moja córeczka ma cztery miesiące, śpi ładnie w swoim łóżeczku, ale żeby usnęła
to muszę ją zostawić samą, wychodzę z pokoju i wracam za parę minut sprawdzić
co się dzieje.
Niby to komfortowa sytuacja, bo nie muszę małej nosić, a ni bujać godzinami,
nie spi z nami w łóżku i nie ma histerii przed snem, ale mnie jest jakoś
przykro i trudno odejść od jej lóżeczka i zostawić samą. Z drugiej strony
jeżeli tego nie zrobię, to Ola nie zaśnie, będzie się uśmiechała i chciała się
bawić, trze oczka ze zmęczenia, ale nie uśnie jak ktoś przy niej siedzi, tylko
jak wychodzę z pokoju, to ona tak patrzy na mnie tymi cudnymi ślepkami, jakby
chciała powiedzieć " mamusiu nie odchodź " i to jest dla mnie strasznie trudne

po przebudzeniu Ola również nie woła nikogo do siebie, leży sobie, gada do
misiów i czasem to nawet nie wiem, że dziecko już nie śpi. Może pomyslicie, że
jestem walnięta, bo wiele mam ma zupełnie odwrotny problem, ale mnie jest
naprawdę czasem ciężko na duszy, tak mi się nieraz wydaje, że córeczka nie
potrzebuje mnie bardzo, a to strasznie przykre uczucie, macie tak czasem?