Hej dziewczyny,
tak siedzę dzisiaj z totalną niemocą i nie wiem co ze sobą zrobić.
Misisko moje teraz śpi a ja nie mam ochoty na nic...
Nie wiem czy dopadła mnie jakaś jesienno-zimowa chandra czy co...
Na pewno składa się na moją niemoc choroba dodatkowo ale niestety coraz częściej odczuwam straszne przemęczenie i totalną dezorganizacje
Myślałam żeby napisać tego posta w którymś ze słynnych tematów "nienawidzę macierzyństwa" albo "a ja lubię macierzyństwo" ale to do końca nie te tematy.
Mój synek ma 5m prawie kocham go ponad wszystko i nic poza nim i jego szczęściem się nie liczy.
Uwielbiam się nim zajmować i patrzeć jak się rozwija... jednak...
Ech musi być jakieś jednak....
Za nim zaszłam w ciąże przez 1.5roku nic się nie działo pomimo iż chcieliśmy dziecko... wtedy pracowałam i było nam na prawdę dobrze. Dwie pensje dom itp...
Oczywiście wtedy jak to w życiu bywa nie dostaliśmy szansy od losu i dzidzia nie pojawiała się.
W zeszłym roku w październiku straciłam pracę (zawsze zarabiałam więcej niż mąż) została nam jedna pensja i potężny kredyt hipoteczny.
Oczywiście po miesiącu poszukiwania pracy nic się nie działo i nagle co okazało się że jestem w ciąży... więc o pracy trzeba było zapomnieć.
Robiłam szybko kursy, licecncję aby móc pracować w domu i otworzyć działalność pod kątem dziecka ponieważ moja mama pracuje, teściową mam straszną i ma nas głęboko w poważaniu więc wiadomo było że będę musiała sama sobie radzić z dzieckiem.
Zrobiłam co mogłam jednak pewne procedury pozwoliły na otwarcie działalności w czerwcu.
Przez pierwszy miesiąc pomimo usilnych prób firma mało się rozkręciła.
W lipcu urodził się Misiek.
Od tamtej pory mam sporadycznie bardzo rzadko jakiegoś klienta z którego zysk to max. 10-20zł

ulotki na mieście (mieszkam w pipidówie) nie wiele dają... w związku z tym mąż musiał znaleźć jakąś fuchę.. Niestety mój mąż nie jest taki super jak tu niektóre mamy wypisują.. nie za bardzo pomaga przy dziecku i pomimo prawie 30lat na karku kompletnie nie dojrzał do roli taty i męża też chyba nie... Boli go to że musi zapier..... na nierobów

A mnie boli to że jestem zależna bo nigdy tego wcześniej nie przeżywałam.
W ciąży jakoś to wszystko było miałam pieniądze z ubezpieczenia (bo przed ciążą miałam wypadek samochodowy) i jakoś leciało.. odkąd mały jest na świecie z miesiąca nie miesiąc jest coraz ciężej a mąż mój buntuje się że to co zarobi powinien mieć dla siebie chociaż w jakiejś części (szkoła w 100% mojej teściowej) a ja nie mam siły się z nim kłócić i walczyć. Mogę się wyprowadzić do mamy ale uważam że to nie jest rozwiązanie

Poza tym sama wychowałam się bez ojca i nie chce mojemu dziecku tego robić. Łudzę się że wydorośleje ten mój chłop

Jestem z nim 10 lat nigdy wcześniej nie mieliśmy problemów finansowych i nie było też między nami źle..
Ja na prawdę nie mam jak wrócić do pracy. W naszej pipidówie nańki to rzadka sprawa a jak już to życzą sobie ok. 1200zł

Poza tym nie wyobrażam sobie zostawić dziecka z kimś obcym
Dodatkowo do tego wszystkiego coś złego dzieje się ze mną...
Nie mam siły na dbanie o siebie i o dom...
Dziecko moje to nie aniołek ale spokojnie pewne czynności mogę przy nim robić jednak nie mam na nie ani siły ani ochoty od dłuższego czasu i jest coraz gorzej.. Kiedyś miałam codziennie posprzątane, byłam umalowana, obiad dobry zrobiony.. teraz..... sprzątam bo muszę i sprzątam obsolutne minimum... ciągle jestem zmęczona....
wstaje z synkiem o 8 do 20 (do kąpieli) jestem sama cały czas robię absolutne minimum (muszę odkurzyć, zmyć podłogi i przetrzeć kurze i wstawić jedno pranie dziennie) nie maluje się i chodzę cały czas w dresach jak lump...
Nie zrzuciłam wagi ciążowej i nie mieszczę się w jeansy a na nowe nie mam pieniędzy ...
Uśmiecham się do dziecka mojego poza tym raczej jestem jak siedem nieszczęść... Mąż w zasadzie przez dodatkowe prace jest w domu gościem hotelowym a jak nie ma dodatkowej roboty to zawsze ma inne zajęci i nie siedzi w domu ..
Nie sądzę że dopadła mnie depresja ale coś złego się dzieje...
Żeby mój mąż był choć troszkę taki jak ja sobie tego życzę to potrzebuje siąść z nim wieczorem strzelić wykład... ochrzanić i na jakieś 2 tyg będzie spokój... tylko te sceny powtarzamy od momentu jak byłam w ciąży conajmniej 2 razy w miesiącu i mam tego serdecznie dość... wolę się iść położyć z dzieckiem spać niż prowadzić monolog który skutkuję na bardzo krótko...
Przepraszammmmmmm myślę że choroba i pogoda spowodowały to że się wyspowiadałam... Nie miałam komu tego powiedzieć więc napisałam to tutaj.. Wybaczcie.................................................