Dodaj do ulubionych

O wymuszaniu.

25.03.08, 09:17
Ręce mi opadają, ja czytam, że kilku tygodniowe dzieci wymuszają
wzięcie na ręce, noszenie albo jeszcze lepiej kąpiel. Ja wiem, że
każda mamusia uważa, że jej bobas jest najinteligentniejszy i to
nic, że nie umie jeszcze złapać grzechotki, ale na pewno potrafi
sobie wykombinować, jak zmusić rodziców, do spełniania zachcianek.
A tu link do artykułu na ten temat:
www.edziecko.pl/pierwszy_rok/1,79404,5020146.html
Obserwuj wątek
    • aleksandra1977 Re: O wymuszaniu. 25.03.08, 09:19
      urodzeni terrorysci smile
    • budzik11 Re: O wymuszaniu. 25.03.08, 09:33
      No tak. to przykre, że dziecko w ogóle musi WYMUSZAĆ wzięcie na ręce,
      przytulenie, czy kołysanie. Najlepiej, jakby tylko grzecznie bawiło się na macie
      albo w łóżeczku, grzecznie jadło co 3 godziny (w nocy wcale), nie płakało i jak
      najwięcej spało, oczywiście najpierw samodzielnie zasypiając. An w ogóle to
      najlepiej jakby go wcale nie było, wtedy nie przeszkadzałoby rodzicom w
      chodzeniu po galeriach handlowych, do knajpy na piwo ze znajomymi itp. Takie
      niekonfliktowe, mało wymagające dziecko.
      • maggis1980 Re: O wymuszaniu. 25.03.08, 10:43
        Ja mam takie dziecko. Je co 4h, przesypia cala noc i zasypia sam.
        Niecierpi, jesli chce sie go uspic. Uwielbia bawic sie sam na macie,
        w krzeselku, czy na kocyku. Ale nie o tym jest ten post. Rodzice
        faktycznie w wiekszosci uwazaja, ze wlasnie ich dziecko, to urodzony
        geniusz i ze potrafi tak kombinowac, zeby mu bylo dobrze. Dziecko
        placze z wielu powodow. Z wielu powodow krzyczy. I nie ma co do tego
        dorabiac ideologii wink
        • anastasia27 Re: O wymuszaniu. 26.03.08, 10:29
          Moim zdaniem nie powinno sie tego nazywać wymuszaniem, ale dziecko które skończy
          kila miesięcy ma już swoje wyraźne preferencje. Skoro potrafi sie juz
          usmiechnąć, jak jest szczęśliwe i zapłakać jak jest nieszczęśliwe to w ten
          spsób pokazuje rodzicom co mu odpowiada i tak robi każdy maluch. Na przykład mój
          nie lubi za długiego noszenia na rękach lub siedzenia z nia na kolanach bo jej
          niewygodnie. Zaczyna sie wiercić i jeżeli jej nie odłoże to zaczyna marudzić.
          Albo jezeli puszczam jej karuzelę to nagradza mnie usmiechem. To przecież
          normalne. Inne dzieci chciałyby, żeby je ciągle nosić bo tak jest im
          najwygodniej i czuja sie najlepiej. Zwierzęta maja swoje preferencje ,a maluchy
          miałyby ich nie mieć?
    • fammpirella Re: O wymuszaniu. 26.03.08, 22:19
      dziecko to nie warzywo. to czego potrzebuje wyraźnie komunikuje.
      nazywanie tego wymuszaniem to naduzycie, ale jesli nie umie sie
      normalnie ułozyc realcji z maluszkiem (tzn. jest czas razem i czas
      oddzielnie, tylko nosi sie całe dnie, zły nawyk sie utrwala), to
      trzeba sie umiec przyznac do błedu i nie wymyslac teorii.
      koniec i kropka.
      • mala300 Re: O wymuszaniu. 27.03.08, 22:15
        fammpirella napisała:

        > dziecko to nie warzywo.<

        wlasnie, nie warzywo, wiec potrzebuje obecnosci mamy, taty itd.


        > (tzn. jest czas razem i czas
        > oddzielnie, tylko nosi sie całe dnie, zły nawyk sie utrwala), to
        > trzeba sie umiec przyznac do błedu i nie wymyslac teorii.
        > koniec i kropka.

        to moze opatentowac dzieci na godziny?
        • fammpirella Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 09:50
          a coz to za blyskotliwy post? i nowa teoria z dziecmi na godziny?
          • mala300 Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 14:07
            na Twoim poziomie przeciez.

            na godziny moze nowatorskie, ale dziecko z opcja standby to byloby
            cos?
            • fammpirella Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 17:34
              ach, czyli chcesz ze mna pogadac? nie sil sie, nie mam czasu na nowe
              przypadkowe anonimowe znajmomoscisuspicioustongue_out. spróbuj zagadnąć kogoś
              innego. powodzenia.
              ps. nie wiem, czemu chcialabys miec dziecko z opcja stadby, zastanow
              sie czy nie wystarczyloby ci mute.
      • sabciass Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 21:20
        Zgodzę się z tobą, że się utrfala, jeżeli, ty zgodzisz się ze mną,
        że skoro tak, to mamy noszące swoje dzieci poniosą je również do
        pierwszej komunii, a potem na maturę. No skoro się utfala.
        • fammpirella Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 21:55
          moja złota, po pierwsze utrwala, po drugie nie wiem co za argument z
          tym noszeniem dziecka na rozne zyciowe okolicznosci wymyslilas, ale
          powtarzasz to juz ktorys raz, a zdaje sie, ze nie ma to nic do
          rzeczy. jestesmy na forum niemowle, czyli dotyczacym dzieciaczkow do
          roku a nie 7-latkach czy maturzystow. rozpoczelas watek na temat
          wymuszania. tak, nienoszone dziecko bedzie plakalo, bo bedzie
          chcialo do mamy, dziecko noszone nos stop bedzie tego chcialo, bo
          tak jest fajnie, bo to zna od urodzenia i tyle. dzieci WYMUSZAJA (i
          potrafia byc w tym bardzo skuteczne)zaspokojenie swoich potrzeb, bo
          maja bardzo sily instynkt samozachowawczy i to jest w naturze
          genialne.
          sabiass, naprawde, nie musisz sie ze mna zgadzacsmile
          • sabciass Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 22:25
            Te okazje, są dla zobrazowania konkretnego wieku, wiem, że to wiesz,
            ale nie potafisz przyznać mi racji, tylko czepiasz się nieistotnych
            szczegułów, że wymyślam okazje i że tu się tylko o niemowlętach
            rozmawia.
            To może jeszcze raz dużymi literami.
            Według ciebie, jeżeli będę nosiła dziecko od urodzenia zawsze kiedy
            będzie tego chciało, to utrfali się w nim to na zawsze i już zawsze
            będzie chciało być noszone.
            Według mnie, dziecko noszoe zawsze kiedy chce, będzsie miało
            zaspokojoną potrzebę bliskość i będzie chciało na ręce coraz
            żadziej, bo świat, raczkowanie i chodzenie będzie dla niego
            ciekawszy niż mamine ręce.

            Na poparcie mojej tezy mam kilkadziesiąt dzieci mam chustowych,
            które sprzedają swoje chusty, bo dziecko już staneło na nóżki i już
            nie chce się nosić, oraz przykład wózka, z którego świeżo chodzące
            dzieci najczęściej wysiadają i pchają same, więc jakoś nawyk wózkowy
            im się nie utfalił.
            • fammpirella Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 22:46
              och, sabciass, nie spierajmy sie na temat noszenia, bo ja nie naleze
              do matek, ktore nie nosza. tez nosze, ale nie traktowalam wziecia na
              rece jako sposobu rozwiazania problemu z moim chwilowym zejsciem z
              pola widzenia dziecka. zwroc uwage, ze temat zaognil sie przy watku
              na temat protestowania podczas nieobecnosci mamy. SABCIASS, MASZ
              RACJE: nosic, nosic, nosic i jeszcze raz nosic! tulic, calowac,
              kochac, dotykac, glaskac! ale nauczyc, ze mamy moze chwile niebyc,
              ale tez jest fajnie. i tu pojawia sie nasza roznica zdan, prawda?
              ty wsadzalas w chuste, a ja nauczylam ja znaczenia slow "zaraz
              wracam" i zabawy w akuku i nie musialam jej nosic.
              • sabciass Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 22:53
                Bo twoje dziecko było na to gotowe i z tego co piszesz obyło się bez
                płaczu i tresurysmile Ja w domu nie noszę w chuście, bo mam tak małe
                mieszkanie, że właściwie z każdego miejsca mnie widać, a dziecko
                jest już na tyle duże, że woli podłogę i zabawki niż noszenie.
                To ja też się z toba zgodzę, noszenie uzależnia.... ale mamy. Ja
                poprostu lubię nosićbig_grin
                Pozdrawiam i dobrej nocy.
                • fammpirella Re: O wymuszaniu. 28.03.08, 23:02
                  smile
                  wiem, moja mala coraz zadziej chce sie do mnie przytulac i jest mi
                  przykro... ona juz smiga po domu, wszystko ciekawsze od usciskow i
                  caluskow mamy. w dodatku dzisiaj w koncu usiadla i co robila caly
                  dzien? probowala siadac. nawet w powietrzu, czyli na rekach.big_grin
                  spijcie dobrzesmile
    • sabciass Re: Coś więcej, skoro wątek już przypięty. 28.03.08, 21:17
      Widzę, że większość zgadza, się z jednym, że płacz to nie
      wymuszanie, tylko sygnalizowanie potrzeb. Gdy dziecko płacze, to
      znaczy, że czegoś potrzebuje, nie że sobie coś tam ubzdurało i jak
      to ktoś tu gdzieś napisał toczy z nami próbę sił i oczywiście nie
      wolno ulegać, bo się dziecko rozpuści i już nigdy nie zejdzie nam z
      rąk, nie zacznie samo zasypiać i nie jeść w nocy. Im dziecko
      starsze, tym jego potrzeby się rozszerzają i faktycznie kilku
      miesięczniak może mieć "potrzebę" zabawy grzchotką przy jedzeniu i
      grymasić kiedy mu się na to nie pozwala. I właśnie z wiekiem można
      zacząć stawiać, dziecku jakieś granice i wymagania, ale zawsze wtedy
      gdy jest na to gotowe. W końcu nauczy się tego wszystkiego bez
      płaczu i tresury od pierwszych dni życia, żeby broń boże się nie
      nauczył, nie rozpuścił, bo inaczej jak nic poniesiemy nasze dzieci
      do matury na rękach i będziemy lulać do snu do późnej starości. Więc
      spełniajcie potrzeby swoich dzieci i dajcie im do wszystkiego samym
      dojżeć zamiast je tresować.
      • fammpirella Re: Coś więcej, skoro wątek już przypięty. 28.03.08, 22:04
        uścislij, co nazywasz tresura, bo wydaje mi sie, że mozesz kogoś
        brazić. jestem przekonana, że na forum dla młodych i młodszych matek
        zagladaja raczej kobiety zatroskane o stan i rozwój swojego
        dzieciatka, a nie patologiczne larwy, które stosuja jakąś tresure,
        czy sie myle?
        • sabciass Re: Coś więcej, skoro wątek już przypięty. 28.03.08, 22:39
          Tresurą, jest dla mnie wszystko, do czego próbujemy zmusić jeszcze
          niegotowe na to dzieci. Jeżeli dwumiesięczniak nie chce zasypiac sam
          w łóżeczku, a mama, uczy je tego braniem na rece i odkładaniem, a
          dziecko drze się w niebogłosy, obie męczą się tak przez godzinę, po
          czym mama się poddaje i jak zwykle pozwala dziecku zasnąć przy
          piersi i dziecko zasypia w trzy min. to jest dla mnie tresura. A jak
          jestem zdania, że to samo dziecko za dwa, trzy, lub cztery miesiące,
          położy do łóżeczka i ono zaśnie. też pewnie, nie z dnia na dzień,
          ale pójdzie to o wiele łatwiej kiedy malec będzie na to gotowy, a
          nie kiedy ja o tym zamarzę.
          • fammpirella Re: Coś więcej, skoro wątek już przypięty. 28.03.08, 22:59
            smile znow musze Ci odpowiedziec: patrz program superniania. nie
            wszytskie dzieci sa "grzeczne", o lagodnym usposobieniu i elastyczne
            na zmiany. niektore z wiekem staja sie coraz bardziej uparte i
            stanowcze i NIGDY same nie zainicjuja zmian, ktore moga byc dla nich
            mniej przyjemne i wygodne. kazdy, nawet najmniejszy czlowiek, jest
            troche egosita...
            na pewno uczenie dziecka czegos, do czego nie jest gotowe nie da
            efektu. jesli efekt da, tzn., ze warto bylosmile istotna jest odpowiedz
            na pytanie, kiedy przychodzi na tą nauke czas.
            swoja droga nauka samodzielnego usypiania dziecka do 3,4 m-ca, gdzie
            nie zaniknal jeszcze odruch ssania to troche jakby brak elementarnej
            wiedzy o dzieciach.
            ja usypialam w smoku do 15 m-ca, rozstawalam sie z nim ponoc w
            strasznej awanturze i rozpaczy, moj maz wcale, nasza córcia - 4
            miechy i po smoku. po prostu zaczela sie nim bawic, nie ssac. ot,
            taka dziwna nie grzechoczaca grzechotk\a. ale usnac sama nie umiala.
            po 2 ciezkich dniach bylo juz dobrze. i nie sadze, zeby te 2 dni
            zostawily jakikolwiek uraz na psychice mojego Skarba....
          • anastasia27 Re: Coś więcej, skoro wątek już przypięty. 29.03.08, 23:33
            Dziecko usypiane w łóżeczku zaczyna w pewnym momencie kojarzyć, że służy ono do
            spania i jeżeli jest zmęczone to odłożenie je tam je uspokaja i tym bardziej
            skłania do snu. Ja usypiałam dziecko w łóżeczku od samego początku, bo nie
            wyobrażam sobie jak bym miała zasnąć z dzieckiem. Po prostu byłabym zesztywniała
            ze strachu, że ją zgniotę, więc nie miałam innej alternatywy, gdzieś musiała
            spać. Tyle, że u mnie jest tak, że mała nie bawi się w łóżeczku tylko na macie i
            odkładam ja wtedy kiedy jest śpiąca. Nie ma protestów, czasem daję smoka, a
            najczęściej ona sama usypia się ssaniem kciuka. Na początku zdarzało się, że
            popłakiwała przed zaśnięciem, ale było to raczej związane z bólem brzuszka i
            kolkami. Nie usypiam jedzeniem, bo u mnie po jedzeniu jest zabawa, a dopiero,
            jak oczki sie kleją idzie spać. Jak ja kładłam od razu po jedzeniu to się zaraz
            budziła i jej sie ulewało.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka