Nadopiekuńczość ojca - problemem...

23.04.10, 09:12
Piszę, bo już ciężko mi wytrzymać z własnymi myślami. Mam małegop
dzidziusia 4-miesiące. Jest to moje pierwsze dziecko a mojego męża
trzecie. Jak nie było dziecka wszystko miedzy nami układało się w
zasadzie dobrze, mało konfliktów, kłótni. Po pojawieniu się maluszka
mąż od początku (po tygodniu juz pobytu mojego w domu po szpitalu)
atakował mnie w związku ze złą opieką nad dzieckiem. Jak dziecko w
nocy płakało (a ja wstaję do dziecka) to on z dużą dozą
niedowierzania wstawał razem ze mną i krytykował.. np. to źle robię,
tego nie umiem itp. Było i jest to dla mnie bardzo bolesne, mało
cieszy mnie przez to macierzyństwo.. Nie wiem co robić, czy któraś z
was ma podobny problem? Mój mąż tak jakby ze mna konkuruje w opiece
nad dzieckiem, czasem złośliwie mówi do mnie EKSPERTKA. Czy to
normalne, czy mam poważne powody by sie martwić o przyszłośc tego
związku? Powiem szczerze, że czasami wolałabym sama wychowywać to
maleństwo, bez stresów, bez jego ciągłych uwag. Dodam, że mąż ciągle
pcha się do kąpania dziecka, karmienia - a ja jako że to mój
pierwszy dziedziuś sama chce to robić..
    • paul_ina Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 09:32
      No współczuję. Też mam znajomych, gdzie tatuś matkuje, i gdzieś do pół roku
      naprawdę stał młodej mamie nad głową. Potem ich dziecko zachorowało poważnie (w
      czasie wycieczki do Turcji) i po tym wypadku on jakoś sobie odpuścił. Teraz ich
      Mała ma roczek, a między nimi jest już ok.
      Z powyższej historii wynika, że czas działa na Twoją korzyść, z czasem może
      przestanie się wtrącać.

      Druga sprawa, to musisz z nim konkretnie porozmawiać. Faceci nie lubią i nie
      potrafią mówić o uczuciach, więc on pewnie niewiele powie, ale Ty mu powiedz,
      jak jego postawa destrukcyjnie wpływa na Twoje dobre samopoczucie i na
      postrzeganie przez Ciebie waszej relacji.

      Trzecia sprawa, to mądrość zasłyszana w szkole rodzenia: TO TY JESTEŚ MATKĄ I TY
      NAJLEPIEJ OPIEKUJESZ SIE SWOIM DZIECKIEM. Ojciec dziecka, nawet z bagażem
      doświadczeń, zawsze jest dalej od dziecka niż jego mama. Więc aż do wieku, w
      którym dziecko będzie potrzebowało więcej wychowania niż pielęgnacji, TY masz
      głos rozstrzygający. Poćwicz pewność siebie w tym temacie.

      Każdy dobry ojciec tak czy inaczej się wtrąca i próbuje wymądrzać. Ja mojego
      męża bardzo cenię jako doradcę, bo nieraz utemperował moje zapędy w kwestii zbyt
      ciepłego ubrania Młodej czy też moje strachy w kwestii zabierania jej w
      publiczne miejsca. Ważne jest, że jeśli jesteś naprawdę pewna swojego zdania,
      musisz się postawić, bo to jest Twoje dziecko i Twoim zadaniem jest zapewnić mu
      to, co najlepsze. Jeśli nie zgadzasz się ze zdaniem ojca w kwestii pielęgnacji,
      to Ty masz zdanie decydujące. U nas dochodziło na tym tle do dantejskich scen,
      np. on rozbiera Młodą do kąpieli, a ja w tym czasie wylewam wodę, bo moim
      zdaniem jest za zimna i nalewam ciepłej, albo on pakuje Młodą, bo chce ją zabrać
      do centrum handlowego, a ja syczę opisując mu różne (wyczytane na forum)
      choroby, które ją tam spotkają i ceduję na niego wszelkie obowiązki opieki nad
      dzieckiem w chorobie z jego winy, itp.
    • semi-dolce Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 09:42
      o pojawieniu się maluszka
      > mąż od początku (po tygodniu juz pobytu mojego w domu po szpitalu)
      > atakował mnie w związku ze złą opieką nad dzieckiem. Jak dziecko w
      > nocy płakało (a ja wstaję do dziecka) to on z dużą dozą
      > niedowierzania wstawał razem ze mną i krytykował.. np. to źle robię,
      > tego nie umiem itp

      To nie wstawaj. Skoro on wie i umie lepiej, to niech on wstaje nocą, a ty sie
      wyśpij. Kiedy zaczyna krytykować - daj mu dziecko i zajmij się czyms zupełnie
      innym. Niech zobaczy, niech się przekona czy faktycznie ma rację.

      No i poinformuj go, że jego zachowanie sprawia ci przykrość. On może tego nie
      wiedzieć.

      Dodam, że mąż ciągle
      > pcha się do kąpania dziecka, karmienia - a ja jako że to mój
      > pierwszy dziedziuś sama chce to robić..

      I dobrze,że się pcha. Daj mu. Nie odpędzaj. Ciesz się z tego. Nie bądź taka
      samosia, bo coś mi się wydaje, że to twoje zachowanie kwoki jest tu problemem,
      nie mąż. Bo za parę miesięcy założysz wątek jakich tu pełno, że mąż nic nie
      robi, nie pomaga, nie zajmuje sie, że nie masz siły wszystkiego sama. Skoro sam
      się garnie do dziecka to tylko się ciesz i jeszcze bardziej go w tym wspieraj.
      Madra matka zawsze pcha dziecko w stronę ojca.
      • magda-28 Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 09:51
        To mądre rady, jednakże ciężko mi na przykład znosić płacz dziecka
        w nocy (jak odpuszczę i on wstaje), bo wydaje mi się że on coś źle
        robi. Ostatnio nakarmiłam w nocy malutką, po chwili niestety sie
        rozpłakała, on wstał i jakos tak dziwnie zaczął ją lulać, tak za
        rękę, że po chwili ulała wszystko to, co wypiła.Wstałam i trochę zła
        powiedziałam, że sopsób lulania mi sie nie podoba. Mąż jednakże
        obwinił mnie za tą historię, że niby mokra poduszka i jak dziecko ma
        spać? Ale że ulała przez niego.. tego juz nie dał sobie wytłumaczyć.
        Moi rodzice też zauważyli, że w opiece nad dzieckiem jestem
        wystraszona, i że tylko on ma je ciągle na rękach.. a ja jestem
        mamą..!!! Jak rozmawiam o tym z nim, to on uważa i przeświadcza mnie
        w takim myśleniu, że to ja źle cos ciągle robie przy dziecku,
        dlatego on przejmuje opiekę. Ale to nieprawda! Słuchajcie, nigdy bym
        nie pomyślała, że będe tak cierpieć, że dziecko nas poróżni!!!
        Jestem w szoku.
        • paul_ina Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 09:58
          no my możemy Ci służyć tylko radą, oby mądrą, a to co Ty z tymi radami zrobisz,
          to już zależy tylko od Ciebie.
          to Twój chłop i Ty musisz go wziąć w garść, zwłaszcza w tej kwestii. powiedz mu,
          że Ty rządzisz a On ma się słuchać, w największym skrócie.
          • nihiru Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 10:10
            tiaaa

            takie rady to najszybsza droga do rozwodu
            • paul_ina Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 11:42
              rozwód z takiego powodu oznacza, że ślub był błędem
        • semi-dolce Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 10:01
          Dziewczyno kłócisz się z nim o sposób lulania? No daj spokój, to bzdet taki.
          Niech robi po swojemu. Nie wtrącaj się. A że ulała - niemowleta ulewają. Trzeba
          sprzątnąć i już, a nie debatowac nad tym. Ty obwiniasz jego, on ciebie, ty
          mówisz jemu, że źle robi, on to samo mówi tobie - po co? Niech każde zajmuje się
          dzieckiem w swój sposób, naprawde nie trzeba sie prześcigac kto lepiej. Ty
          jesteś mamą, on jest tatą - to normalne, że zajmujecie się dzieckiem inaczej.
          Odpuść, nie wiesz wszystkiego najlepiej, nie musisz robić wszystkiego przy
          dziecku sama, ojciec nie chce skrzywdzić swojego dziecka i przypuszczam, że
          potrafi się nim zajmować. Jakby nie patrzeć, ma większe doswiadczenie niż ty i
          byc może jest tak, że wiele od niego możesz się nauczyć. Przestań krytykowac,
          sprawdzac, kontrolować, a i on pewnie przestanie.
        • nihiru Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 10:07
          Wygląda na to że oboje stanęliście do walki pt "ja wiem lepiej,a ty
          się nie znasz"
          Doradzalabym rozmowę z mężem i zmianę nastawienia z "to twoja wina"
          na "co mogę/możesz zrobić żeby dziecku było lepiej"
          A dziecku na pewno nie służy licytowanie się rodziców, które z nich
          jest lepszym opiekunem


          Ps tak całkiem na marginesie - matka zawsze się lepiej opiekuje
          dzieckiem bo,,,? jakieś podstawy tej teorii? bo jak na razie to dla
          mnie jest ona tak samo sensowna jak teoria, że kobiety "z natury"
          lepiej znoszą przewijanie i wstawanie w nacy do dziecka (głoszone
          oczywiście przez leniwych panów)

          ------------------------------------
          wysiadły mi klawisze z kropką i dwukropkiem
        • black_edith Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 10:36
          > ciężko mi na przykład znosić płacz dziecka
          > w nocy (jak odpuszczę i on wstaje), bo wydaje mi się że on coś źle
          > robi.

          to ciekawe, zarzucasz mężowi, ze nie ma do ciebie zaufania i podważa
          twoje kompetencje rodzicielskie, a sama robisz dokładnie to samo. Co
          to jest konkurs na nieomylnego rodzica?

          > Moi rodzice też zauważyli, że w opiece nad dzieckiem jestem
          > wystraszona, i że tylko on ma je ciągle na rękach.. a ja jestem
          > mamą..!!!

          Czy przez to, ze jesteś mamą jesteś z automatu ważniejsza dla
          dziecka niż ojciec. Co to za argument: "ja jestem mamą"?
          Proponuję porozmawiać z mężem i zakończyć ten idiotyczny konkurs. On
          nie jest doskonałym ojcem, a ty nie jesteś doskonałą matką. Dziecko
          będzie czasem płakać, ulewać itp. niezależnie od tego, które z was
          będzie się nim zajmować. A dziecku do szczęścia bardziej niż
          doskonali rodzice potrzebni są kochający się i wspierający sie
          rodzice
        • 18_lipcowa1 jesoo ile wy macie lat? 23.04.10, 15:42


    • camel_3d a..moze... 23.04.10, 11:03
      ..przeciez sama piszesz, ze to twoje pierwsze dziecko.. moze faktycznei nie
      wszytsko potrafisz jeszcze idealnie zrobic i irytuje ci, ze ktos cie poprawia.
      fakt, ze maz zamiast cie krytykowac (o ile tak robi) powinien ci pomoc..ale
      pytanie czy ty otwarta jestes na te pomoc, czy tez traktujesz dzidzie jako
      wlasnosc i nikt nie ma prawa kolo niej nic robic? tak tylko glosno mysle, bo
      wiem ,ze wiele mam uwaza, ze wszytsko robia idealnie i jezeli ktos chce pomoc to
      traktuja to jak atak na siebie.
      No i jeszcz ejedno..skoro tata taki chetny do pmocy..to po prostu daj mu sie
      dzieckiem opiekowac..idz sobie na kawe..
      i zrob mu frajde i popytaj jak to czy tamto zrobic lepiej...
      Ja przyznam, ze musialemmalego od poczatku sam wychowywac (od kiedy skanczyl 5
      dni) i bylem cholernie wdzieczny sasiadce, ktora czasem przychodzila i
      opowiadala jak to ona robila, kiedy mial adzieci, jakies takie porady, od kogos
      kto ma doswiadczenie.

    • mika_p Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 11:30
      Ale czemu twoim celem ejst monopol w opiece nad dzieckiem? Jak ten cel
      osiągniesz, to będziesz miała problemz wyjściemz domu, bo tata nie nakarmi,
      nie przewinie, nie wykąpie, po co ci to???
      Ty piszesz, że nie możesz słuchać, jakd ziecko płacze pod opieką tatusia. On
      zapewne tez nie moze słuchać jak dziecko płacze pod twoją opieką.

      Wyluzuj i ciesz się, że mąż chce współuczestniczyć w opiece nad maluchem. To
      forum, jak i emama, pełne są wątków o tym, że tatuś nie chce. I dopiero to jest
      poważnym problemem.
    • green_hill Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 11:47
      Niewykluczone, ze maz ma wiecej wprawy w opiece nad dziecmi i pewne rzeczy wie lepiej od Ciebie, ale nie daje mu to prawa do podkopywania Twojej wartosci jako matki. Wiekszosc swiezo upieczonych matek jest pelna obaw i niepokoju, czy podolaja opiece nad dzieckiem, a podobne uwagi i zlosliwosci jeszcze to uczucie niepewnosci poteguja.

      Nasz syn to pierwsze dziecko zarowno moje jak i meza - oboje bez doswiadczenia w opiece nad dziecmi. Mimo to moj maz miewa czasami garsc uwag na podoredziu pt. nie tak kremuje, ubieram, przewijam, ale sam jakos sie do tego nie garnal. Przyznam, ze doprowadzalo mnie to do szalu, bylo pare dyskusji na ten temat. Ostatnio troche odpuscil na szczescie.

      Twoj maz aktywnie uczestniczy w opiece nad dzieckiem. Super, wykorzystaj ten czas dla siebie. Nie musicie wisiec sobie nawzajem nad glowa i sprawdzac czujnym okiem, czy drugie nie robi dziecku krzywdy. I zgadzam sie z reszta dziewczyn, odpuscie sobie ten konkurs o to, kto jest lepszym rodzicem.
      • magda-28 Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 15:18
        Myślę, że mam do niego największy żal o to, że tydzień po
        porodzie, jak całą noc uspokajałam w domu dzidzię, nie udawało się,
        płakała, on wstał w nocy i powiedział coś w rodzaju: że chyba on
        powinien wziąć urlop wychowawczy, bo ja nie potrafię uspokoić
        dziecka...gdzie jest mój instynkt macierzyński.. To mnie zabolało i
        do dziś trzyma. Zastanawiam się, czy mąż to przyjaciel czy ... mam
        rózne myśli.
        • twitti Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 16:20
          Jesli cie zabolala ta uwaga, to lepiej mu o tym powiedz, bo kiedys
          jak bedziesz miala wszystkiego dosc, wylejesz to z nienacka na
          niegosmile a on nie bedzie wiedzial o co chodzi!
          Mysle ze powinniscie szczerze porozmawiac, wtedy gdy dziecko spi.
          Powiedz mu wszystko, co ci lezy na sercu. To tak na prawde
          drobnostki, ktore niestety moga urosnac do gigantycznych rozmiarow.
          Zycze powodzenia!
        • semi-dolce Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 16:31
          n wstał w nocy i powiedział coś w rodzaju: że chyba on
          > powinien wziąć urlop wychowawczy, bo ja nie potrafię uspokoić
          > dziecka...gdzie jest mój instynkt macierzyński..

          Ależ niech weźmie i siedzi z wami w domu. Do woli. Będzie ci łatwiej, na kawę sobie pójdziesz i takie tam.

          Powiedz mu, że przykro ci, gdy tak mówi. Tak zwyczajnie, bez obwiniania, bez zarzucania czegokolwiek, po prostu poinformuj "kiedy tak do mnie mówisz jest mi smutno". Ludzie nie sa jasnowidzami i maja prawo nie domyslac się, jakie emocje wywołuje w nas ich zachowanie. nawet, jesli nawet wydaje się oczywiste, że powinni sie domyslać.

          I daj mu się zajmować dzieckiem. Pozbądź się tendencji żeby "sama sama sama". Bo faktycznie, zostaniesz sama - był tu kilka dni temu taki watek o "samotnej mamie z mężem" - wyszukaj sobie. Nie wtracaj się - zupełnie, ale to zupełnie - kiedy on zajmuje się dzieckiem. Po kilku dniach, gdy ty się będziesz zajmowała, a on się wtrąci, powiedz mu, że ty przestałas się wtrącać, ufasz mu i pozwalasz zajmowac się córką po swojemu, więc niech i on zaufa tobie i nie ingeruje.

          Pamietaj tez o jednym - prawdopodobnie mąż porównuje cię w duchu - chcąc nie chcąc - do tego, jak zajmowała się dziećmi jego poprzednia żona. A własciwie, porównuje do obrazu jaki pozostał w jego głowie. A wspomnienia maja to do siebie, że rzadko bywają wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości, złe rzeczy zazwyczaj się zapomina, czas wygładza wspomnienia. To bardzo trudne, dla ciebie. Rozumiem to doskonale - mój syn tez jest moim pierwszym dzieckiem i trzecim swego ojca. Ale da się. Milion razy zagryzałam wargi, by nie wtrącac się w to, jak ojciec zajmuje sie Borysem. Bo od poczatku przyjęłam taką zasade, że nie będe się wtrącac, że będe go chwalić, wspierac, naciskac na to, by jak najwięcej się zajmował. A przypadek był trudny, bo to facet wyszkolony w zyciu tak, że póki dziecko nie zacznie mówic i nie mozna pograc z nim w piłke, to ojciec mu niepotrzebny. Ty masz lepszą sytuację. Wtrąciłam się kilka razy, dosłownie kilka, gdy robił coś ewidentnie nieakceptowalnego. Milion razy czułam się też krytykowana - i milion razy zrobiłam o to awanturę. Tylko awanturę nie o to, że chce zajmować się dzieckiem, ale o to, że krytykując w taki a nie inny sposób sprawia mi ból. Jednoczesnie to taki typ, który zawsze wie wszystko najlepiej. Moje metody - zapewne zupełnie inne od tych, które znał i z którymi niewątpliwie porównywał - niejednokrotnie budziły jego kpiący śmiech. Nie wchodziłam w dyskusje, podsyłałam mailem, żeby sobie w samotności poczytał, różne artykuły, teksty, ebooki dlaczego tak, a nie inaczej. Nie ględziłam, nie starałam się nic robić na pokaz, nic na siłę udowadniać - robiłam swoje, pozwalałam mu zapoznac się z teoretycznymi podstawami takiego a nie innego podejścia. Tak szeroko pojetymi teoretycznymi podstawami. Mocno wierze w wychowanie w bliskości, w tzw. rodzicielstwo towarzyszące - rzeczy całkowicie obce i abstrakcyjne dla człowieka, który twierdził, że małe dziecko to roślina, preferującego zimny wychów i myślącego, że niemowlaka to trzeba nakarmić i przewinąć, innych potrzeb (czyt. emocjonalnych) nie ma.

          Gdybym postawiła sprawę w ten sposób, że ja jestem matką, więc ja wiem najlepiej i ma byc po mojemu, to owszem bez problemu byłoby po mojemu. Tylko obaj - i syn i ojcec straciliby bardzo wiele. Nie postawiłam. Nigdy. Chociaz czasem ledwo wytrzymywałam, czasem nawet przy bzdetach. Bo wiesz, on go inaczej usypiał, inaczej przewijał, inaczej kąpał, inaczej karmił, inaczej się z nim bawił. Inaczej nie znaczy jednak gorzej. Ba, nadal robi większość rzeczy po swojemu: inaczej spędza czas, inne sa ich rytuały, inne zabawy. To naturalne, dziecko ma dwoje rodziców, a każde z nich to inny człowiek, z innym podejściem do wielu spraw. Bywa i tak, że ojciec robi wiele rzeczy lepiej niż ja, tzn. jego metody sa skuteczniejsze więc kiedy np. ja kłade Borysa spać - a ta czynność zdarza mi się rzadko, bo to taty rola - to pytam o zawczasu o radę. Uczymy sie od siebie wzajemnie. Czasem nie zgadzamy się z sobą, ale wówczas nie jest wazne by postawić na swoim, ale by nasze dziecko wyszło na tym jak najlepiej. I cieszy mnie to, że moi mężczyźni tak dobrze się dogadują.

          Dziś mój syn ma półtora roku. I ma najwspanialszego ojca na świecie. Ojca, który zajmuje się nim lepiej niż ja. Który kocha go nad życie i którego mój syn kocha i uwielbia. Ojca, który uwielbia być z młodym, który śpi przytulony do dziecka, który nosi go w chuście, jest entuzjastą blw, itd. I który przede wszystkim jest, każdego dnia jest z naszym synem, zajmuje się nim, jest obecny nie tylko ciałem. Nie było łatwo, ale było warto.
          • magda-28 Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 20:04
            Semi-dolce dzięki. Postanowiłam porozmawiać, oczywiście sukcesu od
            razu nie ma, ale cieszę się, że zdobyłam sie na odwagę powiedzieć o
            tym, co mnie boli. Nigdy w życiu nie myślałam, że mogę mieć tego
            typu problemy..wydawało mi się, że poród to problem, a potem to juz
            raj wink) Małżeństwo i macierzyństwo to bardzo trudna sztuka życia.
          • tasia_tk semi-dolce... 23.04.10, 20:21
            miło Ciebie czasem poczytać...
        • camel_3d magda-28 - ni epanikuj.. 24.04.10, 20:49
          magda-28 napisała:

          > Myślę, że mam do niego największy żal o to, że tydzień po
          > porodzie, jak całą noc uspokajałam w domu dzidzię, nie udawało się,
          > płakała, on wstał w nocy i powiedział coś w rodzaju: że chyba on
          > powinien wziąć urlop wychowawczy,


          no to trzeba bylo pwoeudzic, ok prosze pokaz jak sie uspojaka dziecko. i pojsc
          do lozka... kobiety sa dziwne jednak..
    • kawka74 Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 23.04.10, 16:52
      Dziecko jest Wasze wspólne. Każde z Was ma prawo (i obowiązek) zajmować się nim,
      kąpać, karmić, itd. Nie masz monopolu na opiekę nad dzieckiem, a jeśli go w
      końcu wywalczysz, zapłacisz za to wysoką cenę.
      Jeśli uwagi męża sprawiają Ci przykrość, to mu to powiedz. Nie wykorzystujcie
      dziecka, żeby sobie wzajem udowadniać niekompetencję i robić sobie na złość.
    • atrapcia Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 24.04.10, 00:42
      Powiedz mu, że może i ma on większe doświadczenie, może wszystko robi lepiej,
      ale cały pic polega na tym, że praktyka czyni mistrza... On już to mistrzostwo
      osiągnął, niech teraz tobie da tą szansę i wspiera cennymi radami, z których ty
      skorzystasz bądź też nie. Bo dziecku ciężko zaszkodzić "innym" kołysaniem, czy
      trzymaniem za lewą rączkę zamiast za prawą. I szczerze trochę zazdroszczę, to
      też moje pierwsze dziecko a mój M nie bardzo wie jak ją ugryźć (a córka ma już
      ponad pół roku)... Trochę ją zabawi, nakarmi tym co ja jej przygotuję... Ale już
      nie przygotuje kąpieli, nie wykąpie, nie ubierze i nie pójdzie na spacer, nie
      wstanie do niej w nocy. Jego wymówki - nie wie jak, ma 2 lewe ręce, obciach z
      wózkiem (wrrr), bo ona będzie płakać, bo ona chce do mamy, bo zgłodnieje, bo to,
      bo tamto... Już trochę zmęczona jestem, choć dobrej myśli wink Naprawdę radzę
      czasem skorzystać z takiej opiekunki big_grin
    • jerzozwierza Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 24.04.10, 08:05
      Mam wrażenie, że tu wcale nie chodzi od dziecko a o inne Wasze
      wzajemne żale, które się na sposób zajmowania dzieckiem przenoszą. Ty
      dajesz mężowi znać, że źle się zajmuje dzieckiem- czyli nie masz do
      niego zaufania, nie cenisz go jako ojca- a on Ci odpowiada tym samym.
      Nie ma znaczenia, kto zaczął. Może warto się zastanowić, o co tak
      naprawdę macie do siebie pretensje?
      • senait Re: Nadopiekuńczość ojca - problemem... 25.04.10, 07:07
        Przede wszystkim daj ojcu nacieszyć się dzieckiem, pozwól mu na zajmowanie się
        nim, niech wstaje w nocy, czasem nawet zostaw ich samych. Nawet jeśli karmisz
        piersią, to mogą zostać sami na 2-3 godz. Może niedługo mu się znudzi... jeśli
        nie przestanie się tak zachowywać, powiedz mu dobitnie, co myślisz o jego
        zachowaniu i przyszłości waszego związku.
Pełna wersja