kinga3
31.05.05, 22:37
Uuuuuu! Zapłaczę się chyba!
Dziś zapadła decyzja o ostatecznym zaniechaniu karmienia piersią.
Wiem, problemy miałam już od dawna, mleczka jakby coraz mniej, Antoś leniwie
ciągnął i denerwował się szybko.
Jestem po wizycie u ortopedy- nie mogłam chodzić przez 4 dni, wyłam z bólu.
Wyrok: ostra dieta, więc nie ma sensu karmić synka wodą z cycusia, oraz silne
leki przeciwzapalne, bym jakoś mogła funkcjonować.
Boże, jak mi żal, że to już koniec.
Wiecie, co innego zdecydować o tym samodzielnie, zawsze można odwlec nieco tę
chwilę. Ale to był wyrok, i choćbym nie wiem jak wkurzała się karmiąc
naprężonego Antosia, to jednak wiedziałam, że wina leży pośrodku, a samo
karmienie było zawsze bardzo przyjemne i sprzyjało poczuciu niezwykłej
bliskości.
To niecierpliwe posapywanie, łapczywie otwarte usteczka na sam gest
nachylenia ku piersi, ciepłe, milutkie ciałko pachnące mleczkiem mamy.
Ten jego rozmarzony wyraz twarzy, jak już powoli przysypiał, rozkoszna
strużka mleka spływająca po policzku...
Nie wrócą nigdy...
A wczoraj otworzyłam herbatkę mlekopędną Hippa.... Uuuuuu!
No i zostało to straszne poczucie winy, tlące się między innymi myślami, że
to moja wina, co ze mnie za matka ( to we mnie siedzi od szpitalnych spotkań
z "oprawczynią laktacyjną", która po cesarce, gdzie synka nie kazano mi
karmić przez ponad 24 godziny, bo niby nie potrzebuje, mówiła, że "ona tu
widzi spragnionego, noworodka z silną potrzebą ssania i matkę, która nie chce
karmić")
Pozdawiam wszystkie mamy, które przeszły już to, co się stanie i moim
udziałem, po 14 tygodniach od najszczęśliwszej chwili w moim życiu!