Dodaj do ulubionych

pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja

15.10.03, 11:29
Słyszałam, że przez pierwsze tygodnie należy być na każde zawołanie dziecka -
to nie rozpieszczanie tylko dawanie poczucia bezpieczeństwa.
Zgadzam sie z tym. Mój synek kończy jutro 5 tygodni. Znam go już dosć dobrze -
rodzaje płaczu, pory, o których łapie go kolka i kiedy czuje się dobrze.
Do tej pory podbiegałam na każde zawołanie. Mały śpi z nami cały czas, bo nie
bardzo daje sie odkładać do kołyski.
Dwa dni temu zauważyłam, że są pory - mniej wiecej koło południa, kiedy mam
pewność, że nic mu nie jest - nakarmiony, przewinięty, brak objawów kolki
(przy której bardzo charakterystycznie stęka i się napina), pokoik
wywietrzony...Dopóki na moich rękach albo blisko cycka (najlepiej się wisi na
mamy cycku) to spokojny. Próbuję odłożyć do łóżeczka - krzyk!
W domu bałagan, ja spocona, nie wymyta, pal sześć, że głodna. On nawet na
chwilę nie daje mi niczego zrobić. Na przykład dziś - za 4 godziny wyjeżdzamy
na Mazury, przecież muszę spakować rzeczy i to bez nerwów, bo zapomne czegoś
dla dziecka.
Dwa dni temu postanowiłam - spróbuję. Raz dziennie może chwilę popłakać. Musi
się też powoli uczyć, że czasem trzeba chwilkę poleżeć w swoim łóżeczku. Daję
mu 20-30 min. Przedwczoraj usnął po 20 minutach płaczu, wczoraj po 3. Dziś
płacze już od 25.
Wiem, że takie "wychowywanie" musi być poparte konsekwencją, inaczej robi się
dziecku mętlik w głowie. Ale serce tak bardzo boli, jak on płacze!!!!To jest
nie do wytrzymania. Wiem, że powinnam go powoli przyzwyczajać do spania
samemu, w końcu muszę w domu i koło siebie też coś zrobic, a zmęczona i
poirytowana mama to nic dobrego. Ale serduszko tak boli...
Obserwuj wątek
    • yola66 Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 15.10.03, 11:53
      Trochę Cię podziwiam, trochę dziwię i trochę rozumiem. Mój synek ma już pół
      roczku i chyba nie dałam mu nigdy płakać dłużej niż 10 minut. Może powinnaś się
      zastanowić dlaczego płacze??! Ja wierzę w teorię, że taki Maluch jeszcze nie
      płacze z nudów, ale dlatego, że z czymś sobie nie radzi.... Może po prostu jest
      śpiący i nie umie zasnąć sam????
      Przyznaję, że te pierwsze 6 tygodni jest naprawdę trudne. Maluch wyrwany z
      brzuszka mamy, jeszcze nie za bardzo radzi sobie z obcowaniem ze światem
      zewnętrznym. Świeżo upieczona mama natomiast jest koszmarnie zmęczona i brakuje
      jej czasu dla siebie. Ja w tym czasie opierałam się na pomocy mamy, teściowej i
      przede wszystkim męża. Zajmowali się dzieckiem, żebym ja mogła się wykąpać, coś
      zrobić wokół siebie czy po prostu przespać. Mama gotowała i zostawiała nam
      zapasy w lodówce. Pomoc się bardzo przydała, ja miałam szansę na chwilę dla
      siebie, a Tata i babcie miały okazję nacieszyć się maluchem....
      Chyba nie wytrzymałabym gdyby Moj Synek leżał w łóżeczku i przeraźliwie płakał.
      Wychowanie wychowaniem, a miłość miłością. Dla mnie najważniejsze jest, żeby
      czuł, że go bardzo kochamy i że jego potrzeby są najważniejsze dla nas -
      ważniejsze od naszych własnych pragnień.
      • umargos Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 15.10.03, 12:09
        Będzie Ci łatwiej, jeżeli zgoda na płacz, nie będzie oznaczała, że dziecko
        płacze w samotności. Ja tak wprowadziłam w życie "wychowywanie". Owszem
        pozwalałam płakać (w sytuacjach kiedy miałam pewność, że to nie dolegliwości
        ani głód są powodem, choć przy kolkach też nosiłam, bo po 3 dniach całkiem
        opadłam z sił, a noszenie i tak nie pomagało, siedzenie obok lub siedzenie z
        przytulonym bąblem było równie skuteczne), tzn. nie zabawiałam na siłę, nie
        nosiłam bez przerwy żeby pocieszyć, ale byłam obok. Głaskałam, śpiewałam,
        opowiadałam różności, pokazywałam zabawki i czekałam aż dziecko się uspokoi.
        Kiedy dziecko było spokojne i pogodne to wracałam do swoich zajęć. Kiedy
        zawołało znowu podchodziłam, znopwu zabawiałam...Po niecałych dwóch tygodniach
        zadziałało. Dziecko zaczęło łatwiej zasypiać w dzień i wieczorem (bo przed snem
        stosowałam takie same zabiegi). A też dziecko było coraz starsze, coraz
        bardziej interesowało się otoczeniem i zaczęło bardzo skutecznie zajmować się
        sobą...rozglądała się ciekawie dookoła, probowała łapać zabawki...Zawsze lubiła
        (i lubi) jeżeli byłam w zasięgu wzroku i głosu (lub ktoś inny kto dotrzyma
        towarzystwa), ale nie musiałam stać nad nią lub nosić bez przerwy na rękach.
        Pozdrawiam
        Ula
        • mamasita Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 15.10.03, 12:18
          Wsadz go może w nosidełko to będizesz mogła coś zrobić , ale 6 tygodni to
          maluszek, nie możesz mówic o wychowywaniu. Ja za 30 minut płaczu mojego małego
          wylałam opiekunkę ze skutkiem natychmiastowym. Nie mozna bez opieki, dobrego
          słowa, przytulania zostawiac. No mozna tylko po co i dlaczego.
          Jak jedziesz na mazury to niech mąż Was spakuje lub zajmie się dzieckiem.
          Zapomnij o rozkładzie i i że cos ma sie odbyc o okresslonej godzinie. Za 2
          miesiące już bedzie wszystko unormowane
    • wilga_kasia Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 15.10.03, 13:15
      Nie wiem, czemu miałoby służyć takie "wychowanie" pięciotygodniowego brzdąca.
      Dziecko potrzebuje Ciebie, Twojego ciepła, zapachu, chce słuchać Twojego głosu -
      przecież to naturalne. Moja córcia ma 4 m-ce i gdy nie śpi, chce być cały czas
      przy mnie - ale to przecież zrozumiałe, dlaczego miałaby chcieć leżeć sama w
      łóżeczku? Polecam nosidełko, leżaczek - to ułatwia życie. Nie zostawiaj
      płczącego dziecka samego, bo to niczemu nie służy i jest okrutne. Można życie
      tak zorganizować, żeby dziecko mogło być przy mamie, ile potrzebuje. Jeść
      śniadanie można z dzieckiem na ręku, wieszać pranie z dzieckiem w nosidełku,
      czytać, leżąc obok dziecka...


      ---------

      Natura lubi się ukrywać
      • emonik Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 15.10.03, 13:43
        Popieram te mamy, króte nie są za wypłakiweaniem się dziecka w samotności.
        Może przy starszych dzieciach, które świadomie próbują terroryzować rodziców,
        jest to dobra metoda ale na pewno nie przy 6 tygodniowym brzdącu!!!
        Moje małe też nie dało mi nic zrobić jak było w tym wieku. Teraz ma skończone
        3 m-ce i jest dużo lepiej. Miewa dni, że marudzi od rana do wieczora nie
        wiadomo czemu - wtedy trzeba ją nosić, zabawiać i stawać na głowie, ale
        przeważnie jest pogodna, wesoła i potrafi kilka razy dziennie poleżeć sama w
        łóżeczku. Jak jem śniadanie - mała towarzyszy mi w foteliku samochodowym na
        stole, jak zmywam - mówuię do niej, jak piorę - jest przy mnie w łazience.
        Czym dziecko starsze tym więcej rzeczy wokół je interesuje.
        Cierpliwości!!!

        Monika - mama Inki
    • burza4 Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 15.10.03, 14:54
      mlodamama napisała:

      > Słyszałam, że przez pierwsze tygodnie należy być na każde zawołanie dziecka -
      > to nie rozpieszczanie tylko dawanie poczucia bezpieczeństwa.
      > > Wiem, że takie "wychowywanie" musi być poparte konsekwencją, inaczej robi
      się dziecku mętlik w głowie. Ale serce tak bardzo boli, jak on płacze!!!!To
      jest nie do wytrzymania. Wiem, że powinnam go powoli przyzwyczajać do spania
      > samemu, w końcu muszę w domu i koło siebie też coś zrobic, a zmęczona i
      > poirytowana mama to nic dobrego. Ale serduszko tak boli...


      Hmmm, a ja jakoś nie przejawiam entuzjazmu do takiego myślenia. Z obserwacji
      widzę, że te "pierwsze tygodnie" przeciągają się do "pierwszych miesięcy" a
      potem do "pierwszych lat"... Oczywiście należy być przy dziecku, ale z drugiej
      strony - według mnie nawet taki maluch przyzwyczaja się (wbrew temu, co
      większość z was pisze) do tego, że ktoś jest obok na każdy gwizdek. Ile czasu
      wytrzymasz będąc 24 godziny dla dziecka? Życie weryfikuje takie świetne
      zalecenia psychologów. Oczywiście maluch potrzebuje mamy. Ale też mama musi
      mieć choć trochę czasu dla siebie - dla dobra dziecka własnie - żeby móc
      wypocząć i cieszyć się macierzyństwem. Masz rację mlodamamo - zmęczenie MUSI
      dać znać o sobie, a twoja irytacja nic dobrego nie wniesie. Daj z siebie TYLE
      ILE MOŻESZ, bo według mnie to czego dzieci chcą a czego potrzebują to dwie
      różne sprawy. Kieruj się własną intuicją, przecież każde dziecko jest inne.
      Samodzielne spanie - mogę ci powiedzieć tylko, że ja nigdy nie spałam z moim
      dzieckiem - i wbrew temu całemu gadaniu o potrzebie spania z matką - było to
      najpogodniejsze niemowlę pod słońcem (więc chyba nie jest to potrzeba a kolejne
      przyzwyczajenie). A samodzielne spanie u mnie wyszło przypadkowo - po pierwsze
      dlatego, że nie umiałam karmić na leżąco, bo było mi niewygodnie, po drugie
      dlatego, że mała zasypiała przy jedzeniu i w ogóle nie było kwestii usypiania,
      a jedyną trudnością było przełożenie do łóżeczka, a jeśli to ją rozbudziło, to
      przez chwilę głaskałam ją po prostu - leżącą w łóżeczku i mówiłam szeptem
      jakieś czułostki. Spróbuj, może zadziała? I daj sobie trochę luzu - nikt nie
      jest idealny - z drugiej strony nie jesteś Robocopem dziewczyno i masz prawo
      pomyśleć też o sobie.
    • kangureq Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 15.10.03, 17:44
      Ja też, podobnie jak większość mam nie rozumiem, co znaczy wychowanie
      polegające na zostawianiu 5 tygodniowego malucha samego. Już z UMARGOS
      rozmawiałyśmy smile kiedyś przy temacie "cały czas na rękach". I zgadzam się, że
      dziecko może czasem pomarudzić i trzeba mu na to pozwolić, ale trzeba dać
      takiemu maluchowi siebie: swoje towarzystwo, przytulanie, spiewanie, aby mama
      była przy dziecku a nie gdzieś w kuchni. Taki maluch potrzebuje poczucua
      bezpieczeństwa, przytulenia, bycia z mamą. To owszem, nie musi byc noszenie ale
      narazie daj spokój z wychowaniem. Mój Szynek jutro skończy pół roczku i jest
      już naprawdę bardzo pogodny, długo bawi się sam, sam sie przewwraca, próbuje
      raczkować, siadać, sam sobie wybiera zabawki, przekłąda, ale on już ma 6
      miesięcy a nie 5 tygodni. wtedy to byliśmy razem 24 h na dobę i miło wspominam
      tamte chwile.
      pozdrawiam i myślę,że na wychowanie masz jeszcze czas a narazie okaż ciepło
      maluchowi i miłość, zagwarantuj (jest takie słowo???) mu poczucie
      bezpieczeństwa, aby wiedział,że jest kochany i że może na ciebie w przyszłości
      liczyć

      A do Umargos - ucałuj córeczkę, zastosowanie Twoich rad teraz procentuje smile
      Teraz to maluch wręcz woli aby mu śpiewać, czytać i bawić się z nim niż go
      nosić smile A mam pytanie, mój tata jedzie do Niemiec, a Ty mówiłaś, że tam są
      lepszej jakości kosmetyki Penaten w dużych opakowaniach. Jakie rodzaje i w
      jakich opakowaniach?
      Anita
      • umargos do kangureq 15.10.03, 21:33
        Cieszę się, że Szymek dobrze się rozwija i szaleje...Weronika ucałowana :o))))
        i też przesyłamy ucałowania.
        Co do kosmetyków Penaten to w Polsce - są tylko w małych opakowaniach (250 ml),
        co do jakości nie wiem, ale jeżeli są produkowane na licencji w Polsce to mam
        mniejsze zaufanie niż do tych niemieckich. Moja mama przywiozła mi z Niemiec
        wszystko w dużych - półlitrowych opakowaniach (tzn. oliwkę i płyn do kąpieli),
        ale że oliwki uzywałam przez pierwsze pół roku sporo to doiść szybko zużyłam i
        dostałam litrową butle oliwki. Tej już nie wykończe tak łatwo, bo używam
        obecnie bardzo niewiele - chyba starczy mi na najbliższy rok lub 1,5...A używam
        tylko - Penten - płyn do kąpieli (nie pamietam nazwy niemieckiej, bo prawie
        miesiąc temu mi się skończył, a nowy już czeka u rodziców więc nie kupiłam w
        Polsce, póki co myjemy mydłem); oliwki, kremu do buzi (na
        opakowaniu "Pflegecreme Gesicht & Korper"; kremu do pupy ("Wundschutz Creme",
        ale tu duże opakowanie się nam nie przydało, zużyłam jak na razie jakąś 1/6, bo
        dziecko nie miało najmniejszych problemów z odparzeniami i smarowałam ją raz
        dziennie, a teraz raz na dwa dni).
        Pozdrawiam
        Ula
    • kasiazacharska Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 16.10.03, 11:49
      Wiesz co. Nie chce cie oceniac. Kazda mama ma intuicje. Ale ja na Twoim
      miejscu, jak dziecko placze, wzielabym je ze soba do pokoju gdzie sie pakuje w
      lezaczku albo foteliku samochodowym. 5 tygodniowe dziecko to prawdziwy
      maluszek.
      Moja Maja ma prawie 13 tygodni i naprawde takie wychowanie "bez placzu"
      procentuje.
      Nie, ja jej prawie nie nosze. Bardzo rzadko, ale leze kolo niej, glaszcze,
      trzymam raczki, mowie do niej, spiewam, bujam w wozku, czytam gazety ... Maja
      jest super pogodnym dzieciakiem. Potrafi sama soba zajac sie nawet pol godziny
      jak lezy na macie, czy pod karuzela. Ale wie, ze jak zakwili, to zawsze do niej
      przyjde. Moze dlatego nigdy nie budzi sie z rykiem, tylko daje mruczeniem
      sygnaly ostrzegawcze, ze juz wstala albo czegos potrzebuje.
      Wiem, ze kazde dziecko jest inne. Ale czuje, ze dzieci nie placza bez powodu. A
      na pewno takie male. Dziecko to wyrzeczenie sie siebie tak czy siak. Im predzej
      sie z tym pogodzisz, tym szczesliwsza bedzie i ty i dziecko. I nie mowie, ze
      wszystko dla dziecka 24/h na dobe. Ale to ty jestes tu dla niego, a nie ono dla
      Ciebie.
      Pozdrawiamy
      Kasia i Maja
      • gota Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 18.10.03, 09:34
        kasiazacharska napisała:

        > Wiesz co. Nie chce cie oceniac. Kazda mama ma intuicje. Ale ja na Twoim
        > miejscu, jak dziecko placze, wzielabym je ze soba do pokoju gdzie sie pakuje
        w
        > lezaczku albo foteliku samochodowym. 5 tygodniowe dziecko to prawdziwy
        > maluszek.
        > Moja Maja ma prawie 13 tygodni i naprawde takie wychowanie "bez placzu"
        > procentuje.
        > Nie, ja jej prawie nie nosze. Bardzo rzadko, ale leze kolo niej, glaszcze,
        > trzymam raczki, mowie do niej, spiewam, bujam w wozku, czytam gazety ...
        Maja
        > jest super pogodnym dzieciakiem. Potrafi sama soba zajac sie nawet pol
        godziny
        > jak lezy na macie, czy pod karuzela. Ale wie, ze jak zakwili, to zawsze do
        niej
        >
        > przyjde. Moze dlatego nigdy nie budzi sie z rykiem, tylko daje mruczeniem
        > sygnaly ostrzegawcze, ze juz wstala albo czegos potrzebuje.
        > Wiem, ze kazde dziecko jest inne. Ale czuje, ze dzieci nie placza bez
        powodu. A
        >
        > na pewno takie male. Dziecko to wyrzeczenie sie siebie tak czy siak. Im
        predzej
        >
        > sie z tym pogodzisz, tym szczesliwsza bedzie i ty i dziecko. I nie mowie, ze
        > wszystko dla dziecka 24/h na dobe. Ale to ty jestes tu dla niego, a nie ono
        dla
        >
        > Ciebie.
        > Pozdrawiamy
        > Kasia i Maja


        czesc Kasiu,
        niestety musze powiedziec, ze nie wszystkie dzieci sa super pogodnymi
        malenstwami. sa dzieci, ktore nawet jak sa suche, najedzone, przytulone do
        mamy, nie jest im za cieplo ani za zimno, mowi sie do nich, spiewa, lula w
        wozku i staje na uszach.. nadal placza. dzieci, ktorym nie pomaga doslownie
        nic. ani kapiel, ani masarz brzuszka, ani suszarka do wlosow, ani spacer -
        NIC. dzieci, ktore budza sie z rykiem (nie z placzem- z wrzaskiem) w srodku
        nocy i nie daja sie niczym uspokoic przez kolejne 3 godziny. moj synek wyrosl
        z tego po 3 miesiacach ale wiem, ze sa dzieci, ktore nie "wyrastaja" tak
        szybko. i nawet nie wiesz jak deprymujace moze wtedy byc czytanie "dobrych
        rad" mam "pogodnych dzieci"
        to co pisze Umgaros jest mi blizsze - zgoda na placz ale nie zostawianie
        dzidziusia samego. chociaz teraz zostawiam mojego synka czasem samego nawet
        jak placze(jak klade go spac). upewniam sie oczywiscie czy wszystko jest w
        porzadku. uwazam, ze dziecku trzeba dac szanse na to, zeby samo sie uspokoilo.
        trudno powiedziec kiedy mozna z takim "wychowaniem" zaczac. 5 tygodniowe
        dziecko jest faktycznie jeszcze bardzo malutkie- ale czasami i 10 tyg. jest na
        to nie gotowe. i tak z tygodni robia sie miesiace, jak ktoras z dziewczyn
        powiedziala.
        pozdrawiam - gota
        • kasiazacharska Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 20.10.03, 10:25
          Czesc gota. Chyba mnie nie zrozumialas. daleka jestem od udzielania reprymend
          mamom niespokojnych dzieci. Maja spokojna jest tak naprawde odkad skonczyla 7
          tygodni. Wczesniej tez dawla nam niezle popalic.
          Chodzilo mi tylko o to, zeby nie zostawiac dziecka samego w placzu na dlugo.
          Rozumiem, ze czasem mozna stracic cierpliwosc. Ale jak Maja placze to jestem
          obok niej, zeby wiedziala, ze nie jest sama z tymi swoimi smutkami. Czasami
          musze odpoczac, ale nie trwa to dluzej niz kilka minut. A czasami nosze ja,
          dotykam, przytulam, lulam przez np. godzine. Wole ja trzymac za raczke i nawet
          jak jest ode mnie odwrocona, to wie, ze ktos przy niej jest. I tylko tyle
          chcialam powiedziec.
          Kasia

          > czesc Kasiu,
          > niestety musze powiedziec, ze nie wszystkie dzieci sa super pogodnymi
          > malenstwami. i nawet nie wiesz jak deprymujace moze wtedy byc
          czytanie "dobrych
          > rad" mam "pogodnych dzieci"
          > to co pisze Umgaros jest mi blizsze - zgoda na placz ale nie zostawianie
          > dzidziusia samego. chociaz teraz zostawiam mojego synka czasem samego nawet
          > jak placze(jak klade go spac). upewniam sie oczywiscie czy wszystko jest w
          > porzadku. uwazam, ze dziecku trzeba dac szanse na to, zeby samo sie
          uspokoilo.
    • toolateforyou Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 17.10.03, 23:51
      Pewnie cię nie pocieszę, ale takie są uroki macierzyństwasmilePrzynajmniej przez
      kilka jeszcze tygodni będziesz musiała poświęcić dzidzi czas bez ograniczeń.
      Ale wierz mi-im więcej siebie dasz dzidzi teraz, tym szybciej to zaprocentuje!
      Maluszek, który czuje się bezpiecznie potrafi "zająć" się sobą- mój synek ma 4
      mies. i czasm w łóżeczku czy nakocyku na podłodze zabawia się nawet pół
      godziny,ale ma mnie w pobliżu. Więc jeszcze trochę cierpliwości!Leżaczek u
      mnie sprawdza się bardzo-w kuchni, łazience, pokoju mogę zrobić niemal
      wszystko, mały mnie widzi, "gadamy" sobie i jest dobrze.U mnie w domu w
      dalszym ciągu bałagan, sterty zaległego prasowania, nieodpisane listy, kurz po
      kątach, ale szczęśliwa dzidzia-czy to nie najważniejsze?smileWytrwałości! Monika
    • dorota1974kr Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 18.10.03, 10:39
      Zupelnie sie nie zgadzam z "lekcjami wychowania". Dziecko w ramionach mamy
      czuje sie bezpieczne, dziecko zostawione samo sobie czuje sie porzucone co
      moze w doroslym zyciu zaowocowac irracjonalnym strachem przed wieloma
      rzeczami. Pozbawiajac dziecko czulosci nawet na pol godziny dziennie byc moze
      pozbawiasz go pewnosci siebie w doroslym zyciu.
    • pysio8 Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 18.10.03, 12:00
      No tak pewnie jestes na Mazurach i tego nie przeczytasz.

      Ty jesteś mamą i to Twoja decyzja.
      Ja robię inaczej, nie dopuszczam, żeby dziecko płakało, biorę na ręce,
      zagaduję, bawię się.
      Nie wytrzymałabym 10 minut, a co dopiero 25!

      Piszesz, ze dziecko płacze, a nie marudzi, czyli jego jakaś potrzeba nie
      została zaspokojona.
      A na każde zawołanie dziecka to chyba nie pzez kilka tygodni, a przynajmniej
      przez rok?

      Przy sobie i w domu robię wtedy, kiedy dziecko śpi( Twoje chyba też kiedyś
      sypia?) smile)
      Albo działam w domu, kiedy ktoś może mnie przy dziecku chwilowo zastąpić.
      Kiedy płacze to jego potrzeby a nie Twoje są ważniejsze.
      • gota Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 18.10.03, 12:55
        dziewczyny, czy wy troszeczke nie przesadzacie? pomyslcie, ze nadal jeszcze
        istnieja rodziny z wiecej niz tylko jednym dzieckiem (troje, czworo,
        dwanascioro..). i nie tylko to najmlodsze potrzebuje milosci i poswiecenia mu
        uwagi. chyba nie twierdzicie, ze 2 czy 3-latek potrzebuje mniej milosci niz 2-
        miesieczniak? a i starsze dziecko moze czasem czegos od mamy chciec.

        >Pozbawiajac dziecko czulosci nawet na pol godziny dziennie byc moze
        >pozbawiasz go pewnosci siebie w doroslym zyciu.

        sorry, ale moim zdaniem ktos mocno przesadzil.
        i jeszcze cos:

        > Przy sobie i w domu robię wtedy, kiedy dziecko śpi( Twoje chyba też kiedyś
        > sypia?) smile)
        > Albo działam w domu, kiedy ktoś może mnie przy dziecku chwilowo zastąpić.
        > Kiedy płacze to jego potrzeby a nie Twoje są ważniejsze.
        moze sie czepiam i zbytnio unosze. ale co robisz jesli twoje 1,5 miesieczne
        dziecko spi przez tydzien po 8 godzin na dobe (2x 2,5 godziny w nocy a reszte
        podziabane na 0.5 godzinne kawalki)a reszte czasu ssie cyca albo placze? i do
        tego nie ma cie kto przy nim zastapic?
        cieszcie sie dziewczyny, ze nie wiecie co znaczy CIAGLE placzace niemowle.
        gota



        • mlodamama Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 21.10.03, 19:21
          witam po powrocie z mazur.dziekuje za odzew i opinie!
          rzeczywiscie moze 5 tygodni to za mało na pierwsze "wychowanie"... tyle ze
          specjalnie napisałam wychowanie w cudzysłowiu, a chyba nikt tego nie
          zauwazyl...chodzi mi o stopniowe i powolne przyzwyczjanie dzidziusia np. do
          tego ze choc czasem spi albo lezy u siebie w lozeczku.jesli zaczne po paru
          miesiacach bedzie to i dla niego ciezsze.ja najchetniej spalabym z nim non stop
          ale mamy dosc waskie lozko, ciagle sie boje, ze go moj maz zgniecie, a przede
          wszystkim chyba spiac pomiedzy nami strasznie sie zapaca (choc ubieram na noc
          najcieniej jak sie da).a poza tym nachodza mnie takie mysli, ze jak sie teraz
          przyzwyczai to nigdy juz nie bedzie chcial zasnac sam...
          oczywiscie teraz widze, ze po prostu sa gorsze dni i po nich przychodza te
          lepsze - posta pisałam po paru dniach noszenia dziecka non stop na rekach (czy
          cos dolega czy nie). w takich chwilach nic nie skutkuje, mozna zapomniec o
          lezaczkach itp. A w pokoju wlasciwie sam nie zostaje bo mamy bardzo male
          mieszkanie.
          jesli chodzi o pomoc rodziny to czy tylko ja mam meza, ktory pracyje od rana do
          23?!
          czekam na dalsze wypowiedzi - pozdrawiam
          • serducho_m Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 21.10.03, 22:32
            oj jak ja dobrze znam ten temat... Oliwka przez pierwsze 2 tygodnie wyznawala
            zasade (? tongue_out) ze maminy cycek jest po to zeby go w buzi trzymac. chocby 24 na
            dobe. smoczek poszedl w ruch po sekwencji: 3godziny przy cycku, pol godzinki
            odpoczynku, 3 godziny przy cycku... generalnie - teraz ma skonczone 10 tygodni -
            jest dzieckiem placzliwym, absorbujacym, majacym roznorakie dnie... jak beczy
            czasem ratuje sie herbatka (koperek, rumianek), ale nie zawsze chce, ostatnio
            sprawdza sie skakanie na pilcce. oczywiscie nie Oliwka skacze tylko ja -
            trzymajac ja na rekach siadam na pilke duza taka gimnastyczna, i jazda. czasem
            pomaga. co ciekawe - nie ma mowy o kolkach (a moze ja nie wiem jak to sie
            objawia?), tutaj raczej wystepuje problem z zasnieciem. nie wiem, juz czasem
            sobie mysle ze moze ona ma jakies koszmary, i sie boi zasypiac????
    • steffa Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 21.10.03, 22:40
      Hmm... Wiesz co, nie chcę cię martwić, ale nie wszystkie dzieci da się w ten
      sposób 'wychować'. Tzn. ja nie potępiam tego, że próbuje się dziecko
      przetrzymać - można być w desperacji i nie mieć już siły i pomysłów - ale nie
      wszystkie dzieci dają za wygrane. Mój synuś był taki przytularsko-wrzaskliwy 5
      długich miesięcy. Czasem musiałam coś zjeść, czasem pójść do wc - on krzyczał
      tyle ile mnie nie było przy nim i nic się nie zmieniało z czasem. Taki to on
      już był... Martwiłam się, że może chory - ale był zdrowy jak rydz. Teraz za
      to kończy rok i gęba mu się nie zamyka, ale ze śmiechu. Wyczerpał limit płaczu
      w pierwszym półroczu. Ale zajmować się nim trzeba non stop i jak dotąd nie
      udało mi się ogarnąć domu. A oto na pocieszenie (?!?) scenka z zeszłego roku,
      z ubierania choinki: północ, mąż z pracy już przyszedł, ja w desperacji z
      dzieckiem przy cycu, ale gdzie tam, spać on nie będzie w żadnym łóżku, siedzę,
      syn udaje, że ciamka, mąż bierze kolejne pudła z bombkami wg moich opisów
      umieszcza je na drzewku, ja nawet się ruszyć z sofy nie mogę, bo wisi
      wrzaskun. A tak lubię ubierać choinkę... O samych świętach nie wspomnę, bo
      minęły w atmosferze gęstej od płaczo-krzyków (jak tu jeść z dzieckiem, które
      je - z cyca non stop). Ale to przemija, choć trudno w to uwierzyć. A zaczął
      być taki właśnie specyficzny w wieku twojego dziecka.
      • steffa Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 21.10.03, 22:51
        Aha - i dodam jeszcze dobitnie - bo dopiero po wysłaniu listu przeczytałam
        inne: SĄ DZIECI, KTÓRYM NIC NIE 'POMAGA'. Które nie potrafią się same bawić,
        spać - nic tylko mama - i choć mama się dwoi i troi, to i tak będą płakały.
        Polecam książkę "Płaczące niemowle" - nie daje rad, ale pociesza, że istnieją
        takie przypadki. A co do ogarniania się i domu w czasie snu dziecka - a jak to
        zrobić w 15 minut? Tyle spało maksymalnie moje. Teraz przedłużyło się to do
        godziny "jak dobrze pójdzie".
    • jamila Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 21.10.03, 23:45
      mowiac jestem przerazona...wychowywanie??? Noworodka??? Boze, gdzie, kto Ci
      powiedzial, ze takie malenstwo sie juz 'wychowuje'?!
      Jedyne wychowania dziecka do momentu skonczenia MINIMUM 3 miesiecy (a na ogol
      mowi sie ze do 1 roku)to czulosc, opieka, nieustanna troskliwa obecnosc matki.
      Czy nie czytalas nigdzie (tyle sie o tym pisze),ze takie malenswto musi plakac,
      zeby Co powiedziec, ze cos mu dolega, ze placze...bo jeszcze nie umie mowic?
      Placze bo ma powod, a nie dlatego, ze chce tyranizowac otoczenie. 30 minut
      placzu to katastrofa dla takiego maluszka, przerazonego, ze go opuszczono.
      Osobiscie nie wytrzymalabym takiego placzu mojego dziecka dluzej niz 5 minut.
    • jamila Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 21.10.03, 23:45
      Prawde mowiac jestem przerazona...wychowywanie??? Noworodka??? Boze, gdzie, kto
      Ci powiedzial, ze takie malenstwo sie juz 'wychowuje'?!
      Jedyne wychowania dziecka do momentu skonczenia MINIMUM 3 miesiecy (a na ogol
      mowi sie ze do 1 roku)to czulosc, opieka, nieustanna troskliwa obecnosc matki.
      Czy nie czytalas nigdzie (tyle sie o tym pisze),ze takie malenswto musi plakac,
      zeby Co powiedziec, ze cos mu dolega, ze placze...bo jeszcze nie umie mowic?
      Placze bo ma powod, a nie dlatego, ze chce tyranizowac otoczenie. 30 minut
      placzu to katastrofa dla takiego maluszka, przerazonego, ze go opuszczono.
      Osobiscie nie wytrzymalabym takiego placzu mojego dziecka dluzej niz 5 minut.
      • umargos Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 22.10.03, 00:16
        Rany bez przesady. Określenie "wychowanie" należy w tym wypadku potraktowac
        jako skrót myślowy oznaczający "przyzwyczajanie". A w tym tak młody wiek
        dziecka nie przeszkadza, żeby nie powiedzieć ułatwia. Również fakt, że tak male
        dziecko nie wykorzystuje niczego świadomie, nie oznacza, że się nie
        przyzwyczaja. Są dzieci, na które to nie działa (ale jeżeli się nie spróbuje
        nie sposób tego ocenić jednoznacznie; chodzi o przyzwyczajanie) i są takie, na
        które owszem. Każde dziecko płacze mniej lub więcej, bo musi zasygnalizowac
        swoje potrzeby - i nikt nawet nie próbuje tego kwestionowac. Ale są też dzieci
        płaczące daleko więcej niż przeciętnie. Moje dziecko przez pierwsze 5 tygodni
        było aniołem, potem zaczęły się kolki i przestało sypiać, zaczęło gorzej jeść i
        więcej płakać. A potem przyszło kilka dni, które zmusiły mnie
        do "wychowywania"...czyli przyzwyczajania do innych sposobów uspokajania. Bo
        dziecko płakało cały czas, prawie nie chciało jeść,, nie mogło spać, a ja
        przestałam mieć siły - fizyczne, psychiczne, jakiekolwiek...i nie miał mnie kto
        zastąpić, bo mąż był akurat daleko, rodzina również. Wystarczyły mi trzy dni i
        trzy noce, żeby przestać nosić, wolałam siedzieć obok, bo wtedy wiedziałam, że
        nie wpadnę z dzieckiem na ściane (bo tak się z lekka zataczałam), nie upuszczę
        (bo leciało mi z rąk wszystko). Starczyło mi siły na siedzenie obok, a nawet
        potrafiłam zdrzemnąć się w czasie małego antraktu w płaczu. Potem było juz
        tylko lepiej. I kolki się ustabilizowały, bo na pewno się nie skończyły, i
        podziałały inne sposoby kojenia smutków i zasypiania. Moim zdaniem można. I
        nigdy, przenigdy nie oznacza to pozostawienia dziecka samego. I dodam jeszcze,
        że ten kto ma i miał prawie bezproblemowe dziecko nie wie jaki to stres i jaki
        to problem i w takim konkretnym wypadku nie do końca nadaje się do udzielania
        dobrych rad. Nie kieruję tego personalnie do żadnej z osób, ale czasem mam
        wrażenie, że wiele na ten temat mówią ci których problem nie dotknął, ablo
        ledwo tylko musnął (mnie właściwie też tylko krótko za to tak intensywnie, że
        nie czekałam na rozwój wypadków). Byc może miałam szczęście i być może nawet
        gdybym nie zrobiła/nie zmienila wtedy nic dziecko rozwijałoby się i zachowywało
        identycznie..nie wiem i się nie dowiem.
        Pozdrawiam
        Ula
        • mlodamama Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 22.10.03, 13:40
          Tak, rzeczywiście chodzi mi o PRZYZWYCZAJANIE. Tylko i wyłącznie do tego, że
          będąc i śpiąc cały czas z mamą, dziecko na początku przynajmniej raz na dobę
          zostaje położone do siebie do kołyski i nie jest to koniec świata dla niego. Bo
          inaczej jak półroczne, czy roczne dziecko, które jest przyzwyczajone, że nie
          zostaje wogle samo ( powtarzam - w swoim łóżeczku, ja kręcę się w pobliżu )
          nagle przestawić na spanie samemu ( choć raz na jakiś czas )? Wtedy to dopiero
          musi być dla niego szok!...Takie przyzwyczajanie ma sens, moim zdaniem, gdy się
          zacznie bardzo wczesnie. Oczywiście pewnie 25 minut płaczu to zbyt wiele w tym
          wieku, ale są dni i momenty, że lepiej na chwilę zrobic przerwę, by po
          parunastu minutach podejść do dziecka z nową energią.
          • carolix Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 11:00
            no niezłe masz wymagania smile)) dziecko płacze Ci czasem koło południa a Ty
            go "wychowujesz", ciekawe co byś zrobiła gdybyś miała takiego synka jak ja
            do końca drugiego miesiąca płakał non stop jeśli nie był noszony na rękach i to
            trzeba było chodzić, bo jak się stanęło w miejscu to już plakał, nie sypiał w
            dzień wogóle, w trzecim miesiącu nadal płakał tylko że zaczął sypiać w dzień,
            polepszyło mu się pod koniec 4-tego m-ca (bardzo mi pomogła Steffa, bo dzięki
            niej uwierzyłam że mimo wszystko jest zdrowy, bo zamartwialiśmy się
            niemiłosiernie, wydając fortunę na lekarzy)
            mimo to nigdy go nie tresowałam z wyrachowaniem, po prostu czasami musiałm go
            odłożyć żeby cokolwiek zrobić
            teraz już wiem z doświadczenia (ma 9 m-cy) że w tym wieku - 5 tygodni - niczego
            nie nauczysz dziecka, teraz to nawet żałuję że nie rzuciłam wszystkiego i nie
            dałam mu jeszcze więcej ciepła i miłości
            bo wiem że jemu było po prostu trudno przystosować się do tego świata i dlatego
            to tak bardzo przeżywał, a w końcu ja chciałam go mieć więc powinnam zrobić
            wszystko żeby mu było dobrze a nie myśleć o właśnych potrzebach, przecież to
            był taki okruszek
            i mimo że był dużo noszony i nie sypiał w swojej kołysce wogóle, teraz śpi sam
            w łożeczku, zasypia sam i w dzień i w nocy i jest przesympatycznym dzieckiem
            nie tresuj dziecka - możesz potem załować
            pomyśl jak byś sie czuła gdyby Tobie było źle i byś pragnęła ciepła i
            przytulenia a odkładano by Cie do kołyski, przecież on przez te 9 m-cy
            przyzwyczaił się do tego że jest z Tobą non stop
            teraz to jestem strasznie mądra ale kiedyś też tego tak nie czułam więc Cie
            rozumiem
            Monika
            • zyna Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 11:18
              No właśnie Carolix, ja mam takiego 10 tyg. "aniołka" który od urodzenia w
              dzień nie śpi wogóle, a w nocy tylko z nami i budzi się co godzinę. Drze się
              bez przerwy i nic tylko noszenie i cycek. Latamy po lekarzach, ale podobno
              wszystko jest ok. Oby!
              Skąd brać siły, cierpliwość i przede wszystkim czas dla starszego dziecka?
              • carolix Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 12:13
                zyna!
                niestety nie wiemsmile ja nie miałam czasu na nic, współczuję Ci bo wiem co
                przechodzisz
                pociesz sie ze pewnie już z górki, jeszcze pare tygodni musisz wytrzymac
                Bartuś jest teraz bardzo samodzielnym dzieckiem, potrafi godzinami bawic sie na
                podłodze
                wytrwałości
                a starsze dziecko w przedszkolu czy cały dzień z Tobą?
                Monika
                • zyna Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 12:34
                  No na "szczęście" do 15.00 w przedszkolu. Ale później póki mąż nie wróci
                  (18.00-18.30) to w zasadzie jest zdany sam na siebie. Chodzi szczególnie o
                  jakąś zabawę z nim, bo jak trzeba coś przy nim zrobić to zostawiam Wojtka
                  wrzeszczącego i zajmuję się szybko nim. Po prostu dom wariatów.
                  A jak czytam, że dziecka płaczącego nie powinno się zostawiać samego to czuję
                  się okropną matką, bo ja odkładam moje jak płacze,żeby zająć się drugim.
                  Oczywiście jestem obok, jedną ręką zabawiam jednego, a drugą robię coś dla
                  drugiego. Ale uwierzcie mi na dłuższą metę jest to bardzo męczące (fizycznie,
                  ale przede wszystkim psychicznie!!!).
                  Mam tylko nadzieję, że to jednak kiedyś minie (chociaż trudno mi teraz w to
                  uwierzyć)i oby tylko dzieci były zdrowe to wszystko się jakoś poukłada.
                  • carolix Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 14:14
                    współczuję Ci naprawdę
                    ja jeśli musiałam to odkładałam Bartka
                    nie zrobiłabym tego natomiast z takim czystym wyrachowaniem : moje dziecko
                    płacze koło południa, nie podoba mi się to, co prawda ma 5 tygodni ale je
                    troche powychowuję, niech zdziera gardło przez pół godziny a ja sobie posiedzę
                    po prostu uważam że i tak to nic nie da, zresztą chyba sama też już to
                    zauważyłaś
                    może kup nosidło lub chustę, ja myślę że jeżeli drugie by było takim "potworem"
                    jak Bartek to tak bym zrobiła
                    uwierz mi to już niedługo
                    acha zapomniałam napisać że jak Bartek zaczął już cokolwiek kumać czyli kole 3
                    m-ca to przestałam go nosić tak bez przerwy, kładłam go do leżaczka i robiłam
                    wszystko co mi przychodziło do głowy żeby tylko nie płakał, bardzo dużo mu
                    śpiewałam piosenki z płyt, ciągle te same piosenki, pokazywałam mu różne
                    rzeczy, apaszki, zabawki, grzechotki, mówiłam do niego bez przerwy, dość głośno
                    i wyraźnie, oj i co jeszcze to juz nie pamietam, wszystko co mi przyszło do
                    głowy
                    uwierz mi to już naprawde niedługo, jak Bartek zaczął pewnie leżeć na brzuchu i
                    mógł sięgać zabawki które były wokól niego to już było coraz lepiej, jak tylko
                    to zaczął robić to mnóstwo czasu spedzał na podłodze na takich matach
                    piankowych otoczony zabawkami
                    jest naprawdę teraz bardzo samodzielny
                    trzymaj sie
                    Monika
                    • steffa do Carolix 23.10.03, 18:50
                      Hej Carolix, właśnie niedawno zastanawiałam się jak sobie radzisz, i czy twoje
                      dziecko 'wyrosło' już z płaczu. Fajnie, że tak i teraz śmieje się od ucha do
                      ucha. Mój syn za tydzień kończy rok i jest super pogodny, a początki
                      (początki!? che che 6 miesięcy!) w ogóle na to nie wskazywały. Pozdrawiam!
                      • carolix Re: do Carolix 23.10.03, 19:57
                        Hej Steffa
                        Barciu jest bardzo fajny juz, ale co przeszliśmy to tylko wtajemniczeni wiedzą.
                        Inni co nie mieli takich potworków to nie uwierzą. Mówią ze sie szybko zapomina
                        i że sie pamięta same dobre rzeczy, ale ja chyba tego nigdy nie zapomnę. Dużo
                        mi pomogłaś gdy się dowiedziałam że nie jesteśmy sami w tym koszmarze. Licze na
                        to że drugie dziecko bedzie choc odrobine lepsze, bo przecież takie egzemplarze
                        jak nasze to sie rzadko trafiają. Dzieki za wsparcie!
                        p.s. najbardziej mnie wkurzaja pediatrzy ktorzy twierdza ze jak dziecko
                        nakarmione, przewiniete itp. to nie powinno plakac i ze to znaczy ze cos mu
                        dolega. Spotkalam sie z takimi opiniami wrrrrrrrrr
                        Monika
        • steffa Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 18:40
          Święte słowa, Umargos...
        • umasumak do umagros 23.10.03, 23:26
          Ula... wydaje mi się, że jamila ustosunkowała się raczej od znacznie bardziej
          drastycznej metody "wychowania" niż Twoja. Autorka wątku w przeciwieństwie do
          Ciebie pozwala na płacz w samotność. I tu zgadzam się z Jamilą - to jest
          katastrofa dla takiego maleństwa.
          • umargos Re: do umagros 23.10.03, 23:38
            umasumak napisała:

            > Ula... wydaje mi się, że jamila ustosunkowała się raczej od znacznie bardziej
            > drastycznej metody "wychowania" niż Twoja. Autorka wątku w przeciwieństwie do
            > Ciebie pozwala na płacz w samotność.

            Hmm..nie do końca. Autorka wątku raczej zastanawiała się jak przeprowadzić
            proces przyzwyczajania, i wspomniała o mniej udanych próbach i swoim do nich
            stosunku. Może dlatego krytyka wydała mi się niewspółmierna. Bo osobiście nie
            potrafię wyobrazić sobie, że można zostawić płaczące dziecko samo i takiej
            opcji właściwie nie biorę pod uwagę.

            I tu zgadzam się z Jamilą - to jest
            > katastrofa dla takiego maleństwa.
            Pod tym mogę się podpisać obiema rękami.
            Bo jest. Howgh. Zgadzam się z Tobą, Jamilą i każdym kto napisze, że tak jest.

            Pozdrawiam
            Ula
    • gryziaczek Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 23.10.03, 20:26
      Moj syn na 6 tygodni. Ma godziny placzu (wrzasku)nasimy go i tulimy, choc nie
      zawsze to pomaga.Pani doktor polecila nam czopki homeopatycane usakajajace
      Vibucom,mama ma pic duzo melisy (karmie go piesia). To pomoglo , po raz
      pierwszy od narodzin maly spi 2 godziny w domu w ciagu dnia. Do tej pory spal
      tylko na spacerze. Dodam, ze nie moglam nic zrobic w domu bez pomocy
      rodzicow,czy meza.
    • jamila Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 23:05
      Co do wychowywania czy przyzwyczajania - w tym przypadku na jedno wychodzi,
      moge powiedziec, ze moja obecnie 5.5m coreczka, ktorej nigdy nie pozwalalam tak
      plakac (jak sie okazalo zreszta wcale nie plakala bez powodu, ale 'spece' dlugo
      nie wiedzieli co jej bylo!)jest teraz samodzielnym i pogodnym dzieckiem - lezy
      sama w lozeczku i bawi sie, gaworzy i jest spokojna, nawet gdy dlugo nie ma
      mnie w pokoju (co zawsze wyczuwa). Owszem, zdarza sie, ze wzywa mnie raz po raz
      z jakiegos powodu, ale to 'uzaleznienie' minelo bez sladu okolo 3 miesiaca,
      podobnie jak niechec do kapieli i wiele innych niemowlecych 'narowow'...To
      naprawde nie trwa dlugo, az sie zal teraz robi, ze to tak szybko. Przez
      pierwsze 8 tygodni spalysmy raem - niektorzy bili na alarm, ze nie naucze jej
      spania w lozeczku itd. 'bo sie przyzwyczai' - bzdura, po tym czasie nie tylko
      polubila lozeczko, ale widac bylo, ze ma ochote miec juz troche miejsca dla
      siebie.
      Pisze o tym, bo mam nadzieje, ze to trafi do niektorych mam, ktore maja w domu
      noworodka. Warto zrobic wszystko, zeby taki maluszek czul sie caly czas
      bezpiecznie, wtulony w mame (nie jest jeszcze taki ciezki, zeby nie mozna go
      byulo nosic ze soba po domu) - on sie potem SAM chetnie do roznych rzeczy
      przyzwyczai - i nie musi do tego plakac wcale. Cierpliwosci...
    • agnes.en Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 23.10.03, 23:38
      Mloda mamo, piszesz, ze ci sie serce kraja, ze serce boli...nie przyszlo ci do
      glowy, ze ci po prostu instynkt mowi: 'wez go, przytul, on cierpi samotnie, to
      takie malenstwo!'.......????
      Kobiety slyna podobno z niezwyklej intuicji, maja ja po to przede wszystkim, by
      rozumiec (= czuc!)swoje dzieci. I dlatego wlasnie masz prawidlowy odruch, by
      sie nad dzieckiem zlitowac, tylko nieprawidlowe jest, ze go tlumisz! To rozum
      oczywiscie, chlopski czy nie - ale bledny w tym przypadku. Noworodek to
      noworodek. Zapomnij o takich metodach 'przyzwyczajania' swojej pociechy...
    • umasumak Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 23.10.03, 23:58
      Witam! Moja starsza córka była przez pierwsze miesiące bardzo płaczliwa. Nic
      nie mogłam zrobić w domu w ciągu dnia, a w nocy trzeba było ją ciągle nosić.
      Metody podobne do metod Umagros wogóle nie skutkowały. Małą interosowało tylko
      noszenie i przytulanie ( z naciskiem na noszenie wink). Wiec nosiłam i tuliłam i
      chyba wcale nie spałam. W domu był bałagan, a na obiad najczęściej makaron z
      serem albo zamówiona pizza. Jak to przetrwałam nie wiem. Ale jakoś przetrwałam,
      a po upływie 3 miesięcy stał się cud. Prawie z dnia na dzień. Mała zaczęła
      przesypiać całe noce, a w ciągu dnia ucinała sobie 3 2-godzinne drzemki!
      Natomiast między drzemkami nie było mowy o płaczu. Tylko śmiech i zabawa.

      Mamy małych krzykaczy. Współczuję Wam bo wiem co to nieustający płacz dziecka.
      Jednocześnie życzę Wam wiele, wiele cierpliwości i zapewniam że to daje efekty.
      Maleństwa nie da się rozpieścić. Przeciwnie. Dziecko pewne tego, że zawsze gdy
      zapłacze będzie przytulone zyskuje równowagę psychiczną i za czasem przestaje
      płakać. Pozdrawiam.
      • umargos Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 24.10.03, 00:46
        Metoda jaką zastosowałam nie pretenduje - ani do zawsze skutecznej, ani tym
        bardziej do jedynej słusznej (jeśli słusznej...). Jest opcją, zastosowaną z
        konieczności, bo fizycznie i psychicznie padłam (a w dodatku dziecko stało się
        krzykaczem po 5 mniej więcej tygodniach bycia całkowitym aniołem i strasznie
        byłam rozbestwiona), konsekwentnie, choć bez z góry nakreslonego planu -
        modyfikowaną zawsze według potrzeb (skądś wiedziałam kiedy dziecko na pewno nie
        zaśnie, kiedy to nie pomoże, ale nie wiem skąd) i z całkowitym powodzeniem.
        Podziałało jako metoda usypiania wieczornego, jako sposób kojenia smutków w
        ciągu dnia i pośrednio jako sposób usypiania w ciągu dnia. Ale nie podziałało z
        dnia na dzień.
        Pozdrawiam
        Ula mama byłego krzykacza
        • asia.mama.marcelego Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 24.10.03, 10:07
          Ja zastosowałam metodę "uśnij wreszcie" u mojego synka i ciesze się z tego. Co
          ona daje???? To fakt, ze pierwsze 3 dni były baaaaaardzo płaczliwe, jednak
          wolałam wytrzymac te 3 dni niz miesiące codzienego płaczu (głównie z
          niewyspania dziecka). Zastosowałam to gdy mały miał 3 miesiące. Teraz nie
          płacze nigdy przy usypianiu, nawet w dzień, gdyz wie, że zasypia się samemu w
          łóżeczku, bo kazdy tak spi i to normalne. Wstaje wypoczety i radosny, nie jak
          wcześniej z wrzaskiem. Wogóle jest spokojniejszy i to duuuużo. Pamietam, ze na
          poczatku wprowadzania zasady pomagałam mu czopkami viburcol, potem stopniowo je
          odstawiałam. Skończylo się noszenie wielogodzinne mimo, ze kolki jeszcze
          trwały. Poprostu - bawić i całować dziecko mozna tez np. na łóżku i obojgu nam
          się to podoba. Pamiętajcie, ze zasypianie i spędzanie czasu to jedynie kwestia
          przyzwyczajenia. Mama wie najlepiej, skoro nosi to tak ma byc, wiec płaczę
          jesli nie nosi, bo zawsze nosiła!!! Tak mysli maluch.
        • umasumak Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 24.10.03, 23:01
          Ula Twoja metoda jest b. dobra, tyle że przy moim "krzykaczu" niestety nie
          działała. Natomiast moja druga córeczka jest już zupełnie inna. Dużo śpi,
          naogół sama zasypia, czasem pomagam jej w tym głaszcząc po główce lub po
          rączce, a noszę ją tylko w ciągu dnia i wyłącznie dla przyjemności. Tak więc
          widzisz tutaj metoda zbliżona do Twojej działa smile). Pozdrawiam smile).
          • umargos Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 24.10.03, 23:08
            Hehe...bo jak mówią po nocy przychodzi dzień. A każde dziecko jest inne, i całe
            szczęście, bo wówczas rodzicom mogłoby się mylić.
            Pozdrawiam i gratuluję słodkiej i pogodnej córeczki.
            Ula
    • 11ulla Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 25.10.03, 11:02
      a ja nie wyobrazam sobie takiego "wychowywania" dziecka

      moj synek faktycznie przez piewsze 2miesiące nie chial być sam ani przez
      chwilkę, najchętniej wisiałby na cycu, spał z cycem w buzi itd. Mialam problemu
      z ubraniem się, ze zrobieniem czegos w domu. Jak tylko znikałam z wodoku
      rozpoczynał syrenę...
      w końcu zauwazyl że ma karuzelkę, ponakładalam mu do łóżeczka stertę zabawek,
      maskotek, malutikch poduszeczek - wszystko co tylko wzbudzało jego
      zainteresowanie, kładłam go do łózeczka, siadałam sobie obok i w końcu
      przyzwyczaił sie, że to że mnie nie widzi (lub widzi z odległosci) nie znaczy
      że mnie nie ma...i nauczył sie bawić swoimi zabawkami, gadać go nich

      teraz mam 6,5 miesięcznego najbardziej kochanego synka. Zasypia sam, potrafi
      nawet z godzine bawić się sam ze sobą, nie marudzi, nie płacze
      czasami robi się odrobinę marudy jak się zaczyna nudzić, albo jak robi sie
      zmeczony, głodnawy, jak trzeba przewinąć lub jak nie może sam zasnąć (zasypia w
      łóżeczku, tylko czasami trzeba go pogaskac po policzku lub potrzymac za rączkę
      żeby zasnął).
      Oczywiście biorę synka na ręce tyle ile chcę i tyle na ile czas mi
      pozwala...nie uwazam ze sie przyzwyczai i bedzie rozpieszczony

      w koncu kazdy potrzebuje miłosci, bliskosci i zrozumienia swoich potrzeb...a
      potzeby malenstwa sa jeszcze takie niewielkie i tak łatwo je zaspokoic
      a ja nie mogłabym spokojnie siedziec jak moje malenstwo płacze
      • mlodamama Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 27.10.03, 19:14
        Witam ponownie.
        Bardzo biorę sobie do serca wszystkie wasze opinie. Jednak nie chcę dać się
        zwariować od nawału rad ( nie tylko internetowych ) i pozbawić własnego zdania.
        Muszę przyznać, że bardzo zabolało mnie stwierdzenie jednej z was, że chcę
        wychowywać dziecko z wyrachowania. W związku z brakiem doswiadczenia martwię
        się, że jak przyzwyczaję dziecko wyłącznie do spania z rodzicami to gdy będzie
        starsze, nadal nie będzie potrafiło spać same. Nie wiem czy ktoś zauważył, że
        chodzi mi o dobro dziecka a nie czas na pomalowanie paznokci!!! Poza tym, są
        rzeczy w ciagu dnia, które muszę zrobić i nie ma mi kto pomóc. Np. pizzą
        odrzywiać się nie mogę i to właśnie dla dobra maluszka. Dodatkowo mam przed
        oczami obraz mojego 5 letniego brata ciotecznego, którego codziennie ktoś musi
        przez godzine usypiać do snu. Nie uważam, żeby to była normalna sytuacja i na
        pewno nie korzystna ani dla dziecka ani dla rodziców. Oczywiscie byc może pare
        tygodni to za wczesnie na poczatki przyzwyczajania ale kiedys trzeba będzie
        zaczać...I pytanie kiedy ?
        • agnes.en Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 27.10.03, 21:19
          Na pytanie kiedy - odpowiedz pojawia sie m.in w kilku powyzszych postach: 3
          miesiac jest przelomowy. Bywa, ze juz po 8 tygodniach malenstwo 'dorosleje',
          ale naprawde nikt jeszcze noworodka nie 'przyzwyczaja'- wez to pod uwage, 5
          tygodni to JESZCZE NOWORODEK
          Mysle, ze moglabys wytrzymac jeszcze te chwile, naprawde placz przez 25 minut
          to koszmar dla takiego dziecka
          (mnie tez nikt nie pomaga - padalam z nog w pologu, bo od porodu nie moglam
          przespac ani jednej nocy, ale po tych 7.5 tygodnia dziecko zaczelo samo usypiac
          i to coraz wczesniej)
          Osobiscie mysle, ze tu nie chodzi o wyrachowanie, ale o brak wspolodczuwania z
          dzieckiem (nie uzywam slowa wspolczucie, bo to ci innego). Ale to przeciez
          twoje dziecko...
          Tak swoje droga ciekawa jestem jakie mialas oczekiwania piszac ten post.
          Chodzilo tylko o aprobate innych czy o odmienne opinie?
        • 11ulla Re: pierwsza lekcja "wychowania"-serce się kraja 28.10.03, 18:00
          Każdy sam wychowuje swje dziecko i sam powinien decydowac jak to robi. Jednak
          pozostawienie płaczącego dziecka na 20 minut jest okrutne...maluszek przede
          wszystkim musi czuc się bezpiecznie i nie martwić się czymś tak prozaicznym jak
          samotność. Taki maluszek jeszcze nie rozumie że nie jest sam jak nie widzi
          kogoś koło siebie...nie martw się, maleństwo nauczy się samo spać, nauczy się
          samodzielności jak poczuje się bezpiecznie na świecie
          wczesniej siedziało w ciasnym brzuchu, miło mu bulgotało, nie był nigdy głodny,
          nie było mu mokro, nie było mu za zimo czy za gorąco, nie miał problemów z
          zaśnieciem...a teraz ma wielki, nowy świat i wszystko jest obce

          Zastanow się moze, owszem wychowanie wychowaniem, ale placzące dziecko to nie
          jest najlepsze wyjście
          Jezeli masz pewność że ma sucho, jest najedzone i było poprzytulane....odłóż
          maleństwo do łóżeczka, nawet jeśli chwile pomarudzi....przyzwyczai się, że taka
          jest kolej rzeczy i od czasu do czasu powinno poleżeć sobie. Ale jezeli zaczyna
          mocno płakać, to znaczy ze jest za wczesnie na takie uczenie...ja np woziłam
          małego ze sobą w wózku...nie denerwował się jak mnie widział lub tylko słyszał

          niestety czasami tak jest, że dziecko ma problemy z zaśnięciem...ale czytałam,
          że niekiedy takie problemy łączą się ze strachem przed zostaniem samemu. POza
          tym tak naprawdę to jest bardzo miłe jak któreś z rodziców przed snem opowiada
          bajeczki, czyta książeczki czy w ogole np. szaleje...to moze być przecież takie
          60 minut dla dziecka, czy to naprawdę aż tak duzo???
          wiem że po całym dniu z dzieckiem jest się padnietym, też to przerabiałam i
          przerabiam (mam 65 miesiecznego synka)...ale nie mołabym spokojnie zjeść obiadu
          jak moj synek by płakał
          zreszta przez pierwsze 3 miesiące nie gotowalam regularnie, mąż zazwyczaj co
          drugi dzień jadł w barze - bo ja nie miałam jak ugotować, a sama jadłam coś na
          tempo zrobione. Do dziś żeby np pofarbować sobie włosy (czyli min godzina
          wolnego) otrzebuję kogoś do opieki, lub robię to poznym wieczorem jak malutki
          zaśnie
          zreszta z dnia na dzień jest coraz fajniej, każdego dnia moj synek czegoś się
          uczy i już nie potrzebuje cały czas byc z kims...już wystarczy, że ktoś jest w
          tym samym pokoju i co jakiś czas coś powie, już umie sam się pobawic
    • aga8888 Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 27.10.03, 23:27
      A czy pytalas pediatre, co mysli o takim wychowywaniu tak malego dzieciaczka?
      Mysle, ze jako jeszcze niezbyt doswiadczona mama powinnas poradzic sie w tej
      sprawie - najlepiej lekarza (wiem, ze mamy i tesciowe maja dziwne poglady,wiec
      o nich nie wspominam, ale wiekszosc mam ktore tutaj pisza ma ciut
      doswiadczenia wiecej...)
      Pediatra za to ma kwalifikacje bezsprzecznie.
      • mlodamama Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 28.10.03, 11:08
        "Tak swoje droga ciekawa jestem jakie mialas oczekiwania piszac ten post.
        Chodzilo tylko o aprobate innych czy o odmienne opinie? "

        agnes.en - to chyba jasne, że chciałam sie dowiedzieć, czy podobne sytuacje
        maja inne mamy i co robią. Ciekawi mnie natomiast skąd ta kąśliwość?
        • carolix Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 28.10.03, 21:04
          Droga Młoda Mamo

          nie miałam zamiaru Cie zranić z tym "wyrachowaniem", ale może to tak
          zabrzmiało. Myślę że żadna z nas nie próbuje być tutaj kąśliwa, tylko możesz to
          tak odbierać w ogólnym poddenerwowaniu.
          Poza tym Twój post może został źle odebrany, bo ja np. zrozumiałam że Twoje
          dziecko płacze czasem koło południa a Ty robisz z tego problem.
          Więc jeśli chciałaś się dowiedziec czy inne mamy mają podobne sytuacje i co
          robią to jeszcze raz Ci napiszę, że tak mają i myślę że bardzo dużo z mam. Mija
          to około 10-16 tygodnia. U mnie bliżej 16-tego smile))))))) Moje dziecko płakało
          od 6 rano do 23 wieczorem, i w dzień nie sypiało wogóle!!! do 2 miesiąca. Co
          robiłam? Nosiłam, nosiłam, nosiłam. Trzeba było nosić i chodzić. Teraz jestem
          mądrzejsza i pewnie bym kupiła chuste lub nosidło by móc cokolwiek zrobić.
          Od trzeciego m-ca zaczęło sypiać w dzień (najpierw 2 x po 40 minut), poza tym
          dalej płakało. Koło 4 m-ca przestało wyć bez przerwy.
          Trzeba to niestety przetrzymać bo na tym etapie dziecka nie da się wychować.
          Zaczęłam wychowywać gdy zauważyłam że cokolwiek zaczyna kontaktować ze światem
          i rozumieć.
          Też sypiał z nami. Teraz sypia tylko sam! bez żadnego usypiania! i jest bardzo
          pogodnym i przesympatycznym dzieckiem. (nadal ryczy przy ubieraniu !!! - nie
          znosi tego)
          Jak juz wcześniej napisałam, dopiero teraz jestem taka "mądra" gdy przez to
          wszystko przeszłam. Wcześniej też nie wiedziałam co robić, byłam załamana i
          wyczerpana.
          Nie wychowuj bo bedziesz załować. Ja żałuję że nie dałam mu jeszcze więcej
          ciepła tylko byłam zła że ryczy.
          Pozdrawiam Cie serdecznie
          Monika
          • mlodamama Re: pierwsza lekcja 'wychowania'-serce się kraja 30.10.03, 15:39
            Carolix - pozdrawiam Cię również!
            To jest tak, że jak sie nie ma doswiadczenia, żadnych do okoła koleżanek z
            małymi dziecmi, to sie wydaje, że jak maluszek teraz coś robi to już bedzie tak
            zawsze! Cieżko sobie wyobrazić, że dziecko w jakims wieku po prostu samo z
            siebie z pewnych zachowań wyrasta. Bo właśnie tak zrozumiałam wasze posty.
            Zresztą sama zauważam, że z dnia na dzień, tygodnia na tydziń jest coraz
            lepiej. Albo może ja sie czuję pewniejsza i już mnie wszystko tak nie stresuje.
            Pierwsza ciąża i pierwsze dziecko to na prawdę duży stres.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka