Dodaj do ulubionych

depresja poporodowa

IP: *.* 21.04.01, 19:11
Dziewczyny, czy któraś z Was czuła lub czuje się beznadziejnie, smuci się lub złości bardziej, niż to do zniesienia? Co wtedy pomaga?
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 22.04.01, 11:57
      Haniu, ja też miewam takie depresje, które potrafią trwać nawet po 2 tygodnie. Jest to związane z tym, że zostaję z dzieckiem (10mies. synek) sama. Mój mąż pracuje za granicą i wyjeżdża na miesiąc, więc jesteśmy sami. Wtedy mnie dopada takie coś, że mi się nic nie chce. Wiesz, co mi pomaga? Wyjście z domu. Proszę mamę czy kogoś innego, by zaopiekowali się Piotrusiem i sobie jadę połazić po sklepach czy do fryzjera i czuję się o wiele lepiej. Czasem też tęsknię do czasu, gdy mieliśmy z mężem tyle czasu dla siebie, taką wolność. Wtedy też pomaga nam jakiś wypad we dwoje do kina, czy nawet na dyskotekę. Trzymaj się mocno i się nie dawaj!!! Gosia
      • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 23.04.01, 20:01
        Bardzo Ci, Gosiu, dziękuję za odpowiedż.Przyznam, że ja też bywałam znużona dziećmi, a kiedy mieliśmy tylko Olę mąż pracował w innym mieście i bywało trudno(choć nie było go od pn do czw tylko). Teraz podjęłam pracę(nie ma mnie 2 razy po ok 2,5 godziny , resztę robię w domu). Co prawda zarabiam tylko kilkaset złotych więcej niż płacę opiekunce(15-20godzin), ale na pewno warto,warto,warto!(Piszę to po 4,5 roku w domu, więc nie wiem, co bym powiedziała po roku, chyba bym się nie zdecydowała...)pytanie zadałam trochę, żeby się dowiedzieć, co pomaga na chandrę(akurat w sobotę mnie dopadła), ale bardziej, bo interesuje mnie akcja o leczeniu depresji i ciekawi mnie, czym różni się depresja poporodowa od zwykłej.Przepraszam, że od razu tego nie wyjaśniłam, chciałam, ale mi maluda przeszkodziła... Najmocniej pozdrawiam,pa!
        • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 24.04.01, 09:19
          Czym się różni depresja poporodowa od zwykłej? Na pewno w poporodowej dużą rolę odgrywa burza hormonalna. Poza tym, z tego co wiem, to często nazywamy depresją poporodową stan określany fachowo jako "baby blues". To jest stan, który dotyka kilkadziesiąt procent kobiet po porodzie i mija po 2-3 tygodniach. Tylko niektóre z nich wpadają w stan patologiczny nazywany właśnie depresją. One wymagają pomocy lekarskiej i same raczej sobie z tym nie poradzą. Ja miałam ciężką postać baby blues, niestety nie całkowicie ustąpił do dnia dzisiejszego (rok!). Ale ja wiążę mój stan z dużą zmianą w relacjach z mężem po urodzeniu dziecka. Bardzo trudno mi jest się z tym pogodzić. Czy któraś z Was doświadczyła ochłodzenia uczuć ze strony męża po urodzeniu dziecka? (nie mam na myśli spraw erotycznych, tylko emocjonalne). Mój mąż bardzo kocha synka, ja oczywiście też. Ale dzień porodu (czy może raczej dzień powrotu ze szpitala) wspominam jak cezurę pomiędzy okresem bezgranicznej miłości mojego męża do mnie (4 lata po ślubie, a czułam się uwielbiana jak na samym początku) a obecnym stanem "poprawności małżeńskiej". Czuję, że nasze małżeństwo ze związku o naprawdę wyjątkowej temperaturze uczuć i bardzo silnej więzi emocjonalnej przeistoczyło się w "stare dobre małżeństwo". Jest mi bardzo ciężko z tym żyć. Czuję, że straciłam coś wyjątkowego. Czuję się trochę jak w pułapce - wstąpiłam w ten związek, ponieważ był taki, jaki był. Teraz żyję w całkowicie innym. Nie o to mi chodziło. Czy na uczucia mojego męża mogło wpłynąć moje zachowanie tuż po porodzie (baby blues), może miał wrażenie, że nie chcę mojego synka, że go nie kocham? Nie rozumiał, że to proces czysto fizjologiczny, coś, co przydarza się większości mam?Dziś on twierdzi, że nadal mnie kocha, że ja sobie coś wymyślam. Ale raz mi powiedział, że ma teraz dwoje ludzi do nazywania pieszczotliwymi słówkami i z małym to łatwiejsze. Oraz, że musiał podzielić swoją miłość.Przepraszam, jeśli Was zanudziłam. Przy całej cudowności życia z małym człowieczkiem i ogromnej miłości, jaką darzę swoje dziecko, tę zmianę uważam za swoją porażkę i wielką, smutną konsekwencję posiadania dziecka.Kto mnie pocieszy?
          • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 25.04.01, 07:25
            Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do tego by móc Ci cokolwiek sugerować. Odebrałam Twój list bardzo osobiście i dlatego chciałabym Ci tymi paroma słowami jakoś pomóc.Agatko przede wszystkim pamiętaj o tym, że dzięki właśnie Waszej wielkiej miłości stworzyliście urocze maleństwo, które bezgranicznie kochacie. Nie możesz wszystkiego przełożyć na fakt, jak to nazwałaś "smutnej konsekwencji posiadania dziecka", bo wszystko się wtedy zapętla. Napisałaś wcześniej, że może mąż nie zrozumiał Twoich uczuć podczas depresji, obawiał się, że nie kochasz Waszego dzidziusia. I jeśli nadal będziesz podchodzić do maleństwa jak do czegoś co miało koszmarny wpływ na Twój najpiękniejszy związek to na pewno i dzidziuś, a przede wszystki mąż będą to czuli. A wtedy nie mam mowy o prawdziwym uczuciu. Może Twój mąż w jakiś sposób bardzo się obawia, nie może zrozumieć dlaczego masz takie uczucia. Zdaje sobie sprawę z faktu, że jest mu to ciężko zrozumieć. Dla niego na pewno fakt, że został ojcem był również wielkim przeżyciem, z którym został na początku sam. Doszły jeszcze do jego obaw, czy da radę, obawy o Ciebie, strach przed nowymi Waszymi uczuciami. I dlatego może nie staraj się tłumaczyć na siłę, a pokaż jak bardzo ich kochasz. Ciesz się tym, że jesteś mamą najukochańszego maleństwa i żoną cudownego męża. A może wtedy mąż straci obawy i patrząc na Ciebie szczęśliwą sam poczuje się niezmiernie szczęśliwy. Agatko może właśnie Twoje szczęście wpłynie na szczęście Twojej rodziny. To jest troszkę jak z chorobą. Zarażaj szczęściem i miłością. Nie poddawaj się i nie myśl o tym co przeszłaś przez ostatni rok, ale o tym co jeszcze pięknego może być przed Wami. Jestem z Tobą. Życzę wytrwałości i dużo miłości, którą odzyskasz, bo macie ją w sobie.
          • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 25.04.01, 08:10
            ja tez miala dlugo depresje, a bylo to 8 lat temu, gdy nikt jeszcze nie slyszal o tym, kobiety wtedy mialy fochy. Agato, zwiazki ewoluuja, nie ma na to rady. Ale ja juz 9 lat sie mecze w tym kieracie i musze ci powiedziec jedno- mamy z mezem takie okresy stalosci i wiesz, co je powoduje? MOj nastroj. Moj maz stara sie dopasowac do mnie- jesli ja statecznieje, ja gasze ogien w oczach, to on tez staje sie mniej spontaniczny. Po porodze tyroche sie bal tej calej wielkiej zmiany, myslal, ze nie ma juz tej dziewczyny, ale kobieta, matka, z zacuniem trzeba. Depresje mialam taka, ze ja w jednym koncu pokoju a dziecko w drugim, zeby nie zabic- normalnie balam sie byc z nim sam na sam. Ale moj maz sie uparl, strasznie duzo gadalismy, do lekarza mnie zaciagnal, i coraz bardziej sie otwieralam i on tez, zobaczyl, ze to ze idzie sie z wozkiem na spacer nie znaczy ze zony nie mozna wepchnac do potoku..... Nasze nagle zachlystniecie sie mlodoscia bylo tak silne ze zdecydowalismy sie na drugie dziecko, zeby poczuc jak to jest byc naprawde szczesliwym. Teraz estesmy wesola rodzinka z trojka dzieciakow, i bardzo duzo w nas milosci i pasji, ale sporo nas to kosztowalo wysilku, odnalezienie sie na nowo.
            • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 25.04.01, 13:49
              Reszko, madziu, Gosiu25. Nie ukrywam, że wywołałam ten temat moimi zwierzeniami z premedytacją Tu na forum omawiamy ważne rzeczy, ale czasem mam wrażenie, że prawie wszystko staramy się obrócić w żart (vide: Dlaczego czasem nie cierpimy naszych mężów, albo Samobiczowanie). A ja wiem, że są naprawdę trudne chwile w macierzyństwie i w małżeństwie. Wiecie, że kiedy przeżywałam mój baby blues i jak mi już trochę przeszedł miałam wielką ochotę zaczepić jakąś dziewczynę nad jeziorkiem, gdzie chodzę na spacery i powiedzieć: Stara, wiem co czujesz. Powinnaś być bezgranicznie szczęśliwa, ale nie wiedzieć czemu nie jesteś, prawda? Okazuje się, że Wy też miałyście takie problemy. Reszka, jakbym widziała siebie. Wcale nie uważam Cię za szurniętą, że masz takie przemyślenia związane z wczesnym niemowlęctwem dziecka. Ja, muszę Ci powiedzieć, myślę często o sobie jako o matce "nie w pełni" Złożyło się na to parę czynników (umiarkowane powodzenie w karmieniu piersią, poród niepoprawny politycznie, także baby blues, brak zalewu miłości macierzyńskiej od pierwszego wejrzenia i inne takie). A może pan Freud powiedziałby, że to przez zaburzone (łagodnie powiedziane) relacje z matką? Może boję się, że czego nie otrzymałam - nie potrafię też dać? Nie wiem, ale też wprawiają mnie w poczucie winy słodkie artykuły w pismach, a nawet przesłodkie wspomnienia z pierwszej chwili z maleństwem. Ja to wszystko odczuwałam inaczej. Teraz często myślę, że chciałabym jeszcze raz urodzić mojego Szymeczka, aby go naprawdę powitać na świecie, najpierw oczekiwać z radością, a potem ucieszyć się z niego. Być mniej skupiona na sobie. Ale to już się nie da. Może z drugim dzidziusiem?Gosiu25 - dzięki za słowa otuchy. Piszesz: związki ewoluują. Wiem o tym. Ale u mnie to nie była ewolucja, tylko rewolucja. Z dnia na dzień. Masz szczęście, że twój mąż z tobą chciał rozmawiać. Mój (skądinąd kochany człowiek) nie cierpi rozmów o problemach natury psychicznej, które,jego zdaniem, sama sobie stwarzam. On nie ma takich problemów. Na razie nie odważyłam się zaproponować mu wyprawy do psychologa. Może kiedyś. Ale on najpewniej wysłałby tam tylko mnie.Właściwie nie jest tak źle, tylko czasem mi cholernie żal tego, co, jak uważałam, było nam dane jako wybrańcom Pana Boga.
              • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 20.06.01, 00:15
                agata napisała/ł:>Mój (skądinąd kochany człowiek) nie cierpi rozmów o problemach natury psychicznej, które,jego zdaniem, sama sobie stwarzam. On nie ma ta....Agatko,znowu sie pcham....wybacz prosze. Chce tylko powiedzic....Kochanie, rozmowa w zwiazku to klucz. Jedyny klucz. Wiem,ze Tobie nie musze o tym przypominac ale Twoj maz potrzebuje chyba bardziej pomocy psychologa niz Ty. Nie wiem co ja bym zrobila bez tego naszego gadania.W ten sposob wyjasnilo sie mnostwo rzeczy i uchronilo to nas od miliona nieporozumien. To troche jak zamieszac patykiem w kaluzy(wiem,ze malo romantyczne ale dosc opisowe). Bez tego nie widzac ile tam jest na dnie osadu.Wierz mi, to bledne kolo bez szczerej rozmowy. Twojemu mezowi potrzebny jest ktos, kto go tego nauczy i mu to uswiadomi-dobry psycholog, konsultant do ktorego moglibyscie pojsc razem. Nie bardzo wiem jak mozna go przekonac.Ty go jednak znasz najlepiej...czy ja wiem??? Czasem dzialaja lzy ( te szczere oczywiscie ) czasem jakas inna terapia szokowa, czasem osoba trzecia.Mam kolezanke,ktora w trudnych sytuacjach po prostu pisze dlugi list do meza i zostawia mu na stole. Wtedy on wie,ze to cos naprawde powaznego nie jakies tam fochy. Wybacz,ze nie moge w jakis sposob pomoc.Jestem myslami z Toba i mam nadzieje,ze znajdziesz najlepsza droge.Pozdrawiam CieBogusia
          • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 27.05.01, 21:08
            MOze to male pocieszenie ale u mnie jest IDENTYCZNIE.Wierze jednak ze kiedys wszystko wroci do normy. Byc moze wtedy kiedy wygrzebiemy sie z pieluch, kaszek i nocnego wstawania, wrocimy do pracy, zadbane i usmiechniete.Mysle ze naszym mezczyznom trudno jest zaakceptowac fakt ze w naszym zyciu pojawil sie ktos jeszcze do kochania. A ze u nich wszystko przychodzi z oporem to i ten stan troche musi potrwac. Badzmy jednak dobrej mysli! :)
    • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 25.04.01, 08:32
      Wiecie czego ja się najbardziej boję po przejściu głębokiego Baby-blues? Że pozostawiło to ślad na moim synku. Wiem, że była to patologia nie całkiem z mojej winy i nie miałam zupełnie całkowitego wpływu na to co czuję, plus to, czgo wy też doświadczyłyście - samotność, beznadziejna samotność fizyczna i psychiczna, złość którą kierowałam na synka i poczucie winy z którym borykam się do dziś. Cały czas uważnie śledzę, czy mały nie wykazuje jakiś objawów po tym co było, i koszmary, że kiedyś zostanie złoczyńcą, a mądry psycholog orzeknie, że to dlatego, iż we wczesnym niemowlęctwie, jakże ważnym okresie życia dla dziecka, doznał uczucia odrzucenia. Wiem, że komuś moje obawy mogą się wydać głupie, ale w świetle tego co piszą w każdym szanującym się piśmie o dzieciach, o tym noszeniu na rękach, przytulaniu, itd. to moje dziecko miało koszmarne wczesne niemowlęctwo, bo ja pozbierałam się dopiero po pół roku. I wielokroć kiedy mały ryczał w łóżeczku, jak wychodziłam i ryczałan w drugim pokoju, a potem poczytałam sobie "Dziecko" i dochodziłam do wniosku że jestem do d...y matką i lepiej żebym umarła, to trafi może do jakiejś dobrej rodziny zastępczej i ktoś go będzie kochał, bo ja nie potrafię. Rozpisałam się, takie catharsis. Trochę mi lepiej.
      • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 22.05.01, 10:56
        Przeżywałam podone uczucia ok 2 lata temu, po urodzeniu mojego synka. Nie ma sensu opiywać tego, co czułam, bo mniej więcej o podobnych "objawach" już pisałyście. Ale najlepiej znaleźć sobie odpowiedni, skuteczny lek. MNie np pomagały od czasu do czasu samotne wyjścia na zakupy, do fryzjera. Zostawiałam synka z babcią i wychodziłam sobie chociaż raz w tygodniu na ok. 1 godzinę. Naprawdę było to skuteczne i czułam sie od razu lepiej. Ponadto warto czasmi wybrać się gdzieś z mężem i pobyć trochę tylko we dwoje. Po powrocie (gwarantuję)nowy przypływ sił do starych obowiązków.PozdrowieniaRenata
      • Gość: guest Re: depresja poporodowa IP: *.* 19.06.01, 23:58
        Reszko,Wybacz,ze odkopuje ten temat ale chyba skonczyl sie zanim odnalazlam to forum.Nie moge nic powiedziec z lwasnego doswiadczenia wiec moze lepiej nie powinnam sie wtracac ale tak mnie poruszylo to co napisalas,ze chcialam Ci dodac odrobinke otuchy. Otoz moja kolezanka wpadla w bardzo silna depresje tuz po porodzie i trwalo to dlugie 4 lata. Jak to okreslila, dopiero od niedawna kocha swego synka i odkrywa jaki jest cudowny.Szkrabek ma teraz 5 lat i jest cudownym, przeslodkim dzieciaczkiem i bynajmniej bez objawow jakiegos skrzywienia.Bardzo wrazliwy ,madry...jak najbardziej normalne dziecko. To prawda,ze dzieci potrzebuja tych wszystkich usciskow, przytulania, bliskosci itd ale prawda jest rowniez, ze sa niesamowicie wrazliwe i wyczuwaja o wiele wiecej niz dorosli. I tak jesli np zle sie czuje, nie musze nawet dziewczynkom tego mowic-one juz wiedza i bynajmniej nie maja mi tego za zle. Wrecz przeciwnie. Wyciszaja sie i przekazuja jedna drugiej,ze mame boli glowka albo cos tam.nie wiem jak to wiedza. Ot po prostu. Depresja to rowniez choroba -Twoje dziecko doskonale zdawalo sobie z tego sprawe.Wyczuwalo,ze nie jest to Twoja swiadoma czy zla wola a po prostu stan w jakim sie znajdujesz.Jesli mozesz w to uwoerzyc, nie drecz sie myslami,ze moglas mu zaszkodziz w jakis sposob. Bierz kazda chwile z nowa nadzieja i entuzjazmem i ciesz sie nia razem ze swoim skarbkiem.Ide bo zaraz sie rozkleje.(((((((((((Sciskam mocno)))))))))))))))Bogusia
        • Gość: guest Re: depresja poporodowa- do Bogusi IP: *.* 20.06.01, 19:57
          Bogusiu, polałaś miodem na moje zbolałe serce matczyne. Szkoda, że nikt mi niczego podobnego nie powiedział wtedy, gdy tego najbardziej potrzebowałam, nie chodzi mi tu o głaskanie po głowie, choć każdy czasem może tego potrzebuje, ale o takie normalne podejście. Bo słyszałam albo weź się w garść, albo co ty chcesz do życia, masz takie piękne zdrowe dziecko, itp mądrości, nie wygłaszane z jakąś złą intencją, ale i tak mnie dobijały.Ja natomiast nigdy nie przypuszczałam, że macierzyństwo może się rodzić w bólach gorszych niż porodowe. I to ja, ktora miałam się za osobę dojrzałą emocjonalnie, na tyle ile można być przed faktem, ciąża była chciana i planowana, przebiegała wspaniale, kwitłam. A potem balon pękł, a ja klapłam na długie tygodnie. Pisałam o swojej samotności, nieumiejętności emocjonalnego radzenia sobie z dzieckiem, (bo przewijanie profilaktycznie ćwiczyłam w szpitalu ku radości pielęgniarek). Wyobrażasz sobie, karmiłam go cyckiem, a łapałam się na myśli żeby się zerwać z fotela, strząsnąć dzieciaka z siebie i uciec daleko, gdzie nie będę go widzieć, słyszeć, czego oczywiście nie zrealizowałabym nawet gdybym mogła, bo nie pozwoliłoby na to moje poczucie obowiązku. Zastanawiałam się nad czymś takim. Na pierwszym dziecku można - świadomie czy nie- popełnić wszystkie możliwe błędy, od karmienia butlą bez przeciwskazań do piersi, aż po wszelkie możliwe zaniedbania i nadużycia. Więc czy pierworodni mają przechlapane? Ja jestem pierworodna i jakoś dotąd żyję. Czy pierworodny jest "poligonem " dla rodziców, na którym uczą się oni rodzicielstwa. Wiadomo, że przy drugim dziecku jest się mądrzejszym o to jedno dziecko.Czytałam że dziecko dużo wybaczy tym których kocha, np. dzieci z rodzin patologicznych, które wolą niepewny żywot przy mamie alkoholiczce (do pewnych granic, oczywiście) niż uroki domów dziecka. Mam nadzieję, że istotnie mój synek wybaczył mi tamten okres, no i wybacza mi "na bieżąco" np. moje wydzieranie się na niego, co robię najczęściej gdy się o niego boję, zresztą z racji wykonywanego zawodu to mam nieustannie wiele tematów do przemyśleń. Bo go kocham i już. Nie umiem teraz powiedzieć jak rzeczywiście wyglądał ten pierwszy okres po jego urodzeniu, bo nie pamiętam, nie chcę pamiętać, może nie był tak koszmarny, jak mi się wydaje przez pryzmat baby blues. Nie wiem, to chyba teraz nieistotne, Muszę zrobić coś, co przychodziło mi zawsze z najwyższym trudem, pożegnać się z przeszłością i żyć "dziś" (zodiakalne Raki" jako znani archeolodzy uczuć i pamięci miewają z tym kłopoty...). W każdym razie dzięki za przeczytanie moich zwykle przydługawych postów :) )zresztą to też Twoja specjalność :) )Pozdrowienia dla ciebie i Twoich dam (a propos W ich imionach pzrynajmniej raz występuje litera L. To specjalnie, czy zbieg okoliczności ? :)
          • Gość: guest Re: depresja poporodowa- do Bogusi IP: *.* 20.06.01, 22:11
            Reszko,Nie ludze sie,ze do konca zrozumiem przez co przeszlas i co teraz czujesz ale jedno wydaje mi sie dziwnie bardzo znajome....poczucie winy.Wiesz, ja nigdy nie mialam pojecia jak to jest gdy juz ta wiez miedzy mama a dzieckiem zaistnieje.Gdy Gloria miala nieco ponad rok, wylala na siebie gorac herbate. Bylo to u tesciowej w domu i pomimo wszelkiej zapobiegliwosci stalo sie, niestety. Bynajmniej nie bylismy zajeci rozmowa, kubek zostal postawiony poza zasiegiem raczek dziecka,na bardzo wysokiej szafce...ktoz mogl przewidziec,ze mala stanie na paluszkach i zawiesi sie na blacie,ktory sie odklei pod jej ciezarem????? A jednak. Miala poparzana caly lewy policzek, i te polowe glowki. Zabrano ja do szpitala by sprawdzic oko i wogole glebokosc poparzenia. Wygladalo to okropnie.dlugo,dlugo budzilam sie w koszmarze i przypominalam sobie jej zdziwiony i przerazliwy krzyk. Przez pierwsze dni chodzilam jak w amoku. Ja ,ktora swego czasu przejmowalam sie jej zadrapnietym noskiem i czulam sie wtedy jak wcielenie porazki matczynej teraz mialam na sumieniu cos takiego!!!!!! Na dodatek Ella miala wtedy 2 miesiace i caly czas wydawalo i sie,ze ja zaniedbuje w tym wszystkim.Gdyby nie 2 wspaniale osoby chyba bym zwariowala. Moj maz ,ktory ciagle mi powtarzal jedna madra rzecz:milosc i usmiech to najlepszy lek. Ona teraz tego wlasnie potrzebuje.Widzialas jaka byla usmiechnieta w szpitalu, jacy bylismy z niej dumni?????? " rzeczywiscie to biedactwo,na godzine po wypadku rozdawalo lekarkom i pielegniarkom zabawki i usmiechy i przechadzalo sie jakby nigdy nic.Stal sie cud: po 3 dniach wszystko sie pieknie zagoilo, po tygodniu bylo tylko zarozowienie po schodzacych strupkach i juz wtedy zdziwiony lekarz mogl powiedziec,ze przeszczepy nie beda potrzebne.Po miesiacu nie bylo wogole sladu. Odkrylismy wtedy olejek herbaciany i chyba jeszcze cos - moc usmiechu. Dlugo,dlugo przerazala mnie mysl,ze ten wypadek wypali znamie na psychice dziecka i za kazdym razem gdy to tego wracalam, serce mi sie sciskalo i sciska dotad. Nie zapomne chyba nigdy jej krzyku.Jednak tu wchodzi druga wspaniala osoba- moja byla lekarka.Podnosila mnie na duchu od samego poczatku mowiac rozne madre i prawdziwe,ale dla hormonalnej mamy ,wcale nie tak oczywiste, rzeczy>Pamietam pierwsze dni po porodzie gdy raz sie obudzilam i z przerazeniem zauwazylam,ze nasze pierworodne dziecie....spi na podlodze-karmiac ja ,zasnelam a ona sturlala sie z lozka.lekarka przyszla tego dnia a ja we lzach,ze marnuje dziecku zycie. Ona sie usmiechnela i ze spokojem i cieplo wytlumaczyla mi,ze dziecku to nie zaszkodzi z cala pewnoscia a juz napewno nic na to nie wskazuje.Zrobila to bardzo delikatnie i pomoglo.Dodala:prosze sie nie matrwic,dzieci sa tak zaprogramowane,ze zniosa wiecej niz nam sie by wydawalo na piewrszy rzut oka. Ktos tam w gorze wiedzial,ze trafia w niedoswiadczone rece :). Pozniej wyluszczyla mi szczegoly jak to kosciec jest bardzo gietki a ciemiaczko wcale nie takie delikatne jak nam sie wydaje...... Jeszcze wiele razy jej spokoj i cieplo pomogly nie zwariowac.Inna rzecz jaka pamietam z jej ust to to,ze dzieci nie tyle pamietaja same wydarzenia co ich tlo emocjonalne (motywacje osob, ich wewnetrzna sytuacje........gdy to sobie przypominam teraz nasuwa mi sie ten ostatni raport na temat placowek dziennej opieki i agresji u dzieci-ktos wspomnial,ze dziecko umieszczone w przedszkolu czy pod opieka innej osoby moze ale nie musi miec tych samych objawow(bardzo wiele tu zalezy od podloza czyli od tego co jest przyczyna tego,ze mama nie moze sie nim zajmowac w ciagu dnia). Male dzieci nie analizuja a odczuwaja i to nie te bezposrednie emocje a te zawoalowane emocje przyczynowe.O ile zachowania z premedytacja moga pozostawic blizne na psychice to te niezalezne nie .Inna rzecz to to na ile sytuacja ulega zmianie. Jesli my przechodzimy przez trudny okres ale z czasem uda nam sie otrzasnac i jest nam przykro z tego powodu, dziecko o tym szybko zapomina. Znacznie szybciej niz my ^^.Pomysl sama komu jest ci latwiej wybaczyc - osobie,ktora czuje skruche za to co nie bylo moze idealem i moglo cie zranic czy takiej, po czym zmienia swoje postepowanie na lepsze czy tej ,ktora nic nie zrobi w tym kierunku.Uraz pozostanie tylko wobec tej drugiej.Reszko,my wszyscy sie uczymy byc rodzicami i wszyscy popelniamy bledy. Dziecko wie kiedy na nie krzyczysz dla jego dobra choc moze nie zawsze to zrozumie analitycznie-jednak nie pozostawi to skazy na jego psychice. Milosc leczy wszystko. to mowi moj wspanialy maz i ja juz w to wierze. Jeszcze trudno mi zapomniec i wybaczyc sobie to o czym pisalam ale jest juz latwiej niz rok czy 2 lata temu.Ja tez jestem pierworodnym dzieckiem i tez pelnilam role `krolika doswiadczalnego` Wiesz pewnie ile jest rzeczy na ktore sie nie pozwala pierworodnemu a ktore latwo przychodza mlodszym - samodzielne wyjscia, wycieczki. Ech,jaka bylam czasem zla ,a juz gdy widzialam moje mlodsze rodzenstwo zerujace na moim fundamencie...to dopiero mnie wsciekalo. I wiesz co????? Teraz gdy na to patrze to widze,ze dobrze mi to zrobilo bo nie narobilam glupst jakich narobil moj mlodszy brat. jestem wdzieczna moim rodzicom i wiem,ze to byl przejaw ich milosci(choc czasem tak mnie wsciekali)Gdy juz sami zostajemy rodzicami jeszcze lepiej rozumiemy naszych rodzicow i to, co i dlaczego robili.Wiem tez jak to jest gdy ludzie przychodza i niby to z dobrej woli i dla pocieszenia nagle rzuca czyms w nas.Pare dni po oparzeniu Glorii, moja kolezanka spotkala Matthew i pyta jak sie czuje mala itd. Nastepnie skomentowala to tak:`ja opiekowalam sie dzieckiem przez 9 miesiecy i nie mialam zadnego wypadku`. Oj z dziecmi to trzeba bardzo uwazac` -po czym dodala-powiedz Bogusi by sie nie martwila,przeciez zawsze mozna zrobic przeszczep.Matt sie tak zbulwersowal a pozniej zalowal,ze wogole mi o tym powiedzial. Dziewczynie tylko sie zapomnialo,ze dzieckiem sie opiekowala pare godzin dziennie, zanim jeszcze zaczelo chodzic no i miala pod opieka jedno a nie dwoje...pomijam juz fakt,ze nie wnikala w szczegolyjak to sie stalo i wogole.Czasem mam wrazenie,ze ktos nie zawacha sie opluc innych byle by tylko siebie wywyzszyc.A najczesciej jest to po prostu wlasny , ograniczony punkt widzenia tak jak w przypadku osob,ktore zastanawialy sie czego Ty chcesz od zycia.Tak to bywa. Inna moja kolezanka wlasnie poronila i gdy ona przedziera sie przez pieklo uczuc `przyjaciele` zdecydowali,ze sie piesci. Jak moze byc tak nieszczesliwa skoro ma juz piatke zdrowych,wspanialych dzieci. A wogole to `tylko klebek tkanek, nic wiecej wiec bez przesady` (!!!!!!).Oj,jak zwykle sie rozpedzilam i juz nie wiem czy o czyms nie zapomnialam.Pewnie tez strasznie to zagmatwalam,co?Z imionami dziewczynek to bylo tak:Dluuuuuuuuuugo je wybieralismy ale przykladalismy przede wszystkim wage do znaczenia i do tego by w obu jezykach w miare jasno brzmialy. L we wszystkich to zbieg okolicznosci ktory zauwazylismy po wyborze imienia dla Ollie.Do tego jeszcze doszly inne prawidlowosci jak np liczba 3 w trzech pierwszych datach urodzin( dniu) -Ollie sie tu wylamala ale byla blisko-za to ma trojke w miesiacuGlo-9. 3.97 (do tego Dzien Matki)Ella-18.5.98 (urodziny papieza)Lily-12.7.99 (dzien wreczenia dyplomu taty)Olive-22.9.00 ( dzien terminu)i kilka innych drobiazgow.Wyglada na to,ze kolejna pociecha powinna sie pojawic w listopadzie tego roku, ale to malo prawdopodobne :)Robimy mala przerwe w tej chwili.Sciskam mocno i caluje w stupki Twoje dzieciatko.PaBogusia
            • Gość: guest Re: depresja poporodowa- do Bogusi znowu IP: *.* 21.06.01, 20:50
              Bogusiu, dzięki za fajny i mądry list. Chyba sobie go wydrukuję i będę czytać na głos, gdy znowu dopadną mnie myśli z gatunku głupich i czarnych. Chciałabym podobnie patrzyć i realizować układy z dziećmi jak Ty, mam wrażenie że czegoś mi brakuje. Może doświadczenia, a może czegoś innego. A może to wynika po prostu z mojego charakteru i temperamentu. W każdym razie lepiej mi. No, już się nie będę dalej roztkliwiać nad sobą, koniec. kropka.Jak wam się żyje w sfeminizowanej rodzinie? Z tego co piszesz wyglądacie na fajne gronko. Co Twój mąż mówi na bezdyskusujną dominację płci pięknej ? Jak po angielsku mówi się Bogusia(Bogusława?) Trudno o imię o bardziej słowiańskim rodowodzie. Czy Wasze córcie były już w Polsce? Próbowałam wśród dyskusji mam zza granicy znaleźć, czy ajkoś mówią im o kraju skąd pochodzą.Mam nadzieję, że nie uznasz moich pytań za zbyt wścibskie i zbyt intymne, jeśli tak, to je pomiń. Aha, jeszcze jedno. Czy to prawda, że Walijczyka mówiącego po angielsku trudno zrozumieć? Moja siostra jedzie na staż do pln. Walii i trochę ma pietra przed tym angielskim :) Chyba Cię już dostatecznie zamęczyłam pytaniami. Na dziś tyle. Pozdrowienia dla męża i córeczek od Reszki i Michała zwanego Kluchem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka