Moja prawie 9miesięczna córeczka nie opuszcza mnie na krok.Jestem na
wychowawczym wiec spedzamy razem cale dnie.Gdy tylko znikne jej z oczu od razu
zaczyna płakac.nie moge nawet w spokoju sie wykapac-krzyczy tak ze pare razy
zaczela sie dusic

nic nie moge zrobic,posprzatac,ugotowac,mam czas tylko gdy
mala spi.Najlepiej kiedy sie z nia bawie na podlodze lub trzymam na kolanach
wtedy jest szczesliwa i caly czas sie smieje.Niechetnie idzie do innych na
rece kiedy jestem w zasiegu jej wzroku.Natomiast kiedy jestem np na uczelni i
zostaje z mezem daja sobie wspaniale rade bawia sie i mala w ogole nie placze
za mna...Czy ktoras z was byla w podobnej sytuacji?jak sobie radzilyscie?