moja 6 tygodniowa dzidzia wciąż płacze...juz nie wiem co robić. Staram się
zaspokajać wszystkie jego potrzeby, ale nawet kiedy ma suchutko, kiedy jest
zatankowany po korek i mleczkiem i plantexem likwidującym kolki, ryczy w
niebogłosy...poczatkowo pomagało noszenie i przytulanie, ale teraz nawet to
jest nieskuteczne. Beczy aż sąsiedzi z innych domów (!) pytaja co się
dzieje. Nie ma mowy by dzieckiem zajęła się przez chwilkę babcia czy nawet
tato, nie mozna też go położyć samego do łóżeczka, czy nosidełka, wciąż musi
być przylepiony niczym, huba, do mamy

Na dodatek bardzo mało spi w dzień
tylko 3 godziny...w ciagu doby w sumie 9. Pani doktor nie stwierdziła
żadnych nieprawidłowości, jedynie przepisała czopki homeopatyczne Viburcol,
ale żal mi nimi faszerować Szymka. Nie jest w stanie na dłużej go
zainteresować ani karuzela, ani zabawki...opadam z sił i tracę cierpliwość,
mój mąż ucieka przed małym gdzie pieprz rośnie, ja mam ochotę zrobić to
samo...Wiem, że nie ma złotej rady, chciałam się tylko pożalić...Pozdrawiam
i życzę spokojniejszych dzieci niż moje.