siisiiii
11.01.11, 09:19
Pewnie mnie zjedziecie, że nie powinnam narzekać, bo inni mają gorzej bo są sami (jak Mama sama w domu). Owszem jestem wdzięczna, że jest ktoś z kim mogę czasem córkę zostawić, albo kto na parę chwil przyjdzie i się nią zajmie... Mieszkamy z moimi rodzicami i babcią, mamy osobne piętro. Teściowie mieszkają jakieś 2 min od nas. Bajka, no nie? Ale ja z każdym dniem mam tego coraz bardziej dość. Ja mówię nie sadzać, sadzają. Córka od jakichś 3 tygodni wstaje, jak się ją złapie pod pachy jak stoi to się puszcza i chce żeby z nią chodzić. Więc tego nie robię, chcę żeby sama się nauczyła, niczego nie przyspieszać... A oni wszyscy latają z nią za ręce po całym domu (teraz też). Szczególnie teściowa, do niej nigdy nic nie docierało. Ale ile razy można mówić żeby tak nie robili?? Jak się urodziła to cały czas było żebym uważała, nosiła tylko w rożku najlepiej usztywnianym bo kręgosłup słaby i ją pokrzywię. A latając z nią za ręce czy ciągle sadzając kiedy sama jeszcze nie usiadła to jej kręgosłupa czy nóżek nie pokrzywią?? Mała ma jeszcze lekką asymetrię więc ja chcę żeby dużo raczkowała, a oni ciagle ją na nogi dają. Dużo tego jest. Musiałabym napisać esej chyba. Podobnie z ubieraniem, że jej zimno, za cienko ją ubieram, nie ważne że jak jej ubiorę sweterek to ma wypieki... I inne takie. Ja mam dość. Czasem wolałabym być sama...