naatka
10.04.06, 14:01
Ponieważ, to moje pierwsze dziecko i w dodatku jedyna pociecha całej dorosłej
rodziny- to wszycy udzielają mi "zbawiennych" rad. No i wszyscy mi zarzucają,
że ją za lekko ubieram, a siostry moje to nawet krzyczały w zimie, że ją "
mrożę"

Wbrew powtarzanym mi zasadom ubieram ją trochę lżej niż samą siebie-
bo ja jestem zmarzluch, a ona wprost przeciwnie, jeśli tylko była ubrana za
ciepło- tzn o jedną wartwę więcej niż ja- to płacz na spacerze i szybki powrót
do domu.
Teraz na wiosnę ubieram ja w krótki rękaw i ciepłą bluzę dresową i spodenki na
gołe nogi + skarpetki ( butów nie nosi) + cienka czapka. Jak duży wiatr to
jeszcze zakładam czasem drugą rozsuwaną bluzę bawełanianą dresową. Kocyka
oczywiście nie używamy- nawet w zimie nie był potrzebny. Jak się przyjrzałam
osatnio w kościele, to chociaż Weronika wydawała się najmłodsza tylko ona
jedna była bez kurtki- wszytkie małe dzieci zakurtkowane. Po spacerze nigdy
nie jest zgrzana, czasem nawet troszkę zmarznie- zimne ma policzki, ale
rączki, na których jeszcze nigdy nie nosiła rękawiczek- zawsze cieplutkie.
Ciągle muszę toczyć słowne boje z moją rodziną, że dziecko na spacerze ma
troszkę zmarznąć a nie zgrzać się i spocić, bo to przecież nie tylko cel
poznawczy spacerów, ale także okazja do hartowania młodego organizmu. Dodam,
że córeczka skończyła 8 miesięcy i jeszcze nigdy nie chorowała, nawet kataru
nie miała- więc wydaje mi się że postępuję słusznie...tylko to wieczne
gadanie...troskliwej rodziny, znajomych...itp...A może ktoś jeszcze
drastyczniej hartuje? Odpowiedzcie- to będę mieć argument, że ja to jeszcze
nic...bo taka pani z forum to robi...