zmądrzeje
      i dorośnie.
      Trzymaj się Kobitko i nie przepraszaj za to co napisałaś. Po to jest
      to forum.
      Uszy do górysmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka