Dodaj do ulubionych

Pierwsze dziecko zmienia wszystko.

28.10.05, 20:34
"Pierwsze dziecko zmienia wszystko" - taki tytuł nosi ksiązka Gertrud Teusen,
która moim zdaniem powinna stac na półce każdej młodej matki, obok świętej
ksiazki o pielęgnacji niemowlęcia. Jest to jedyna, z jaką się zetknełam,
traktująca dziecko marginesowo i skupiajaca się na matce. Wydana została raz,
ale gdyby było na nią zapotrzebowanie, to moze by ją wydano ponownie,
dlatego - jesli komuś spodobają sie fragmenty które zamierzam wkleic ponizej,
niech wypełni metryczkę na stronie www.wyczerpane.pl w taki sposób:
tytuł: Pierwsze dziecko zmienia wszystko
wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „SPAR”
autor: Gertrud Teusen
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 1995


Poniżej fragmenty rozdziału pierwszego pt: "Macierzyńswo: szczęscie na
komendę?"

Baby-blues i miłość macierzyńska
Wraz z dzieckiem narodzi się miłość matczyna – tego oczekuje od siebie
większość kobiet w ciąży. Jak przy pierwszej wielkiej miłości, oczekują one
głębokiego spojrzenia i potężnego strzału, fali uczuć trafiających prosto w
serce. To idealne wyobrażenie szczęścia matki nosi w sobie chyba każda
ciężarna, żadna nie wyobraża sobie tego inaczej. Co będzie jednak, gdy
rzeczywistość okaże się inna? Czy miłość macierzyńska naprawdę zakodowana
jest w sposób niezależny?
Obserwuj wątek
    • mika_p Miłość macierzyńska – uczucie na gwizdek ? 28.10.05, 20:35
      Miłość macierzyńska – uczucie na gwizdek ?

      Nie sposób przewidzieć jakich odczuć dozna kobieta przy porodzie. Tak samo
      podczas ciąży nie można przewidzieć jakich odczuć dozna kobieta po porodzie.
      Żadna kobieta nie przyzna bez ogródek, że w jej przypadku miłość macierzyńska
      nie zaskoczyła ad hoc. Większość przerażona jest własną „oziębłością”
      i „egoizmem”odczuwanym podczas i po porodzie. Przy tym jest to całkowicie
      naturalne i normalne, tyle, że nasz umysł po prostu myśli inaczej.
      Zwykle wygląda to następująco: wydanie na świat dziecka było żmudne i bolesne,
      kobieta jest zmęczona i wyczerpana. Po długotrwałych okresach lęku i zwątpienia
      po prostu nie jest w stanie w ciągu sekundy przestawić się tak, by odczuwać
      miłość. W przypadku dojmującego bólu człowiek automatycznie koncentruje się na
      samym sobie. Nie inaczej przy rodzeniu dziecka, tyle że ma się świadomość, że
      kiedyś musi się to wreszcie skończyć. Myśli wędrują oczywiście od czasu do
      czasu ku dziecku, jednak generalnie kobieta zajęta jest sama sobą: Czy długo
      jeszcze wytrzymam? Dlaczego nie jestem w stanie opanować bólu? Po porodzie
      pierwszym uczuciem kobiety jest ulga – ból nareszcie się skończył. I
      natychmiast ma o to do siebie pretensję: Dlaczego w takiej chwili myślę tylko o
      sobie? Dlaczego tak mało interesuje mnie ten popiskujący kłębuszek, który
      wydałam na świat? Dlaczego nie odczuwam wszechogarniającej miłości, a jedynie
      ulgę?
      Psychologowie dawno już stwierdzili, że ucieczka myślami, obojętność i
      wewnętrzna pustka pojawiające się po porodzie to tak samo normalna reakcja, jak
      opiewana sagami miłość matczyna. Gdy tylko pojawia się dziecko, kobieta zdaje
      sobie sprawę: nic nie będzie tak jak dotychczas. Mam dziecko – samodzielną
      osobowość, która wiele wymaga i jedynie mało odwzajemnia.
      I to jest zasadnicza kwestia: miłość to dawanie i branie. Ale w pierwszych
      tygodniach spędzonych z dzieckiem to wyłącznie matka jest stroną dającą.
      Dziecko niejako automatycznie wymaga pożywienia, pielęgnacji, ciepła i opieki.
      Ma do tego prawo. Matki czują się jednak – najczęściej podświadomie – oszukane.
      Dają wiele, nie otrzymując nic w zamian. Powstaje pustka. Dopiero, gdy dziecko
      po kilku tygodniach zaczyna być bardziej ruchliwe i jest w stanie przekazywać
      jakieś znaki, matki dostają „coś w zamian” i na tej pożywce może urosnąć
      miłość. Przy okazji każdego innego związku w naszym życiu uczyłyśmy się
      cierpliwości, jedynie jeśli chodzi o miłość do naszego dziecka jesteśmy
      niecierpliwe.
      Niektóre Czytelniczki zaczną się zastanawiać, czemu na temat negatywnych uczuć
      występujących po porodzie tak mało się mówi i pisze. Jest to ponownie mit, czy
      może lepiej by było użyć słowa etos matki, za sprawą którego uczucia po
      porodzie ulegają stylizacji. Dawniej duchowe rozterki nie wykształcały się w
      tej formie. Rodzenie dzieci było dawniej oczywistością. Akt ten nie był
      planowany, w związku z czym kobiety nie mogły sobie pozwolić na brak entuzjazmu
      czy wyrażanie braku zachwytu. Obecnie jest zupełnie inaczej: większość dzieci
      jest planowanych, niekiedy z długim wyprzedzeniem. A to co się planuje, to
      czego się pożąda, trzeba też kochać i to natychmiast. W ten sposób dochodzi do
      wewnętrznego konfliktu – rozdarcia uczuciowego, na które cierpi tak wiele matek
      krótko po porodzie. Miłość macierzyńska nie jest szczęściem na komendę, ani
      uczuciem „na gwizdek”. Miłość potrzebuje czasu by się pojawić i rozwinąć.
      Niekiedy czas ten jest krótki, niekiedy trwa to dość długo. Brak tu
      jakiejkolwiek reguły.
      • amagdacz Re: Miłość macierzyńska – uczucie na gwizde 30.07.07, 23:02
        Do tej pory sama przed sobą starałam się nie myślec i niby czytałam już
        wcześniej ze tak moze byc ale sama siebie pytałam czy napewno jestem dobrą
        mama.Bo moje pierwsze uczucie po porodzie była to właśnie ulga zę wreszcie
        przestało bolec.w trakcie porodu połozna pytała czy chce pogłaskac główke
        dziecka bo juz wystaje a mnie to w ogóle nie interesowalo chciałam tylko zeby
        wreszcie przestało bolec.Kiedy trzymałam moją córeczke w ramionach czułam
        najpierw zdumienie że ona jest juz ze mną i dalej tą przemożna ulge ze już nie
        boli.Mąż jak mu o tym powiedziałam powiedział patrzac na córke no ale warto było
        prawda?a ja pomyslałam sobie dobrze Ci mówic bo to nie Ciebie bolało.Kiedy
        odwieżli nas do pokoju córeczke zabrali na badania a ja mogłam pospac.drzemałam
        a jednocześnie przez głowe przechodziły mi mysli co by było jakby mi jej już nie
        przywieżli?i sama wtedy nie wiedziałam czy by mnie to obeszło, jeszcze nie
        zdązyłam się przyzwyczaic do mysli że ona jest z nami.A z drugiej strony
        zastanawiałam się czemu jej jeszcze nie ma , czemu te badania trwają tak długo
        czy moze coś nie tak.ale byłam zbyt zmęczona zeby zadzwonic i się zapytac.Miłosc
        do mojej córeczki poczułam pierwszej nocy po porodzie.Przywieżli mi ją na
        karmienie, zobaczyłam duze ciemne oczka wpatrujące się we mnie i poczułam!wtedy
        wlasnie poczułam tak wielką, tak wszeogarniającą miłośc że az mnie zabolao i
        boli do dzisiaj .wtedy poczułam że jakby jej się coś stało to razem z nią
        umarłaby jakaś cząstka mnie.Wtedy poczułam że naprawde mozna kochac kogos do
        bólu.Pierwszy raz pisze o tym tak szczerze.Mąz troche dziwnie patrzyła jak mu
        powiedziałam że nie pokochałam od razu naszej córeczki, ona pokochał ja od
        pierwszego spojrzenia oczywiscie.Cóż jego nic nie bolało.Przeczytam mu fragment
        tej ksiązki.A WAS DROGIE MAMY POZDRAWIAM SERDECZNIE!!!
    • mika_p Baby-blues – chaos hormonalny 28.10.05, 20:36
      Baby-blues – chaos hormonalny

      Prawie każda kobieta w okresie połogowym (trwającym do ośmiu tygodni po
      porodzie) walczyć musi z krytycznymi dniami. W amerykańskiej literaturze
      fachowej owa psychiczna i hormonalna depresja młodych matek zwie się „baby-
      blues”. Zjawisko to pojawia się u około 80 procent matek w drugim lub trzecim
      dniu po rozwiązaniu. Jest to nagłe poczucie smutku – kobiety w tym okresie dużo
      płaczą i są skrajnie wrażliwe. Melancholia połogowa wynika głównie z dwóch
      przyczyn: z jednej strony następuje załamanie dotychczasowej równowagi
      hormonalnej, z drugiej zaś psychika zaczyna przystosowywać się do nowych
      okoliczności.
      Medyczna strona tego zagadnienia jest jasno określona: przez dziewięć miesięcy
      progesterony i estrogeny kontrolują organizm programując go na ciążę. Do tego
      dochodzą endorfiny – organiczne „środki przeciwbólowe” wydzielane w dużej
      ilości podczas porodu. I nagle wszystkie te substancje stają się zbędne –
      równowaga hormonalna z trybu „ciąża” przestawia się na pozycję „norma”.
      Jednocześnie wydzielane są większe ilości innego hormonu – prolaktyny,
      pobudzającego produkcję mleka. Zmiana dotychczasowej równowagi hormonalnej nie
      jest procesem wolnym czy stopniowym. Można ją raczej porównać do wybuchu
      wulkanu. Nic zatem dziwnego, że w takich okolicznościach również uczucia
      wymykają się spod kontroli.
      Psychiczny aspekt zjawiska zwanego „baby-blues” jest dużo bardziej
      skomplikowany. Kobiety dręczone są w tym okresie wszelkimi możliwymi lękami i
      troskami. Niepokoi je niedostatek miłości do nowonarodzonej istoty, lękają się
      o przyszłość, mogą odczuwać upokorzenie z powodu konieczności rozcięcia krocza
      czy dokonania cesarskiego cięcia, trapią się stłumionymi konfliktami czy
      problemami małżeńskimi. Mówiąc całkiem banalnie, jest to żegnanie się z
      dotychczasowym życiem, bolesna świadomość nieuchronności radykalnych zmian.
      W większości przypadków baby-blues trwa od dwu do trzech dni. Później równowaga
      hormonalna ulega stabilizacji, a i dusza się uspokaja.
    • mika_p Depresja poporodowa 28.10.05, 20:37
      Depresja poporodowa

      U prawie wszystkich kobiet, zostających po raz pierwszy w życiu matkami odbywa
      się to podobnie: najpierw muszą zaprzyjaźnić się ze swą nową rolą, pożegnać się
      ze starym życiem i wykrzesać odwagę na nowy początek. Jakkolwiek proces
      stawania się matką dla wielu kobiet jest bolesny, to po pewnym czasie są w
      stanie samodzielnie się z tym uporać. Niektórym kobietom przemiana ta
      przychodzi łatwiej, inne mają z nią poważne problemy. Niektóre wpadają nawet w
      głęboką czarną dziurę i wydaje się, że same nie są w stanie się z niej uwolnić.
      Osoba, jaką były przed urodzeniem dziecka, zniknęła. Stara tożsamość nie
      istnieje, a poszukiwanie nowej spala na panewce. Zresztą jak może się to udać,
      skoro kobieta jest w tym czasie stale przeciążona, a nieustanny deficyt snu nie
      pozwala zebrać myśli? W duszy zaczynają panoszyć się depresyjne nastroje.
      Jest to tak zwany zespół depresji poporodowej. W kilka tygodni czy nawet
      miesięcy po rozwiązaniu mogą pojawić się następujące objawy:
      zaburzenia snu i koszmary nocne
      silne napięcia mięśniowe sięgające aż do usztywnienia pewnych części ciała
      obronna postawa przed karmieniem piersią lub odczuwanie przy karmieniu
      wyłącznie uciążliwego obowiązku
      odraza przed fizycznym kontaktem z dzieckiem
      lęk przed własnym dzieckiem
      napady paniki
      poważne zaburzenia w poczuciu własnej wartości
      niechęć do kontaktów seksualnych

      Depresje tego rodzaju rzadko kiedy występują bezpośrednio po porodzie. Zwykle
      pojawiają się kilka tygodni później i niekiedy lekarze nie są w stanie dokonać
      właściwego rozpoznania, tzn. powiązać depresji z przebytym przed tygodniami lub
      miesiącami porodem. Kobiety w tym stanie potrzebują szczerych rozmów,
      zrozumienia, a niekiedy również poddania się terapii. Natomiast na pewno nie
      potrzebują powierzchownych rad, współczucia i leków przeciwdepresyjnych czy
      innych farmaceutyków.
    • mika_p Przełamać kryzys – zachowując spokój! 28.10.05, 20:38
      Przełamać kryzys – zachowując spokój!


      Kobiety popadające po urodzeniu pierwszego dziecka w kryzys psychiczny
      potrzebują pomocy. Z jednej strony chodzi o możliwość zrzucenia psychicznego
      balastu, z drugiej zaś o całkiem prozaiczne wsparcie w opiece nad dzieckiem.
      Dla większości kryzys zaczyna się w chwili, gdy są same w domu i nie mogą
      liczyć na żadną pomoc w opiece nad nim. Pierwszym środkiem zaradczym jest
      świadome wypracowanie odrobiny czasu dla siebie. Czasu i przestrzeni, gdyż
      chodzi nie tylko o chwilę spokoju, ale i o możliwość pewnego zdystansowania się
      od stałej obecności dziecka. Młody ojciec zyskuje to dzięki pracy zawodowej –
      młoda matka powinna również mieć prawo do chwili oddechu.
      Niektórzy eksperci porównują urodzenie dziecka z traumatycznymi przeżyciami
      mężczyzn, którzy byli na wojnie. W obu przypadkach występuje potrzeba uporania
      się z przeżytym, przez stałe mówienie o swych doświadczeniach. Jest jednak
      pewna różnica: kobiety rzadko kiedy odważają się mówić o swych doświadczeniach,
      gdyż najczęściej są one odmienne od mitologizowanych przeżyć, jakie powinny
      występować u „matki jak z obrazka”.
      Tymczasem właśnie szczere wygadanie się jest najlepszą możliwością wyzwolenia
      się od poporodowej depresji. Uporządkowanie własnej psychiki wymaga czasu.
      Niełatwo ten czas znaleźć, jednak jeśli chce się wyłamać z diabelskiego koła
      negatywnych uczuć, trzeba to koniecznie zrobić!
      • sylwiaban Re: Przełamać kryzys – zachowując spokój! 28.10.05, 22:22
        Super że to napisałaś. Jeśli możesz proszę o więcej. Pomogło mi to że chociaż
        sobie poczytam. Dziękuję bardzo. Pozdrawiam
    • agusiaa1_mama_ignasia Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 28.10.05, 22:38
      Jestem już 3 miesiące po porodzie i teraz z perspektywy mogę powiedzieć, że
      wszystko wygląda dokładnie tak jak piszą w tej książce.
      Dziękuję za te fragmenty.
    • bluebebe Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 29.10.05, 09:22
      pierwsze dni po porodzie i słowa koleżanek: "i co, jak się czujesz? a dzidziuś?
      ogromna miłość prawda?". A ja..? czułam, że życie mi się skończyło.
      Przepraszam, ale tak właśnie czułam. Babyblues trwał u mnie nie 2-3 dni, ale
      ciężka depresja z wielogodzinnym płaczem codziennie. Trwa do dzisiaj, ale już
      co raz żadziej.
      dzięki za te fragmenty.
      • keti3 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 28.11.08, 14:08
        mam to samo...nie potrafie pozegnac sie ze starym zycie, o
        beznadzieje obecnego obwiniam coreczke, nei mam pomocy, wlasciwie
        zostalam z mala sama...jedyna odskocznia jest moja praca, ale
        neichetnei wracam do domu..przestalam sie kochac z mezem, czuje
        wstret do wszelkich kontaktow. z osoby pelnej zainteresowan,
        rozesmianej, towarzyskiej i pelnej energii temperamentej dziewczyny
        stalam sie oziebla i zgorzkniala stara baba z dzieckiem...Tak sie
        czuje. Wszelkei proby zmiany tej sytuacji palily an panewce, byly
        chwilowe i nei przynosily dlugotrwalego efektu wpostaci poczucia
        spokoju i szczescia. Zazdroszcze kolezankom, ktore sa "wolne" i maja
        czas dla siebie...nie doroslam do tej roli, wktorej powinnam sie juz
        chyba dawno odnalezc. Nie mam znikad pomocy. Dziecko moje wszystkich
        zachwyca..ale widza je przez moment. dziwia mi sie ciocie, babcie i
        kolezanki ze narzekam...Ciagle slysze: trudno sobei teraz wyobrazic,
        gdyby neui bylo malutkiej?Prawda?
        Przuytakuje, ale wglebi duszy pamietam jak bylo zanim amla sie
        pojawila...pamietam az za dobrze. Za chwile karce sie za takie
        mysli, boje sie, ze przyznaneim sie do tego, ze tesknei za swoim
        zyciem sprzed dziecka wyrzadzam jej jakas krzywde, ze sprowadze na
        nia jakies nieszczescie, ze zycie mnei ukara za takie myslenie i
        wpadam w panike. Na to najkladaja sie wyrzuty sumeinia gdy na nia
        krzycze, bo nei mam sil po calym dniu pracy nosic jej non stop na
        rekach, i gdy mala kaprysi a nic jej sie nei dzieje to krzycze na
        nia... Błedne koło. Zycie odczuwam jako kompletna tragicznie
        beznadziejna monotonna i nudna pustynie. Bez sensu i bez pomocy...Z
        drugiej strony zazdroszcze tym mamom, ktore spelniaja sie w swojej
        roli, potrafia czerpac radosc z dni, tygodni i miesiecy ktore
        spedzaja ze swoimi dziecmi. ja tego nei potrafie... wiem, ze gdyby
        TO przyszlo, to poprostu bedzie mi dobrze...Nudza mnei zabawy, ktore
        czuje, ze musze malej wymyslac, irytuja mnei klamoty porozrzucane po
        calym domu, perspektywa wakacji z dzieckiem...Moje marzenai oddalaja
        sie ode mnie, nie umei ich zmienic..nei umei zmienic nastawienia do
        swojego zycia, nei umie zrobic tego sama, nei umei znalezc wnim
        tego, co daloby mi szczescie..wiem, ze mała Natalia jest tym
        szczesciem, ale dlaczego ja tego nie czuje?...czy tak jzu bedzie
        zawsze?
    • pimpek_sadelko Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 29.10.05, 10:04
      to ksiazka o mnie...
      mozna ja gdzies kupic?
      • mika_p Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 29.10.05, 12:08
        Przedwczoraj byla na allegro i poszła za 3 złote, nawet mniej. Ja ją kupiłam w
        1997 w ksiegarni typu tania ksiazka, a wiesz, ze tam trafiaja niesprzedane
        odrzuty.
    • saskiaplus1 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 29.10.05, 10:19
      Kurczę, to ja jednak szczęściara jestem...
    • asia06 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 29.10.05, 17:32
      Hmm... To ja nie mialam zadnych z tych objawow. I zycie tez w zasadzie mi sie
      nie zmienilo. Wiecej obowiazkow, ale i te dzielimy z mezem, wiec nie za bardzo
      odczuwam jakis dyskomfort. Jezdzilam z dzidzia wszedzie, zycie towarzyskie
      dalej prowadze, a dziecko, jak chce spac, spi wtedy w pokoju obok na
      czymkolwiek, co sie do tego nadaje. Tylko przez pierwszy tydzien bylam nie do
      zycia, ale to nie przez dzidzie, ale przez szwy, ktore ciagnely.
      Pozdrawiam wszystkie dziewczyny i zycze duzo sil.
      • ezrapound Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 30.10.05, 07:49
        No cóż, zawsze trafią się bohaterki, które ze zdumieniem będą spoglądać na te
        nieudacznice, które nie pasują stuprocentowo do modelu szczęśliwej matki
        polki... ciekawe dlaczego niektóre kobiety za wszelką cenę pragną czuć się
        lepsze od innych kobiet?
        Dzięki za fragmenty książki, która podważa niebezpieczną mitologię - ja jestem
        za wznowieniem i zaraz wypełnię ten formularz, który podlinkowałaś.
      • bemm1 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 07.02.08, 14:38
        Hej
        Zapewne masz to szczescie, ze dzidzia spi spokojnie, mozna ja ze
        soba zabrac...Obecnie mam dwoch synow - pierwszy - tak mi sie
        ukladalo jak tobie - towarzysko, podroze, przespane noce od samego
        poczatku... dlugie drzemki w dzien... Zapragnelam drugiego -
        przeciez to nic trudnego! jest super! drugi synek okazal sie byc
        kompletnie inny - pobudki w nocy, niecierpliwy - nie mozna nigdzie
        pojsc bo nie chce spokojnie sobie siedziec... itd itd.. Jestem
        zmeczona - siedze w domu z bablami - teraz mnie juz wkurza ze nawet
        spokojnie filmu nie moge obejrzec... A probuje sie tak organizowac,
        zebym miala tez chwile dla siebie... Maz jak najbardziej
        pomaga...Ale nie rozumie ile tez mnie kosztuje to cierpliwosci i
        sily... bo jestem matka - nie moge byc zla bo placze i daje w
        kosc..itd itd Ale nie chce tu narzekac - wspolczuje tym co nie moga
        doswiadczyc tych uczuc - choc negatywne - ale zostana wkrotce
        wynagrodzone - slowem amma, przytuleniem.. a ile kobiet tak chce a
        nie moze... co do ksiazki - super - powinno sie skupic tez na matce -
        odrobina egoizmu nie zaszkodzi....
    • vibe-b Mika 29.10.05, 22:09
      mika_p napisała:

      > "Pierwsze dziecko zmienia wszystko" - taki tytuł nosi ksiązka Gertrud Teusen,
      > która moim zdaniem powinna stac na półce każdej młodej matki, obok świętej
      > ksiazki o pielęgnacji niemowlęcia. Jest to jedyna, z jaką się zetknełam,
      > traktująca dziecko marginesowo i skupiajaca się na matce. Wydana została raz,
      > ale gdyby było na nią zapotrzebowanie, to moze by ją wydano ponownie,
      > dlatego - jesli komuś spodobają sie fragmenty które zamierzam wkleic ponizej,
      > niech wypełni metryczkę na stronie www.wyczerpane.pl w taki sposób:
      > tytuł: Pierwsze dziecko zmienia wszystko
      > wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „SPAR”
      > autor: Gertrud Teusen
      > miejsce wydania: Warszawa
      > rok wydania: 1995

      Mika p:
      Wielkie zapytanie z prosba: czy orientujesz sie, czy masz jakakolwiek wiedze ,
      czy ta pozycja zostala wydana np.w jezyku angielskim? Jesli tak, to jak brzmi
      tytul oryginalu? Albo w jakich ewentualnie innych jezykach zostala wydana?
      Widze, ze moglabym zrobic wielki uzytek z tej ksiazki, ale niestety nie w
      jezyku polskim...
      Napisz prosze, co wiesz.
      • mika_p Re: Mika 29.10.05, 23:34
        Vibe, moge ci tylko napisac, co jest na ksiażce.

        Tytuł oryginału: "Das erste Kind verändert alles" i jeszcze info o prawach
        autorskich: © Falken Verlag GmbH
        Wygląda to na niemiecki, a to jest język absolutnie mi obcy więc
        niemieckojęzyczne google nic mi nie powie. W polskim prawie jej nie ma.
        • vibe-b Re: Mika 29.10.05, 23:42
          mika_p napisała:

          > Vibe, moge ci tylko napisac, co jest na ksiażce.
          >
          > Tytuł oryginału: "Das erste Kind verändert alles" i jeszcze info o prawach
          > autorskich: © Falken Verlag GmbH
          > Wygląda to na niemiecki, a to jest język absolutnie mi obcy więc
          > niemieckojęzyczne google nic mi nie powie. W polskim prawie jej nie ma.


          Klops sad
          dla mnie niemiecki tez chinszczyzna, mialam nadzieje na angielski jednak sad
          dzieki jednak za "lukniecie"
    • mika_p Pierwsze dziecko zmienia wszystko gwiazdom 06.11.05, 13:04
      Na eMamie trafiłam na link do tego wywiadu:
      gala.onet.pl/0,1256293,1,wywiady.html
      Joanna Dark i Marek Dutkiewicz rozmawiają z redaktorką o pierwszych miesiacach
      z synem i o tym, jak różne to bylo od ich wyobrażeń.
    • mika_p Z dłonią na kołysce 19.01.06, 19:33
      Wszystkie kobiety mające dzieci doświadczyły tego: w którymś momencie pojawia
      się uczucie, że nie są w stanie sprostać olbrzymim wymaganiom, oraz lęk, że
      zawiodą jako matki bądź okażą się niedostatecznie dobre. Wiele młodych matek
      poszukuje przyczyn owego chaosu uczuciowego w sobie samych. Jednak to
      społeczeństwo obdarza nas tymi ambiwalentnymi uczuciami. Z jednej strony
      gloryfikuje się rolę matki (symbolicznie uwypukla to zdanie amerykańskiego
      psychologa G.S.Halla: „W dłoni na krawędzi kołyski spoczywa więcej
      odpowiedzialności niż w dłoni prezydenta”wink, z drugiej strony matki nie mogą
      uzyskać nawet ułamka społecznego uznania za swe dokonania. Wręcz przeciwnie:to,
      że jest się dobrą matką jest oczywistym założeniem.
      Właściwie nie ma w tym nic oczywistego, gdyż stanie się matką jest wynikiem
      procesu przemiany, wspieranego wprawdzie rozmaitymi hormonami, jednak to
      wyłącznie kobieta jest siłą napędową tego procesu. Jest to proces bolesny, ale
      nieunikniony. Pocieszające, że właściwie każdej kobiecie się to udaje,
      przemilcza się jednak ile każdą z osobna to kosztuje. Dla społeczeństwa liczy
      się najczęściej tylko efekt końcowy.

    • mika_p Walka z mitem matki 19.01.06, 19:34
      Gdy już dziecko się urodzi, nic nie pozostanie takie jak dawniej. I rzadko
      kiedy będzie tak, jak to sobie wymarzyłyśmy. Dzieci otwierają nowy etap życia i
      zmieniają nasz sposób postrzegania rzeczywistości tak, jakby trzymały przed
      nami wielkie lustro. Widzimy w nim siebie samych, nasze dotychczasowe życie,
      nasze dzieciństwo, nasze marzenia i złudzenia. Jednak czas igrania z własnymi
      myślami minął, trzeba działać, przy okazji wdrażając zmianę głębszą niż
      wszystkie dotychczasowe. Zaczyna się bardzo prosto: z dnia na dzień pojawia się
      troje całkowicie nowych ludzi: dziecko, matka i ojciec. Tych troje najpierw
      musi się ze sobą zapoznać. I jak to z nowymi znajomościami bywa, na początku
      zawsze pojawiają się tarcia. Dziecko – wbrew uporczywym pogłoskom – nie jest
      stałym źródłem radości i szczęścia. W o wiele większym stopniu jest to mała
      istota o wielkich wymaganiach. Dużo płacze i mało śpi, wymaga od nas stałego
      dawania i (na razie) w niewielkim jedynie stopniu się odwzajemnia.
      Nic nie odpowiada naszym wyobrażeniom, pomimo to byłoby dużo łatwiej, gdyby nie
      własne udręki psychiczne. Kobiety ciężko przeżywają tę przemianę, gdyż muszą
      być nie tylko matkami, ale w dodatku dobrymi matkami. Wprawdzie nikt nie wie
      dokładnie co to oznacza, jednak kobieta znajdująca się akurat w takiej sytuacji
      sądzi na ogół, że takową nie jest. Każdy z nas nosi w sobie wyidealizowany
      obrazek przedstawiający „dobrą matkę” i „dobrego ojca”. Jest to w wysokim
      stopniu zindywidualizowana mieszanina składająca się ze wspomnień z
      dzieciństwa, tęsknot i wyobrażeń. Gdy pojawia się dziecko stwierdza się, że
      wymarzony obraz rozmija się z rzeczywistością aż gwiżdże. Ojcowie dzięki
      uwarunkowanej pracą zawodową nieobecności mogą – przynajmniej na jakiś czas –
      uchylić się od tego konfliktu. Matki jednak konfrontowane są ze
      swą „niedostatecznością” dzień w dzień, godzina po godzinie. Czują się winne,
      gdy dziecko za dużo płacze, gdy pielucha za często jest mokra i gdy wzdęcia są
      bardzo bolesne. I pojawia się trwożne pytanie: Czy w ogóle potrafię być dobrą
      matką, skoro nie tryskam cały czas zachwytem, a coraz częściej jestem nerwowa,
      a nawet agresywna?
      A więc i tu, w ścisły związek pomiędzy matką a dzieckiem, wkrada się
      wszechobecny, dyktowany przez społeczeństwo mit matki. Wymaga od nas, byśmy
      radośnie brały na siebie wszystkie trudy. Stwierdza, że naszą rolą jest
      wyłącznie uszczęśliwianie dziecka. Stwierdza, że to my, matki, ponosimy winę,
      jeśli z dzieckiem coś jest nie w porządku. Do duchowych rozterek młodych matek
      dochodzi całkowicie nowe poczucie odpowiedzialności. Słowo to nigdy nie było
      tak brzemienne w znaczenie, jak w początkowym okresie z dzieckiem. Wiąże
      silniej niż się tego oczekiwało i obciąża bardziej niż by się chciało. Dawniej
      wszystko trzymało się w garści, a dziś wszystko się zmieniło. Odpowiedzialność
      ciąży tak bardzo, ponieważ stale ma się też uczucie, że się jej nie podoła.
      Dziecko dyktuje przebieg dnia: nie rozróżnia jeszcze dnia od nocy i nie ma
      żadnych względów ani litości, gdy pielucha jest pełna albo gdy odczuje głód.
      Nie można uspokoić go żadnymi rozsądnymi argumentami, gdyż jeszcze nie rozumie
      naszego języka. W jaki sposób porozumieć się z tą obcą istotą? Jak zrobić, by
      wszystko było dobrze, skoro nie ma żadnej jasnej „instrukcji obsługi”?
      Czarodziejskie słowo brzmi: instynkt, ale szczerze mówiąc niewiele to pomaga,
      gdy zawala się otaczający nas świat. Czynnikiem, który wszystko rozwiąże, jest
      czas, jednak czekanie przychodzi tak trudno. Przemęczonym, załamującym się pod
      ciężarem macierzyństwa matkom może pomóc następujące podejście: trzeba na
      chwilę usiąść i wyklarować sobie samej: nie ty wyłącznie odpowiadasz za
      szczęście swego dziecka. Błądzisz, sądząc, że jesteś w stanie przez 24 godziny
      na dobę odpowiadać na wszystkie sygnały wysyłane przez dziecko. Nikt nie jest w
      stanie samotnie sprostać wszystkim wymaganiom małego dziecka. Dążenie do tego
      rodzi niepotrzebną frustrację. Wyczuwając to, dziecko staje się jeszcze
      bardziej niespokojne, co potęguje frustrację matki i koło się zamyka. Jedynym
      wyjściem jest stan, w którym matka jest zadowolona z siebie i ze swoich
      dokonań, nawet jeśli są one odległe od wypieszczonego i wychuchanego ideału.
    • mika_p Rewolucja zaczyna się od głowy 19.01.06, 19:35
      Jak właściwie wyobrażałaś sobie życie z dzieckiem? Czy było to bardziej
      pławienie się w szczęśliwym macierzyństwie, czy jęczące uginanie się pod
      brzemieniem obowiązków? Czy zrezygnowanie z osobistej swobody i możliwości
      rozwojowych było bardzo trudne? Czy może teraz bycie matką sprawia ci
      przyjemność?
      Odpowiadając szczerze na te pytania stwierdzamy: jest w tym po trochu
      wszystkiego, a mimo to jest całkiem inaczej. Oczywiście – dziecko dużo wymaga,
      aż do wyczerpania, a czasami nawet jeszcze więcej. Karmienie piersią czy
      podawanie buteleczki, czuwanie nad trawieniem, masowanie brzuszka, zmienianie
      pieluch, pranie, prasowanie, gotowanie, uspokajanie dziecka, czuwanie w nocy i
      przysypianie w dzień – wszystko naraz załamuje i głęboko wyczerpuje. Człowiek
      czuje się wyssany do szpiku kości. Jednak dużo ważniejsze są zmiany zachodzące
      w duszy i umyśle. Dziecko przede wszystkim obejmuje w posiadanie. Niszczy to,
      co kiedyś było świętością. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia możemy
      wyrzucić za burtę – to zbędny balast. Dziecko zmienia nasz sposób myślenia i
      działania. Dziecko rekwiruje uczucia tak, że nie jesteśmy w stanie się
      kontrolować. Umożliwia nam przeżywanie niewiarygodnego wręcz ogromu miłości i
      nieprzytomnej furii.
      Mieć dziecko oznacza też: nigdy więcej samotnej chwili. Przynależy ono do matki
      fizycznie – tak jak ręka czy noga. Gdy matka się oddala, zabiera ze sobą
      dziecko w myślach.
      A propos myśli: również one przestają być wyłączną własnością matki. Przed
      chwilą jeszcze spokojnie śpiące dziecko bez pudła wyczuwa, kiedy matka z
      rozkoszą zamierza zanurzyć się w wannie. Specjalnym zmysłem postrzega, gdy
      matka podając butelkę oddala się od niego zatapiając się we własnych myślach i
      głośnym wrzaskiem przywraca ją do rzeczywistości. Na skutek tego matka w coraz
      większym stopniu wyzbywa się włąsnego życia, podporządkowując je woli dziecka.
      Efektem tego są przerwane rozmowy telefoniczne, nie dokończone listy, zlew
      pełen brudnych garów, zimny obiad i złe sumienie.
      Podręczniki managerów definiują stres jako batalię różnych wymagań w tym samym
      czasie. Dla wszystkich młodych matek czas jest artykułem deficytowym. Wprawdzie
      zmieniają one swe życie pod kątem nowych priorytetów, mimo to potrzebowałyby
      sześciu rąk i co najmniej dwu głów, by się ze wszystkim uporać. Właściwie
      powinno to wypełniać ich życie, jednak paradoksalnie pojawia się poczucie, że w
      czasie spędzonym z dzieckiem zbyt mało się dzieje. Nagle brakuje miary dla
      wykonanej pracy, nie mówiąc już o jakiejś zapłacie czy rekompensacie za
      wszystkie starania.
      Czy to ma być szczęście macierzyństwa? Tak, gdyż jeśli zaczniemy obcować z
      naszym dzieckiem nie traktując go jak intruza, odczujemy nagle miłość, czułość
      i dobroczynne poczucie odpowiedzialności. I zanim to sobie dobrze uświadomimy,
      nowy, wspaniały świat już nas chwycił i wciągnął.
      • kosolka1 Link do Allegro 23.03.09, 14:17
        aukcja.onet.pl/show_item.php?item=582381002
    • mika_p Pewna siebie matka - zadowolone dzieci 19.01.06, 19:36
      Wszyscy chą widzieć wokół zadowolone i szczęśliwe młode matki, jednak wydaje
      się jednocześnie, że nikogo nie interesuje, jakie jest naprawdę życie z małym
      dzieckiem – mianowicie żmudne, wyczerpujące i pełne wyrzeczeń. Czemu jednak
      nikt nie odważa się powiedzieć jak jest naprawdę? Dawne, pewne siebie kobiety
      robiące karierę, po cichutku zamieniają się w milczące kury domowe. Czy polega
      to na braku poczucia własnej wartości? W rzeczy samej, większość kobiet w
      początkowym okresie spędzonym z dzieckiem znajduje się w swego rodzaju próżni.
      Życie zawodowe, dające dawniej wiele satysfakcji i poczucia własnej wartości,
      umknęło gdzieś w siną dal, a możliwość czerpania sił z poczucia bycia dobrą
      matką jeszcze nie została odnaleziona. Trzeba też przyznać, że trudno jest
      budować nową świadomość jedynie na fakcie funkcjonowania w charakterze osoby
      żywiącej i opiekującej się dzieckiem. Być może byłoby nam łatwiej, gdyby w
      paradę nie wchodził wciąż przypominany mit matki. A jednak miast się bronić,
      staramy się dostosować.
      Nowa świadomość mogłaby się na przykład narodzić, gdybyśmy my, kobiety,
      nareszcie powiedziały, jak się czujemy. Że odrzucamy wszelki perfekcjonizm,
      decydując się na proces stawania się matkami i bycia matkami. Musimy też uznać,
      że nie jest to proces, którym można sterować. Nie można go też przyspieszyć.
      Musimy odrzucić przeszłość z jej znanymi i pięknymi aspektami, by bez obciążeń
      rozpocząć nowe życie. I musimy wreszcie zaprzestać czepiania się naszych
      wczorajszych marzeń i wyobrażeń, gdyż jedynie wtedy doświadczymy, jaką
      pewnością siebie natchnąć nas może mała istotka.
      • andzia1390 Re: Pewna siebie matka - zadowolone dzieci 24.07.07, 11:39
        Ja jestem w 8 mc. Jest dzień, że się cieszę, jest dzień, że myślę "po co mi to
        było". Ale te drugie na szczęście zdarzają się bardzo żadko, bo to dziecko było
        największym marzeniem mojego życia. WQydaje mi się, że musisz być bardzo
        nieszczęśliwą matką.
        • mniemanologia Re: Pewna siebie matka - zadowolone dzieci 24.07.07, 12:12
          andzia1390 napisała:

          > WQydaje mi się, że musisz być bardzo
          > nieszczęśliwą matką.

          Czy Ty w ogóle wiesz, o czym jest ten wątek?
          smile
          • mama_piotrka07 Re: Pewna siebie matka - zadowolone dzieci 24.07.07, 13:24
            Zgadzam się z Mniemanologią. Oto właśnie chodzi, że dopóki nie urodzisz NIE
            WIESZ o co w tym wątlku chodzi. Bo nie masz szans. I szczerze życzę żeby Twoja
            nauka przebiegała tak szybko jak możliwe i z jak najmniejszą ilością łez. Bo że
            każdej z nas zdażyło się płakać bo nie jest matką idealną to jestem właściwie pewna.
        • asia_i_p Re: Pewna siebie matka - zadowolone dzieci 24.03.09, 15:14
          Andzia, poszperaj po forum, zobaczysz, że Mika jest szczęśliwą matką
          dwójki dzieci.
          Cytuje książkę o zmianach po urodzeniu dziecka i o depresji
          poporodowej - bardzo przydatną dla wielu kobiet. Nie wiem, czy tobie
          ona się przyda, ale nie mów z góry nie.
    • zosia_1 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 20.01.06, 09:16
      Natura dała nam czas - 9 miesięcy,żeby pomysleć nad tym, ze nie będziemu juz
      same ale odpowiedzialne za kogoś jeszcze - za dziecko smile
      U mnie było tak: świadoma tego,ze po porodzie może mnie dopaść baby blues,
      uświadamiałam mojego męża, zeby miał na mnie wtedy oko, zebyrozumiał dlaczego
      tak isę dzieje,zeby był obok przytulił, mówiłam mu o tym po to żeby nie
      tłumaczyć juz jak fakt ten isę wydarzy bo wtedy juz cierpliwości się nie ma
      tylko zal że nikt nie rozumie, mąż słuchał i zakodowywał. kiedy pojechaliśmy do
      szpitala z bólami cieszyłam sie ze niedługo sie zobaczymy z naszym maleństwem
      i zlaowałam troche ze to już koniec cudownego "ciążowania" wink. kiedy zaczeły
      się bolesne skurcze złapałam się na tym, ze nie czekam na dziecko, że mam juz
      dość chce zey się skończył ten okropny ból, na nic wiecej nie było miejsca, na
      zadne inne uczucie - o miłości macierzyńskiej matczynej tez nie było.
      Kiedy Osi złapał pierwszy oddech i rzucili mi go na brzuch, poczułam ulgę... i
      tyle, nie miłość, nie rozczuliłam się... odetchnełam z ulgą, ucieszyłam sie ,ze
      już po wszytskim, za chwilkę zapytałam czy z niuniem w porzadku, ale ta miłosć
      macierzyńska nie uderzała mnie. Cieszyłam się, nawet bardzo, i nie miałam
      wyrzutow sumienia że miłość mna ni etąpneła, bo świadoma byłam że hormony
      buzuja, przez 3 dni w szpitaliu czułam że jestem odpowiedzialna za dziecko,
      którego pragnęłam, napawalam sie jego pieknym widokiem, jego maleńkoscią,
      minami, a miłość....nie nadchodziła ta taka szaleńcza, w dodatku płakałam sama
      nie wiem czemu, a wtedy juz maż wiedział czemu ,wiedział ze to baby blues,
      przytulał, rozumiał. A miłość rodziła sie powoli, teraz jestem oszalała na
      punkcie mojego synka, z pracy wracam prędziutko do niego,rano całuję go mocno,
      mocno kiedy wychodze zarobić na chleb, wracam na skrzydłach do domu i czekam na
      jego uśmiech. kocham , kocham i kocham mojego synula, a najwazniejsze że
      hciałabym jeszzce raz pzreżyc to wszytko ten cudowny okres ciązy, potem ten
      niesamowity ból porodu, ale jest to też prawdziwy cud zycia, który dzieje sie
      an naszych oczach, tęsknię za tym, tym bardziej, jak sobie przypominam, patrzac
      na moje śpiące dziecko to byłam pzrez cały 1-wszy miesiąć taka zmęczoan porodem
      i słaba ze nei pamietam wiele. Baby bluesa po wyjściu ze szpitala już nie
      miałam, z prostej przyczyny, nie miałąm kiedy płakać. Mąz musiał do [racy ja
      sama, zmęczona porodem bez sił zajmowałam sie dzieckiem, i domem, prałam
      sprzatałam, gotowałam obiadki, nie miałam czasu nad zastanawianiem się nad tym
      co isę dzieje, kiedy maż wracał z pracy cieszyłam się wspólnymszczęściem, ze
      mam rodzinę nasza, moją, okupiona bólem duzym (poród jednak boli smile).

      chcę zeby było raz jeszcze tak smile!!!!
    • zuzaleczka Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 20.01.06, 10:07
      książka o mnie,
      o mojej kilkumiesięcznej depresji, zagubieniu, braku instynktu macierzyńskiego -
      tego ostatniego chyba mam zanik do tej pory, choc kocham córcią strasznie
    • mj77 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 20.01.06, 10:36
      Miko, bardzo cenne są teksty, myślę, że niejedna mamusia dopisałaby jeszcze coś od siebie.
      Wiem po sobie, że niektóre sprawy rozumie się dużo później, niż powinno
    • ciapek7 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 10.02.06, 14:54
      a ja myślałam patrząc na bliskie mi mamy dzieci w moim wieku , że to ja tylko
      jestem dotknięta tą przypadłością... te inne mamy zawsze promieniały
      szczęściem , a ja nawet potrafiłam poryczeć się przy obcych ... i te ciągłe
      wyrzuty sumienia : no tak , jestem gorsza od nich, a nawet beznadziejna.
      Miłość we mnie dojrzewa z dnia na dzień, ale na początku była strasznie
      maluteńka, bardzo maluteńka.
      • m_laczynska Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 04.08.08, 12:46
        ciapek7 napisała:

        > a ja myślałam patrząc na bliskie mi mamy dzieci w moim wieku , że to ja tylko
        > jestem dotknięta tą przypadłością... te inne mamy zawsze promieniały
        > szczęściem , a ja nawet potrafiłam poryczeć się przy obcych ... beznadziejna.
        No właśnie bo to nasza fasada, że przy obcych się uśmiechamy i z dumą
        prezentujemy nasze maleństwo, a w środku aż kipi, żeby komuś powiedzieć...
        Dla mnie to też ogromna ambiwalencja uczuć...raz szczęście bez granic, za minutę
        najgłębsze dno...Do tego mój mąż w ogóle nie stanął na wysokości zadania, żeby
        mnie zrozumieć, tylko się dziwił i złościł, że takie piękne zdrowe dziecko a ja
        beczę dzień w dzień. To było jeszcze gorsze. Ja sobie poradziłam bo mam wielu
        znajomych psychologów i codziennie ktoś mnie odwiedzał i w końcu dałam radę
        powiedzieć i wypłakać przy nich swoje.

        >
        • bathilda Hop! 11.10.08, 18:13

    • swietlik111 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 10.02.06, 22:43

      właśnie odkąd urodziłam zastanawiałam się, oboje z mężem o tym myśleliśmy,
      czemu tak mało się mówi o tym jak jest naprawdę, o tym co się czuje przy
      porodzie i tuż po nim, a także o pierwszych miesiącach życia... Dlaczego tak
      mało?

      Będąc w ciąży tak bardzo się cieszyłam, że czekam na dziecko, że życie się
      zmieni. Czułam się odważna, silna. Sam poród wspominam dobrze, jako wielki ból,
      ale taki który ma wielki sens, dlatego można go znieść. W trakcie porodu
      myślałam tylko że muszę poprawnie oddychać, żeby radzić sobie z bólem, to było
      jak zadanie do wykonania. I spisałam się dobrze. Do końca nie wierzyłam, że za
      chwilę zobaczę swoje dziecko, mąż też tak czuł. Gdy je ujrzałam, byłam
      zaskoczona bardzo, oszołomiona. Powiedziałam tylko: "o Boże" wink Potem po szyciu
      kiedy leżałam jeszcze na porodówce mówiłam do męża ze łzami w oczach, mamy
      córeczkę, naprawdę i nie mogłam uwierzyć i byłam szczęśliwa. Potem nie mogłam
      się doczekać, żeby mi ja przywieźli na salę.... Niestety w szpitalu czułam się
      źle, miałam jakąś infekcję i myślałam więcej o sobie niż o zdrowym dziecku...
      Byłam na nie zła, że nie mogę dojść przez nią do siebie, odpocząć... sad W domu
      było to samo... Nawet nie bałam się nieą zajmować, bo sie wcale nie
      przejmowałam, że cos jej zrobię. Czułam niechęć, negowałam jej istnienie. Sama
      czułam się jak dziecko którym trzeba się zająć... To był koszmar. Ale mąż był
      przy mnie i moja mama, która tłumaczyła, że to normalne. Cały pierwszy miesiąc
      tak miałam, płakałam, chciałam uciec, oddać ją komuś...

      Na szczęście to minęło.smile A teraz po 3 miesiącach już przywykłam że Gabi jest z
      nami i bez niej nie wyobrażam sobie życia. Kocham ją ponad wszystko.
      • smellson Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 10.02.06, 23:39
        wspaniały watek, wart 'podbijania'

        mogę jedynie dopisac się do Was, przezyłam to samo-najpierw trudna ciąża, nie mogłam doczekac się córeczki, później dobry poród, kilka dni radosnego oszołomienia i długi okres płaczów, załaman i ciągłych wyrzutów sumienia (ok 8 tyg). Technicznie radziłam sobie bardzo dobrze, psychicznie fatalnie- bałam sie córeczki, bałam się jej płaczu, wyrzucałam sobie od złych matek, przerażała mnie nieuchronnośc zmian w moim zyciu. Teraz Mała ma 4 mce, jest cudownym dzieciaczkiem, jest dobrze ale musze przyznać, że nadal nie czuje się całkowicie odnaleziona w nowej roli i nadal żegnam sie z dawnym życiem...w koncu to rewolucja, prawda? trzymajmy się smile))
        • intuicja77 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 30.06.06, 19:10

          podbijam watek , bo myślę ,ze jest wiele mam które przeżywają podobne
          rozterki.Zbyt mało mówi się o tym ,że nie koniecnie musi być różowo.....
    • lis888 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 03.07.06, 22:42
      Podbijam ten wątek, bo wydaje mi sie, że jest arcyważny. Mieszkam na
      tarchominie w wawie, który jest miastem mlodych matek z niemowlętami i
      malyutkimi dziecmi, i kobiet ciężarnych. Wychodząc z domu widuje w zasadzie
      tylko one, dzielnie idące ze swoimi pociechami, pchające wózki, ciągnące za
      rękę niesforne starszaki, obwieszone zakupami. Ile jest jeszcze takich miast
      kobiet i dzieci w Polsce? Ponoć mamy obecnie boom demograficzny, dzieci rodzi
      sie najwięcej w ostatnim dziesięcioleciu. A gdzie ich mamy, ich problemy
      uczuciowe, zmagania z trudem macierzyństwo, którego nikt ich nie nauczył (tak
      jak mnie, bo jest jedynaczką). Bardzo często sa one barszo samotne: babcie
      daleko, bo pozostały w tych małych miasteczkach, które opuściłysmy w
      poszukiwaniu pracy i lepszego życia, męzowie cały boży dzień w pracy, bo trzeba
      utrzymać nalgle trzy osoby z jednej pensji (a przed tem były dwie pensje na
      dwie osoby - róznica olbrzymia , a do tego najczęsciej dochodzi spłacanie
      kredytu mieszkaniowego). Jesteś sama, bijesz sie z myslami, nie ma go kogo sie
      odezwac, inne mamy najczęścije popisują sie swoimi pociechami (Ty oczywiście
      też), przez co miewasz doły, że gorzej wychowujesz i dbasz o dziecko.
      Próbusjsze zbywac swoje problemy - przy wydatnej pomocy męża - jakos tam
      będzie, nie ja pierwsza, moja teściowa miała troje, pracowała na dwa etaty i
      wszytko bylo cacy itp. Ale one nigdzie nie znikają. Sa zawsze tuz obok nas,
      czają sie i wyłażą w najmniej odpowiednich momentach, jak dziecko przez trzy
      godxiny nie może przestac wreszcie płakać, jak w sklepie baba przy ładzie
      burczy na Ciebie za to, że mały ściąga wszystko z pólki itp. Co masz ochote
      pwtedy zrobic - nawrzeszczec na nich żeby poszli sobie do diabła, prawda? Ale
      najczęsciej wrzeszczysz do dziecka lub dławisz w sobie - ani jedno ani drugie
      nie jest wyjściem. Uważam, że czytanie tez ksiązki przydałoby się juz
      nalekcjach "wychowania do życia w rodzinie", czy jak to sie tam nazywa
      (swądroga, co za absurd, przeciez żyjemy w rodzinie od urodzenia,
      dlaczego "uczymy się" tego dopiero w szkole?). W obecnym społeczeństwie niejako
      odruchowo "narzuca się" kobiecie rolę matki, absolutnie jej do tego nie
      przygotowując, ani jej nie pomagając. I tutaj apel do młodych matek: nic nie
      jest tak frustrujące, kiedy inna młoda matka zamiast opowiedzieć, jak naprawde
      sobie radzi, popisuje się tylko, jaka to ona jest wspaniała, jakie wspaniałe i
      genialne ma dziecko. Inne mamusie (autopsja) właśnie wtedy dołują: Dlaczego ja
      nie jestem taka wspaniała, zogranizowana, dlaczego moje dziecko nie roziwja sie
      tak koncertowo, jest niegrzeczne. To wszystko moja wina... Przestańmy wreszcie
      oszukiwac w ten sposób innych i podbudowywac tak nieładnie własne dobre
      samopoczucie.
      Ależ się rozpisałamsmile Ta książka powinna byc wznowiona i to w olbrzymim
      nakładzie, bo niejdenj mamie by pomogła, a pomgać mamom - to budowac szczęście
      ich dzieci, w końcu całego społeczeństwa za te 20 iles lat...
    • gosika78 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 04.07.06, 10:16
      Baby blues mnie nie dopadł. Dopadają mnie nastroje depresyjne falami... Głównie wtedy, gdy nie mam poczucia kontroli nad sytuacją, co przy mojej córci jest dosyć częste big_grin Dobra pozycja smile Miłość jest, czekam na większą...
      Naprawdę dobry post MIKA
    • azzure1 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 19.07.06, 01:45
      Ja mogę tylko dodać, że te wszystkie odczucia, emocje, nastroje, nie dotyczą
      bynajmniej sytuacji z pierwszym dzieckiem.
    • sabko Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 13.08.06, 12:52
      Nie chcę tu krytykowac mam kt orym takie ksiązki są potrzebne, ani dzielić mamy
      na te lepsze i gorsze wydaje mi się jednak, że dzisiejszy świat ,pełen takich
      właśnie książek i poradnikó na każdy temat, sprawia, że to co od wieków jest
      rzeczą najnormalniejszą na całym świacie staje się czymś wymagających
      specjalnego przygotowania i porad.
      Przecież bycie mamą nie jest jakąś nowością wynalezioną w XXI w. . Kobiety
      rodziły i zajmowały się dziecmi w czasach o wiele trudniejszych niż nasze i
      radziły sobie z tym śwaitnie. Niestety my chyba utraciłyśmy swój naturalny
      instynkt a za świętość uważmy to co ktoś inny napisał bądź powiedział.
      To przykre.
      Ja osobiście też przeżywałałam różne okresy, czasem jest wspaniale a czasem, mam
      wszystkiego dość ale aby wiedzieć, że to rzecz normalna nie potrzebuję przecież
      książek. Wiadomo,że zmęczenie i stres robi swoje.
      Wiem tez że będąc mamą nie robię nic czego nie robiły miliony kobiet przede mną
      i nie zrobi jeszcze więcej po mnie.
      • itwrobel Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 13.08.06, 21:16
        jasne, że macierzyństwa nie wymyślono w XX wieku, ale ostatnie dziesięciolecia
        są wyjątkowo trudne dla matek ze względu na pozrywane więzi społeczne. Kiedyś
        rodziny, domy były wielopokoleniowe - w jednym domu mieszkały matki, babcie,
        ciotki, siostry itd., a i stosunki sąsiedzkie były dużo bliższe - było to
        ogromne wsparcie dla kobiety. W tej chwili najczęściej jest tak, że matka
        kobiety jest 300 km dalej, mąż w pracy a Ty siedzisz z tą nowonarodzoną istotą i
        wszystkimi swoimi myślami, bólem i rozterkami SAMA. Ja miałam to szczęście, że
        mąż 5 tygodni po porodzie był ze mną non-stop (nie pracował), a potem jak wrócił
        do pracy to wyprowadziłam się do rodziców i dzięki temu przeżyłam w dobrym
        stanie psychicznym pierwsze 6-7 tygodni. Panicznie bałam się zostać sama z
        dzieckiem w domu.
        A co do miłości to rzeczywiście tuż po porodzie jest ulga i niedowierzanie
        raczej niż kochanie, ale ja pokochałam moje maleństwo już pierwszej nocy po
        porodzie, kiedy mój synek leżał obok mnie na szpitalnym łóżku i ssał pierś. Nie
        spałam w ogóle 2 doby po porodzie bo nie mogłam oderwać od niego wzroku. Dlatego
        uważam że wielkim błędem jest oddzielanie dziecka od matki tuż po porodzie i
        "przechowywanie" go na oddziale noworodkowym.
      • jdylag75 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 14.08.06, 08:50
        Dawniej kobiety nie potrzebowały takich książek bo nie musiały się martwić 16
        -tygodniowym urlopem macierzyńskim, problemami ze znalezieniem i utrzymaniem
        pracy ani ubezpieczeniem emerytalnym. Nie potrzebowały takich poradników bo nie
        umiały czytać, a te które umiały to miały mamki i służbę do dzieci. Z nikim się
        nie musiały licytować kto jest lepszą matką bo nie daje Danonków. A teraz jak
        ktoś potrzebuje może sobie poczytać Pierwsze dziecko zmienia wszystko, żeby sie
        upewnić, że zmienne nastroje i zmęczenie to rzecz normalna.
        • bemm1 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 07.02.08, 14:46
          racja!!!!!!!!!
        • kasia79a Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 01.06.08, 20:33
          up
          oj prawda...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka