Dodaj do ulubionych

Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych!

06.07.07, 12:11
Witajcie,
już od dawna chodzi mi po głowie, żeby o tym wreszcie napisać. Dopóki w
Polsce doradztwo laktacyjne będzie płatne, dopóty będę podejrzewać, że
niektóre z tych pań dobrze zarabiają na zestresowanych kobietach. Miałam od
początku bardzo duże problemy z karmieniem piersią - oczywiście w szpitalu
(Poznań, Lutycka) panował terror karmienia piersią, który nie szedł w parze z
jakimkolwiek doradztwem. Byłam zdana na siebie - synek nie chciał chwytać
piersi, był stale głodny, płakał. Wtedy położna wpadała z rozwianym włosem,
krzyczała, że nie potrafię karmić i zabierała dziecko,żeby dać mu wodę z
glukozą... Gdy trafiłam po sześciu dniach do domu, od razu zadzwoniłam na
pierwszy numer poradni laktacyjnej, który znalazłam w internecie. Synek był
już skrajnie wycieńczony, bo przez sześć dni prawie nic nie jadł. Strasznie
płakał, a ja wiedziałam (bo tak mi wszyscy wbijali w głowę), żę nie wolno mi
podać odciągniętego pokarmu w butelce ani tym bardziej sztucznego mleka, bo
wszystko na nic. Pani - doradca laktacyjny - przyjechała, ale zaraz okazało
się,że zapomniała zabrać laktatora. Obiecała, że będzie za pół godziny -
przyjechała za trzy. W tym czasie synek wył, a my odchodziliśmy od zmysłów.
Potem stosowałam się do zaleceń - odciągałam co trzy godziny pokarm, karmiłam
synka sondą ze strzykawki. Na drugi dzień dowiedziałam się, że pierwsza
wizyta pani plus osprzęt kosztuje trzysta złotych. Pani była gotowa
przychodzić codziennie (koszt jednej wizyty 50 zł)... Na dodatek sprawiała
wrażenie mocno nawiedzonej - jakby była z jakiejś sekty smile Ciągle mi
powtarzała, że mój kłopot polega na tym, że za bardzo chcę karmić (a nie na
przykład na tym, że synek miał słaby odruch ssania, a miał). Mojego męża
pouczała, co ma myśleć i czuć, co oczywiście on jako mężczyzna ciężko znosił
i potem dostawał białej gorączki, jak ją widział. Ja z kolei byłam już na
skraju wyczerpania - miałam ciężki poród za sobą, nieprzespane noce, a tu
jeszcze ta ciągła zabawa z laktatorem i strzykawką. Z tego wszystkiego pokarm
mi się zupełnie zatrzymał. Postanowiłam odstawić marzenia o karmieniu piersią
i przejść na butelkę. Ale i tutaj pani nie próżnowała, krytykując mnie, że
tak szybko się poddaję, bo inne matki to walczą po 3-4 tygodnie... A ja już
na oczy nie widziałam. Już nie mówiąc o tym, że w ogóle nie miałam siły
cieszyć się moim ślicznym synkiem. Konkretnie, to mąż mnie przymusił do
butelki i jestem mu teraz za to wdzięczna. Synek zaczął normalnie jeść i
spać, a my zaczęliśmy się nim cieszyć.
Po paru miesiącach widzę, że ze słusznej idei karmienia piersią też mozna
zrobić ideologię i używać ją a to do zarabiania pieniędzy, a to do dołowania
i tak zdołowanych matek. Cieszę się, że wreszie w e-dziecku zaczęto pisać o
butelce. Gdyby to wszystko znalazło się kilka miesięcy wcześniej, byłabym
mądrzejsza - i już w szpitalu domagała się dokarmiania małego. Warto będąc w
ciąży przygotować się na taką alternatywę. Pozdrawiam wszystkie Mamy!
Obserwuj wątek
    • monikaa13 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 12:18
      a mozesz dokladniej napisac o co ci chodzi i co ci ta pani zrobila

      chcialas bardzo karmic piersia, prosilas o pomoc pani przyjezdzala, pomagala,
      ale widac ze nie pomogla, chcialas zaprzestac karmienia piersia zaprzestalas,
      karmisz butelka, nie rozumiem o co chodzi

      co do ceny sie nie wypowiada, 300zl, masakra

      tez jezdzilam do poradni laktacyjnej, pani pokazala nam cwiczenia zeby corka
      lepiej ssala, ssala bardzo ladnie, ale ciagle byla glodna, chcialam karmic
      piersia, ale zdecydowalam sie na dokarmianie, sciagalam mleko do 6 msc,
      dokarmialam sztucznym, nie winie za to doradcy laktacyjnego

      ok wyrazilas swoja opinie, ale ja jej nie rozumiem, sory
      • karmeliza Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 12:54
        Witaj,
        jeśli napisałam nieprecyzyjnie, to wybacz.Miałam po prostu wrażenie, że ta pani
        upierałaby się przy karmieniu piersią bez względu na koszty - tzn. nie koszty
        finansowe, ale stan mojego dziecka i mój. NIc nie było ważne, tylko to, żebym
        karmiła piersią za wszelką cenę. A ja widziałam,że mój synek nie tylko
        potrzebuje mojego pokarmu, ale potrzebuje także mnie samej, a ja nie mogłam
        być przy nim przez te dni,bo ciągle wisiałam przy laktatorze albo przy
        sterylizatorze albo przy strzykawce. Kiedy powiedziałam to tej pani i podjęłam
        decyzję, ona nie odpuszczała i tutaj także przekroczyła swoje kompetencje.
        Dzwoniła do mnie opowiadając właśnie o innych dzielnych matkach, które się tak
        szybko poddawały. Więc na dodatek miałam jeszcze ją na głowie, tak jakbym nie
        miała nic innego do roboty, tylko odbierać telefony od kogoś, kto wpędza mnie w
        poczucie winy. Stąd też moje podejrzenie, że czasem chęć pomocy jest
        równocześnie próbą zatrzymania klientki za wszelką cenę. Bo w sytuacji, gdy ja
        płacę, to jestem klientką. Gdyby doradztwo było refundowane, byłabym pacjentką.
        A swoją drogą gratuluję, że tyle miesięcy ściągałaś pokarm.
        I chyba rzeczywiście trochę winię tą panią za swoje niepowodzenie - bo przez to
        ciągłe poczucie winy pokarm mi się zatrzymał na amen i nic się już nie dało
        zrobić. Uwierz mi, że to fatalne uczucie widzieć, że nie ma się już pokarmu.
        • monikaa13 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 12:58
          ale nie oczekiwalas chyba od doradcy laktacyjnego zeby pozwolil ci karmic
          butelke, przeciez to bez sensu

          a co do sciagania, to ja nie jestem z siebie zadowolona sa mamy ktore sciagaja
          rok, i karmia tylko takim mlekiem

          ja nie moglam bo dostalam leki po ktorych nie mogalm karmic
          • tiuia Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 22:00
            Ale zrozumienia, to Karmeliza jak najbardziej miala prawo oczekiwac. A zdaje
            sie, ze ta pani w ogole nie chciala jej sluchac. Potrafila tylko wyglaszac
            uwagi, ze karmienie piersią jest jedynie słuszne... Też bym się na miejscu
            Karmelizy wkurzyła na tą doradczynię.
      • hatifnatka Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 12:55
        Witam,
        czytając Twoją opowieść przypomina mi się wszystko co wiązało się u nas z
        karmieniem piersią i jak ja o to walczyłam wszystkimi sposobami. Wpojono mi na
        Szkole Rodzenia i w szpitalu (też Lutycka w Poznaniu), że tylko pierś, pierś i
        nic wiecej. Dwie Doradczynie Laktacyjne na Polnej. Jak bylam 3 dni w szpitalu
        moze z 3 razy do nas zajrzaly. Do tego każda z położnych ma inną poradę,
        krytykę, sposób na karmienie piersią. Dla mnie - po cięzkim porodzie, pierwsze
        dziecko i jak sie okazało w szpitalu podatnej na każdą "dobrą" radę był to
        koszmar. Maluszek wył, ja w stresie ręce się trzęsły bo nie wiadomo o co chodzi
        takiej kruszynce a ten cichutki głosik (teraz wiem ze to mamusina intuicja)
        podpowiadał mi, że dziecko jest głodne. Po 3 dniach w doomu maluszek rownież
        płakał całe dnie. Na szczęście położna przy wizycie domowej wpadła na pomysł,
        żebym odciągnęła pokarm i spróbowała nakarmic z butelki, może po prostu mały
        nie umie ssać piersi. Kazała odciągnąć ok 90 ml - ja odciągnełam z obu piersi
        10 ml. Wtedy uwierzono mi, że wiem co mówie i że mały nie ma czego jeść. Od
        razu kupilismy mleko modyfikowane, po 60 ml maluszek spał po raz pierwszy 3h (a
        ja wtedy po raz pierwszy ryczałam jak wół, że głodziłam dziecko).
        Ale jako, że nie poddaje sie bez walki - zadzwoniłam do poleconej przez Szkołę
        Rodzenia Doradcy Laktacyjnej. Pani przyjechała, powymyslała troche różnych
        rzeczy i metod, z których każda wymagała zakupu czegoś za 100 do 300 zł. Jak
        powiedziałam, że mały umie ssać a ja umiem podac pierś i problem lezy w tym, że
        ja nie mam pokarmu zapisała mi jakiś lek. Kupiłam, ale jak przeczytałam ulotke -
        SZOK!!! To był lek na refluks przełykowy czy jakoś tak, ubocznym objawem mógl
        być mlekotok - chyba miałam miec nadzieję, że akurat ten efekt uboczny będzi eu
        mnie. Ale najwazniejsze jest to, że ten lek mial tyle efektów ubocznych BARDZO
        grźnych - paraliż twarzy, zachwiania równowagi, stany depresyjne. Ja pomijam
        siebie - ale jak ja miałam przekazać taki lek we własnym mleku synkowi.
        Ta kobieta chyb anie myślała o tym w ogóle. Wywaliłam od razu ten lek i
        zastosowałam metode swoją własną. Przystawiałam małego do piersi a jak
        widziałam, że mleko sie kończyło podawałam butle.
        Niestety presja otoczenia - szpital, wszystkie znajome (starsze i młodsze)
        mamy - że pierś to jest najlepsze dla dziecka itp spowodowały, że przez bardzo
        długi czas miałam poczucie porażki jako matka.
        Ja równiez uczulam przyszłe mamy, że karmienie piersią może byc super, ale nie
        dajmy się zwariować. Czasami po prostu sie nie da...
        • mamusiaalusia trzymać się z daleka 06.07.07, 23:00
          ja osobiście nie trafiłam do doradcy laktacyjnego, ale mam bardzo złe
          wspomnienia dotyczące kwestii karmienia piersią. W szkole rodzenia wpojono mi
          wręcz, że karmienie sztuczne jest czymś bardzo złym. Próbowałam wobec tego
          karmić mojego synka piersią. Problem polega na tym, że on ma rozszczep
          podniebienia miękkiego. Nie jest to tak poważne, jak twardego, ale po prostu nie
          jest możliwe karmienie piersią w takich sytuacjach. Dziecko ssało, ssało i ssało
          i nic prawie nie zjadało. Po prostu. Ma tam dziurkę i nie wytwarzało się
          odpowiednie ciśnienie. dokarmiałam więc dziecko sztucznie. Dając mu to sztuczne
          mleko czułam się jak bardzo wyrodna matka, czułam, że daję mojemu synkowi
          truciznę. Jakiś absurd. Przychodziła położna do domu i kazała mi go dostawiać a
          potem dokarmiać strzykawkami. Dziecko się dławiło, po prostu horror!!! Oszczędzę
          opisów. Każdy posiłek to był okropny stres dla nas wszystkich. Ściągałam pokarm
          laktatorem elektrycznym i wiecie co? Miałam go 100 ml. na dobę! Takie był efekt
          stresów właśnie. Mały na widok mojej piersi darł się niebogłosy. Karmienie
          naturalne jest dobre, ale nikt nie ma prawa wywierać takiej presji na matkę.
          Uważam, że to chore, jestem wściekła na tę kobietę. Chociaż z drugiej strony
          wiem, ze była mi życzliwa i w ogóle. Chciała dobrze. Ktoś ich tak chyba szkoli,
          bo zachowuja się jakby przynależeli do jakies sekty. Uważam, ze skrzywdzono mnie
          i moje dziecko.
        • hanalui Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 07.07.07, 09:39
          Co za idiota kazal ci odciagnac 90 ml dla dziecka tyg czy 2tyg?
          Ja dla swojego 2 mies dostalam zalecenie odciagniecia co 3 godz 65ml.
          Dla takiego malucha jak twoj to max 20ml a poza tym z piersi i tak sam
          wyciagnie sobie wiecej
      • mim288 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 17:57
        Wiesz, problem w tym, że już w szpitalu powinni dokarmić i nauczyc karmić
        piersią i podtrzymać na duchu. Ja karmiłam dwoje dzieci piersią (w bou
        przypadkach po cc, co ponoc tak strasznie utrudnia karmienie). Ale mnie nikt
        nie terrozyzował, ani dzieci nie głodził. Dzieci były dokarmiane, a mnie
        tłumaczono, że bedzie dobrze, a jak sie nie uda to dziecku tez się krzywda nie
        stanie. Dawano dobre, skuteczne i mało kłopotliwe rady (np. przeciwko zastojom
        masaż pod ciepłym prysznicem i okład z zamrożonej w zamrażarce mokrej pieluchy,
        zamiast cuchnącej kapusty). Trzeba doradzać mądrze i o to chodzi.
    • kaeira Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:00
      karmeliza napisała:
      > Po paru miesiącach widzę, że ze słusznej idei karmienia piersią też mozna
      > zrobić ideologię i używać ją a to do zarabiania pieniędzy, a to do dołowania
      > i tak zdołowanych matek. Cieszę się, że wreszie w e-dziecku zaczęto pisać o
      > butelce. Gdyby to wszystko znalazło się kilka miesięcy wcześniej, byłabym
      > mądrzejsza - i już w szpitalu domagała się dokarmiania małego. Warto będąc w
      > ciąży przygotować się na taką alternatywę.

      Dziwie się, dlaczego dla ciebie alternatywą dla karygodnych zachowań położnych w
      szpitalu i kiepskiej - jak rozumiem - doradczyni lakt., ma byc karmienie
      sztuczne! Wniosek jest wg mnie tylko taki, że niestety wśrod osob zajmujących
      się tym są osoby niefachowe i nie potrafiące odpowiednio pomoc, tak samo jak
      niestety wsrod wszystkich położnych, lekarzy itp.

      PS Ale tez nie za bardzo rozumiem, jak dlugo trwał kontakt z ta panią i jak
      szybko zdecydowała się przejść na butelkę. Bo u nas faktycznie kontakty z
      konsultantkami (certyfikowane dyplomem Międzynarodowych Konsultantów
      Laktacyjnych (IBCLC)., niestety jest ich w Polsce niewiele) trwały sporo ponad
      miesiąc, a "walka o karmienie" jeszcze dłużej. (ale się szczęśliwie udało)
      • kaeira Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:04
        PS Dodam, że u nas konsultantki zaordynowały zaraz dokarmianie sztucznym (nie
        butelka!) ale także odciąganie, itp
        • hatifnatka Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:22
          moim zdaniem chodzi po prostu o to, żeby ufać sobie i wierzyć, że robi się
          dobrze. Ja przez 2 miesiące walczyłam żeby karmic piersią. Niestety nie udało
          się, mimo czestych przystawien malego do piersi mleka bylo w nich coraz mniej.
          Jak byłam na skraju wyczerpania psychicznego powiedziałam dość. Mam dośc
          nerwów, że mam coraz mniej mleka, mam dość rad pt. musisz sie starać, bardziej
          starać, mam dość uwag pt. może źle go trzymasz, podajesz pierś itp. Przez te
          ciągłe krytyki, poczucie własnej klęski nie potrafiłam cieszyc się synkiem.
          Powiedziałam, (strasznie brzydko, nie powtórzesmilesmile ze mam dosc i wprowadzam
          wlasne zasady. Nie doradcy laktacyjnego, nie położnej, nie teściowej, cioci itd
          itp. Moje tzn mamy kochającej synka, mamy która chce się cieszyć maluszkiem,
          szczęsciem posiadania dziecka.
          Jestem przykładem, że można dać się zwariować smile
    • karina9918 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:15
      Przeżyłam Panią z poradni laktacyjnej i też jestem bardzo zawiedziona. Po
      miesiącu od porodu z dnia na dzień miałam coraz mniej mleka. Córeczka płakała
      coraz bardziej, a ja postanowiłam ją dokarmiać butelką i zadzwonić po panią z
      poradni, by mi pomogła. Przyjechała, wydała mi się sensowna i konkretna, ale
      pomimo jej porad i stosowania się do zaleceń mleczka miałam coraz mniej.
      Natomiast pani dzwoniła do mnie, że mam nie odpuszczać i przede wszystkim nie
      dokarmiać butelką. Staram się nie dokarmiać, ale córcia ciągle płakała - w końcu
      ja też. Powiedziałam babce, że mam tak mało mleka, więc muszę dokarmiać i w
      takim razie proszę ją, by mi poradziła, jak mam zrobić, by ta drobinka mleczka
      choć utrzymała mi się jak najdłużej i bym codziennie ściągnęła choć troszkę i
      dała córeczce. Pani obrażona na mnie, że tak szybko odpuściłam powiedziała, że
      skoro zamierzam dokarmiać butelką, to ona nie ma ze mną rozmawiać, a jak chcę z
      nią rozmawiać, to mam zrobić wszystko, by karmić tylko piersią. Jakiś koszmar. I
      podobnie jak u Ciebie mój mąż powiedział - dość! Przeszliśmy na butelkę. Byłam
      bardzo rozżalona, że nie mogę karmić piersią, ale szybciutko mi przeszło, jak
      zobaczyłam w końcu spokojne, najedzone dziecko. A Pani z poradni mogę
      podziękować za wielki stres mój i przede wszystkim mojej córeczki.
      • hatifnatka Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:28
        a przypomniało mi się jeszcze jedno, w tym temaciesmile
        przy pierwszej domowej wizycie lekarza pediatry oczywiscie powiedzielismy, że
        mamy problem z karmieniem i ze ja nie mam wystarczająco mleka.
        Odpowiedz lekarki: niech Pani nie dokarmia tylko przystawia do piersi. Głód
        jest swietnym bodzcem. Jak syn będzie głodny to zacznie ssać piersi.

        Kurcze blade, ssać mogl zawsze, ale jak nic z nich nie leciało to co???
        Miałam zagłodzic dziecko.

        Dodam, ze kazdej z Pan (połoznej, doradcy laktacyjnej, lekarce) powiedzialam ze
        jestem po kuracji rocznej hormonalnej, ze to moze miec przeciez wplyw. Zero
        reakcji.
    • lilka11333 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:28
      Dla mnie twoja powieść brzmi logicznie i nie widzę w niej nic bezsensownego ani
      niezrozumiałego. Terroryzowanie przymusem karmienia może spowodować zanik
      pokarmu, a dokładnie stres, który powoduje zanik wydzielania oksytocyny,
      odpowiedzialnej za uwalnianie sie pokarmu, to połączone ze słabym odruchem
      ssania nie wróży nic dobrego. Moim zdaniem dobrze zrobiłaś, ze w końcu olałaś
      naganiaczkę i podałaś butlę, pozdrawiam
    • exylia Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:32
      Dziewczyny trzeba we wszystkim zachować umiar i przede wszystkim wyluzować.
      Także w karmieniu piersią. I czasami warto posłuchać swojej intuicji. Ja też
      karmiłam piersią, ale nie za wszelką cenę. Przez pierwsze kilka dni dokarmiałam
      Małą butelką na noc. I było ok. Ja wyluzowałam, Mała była najedzona, a po paru
      dniach karmiłam już tylko wyłącznie piersią. Karmiłam pół roku, bo dłużej nie
      wytrzymałam na super eliminacyjnej diecie (Mała jest alergiczką). Bez większych
      stresów (były tylko przy uczeniu Małej picia z butelki, bo ciężko jej to szło)
      odstawiłam później dziecko od piersi. Nawet będąc jeszcze w ciąży nie
      zakładałam, że będę karmić tylko i wyłącznie piersią. Podchodziłam do tego na
      zasadzie, uda się to dobrze, nie uda się, tez nie ma problemu. Nigdy nie
      męczyłabym siebie i dziecka. I może dlatego udało mi się karmić piersią bez
      większych problemów i od razu po c.c.
    • hapkaj Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:34
      Karmelizo,
      Wspolczuje Ci, ze nie udalo Ci sie karmic dziecka piersia, chociaz tak bardzo
      chcialas.
      Ale tak na prawde powinnas zastanowic sie nad tym, czy powinnas winic za to
      niepowodzenie konkretne osoby. Ok, zle Cie prowadzono, ale Ty te porady
      przyjmowalas plus pozwalas karmic dziecko glukoza. A dlaczego tak sie stalo?
      Poniewaz nie sluchalas swojej wlasnej intuicji i jako wymeczona, mloda, niepewna
      mama dalas sie 'wodzic za nos'. Ja do tej pory wyrzucam sobie rozne rzeczy, i
      nie sa to jakies straszne rzeczy, ale mimo wszystko jak to przemysle, to mysle
      sobie, ze przy nastepnym dziecku na pewno nie bede slepo sluchala porad osob,
      ktore wydaja sie byc bardziej doswiadczone z racji wykonywanego zawodu.
      Oczywiscie nie oznacza to, ze te rady, ktore sa udzielana sa z zasady zle, ale
      nalezy to wszystko przyjmowac przez pryzmat bycia osobista mama tego wlasnie
      malenstwa i samemu podejmowac decyzje. Ciesz sie, ze maz w koncu nie wytrzymal
      tego, bo Ty wyraznie bylas w stanie paniki/histerii. Teraz czujesz sie ofiara
      ideologii karmienia piersia. Tzw. mafia karmienia piersia jest obecna nie tylko
      w Polsce, ale jednoczesnie ta sama mafia mowi: nie rob sobie wyrzutow sumienia,
      jesli Ci sie nie udalo, jesli nie jestes w stanie karmic, bo wazniejsze jest
      dziecko i to, zeby nie bylo glodne czy odwodnione. Czy zanim urodzilas dziecko
      przeczytalas cos na temat karmienia piersia? Bo jesli przeczytalas, to powinnas
      sama widziec swiatelko w tunelu - i wiedziec, ze czasem sie nie udaje. Powinnas
      byla wiedziec, ze karmienia piersia to sztuka i ze sa rozne metody, ktore moga
      pomoc w karmieniu piersia. Stad ta proba - odciaganie co 3 godziny, strzykawka,
      zeby dziecko nie odrzucilo piersi z powodu latwosci ssania butelki. Tutul postu
      powinien byc raczej, uwazaj mloda mamo i sluchaj swojej intuicji. Nie jestes
      ofiara specjalistki od laktacji, ale ofiara wlasnego niedoswiadczenia i braku
      wiary w swoja intuicje. Pociesz sie tym, ze przy nastepnym dziecku bedziesz
      pewniejsza siebie. Pociesz sie, ze przy tym dziecku juz sie nauczylas patrzec
      krytycznie na porady specjalistow.
      Tych samych bledow nie popelnia sie dwa razy, nastepnym razem bedziesz lepiej
      przygotowana i bardziej pewna siebie.
      I dobrze, ze o tym piszesz, w ten sposob lepiej sobie z tym poradzisz.
    • mniemanologia Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:43
      Też miałam problemy z karmieniem piersią, też każda położna i doradczyny dawały
      mi dobre rady, też odciągałam na początku 10ml, a Synek był odwodniony (suche
      usta, zapadnięte ciemiączko, such skóra - i płacz, płacz, płacz...), też
      przeszłam wyrzuty sumienia - i poddałam się, 4 miesiące karmię odciąganym
      mlekiem, powoli z tym kończę (wyjazdy rozregulowały mi laktację).
      Ważne, żeby dziecko nie było głodne i tyle.
      A te ceny - faktycznie horror.
    • mha1 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:48
      a ja doskonale rozumiem karmelizę. terror przymusu karmienia piersią poznałam
      na własnej skórze.
      leżałyśmy z córką w szpitalu 10 dni po porodzie. jeszcze w szpitalu okazało
      się, że dziecko nie dość, że nie przybywa na wadze, to zaczyna tracić. to co
      przeżyłam w szpitalu (pod tym względem, bo reszta była ok) wspominam jako
      koszmar. chyba cały personel wiedział, że "głodzę" dziecko. nie zaproponowano
      mi dokarmiania, tylko "ćwiczenie" małej przy cycku. a dziecko ssało doskonale,
      tylko nie miałam tyle mleka, żeby się najadało. po dniu walki waga lekko
      drgnęła. codziennie, do dnia wyjścia ze szpitala, modliłam się o dodatkowe 5 g,
      żebym tylko mogła wyjść do domu i zacząć podawać butelkę. nikt mnie nie
      wspierał. czułam się paskudnie, zero zrozumienia, wsparcia, straszenie "nie
      wyjdzie pani do domu". byłam w fatalnym stanie psychicznym, do tego martwiłam
      się, że od martwienia stracę zupełnie mleko... po wyjściu ze szpitala w trzecim
      tygodniu trafiliśmy do pediatry, bo mała histeryzowała cały dzień. okazało się,
      że dziecko jest głodne i pani doktor nakazała dokarmiać dziecko. po pierwszej
      butelce - jak ręką odjął. dziecko szczęśliwe i najedzone. postanowiłam nie
      walczyć o laktację, bo za dużo nerwów to nas kosztowało. o dziwo, do tej pory
      (10 tyg.) w karmieniu dzidzi nic się nie zmieniło - dostaje pierś i butelkę. a
      przecież wszystkie położne laktacyjne straszą "początek butelki to koniec
      karmienia piersią". co dziwniejsze, dziecko dostaje wciąż tą samą ilość
      sztucznego mleka, nie jest głodne i przyrasta na wadze, znaczy mleka w
      piersiach mam trochę więcej niż 7 tyg. temu.
      pozbyłam się poczucia winy już dawno, bo największym szczęściem jest zadowolona
      dzidzia. nie dajmy się zwariować. karmienie piersią jak najbardziej, ale nie za
      wszelką cenę.
    • doraxyz Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 13:51
      Karmeliza wiem co czułaś. Rodziłam na Polnej w Poznaniu i miałam cc. Pokarmu
      brak, powiedziano przystawiać i wtedy najdzie. No i naszedł tyle że w
      minimalnych ilościach. Mały wył z głodu. W końcu wyprosiłam dokarmianie.
      Doradca laktacyjny była oburzona i nie wierzyła że mały nie chce cyca. Uparła
      się że ona go tak przystawi że będzie ciągnoł i w dodatku mleko też najdzie.
      Pierwsza próba trwała 30 min. Malutki upocony zdenerwowany i rozwrzeszczany.
      Tak było pare razy (w szpitalu po porodzie byłam 5 dni) i nic z tego nie
      wychodziło. Dokarmiania było za mało bo przyjęto że jest karmienie mieszane.
      Skutek; przez cały pobyt w szpitalu moje dziecko było głodne a ja się czułam
      złą matką bo nie karmie piersią. Zgroza. Moj Mateusz ma teraz 4 m-ce, rozwija
      się dobrze. Jest karmiony butelką.
      • patkawawa Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 14:03
        Dziewczyny zgadzam sie z opiniami nic na sile i nie dac sie terroryzowac czyli
        to co mowily poprzedniczki - przynajmniej niektore. Powiem tak, chcialam
        karmic piersia i karmilam maly urodzil sie malenki 2990 najnizsza waga w
        szpitalu 2740 rodzilam w warszawie w bielanskim to jest moje 1 dziecko nie mam
        w rodzinie maluszkow bylam kompletnie zielona. Panie polozne i pielegniarki ze
        szpitala zabraly malego na 30 godzin do wygrzewarki<wymagal tego> od pierwszej
        chwili myslalam tylko zeby nie byl glodny niech go nakarmia czymkolwiek ja
        bylam po cesarce kazali mi lezec prosilam zeby go dokarmily coz ze nie piersia?
        jakos to bedzie. nie dokarmiali bo ulewaly mu sie wody plodowe. doturlalam sie
        2 pietra po schodach zeby go nakarmicsmile i pokarm byl i maly sie przyssal
        pozniej i owszem 2 razy musialam poprosic polozna o pomoc bo nie umialam
        przystawic i do domu. Zero stresu nie przyszlo mi do glowy nawet dzwonic do
        poradni itd. ufalam intuicji bardzo chcialam i karmilam pokarmu bylo duzo. NIE
        MOZNA DAC SIE ZWARIOWAC! po 3,5 miesiaca dostalam zalecenie pediatry dokarmiac
        mimo ze mialam duzo pokarmu bo maly slabo przybiera i co? zaczelam dokarmiac i
        karmilam dalej, maly ma 8 miesiecy sam sie odstawil od piersi nie nalegam nie
        chce nie je piersi nie przezywam dramatow jak odstawic co zrobic itd.
        zadecydowalo dziecko skoro woli butle i modyfikowane oksmilenajsmieszniejsze ze
        nie karmie juz ze 3 tygodnie i dalej mam pokarmsmile
        Tak wiec uwazam ze kazda matka intuicyjnie wie co dla malego najlepsze
        sluchajcie siebie i jestem przekonana ze najlepiej na tym sie wychodzismile
        pozdrawiam
        • patkawawa Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 14:08
          dodam tylko 1 zdanie po przeczytaniu listow dziewczyn o braku pokarmu itd nie
          jestem ekspertem ale niemal moge sie zalozyc ze tak jak napisala jedna z Was
          nie bez wplywu na zanik pokarmu byl stres zwiazany z podejsciem do sprawy
          doradczyn laktacyjnych<fakt ponoc niektore sa gorsze jak sektawink>
          • hapkaj Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 14:12
            Pokarm zanikl, ale trzeba to sobie wybaczyc. Nie raz sie sprawdzisz jako mama,
            Karmelizo.
            • karmeliza Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 14:38
              Hej Kobietki,
              wielkie dzięki za wszystkie listy. Intuicyjnie to ja czułam, że to nie ja jedna
              miałam taki problem - co widać z ilości listów w tak krótkim czasie, pisanych
              przez zapracowane w końcu Mamy... smile
              Napisałam to wszystko, bo zabrakło mi takiej wiedzy przed porodem. Naczytałam
              się mądrych książek, chodziłam do szkoły rodzenia, a potem oko w oko z
              płaczącym i głodnym dzieckiem odniosłam kompletną porażkę. Na dodatek personel
              w szpitalu, który w końcu od tego jest, zawiódł na całej linii, mi zarzucając
              całą winę - "bo pani nie umie przystawiać dziecka", "oj,nie będzie pani
              karmić", "co pani robi temu dziecku?" itp. A potem ta porażką z doradcą
              laktacyjnym. Na pewno przy następnym dziecku będę mądrzejsza, a to, co
              napisałam, to z jednej strony było mi potrzebne, żeby to z siebie wyrzucić, a z
              drugiej, żeby zwrócić uwagę na problem dziewczyn, które mają dobre chęci, a nie
              zawsze mogą karmić.
              Teraz już czuję się w porządku, a mały na butelce ma się doskonale. Tyle że na
              każdym opakowaniu mleka muszę czytać, że najlepsze, co mogę podać,to oczywiście
              mleko matki... nawet tu próbują mnie wpędzić w wyrzuty sumienia. Howgh!
              • kaeira Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 15:05
                karmeliza napisała:

                > Na dodatek personel
                > w szpitalu, który w końcu od tego jest, zawiódł na całej linii, mi zarzucając
                > całą winę - "bo pani nie umie przystawiać dziecka", "oj,nie będzie pani
                > karmić", "co pani robi temu dziecku?" itp.

                >:-[

                Nóż się otwiera...
              • ewas7610 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 15:21
                Witam. Rodzilam w lutym tego roku. Po porodzie okazalo się że nie mam pokarmu
                i że brodawki nienajlepsze( dosyć plaskie). Na szczęście w szpitalu polożne
                dokarmialy bez problemów i mala przybierala prawidlowo. Po trzech dniach do
                domu i od razu do poradni laktacyjnej, no bo przecież "dobra" mama karmi
                piersią. Pani konsultant zdolala mi wmówić że nawal tuż tuż. Nawet kapustę
                kazala kupić. Nie pozwolila mi dokarmiać dziecka. Na szczęście moja polożna
                środowiskowa mnie rozgrzeszyla i powiedziala że butelką wcale nie znaczy
                gorzej.
    • mama.krisa Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 15:09
      Witam smile
      ciesze sie, ze trafilam na ten watek. ja walczylam prawie 3 miesiace, niestety
      bezskutecznie, choc wszyscy wokol mnie twierdzili, ze pobudzenie laktacji jest
      banalnie proste i jak sie chce, to kazdy moze karmic... jak widac nie kazdy!
      mozecie sobie wyobrazic jak sie czulam, wiszac po 12 razy w ciagu doby na
      laktatorze elektrycznym, a z piersi wcale nie cieklo wiecej sad
      w koncu dalam sobie spokoj. Krzys w zasadzie od poczatku byl dokarmiany, ale
      rozwija sie fenomenalnie, a ja wreszcie nie mam poczucia winy. i widze, ze nie
      jestem jakas wyjatkowa z moimi problemami, w co w pewnym momencie zaczelam
      wierzyc, czytajac poradniki laktacyjne, ktore jako powod braku pokarmu tlumacza
      tylko ciezkimi chorobami, czy braniem lekow...
      dziekuje i pozdrawiam wszystki butelkowe mamy smile
    • sabko Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 15:29
      Tak, ja przeżyłam terror laktacyjny 2 lata temu. Córeczka która urodziła się w
      ciężkim stanie była i była po OIOM-ie nie chciała ssać. Mądra lekarka ( byłyśmy
      wtedy jeszcze w szpitalu) najpierw na mnie nakrzyczała że nie umiem jej
      przystawić a potem zamiast mi pomóc podłączyła małej kroplówkę bo zaczynała się
      odwadniać ...SUPER METODA uncertain
      Po tej przygodnie tak się do karmienia zraziłam że nie chciałam już o nie
      walczyć i w domu przeszłam na butelkę czego nie żałuję.
      Teraz mam 7 tygodniowego synka, po cc też nie miałam najpierw pokarmu a potem
      mały nie chciał ssać. Tym razem bez stresu przeszłam na mieszankę i jest super smile
      • mniemanologia Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 15:59
        Mój synek też miał kroplówkę przez odwodnienie. Ale u mnie to było inaczej
        tłumaczone: że jeżeli tak dużo spadł na wadze w szpitalu, to trzeba sprawdzić,
        czy to kwestia niedożywienia czy jakiś poważniejszy problem. Jeśli mimo
        kroplówki dalej by tracił na wadze - badaliby go w kierunku jakichś poważnych
        chorób.
    • kaeira Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 16:00
      No cóż, ja jednak napiszę, że absolutnie nie wierzę w występujący nagminnie
      "brak pokarmu", bo to są mity sprzed kilkudziesięciu lat! Praktycznie każda
      kobieta , *przy sprzyjających warunkach*, dobrych informacjach, wsparciu
      rodziny, rozsądnych radach - w tym co do dokarmiania, które może być konieczne -
      jest w stanie karmić (choć często po pewnym okresie bólu, stresu i płaczu
      swojego i dziecka).
      Niestety, większosć kobiet takich warunków nie ma, zamiast tego ma chamski i źle
      poinformowany, a w najlepszym wypadku niepomocny personel szpitalny sad((

      Ja akurat miałam szczęście, że miałam te sprzyjające warunki, ale też nie
      pomogły by mi one, gdybym się uwierzyła w "brak pokarmu" i to, że przecież
      butelka jest równie dobra, więc nie warto się męczyć, i nie zacięła się. I
      bardzo, bardzo się cieszę, że tak się "zacięłam", a te prawie dwa, chwilami
      KOSZMARNE i depresyjne pierwsze miesiące zaprocentowały wielokrotnie, - karmię
      już 9m i jest nam z tym wspaniale.
      • mniemanologia Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 16:20
        Miałam pokarm, aż tryskał, ale mam też tak wielkie piersi, że mogłam Synka nimi
        udusić, a i tak było mu ciążko się przyssać, a mnie - utrzymywać się w
        niewygodnej pozycji. To taki mój "niesprzyjający warunek" smile
        Przy następnym dziecku do szpitala zabieram laktator i od startu karmię butelką.
        • kaeira Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 17:54
          mniemanologia napisała:
          > Miałam pokarm, aż tryskał, ale mam też tak wielkie piersi, że mogłam Synka
          > nimi
          > udusić, a i tak było mu ciążko się przyssać, a mnie - utrzymywać się w
          > niewygodnej pozycji. To taki mój "niesprzyjający warunek" smile

          No oczywiście są i takie "warunki".
          Ja tez mam piersi mega (85F/G) i spodziewałam się w związku z tym dużych
          problemów. Pierś kilkakrotnie większa niż głowa noworodka, też wrażenie
          "zaduszania" sad
          Akurat jednak na tym froncie okazało się być OK. Co do pozycji itp choć
          faktycznie niektore pozycje były utrudnione, były inne, które przy małych
          piersiach bylyby niemożliwe albo niewygodne,a dla mnie były super.
          Ale myślę, ze oczywiście wszystko zależy od konkretnej sytuacji, konkretnego
          dziecka, itp. Więc może ja następnym razem będę miała problemy (odpukać!!!) a ty
          następnym razem nie?
      • tatko1 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 07.07.07, 18:36
        nagminnie, to może i nie, ale nie każda kobieta m
      • milka_milka Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 07.07.07, 21:56
        Nie prawie każda kobieta jest w stanie karmić piersią. To właśnie jest mit, że
        każda.
        • kaeira Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 07.07.07, 23:12
          milka_milka napisała:
          > Nie prawie każda kobieta jest w stanie karmić piersią. To właśnie jest mit, że
          > każda.

          Cóż, widocznie mamy różne mitologie.
    • niunka15 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 16:06
      Witam, wiem doskonale co czułaś pisząc o nawiedzonych paniach laktatorkach.
      Rodziłam w tym roku w lutym,cc,przy okazji spodkało mnie to "szczęscie" że ranę
      zainfekowano wszelkimi możliwymi szczepami bakteryjnymi min. gronkowcem, a moja
      córeczka również została zarażona. Leżałam więc jak betka, infekcja rany,
      gorączka ok 40 st., antybiotyki które konia by powaliły. Dziecko też słabe i na
      antybiotykach, ale oczywiście mam karmić piersią i tylko piersią aby dziecka
      otrzymało odemnie przeciwciała!!!, hahaha. Każde karmienie to był płacz,
      rozpacz dziecka,o moim bólu nie wspomnę, mleko srednio po 10 minutach mała
      zwracała, było gorzkie od antybiotyków, na dokładkę biegunka, ale wg pani
      laktatori tak miało być. I taki horror przez dwa tygodznie szpitala,karmić,
      karmić i jeszcze raz karmić!!! gdzie modliłam się byle do domu. Potem poszliśmy
      do poleconego pediatry i od razu szkierowanie do szpitala, ale tym razem
      zupełnie inne podejście, czytając mój i małej wypis Pani profesor której
      nazwiska nie bedę wymieniać i której dziekuję, chwytała się za głowę. Przy
      antybiotykach które brałam w żadnym razie nie wolno karmić piersią-efekt mała
      miała uszkodzenie przewodu pokarmowego, nie wchłaniała pokarmu, biegunka z
      krwią, od razu zakazano karmienia i na Nutramigen, hospitalizacja trzy
      tygodnie, teraz już jest ok, ale jak bym dorwała tą panią laktatorkę i lekarzy
      którzy chyba wiedzą co zapisują....... zaszkodziłam swojemu dziecku karmiąc
      piersią za wszelką cenę i też poczucie winy mnie gryzie.
      • kaeira Antybiotyk 06.07.07, 16:11
        niunka15 napisała:
        > zainfekowano wszelkimi możliwymi szczepami bakteryjnymi min. gronkowcem, a moja
        > córeczka również została zarażona. Leżałam więc jak betka, infekcja rany,
        > gorączka ok 40 st., antybiotyki które konia by powaliły. Dziecko też słabe i na
        > antybiotykach

        O Boże, współczuje! A jaki to był antybiotyk, z ciekawości? (U nas też był
        antybiotyk i mała też dostawała, ale po nim na pewno można karmić (Augumentin)
        • niunka15 Re: Antybiotyk 06.07.07, 16:30
          To był "koktail mołotowa" - jak pisałam konia by powaliło- zinacef, zamur,
          tienam, też augumentin i coś jeszcze czego nazwy nie pamiętam.
    • bodzinka Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 18:51
      Jak czytam to jestem przerazona.Ja mialm szczescie trafic na polozne, ktore mi
      pomogly (Zabrze, klinkia na Trugutta) i udaje mi sie karmic piersa pomimo cc i
      problemow.Jedyne co to przy wypisie nawiedzona lekarka kazala mi kupic laktaor
      za 60 zl, z ktorego korzystalam 2 dni.Moj maly urodzil sie przez cc i mialam
      niewiele pokarmu, klopot polegal na tym, ze Karolek nie dawal znac, ze jest
      glodny tylko godzinami wisial na cycu, wiec spadl duzo z wagi, dostal wysokiej
      zoltaczki i poszedl pod lampy.Polozne wylapaly, ze moge miec niewie pokarmu,
      pokazaly jak sciagac recznie, przystawiac malego, przyniosly herbatke na
      laktacje a jak w cieplarce plakal bo mu nie starczalo to co sciagnelam bez
      problemu dokarmialy malego.Mialy anielska cierplwosc i godzinami siedzialy przy
      mlodych mamach, zeby je nauczyc karmic.W tym czasie dostalam nawalu pokarmu.
      tak dla odmiany, pomagaly na zastoj, przynosily zimne pieluchy.Maly przestal
      lezec pod lampami ale nie umial zlapac piersi, twardej jak kamien i niestety tu
      trafilam na nawiedzona lekarke.Kiedy zasugerowalam, ze skoro malutki bardzo
      spadl na wadze to oprocz piersi dokarmie go mieszanka(co sugerowala inna
      lekarka) to sie na mnie wydarla, kazala odciagac pokarm i dokarmiac go
      odciagnietym.Bylo to w dniu wypisu, ja bylam ledwo zywa po tygodniu w szpitalu
      wiec podreptalam po laktator i bawilam sie znim 2 dni, wz sie wreszcie
      zorientowalam, ze problemem bylo to, ze piersi byly za twrde i jak odciagnelam
      to zrobily sie miekkie, maly zlapal, zalapal i sie najdal.Teraz jetem wsciekla,
      ze zamist poloznych posluchalam lekarki.Polozne kazaly mi odciagnac pokarm na
      oddziale i wtedy malego przystawic ale ja tak chcialm do domku, ze kupilam ten
      laktator.Teraz maly ma 8 miesecy i dalej ssie az milo.Ale macie racje na
      niektorych oddzialch panuje terror karmienie piersa a przeciez wiadomo, ze
      stres moze spowodowac brak pokarmu,Zeby karmic piersa trzeba miec odpowiednia
      atmosfere a matki, ktore nie moga lub nie chca tak karmic i karmia butelka
      wcale nie sa gorsze.
    • sdec Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 19:55
      Witam,
      u nas Paradnia Laktacyjna jest bezpłatna, zaś w prywatnej biorą ok 30-40 zł za
      pomoc, w domu 50 zł, niezależnie ile czasu trzeba na to poświęcić. Tylko z
      kolei ja byłam uparta i za wszelką cenę chciałam karmić synka piersią, córkę 1-
      wszą karamiłam 3 tygodnie. Po ok. 3 miesiącach pokarm w nocy zanikł, tak że
      rano ściagnęłam 5 ml z obu piersi. Po paru wizytach Pani z poradni powiedziała,
      żeby już nie męczyć i siebie i dziecka (w między czasie karmiłam małego
      łyżeczką), przez około tydzień ściągałam laktatorem na "sucho", aż później
      zaczęło się znowu produkować. Karmiłam do roku, choć muszę teraz przyzanć, że
      było ciężki i nie wiem, czy na ten moment mogłąbym to przejść jeszcze raz.
      Ogólnie muszę przyznać, że daradcy laktacyjni moi nie byli nawiedzeni, bo już
      dużo wcześniej proponowali przejście na butlę. Więc zależy kto na kogo trafi.
      Najważniejsze, żeby nie działać wbrew sobie i wiedzieć, że nie każdy ma full
      mleka, żeby maluszek najdał się do syta.
    • mia44 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 21:31
      Krótko mówiąc współczuję. U mnie poza tym, że córka nie chciała ssać ja jako
      mama wcześniaka nie miałam laktacji. Na szczęście w szpitalu Biziela w
      Bydgoszczy pomimo promocji karmienia piersią pani od laktacji bardzo mi
      pomagała, ale powiedziała że 3 doby to maks i potem trzeba dziecko normalnie
      dokarmiać jak się nie pojawi pokarm. Po wyjściu ze szpitala prawie mi się
      udało, ale mała trafiła na oddział z żółtaczką gdzie zaczęto ją karmic butelką
      i niestety od tamtej pory- 5 doba życia jesteśmy na niej już5 miesiąc i sobie
      chwalimy. Żadnych kłopotów ze zdrowiem i normalne podejście naszego pediatry
      utwierdziły mnie w przekonaniu, że głową muru nie przebijesz i jak nie dasz
      rady karmić piersią to przestaw dziecko na butelkę i też będzie dobrze.
    • asiulek_y Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 22:07
      Szczerze wspolczuje, ze na taki beznadziejny szpital trafilas. U mnie (Wroclaw,
      Chalubinskiego) bylo zupelnie odwrotnie: codziennie przychodzil doradca
      laktacyjny, pokazywal, jak podawac piers i patrzyl czy dziecko dobrze ssie.
      Cycusiowym "wisielcom" proponowal smoczek (dla odpoczynku mamy) i bylo super.
      Nikt tez nie robil zadnych problemow. Jesli dziecko w nocy krzyczalo,
      przychodzily, pomagaly i odrazu powiadomily mnie co ile mam przychodzic po
      mleko modyfikowane w razie problemow z karmieniem. Jeszcze raz szczerze
      wspolczuje beznadziejnego personelu w szpitalu. A ta baba to faktycznie jakas
      nawiedzona byla...
    • yoko.ono Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 06.07.07, 22:17
      przede wszystkim szczerze wspolczuje doswiadczen w szpitalu
      niedawno zostalam mama
      a karmienie piersia napawalo mnie lekiem i niechecia od poczatku ciazy
      ale uczestniczylam w szkole rodzenia gdzie sama swiadomie przy pomocy rozmow z
      nieslychanie cierpliwymi poloznymi stwierdzialm ze sprobuje
      i to wlasnie w szpitalu podczas trzech dni spedzonych na odziale polozniczym
      pokazano mi jak to robic jak siadac jak ukladac dziecko poza tym w kazdej chwili
      dostawalysmy mleko modyfikowane do dokarmiania dzieci gdyby sie nie udawalo
      i tak na prawde ta kompetentna opieka spowodowala ze postanowilam sie niepoddawac
      i z tego wynika ze jak zwykle wystarczy usmiech zyczliwosc i prawdziwa chec pomocy
      pzdr
    • karmeliza Dzięki za wszystkie listy i wsparcie :) 07.07.07, 14:41
      Witajcie,
      czytam te listy i włos na głowie staje - tyle powtarzających się historii z
      głodnymi noworodkami. Szczęśliwie jest parę szpitali, gdzie takie rzeczy się
      nie dzieją, ale to raczej piękne wyjątki. Mam wrażenie, że w ramach
      akcji "Rodzić po ludzku" za mało mówi się o tym wymiarze pobytu w szpitalu i
      pierwszych chwil z dzieckiem. W tym wątku zarzucono mi, że sama byłam sobie
      winna, bo pozwoliłam, żeby dziecko pojono glukozą.Zanim poszłam na porodówkę,
      byłam przekonana, że będę walczyć jak lwica o swoje prawa. W szpitalu,
      zostawiona z głodnym dzieckiem byłam bezradna i kompletnie bezsilna. Mam
      wrażenie, że idea karmienia piersią w większości szpitali rozumiana jest tak,
      że ponieważ matka karmi swoją piersią i swoim pokarmem, to karmienie noworodków
      nie należy już do obowiązków personelu i jest prywatną sprawą matki.
      Automatycznie personel wycofuje się z tych wszystkich oczywistych zadań, jakimi
      są nauka przystawiania do piersi, obserwowanie, czy noworodek ssie i czy się
      najada itd. Stąd pewnie takie nerwowe reakcje na kobiety, którym nie idzie
      karmienie, bądź kompletne ignorowanie oczywistych faktów (spadek wagi,
      odwodnienie, płacz dziecka). Bo przecież ma cycki i pokarm, to czemu nie karmi
      i czemu dziecko ryczy? A już kompletną paranoją jest robienie terroru wokół
      butelki i smoczka. Ja w szpitalu miałam jeszcze pokarm i gdy mały miał
      fototerapię poszłam do niego ze ściągniętym pokarmem. Położne mnie pogoniły, bo
      przecież nie wolno, żeby dziecko przyzwyczaiło się do smoczka. Lepiej, żeby
      głodowało, szczególnie gdy ma żółtaczkę i pokarm jest najlepszym remedium. To
      są kompletne absurdy. Potem człowiek wraca z wycieńczonym dzieckiem do domu i
      pada ofiarą doradców laktacyjnych... A potem rozpamiętuje, gdzie popełnił błąd
      i ma straszne poczucie krzywdy. Bo ja też uważam - jak jedna z WAs to napisała -
      że skrzywdzono w ten sposób moje dziecko. Już nie wspominając o tym, że
      pierwsze dwa miesiące były trudne, bo mały przeżył traumę - reagował
      histerycznie na jedzenie - jadł łapczywie, krztusił się, potem ulewał, płakał i
      tak cały dzień. Wspominam ten czas jak jeden wielki koszmar i dopiero teraz
      powoli sama wychodzę z tej traumy.
      Pozdrawiam wszystkie Mamy!
      • kaeira Re: Dzięki za wszystkie listy i wsparcie :) 07.07.07, 17:12
        > A już kompletną paranoją jest robienie terroru wokół
        > butelki i smoczka. Ja w szpitalu miałam jeszcze pokarm i gdy mały miał
        > fototerapię poszłam do niego ze ściągniętym pokarmem. Położne mnie pogoniły,
        > przecież nie wolno, żeby dziecko przyzwyczaiło się do smoczka. Lepiej, żeby
        > głodowało, szczególnie gdy ma żółtaczkę i pokarm jest najlepszym remedium. To
        > są kompletne absurdy.

        Absurdem jest nie tyle unikanie butelki - bo to to akurat dobrze - tylko jeżeli
        juz się jej unika, to karmi się w takiej sytuacji przez sondę, strzykawkę czy
        kubeczkiem; a one powinny oczywiscie to wiedziec, umiec pokazać! Itp, itd.

        > Mam wrażenie, że w ramach
        > akcji "Rodzić po ludzku" za mało mówi się o tym wymiarze pobytu w szpitalu i
        > pierwszych chwil z dzieckiem.

        Masz rację, ale z drugiej strony w ramach takiej akcji po prostu *nie da* się
        mówić o wszystkim, szczególnie kiedy nasze wspaniale szpitale jak kameleony
        przystosowują się do nowych, jak najbardziej pozytywnych idei i standardów. Jak
        ma być porod rodzinny, to prosze bardzo, ale z "opłatką"; jak dziecko ma byc z
        matką, to zostawiamy je z nią i częśc, niech sobie daje rade. Jak ma być
        karmienie piersią - no to właśnie tak jak pisałaś.
        Strasznie to wszystko smutne i wk**wiające.
        • milka_milka Re: Dzięki za wszystkie listy i wsparcie :) 07.07.07, 21:59
          Jasne, zdrowemu dziecku podawanie pokarmu sondą to dopiero świetny pomysł!
          Zastanów się, co piszesz.
          • kaeira Dokarmianie rurką 07.07.07, 23:11
            milka_milka napisała:
            > Jasne, zdrowemu dziecku podawanie pokarmu sondą to dopiero świetny pomysł!
            > Zastanów się, co piszesz.

            Chodzi oczywiście o sondę/rurkę na strzykawce, albo przyczepioną bo butelki,
            inaczej kateter do karmienia. Przepraszam, napisałam niejasno, bo dla mnie to
            oczywiste że nie chodzi o sondę do żołądka (chyba tak zrozumialaś?)

            Rurką przytrzymywana jest na palcu, który dotyka podniebienie dziecka, albo
            przyłożona do sutka. Ja tak robilam, pod kierunkiem poradni laktacyjnej.
            Wygląda to o tak:
            atm.ucdavis.edu/~grotjahn/personal/twin4m/finger.jpg
            calineczka.pl/sklep/images/sns_use.jpg
            www.careconnectiononline.com/Pictures/00902S.jpg
            • milka_milka Re: Dokarmianie rurką 08.07.07, 09:19
              A, widzisz, to co innego. Z tym też się spotkałam, i też uważam, że to nie
              najlepszy pomysł, ale do przyjęcia. Ale spotkałam się również z z pomysłem
              dokarmiania sondą żołądkową zdrowego dziecka przy problemach z karmieniem
              naturalnym i nóż mi się w kieszeni otworzył.
    • arvenha_81 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 07.07.07, 15:09
      Pewnie macie rację - ja również jestem ofiarą własnej niewiedzy (i braku pomocy
      w karmieniu piersią na Lutyckiej w Poznaniu), braku doświadczenia, może pewności
      siebie... ale słysząc, że karmienie na łóżku szpitalnym lub twardym drewnianym
      krześle jest tylko dla mnie problemem, o tym, że pewnie mam w historii rodzinnej
      opowieść o zagłodzonym dziecku i dlatego tak mi nie idzie karmienie piersią i
      inne takie bzdury plus gorliwe podsycanie poczucia winy i przekonania, że jest
      się do kitu - to zdecydowanie nie służy poprawie sytuacji. Do tego my biegający
      w popłochu przy płaczącej córeczce, brak czasu na ugotowanie obiadu, nie mówiąc
      już o zjedzeniu go, okropny stres i mętlik od tysiąca wykluczających się rad -
      aż dziwię się, że przez jakiś czas łudziłam się, że nawet w takiej sytuacji
      pokarm się pojawi... nasza konsultantka brała 70 zł za godzinę i skrupulatnie
      podliczała potem spędzone u nas minuty, więc dodatkowo pojawił sie stres
      związany z biegnącym czasem i malejącym zasobem portfela...

      poza tym miło dowiedzieć się po 3 miesiącach, że dziecko nie mogło prawidłowo
      ssać, bo miało za krótkie wędzidełko... miło - szczególnie po tym koszmarze
      pierwszego miesiąca, po którym gryząc palce z bezsilności podałam Małej butelkę...
      • anulkas86 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 08.07.07, 21:36
        Ja również męczyłam się z karmieniem bardzo. Mały płakał, złościł się, nie spał.
        Podejrzewałam że jest głodny, ale karmiłam go nadal piersią. Po 2 miesiącach nie
        chciał nawet patrzeć na pierś, a jak już wziął do buzi to zaraz wypluwał,
        wiercił się, płakał. Podałam mu sama bez konsultacji z nikim mleko sztuczne. I
        zakończyłam karmienie piersią. I wcale nie przejmuje się całym terrorem
        laktacyjnym. Grunt że w końcu i ja i mały byliśmy zadowleni.
    • limes1 Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 08.07.07, 21:46
      No to się dopiszę.
      Małą rodziłam we wrześniu 2004. CC, potem rozchwiane ciśnienie. Kozę dostałam
      do pokoju dopiero na 5. dzień. 3. dnia trochę pospała u mnie przy cycku i już.
      Na noworodkach była dokarmiana. Jak ją dostałam, położne kazały przystawiać,
      dały też laktator elektryczny i kazały ściągać, a potem pdawać butelką.
      Szczerze mówiąc, wolałabym piersią ze względu na wygodę.
      Do domu wyszłyśmy po 8 dniach szpitala. I zaczął się horror. Już w szpitalu
      mała (wcześniak) przybierała w dolnych granicach normy. Najniższa waga - 2160g.
      W chacie trochę possała, zasnęła, a odłożona do łóżeczka budziła się z rykiem
      po kwadransie. I tak całą dobę. Ja na oczy już nic nie widziałam (byłam zdana
      tylko na siebie), korzystałam z tych sekund, które udało mi się wyrwać na sen.
      Kontrola u lekarza - i jakbym dostała w łeb: niska waga. A już wtedy małej nie
      odkładałam do łóżeczka, więc zdarzało się, że wisiała na mnie po 15-18 godzin.
      Fajnie, nie? Odrywana od piersi podnosiła dziki wrzask. Nawet do łazienki za
      potrzebą szłam z nią przy piersi. Niech któraś z was kiedyś spróbuje obsłużyć
      się po cc w toalecie, mając do piersi przyssane dziecko...
      Wreszcie jedna mądra lekarka powiedziała: Zrób no ty, dziecko, usg piersi. Dała
      skierowanie, pojechałam. "Piersi z przewagą tkanki tłuszczowej, tkanka
      gruczołowa w zaniku." "Z tłuszczu to wielbłąd na pustyni wodę produkuje, a nie
      matka mleko" -tak powiedziała ta neonatolog i kazała dokarmiać. I skończyły się
      awantury z głodu i wiszenie na matce po 3/4 doby. O ile mniej byłoby takich
      dramatów, gdyby znalazł się choć jeden mądry lekarz i dał skierowanie na usg
      albo po prostu pwiedział: "Jak nie wyrabiasz, to daj butlę, w końcu jest w niej
      mleko, nie trucizna, a dziecku potrzebna jest sprawna matka, a nie potykające
      się zombie..."
      Dzisiaj mała jest fajną energiczną dziewczynką, mleka za bardzo nie lubi
      (rodzice też nie). I mam nadzieję, że na jej podświadomości nie odbije się to,
      że matka nie miała pokarmu i po prostu w nieświadomości ją głodziła...
      Pozdrawiam.
    • miniuszka Re: Uwaga na nawiedzonych doradców laktacyjnych! 08.07.07, 23:38
      Ja również miałam problem na początku karmienia piersią. W szpitalu dokarmiali
      mi małego sztucznie ale już na 3 dobę przybyło mi pokarmu i to dzięki m. in.
      położnej która kazała mi pić jak najwięcej ( co najmniej 2 litry dziennie). Ale
      po powrocie do domu tak około 3 tygodnia małemu znowu zaczęło brakować mleczka.
      Więc ja za wszelką cenę chciałam zwiększyć laktację i w tym celu wyszukałam w
      internecie namiar na doradcę laktacyjnego i oczywiście postanowiłam zadzwonić. I
      na szczęście się nie dodzwoniłam choć próbowałam nie raz. Piszę "na szczęście"
      bo nie wiadomo na kogo ja bym trafiła a czytając Wasze posty doszłam do wniosku
      iż faktycznie nie zawsze chodzi o to co naprawdę dobre dla dziecka. I w tej
      sytuacj na wysokości zadania stanął mój MĄŻ-NAJLEPSZY DORADCA LAKTACYJNY NA
      ŚWIECIE!!! To on ze spokojem tłumaczył mi że dokarmianie 1 butelką na noc malca
      nie jest przestępstwem, pilnował żebym piła jak najwięcej (czasem to mnie nawet
      denerwowało bo za mną łaził jak żandarm), namawiał do odciągania pokarmu jak
      mały spał. No i choć nie wiem skąd on o tym wszystkim miał pojęcie to muszę
      przyznać że pod opieką takiego doradcy laktacyjnego czułam się spokojna i
      zmotywowana jednocześnie. Był przy mnie w najgorszych chwilach, widział moje łzy
      gdy karmienie kończyło się fiaskiem ale nigdy mnie nie krytykował wręcz
      przeciwnie dodawał otuchy i wiary w siebie. No i najważniejsze że to wszystko
      zaowocowało i dziś nie potrzebujemy już butelki! Dlatego nie wyobrażam sobie
      żeby jakaś obca kobieta mnie traktowała jak wyrodną matkę bo butelką dziecko
      dokarmiałam. Karmelizo nie ulegaj presji otoczenia a jednocześnie daj z siebie
      wszystko abyś miała poczucie spełnienia bez względu na to jak karmisz. Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka