Wiem, pisałam już nie raz.. i radziłyście cierpliwości i teraz też tak poradzicie.. wiem. ale naprawdę mam doła kurcze. mój syn za dwa tygodnie kończy roczek. nigdy nie był śpiochem, ale zawsze sobie mówiłam-wytrzymaj, przejdzie. no a tu roczek i nic z tego. te pobudki mnie dobijaja, ryczę rano, kłócę się z mężem, z mamą, narzekam wiecznie znajomym. nic mnie nie cieszy, nie mam po prostu na nic sił, bo skad niby, skoro sypiam po 2,3 h na dobę? i naprawdę nie wiem o co chodzi. budzi sie rano koło 8*ok 6-7 mleko), potem drzemka ok 13.30 do 15, czasem 15.30 i potem o 21 zasypia sam i spi spokojni do 23-24. wtedy się zaczynają pobudki, krzyki, przewracane sie w łóżeczku. czasem wystarczy podac wody, smoka, ułożyc wygodniej, ale czasem ryk z dwie godziny. no i nawet jesli zasnie za poł godziny cz godzinę jest to samo. nabawiłam się strasznej bezsenności,brałam melatoninę, teraz bellergot, co wieczór melisa. ale nawet jak on spi to ja często nie mogę zasnąć. na weekedny mąż spi z nim w pokoju (w tygodniu duzo jeździ to musi być wyspany) to choć nie musze wstawać ale i tak się budze na jego pobudki (mimo stoperów), normlanie dostaję na głowę z braku snu. boję się nocek po prostu, a od nowego roku do pracy z dojazdami i wstawianiem o 5.30

przez ten rok na palcach jednej ręki moge wyliczyć jego przespane noce, swoich jeszcze mniej

powiecie zęby, no ale przez rok nie idą zęby! brzuszek chyba też nie, nie za ciepło mu, nie zimno (wiecznie wstaję go przykrywać), robaki badałam -wyszło e. coli w kale, ale to ponoc flora bakteryjna, nosek czyszczę i zakraplam, głodny nie jest, od dawna nie je w nocy, w dzien nie śpi za dużo.. więc?? ile mam jeszcze czekać, chyba wszyscy mnie niedługo znienawidzą za to marudzenie wieczne i brak chęci do czegokolwiek. a jeszce idzie jesień..
w dzień mój synuś taki radosny, kochany, wariujemy, tańczymy, spacerujemy, bawimy się, ale te nocki!!! ehh, musiałam się wygadać, przepraszam.