Czytam tu Wasze wypowiedzi o tym, jak hartujecie swoje maluchy i
spacerujecie z nimi świątek piątek w deszcz i mróz. I super, my z
mężem też jesteśmy entuzjastami spacerów.
I właśnie przy tej okazji nasunęła mi się refleksja, że zapewne
żadna z Was nie mieszka w moich stronach

Mam park prawie po
drugiej stronie ulicy, więc spaceruję po nim często. I na ogół
sama! (no chyba, że z mężem). Tam, gdzie latem było kolorowo od
wózków, na każdej alejce siedziało po pięć mam, zimą puchy! Nawet w
weekend. Wychodzimy o różnych porach, starając się trafić w możliwie
najładniejszą pogodę - i nic, ani jednej mamy/taty z wózkiem czy
berbeciem w chuście. Gdzie one się wszystkie podziały???