Co robicie gdy dziecko przestaje chetnie jesc po paru tygodniach rozszerzania diety? Ile to u Was trwalo zanim dziecko zaczelo wzglednie ladnie zjadac?
Synek zaczal kulinarna przygode ze trzy tygodnie temu. Na pierwszy ogien kaszka ryzowa na mleku piersiowym- wchodzila pieknie. Zjadalismy 30 -60 ml przy dobrych wiatrach.Lyzeczka -zeby sie uczyc, z butli by pewnie poplynelo jeszcze lepiej. A pozniej marchewa. Na poczatku byla bleeee, pozniej sie przekonalismy i szamalismy po kilka sporych lyzeczek, inaczej niz do jabluszka na ktorego sam widok juz sie krzywimy, za to slodki ziemniak z odrobina maselka i mleczka jest pycha i moglbysmy zjesc cala miseczke. No i na tym sie zatrzymalismy.
Pierwszy problem jaki sie pojawil po 2 tygodniach to nuuuudaaaaa!

Maly nie moze usiedziec dluzej niz kilka minut, no coz staram sie mu spiewac piosenki, robic samolociki itp, ale zaczyna i tak robic takie wygibasy w krzeselku, ze ledwo nie wypadnie. (Macie jakies patenty? chetnie wyprobuje) Teraz nawet kaszke juz ledwo wsuwa, bo za dlugo to jedzenie trwa.Do tego wszystkiego jeszcze kolejne zabki sie odezwaly, cale jedzonko jest be. Nie wiem czy to od tego, czy po prostu go jedzenie nie interesuje. Co zrobic? Przerwac na chwile caly proces i zaczac za tydzien dwa od poczatku? czy moze juz od nowych produktow?...teraz tak czasem zje tylko lyzeczke, czasem wogole, bardzo rzadko wiekszosc.
Jak dlugo odwlekalyscie rosszerzanie z takich czy innych powodow? Jak przekonywalyscie do jedzenia? Syn jest wylacznie piersiowy, wszedzie czytam zeby nie odkladac rozszerzania za bardzo po 6 miesiacu.