Robie porzadki w domu, i kartkuje rozne gazetki, typu Dziecko, w
poszukiwaniu artykulòw do zostawienia i do wywalenia, i oczywiscie
widze mase reklam.
wynika z nich ze dziecku sa niezbedne do rozwoju hustawki, maty,
zabawki ktore dzwonia, swieca, piszcza, i co tam jeszcze, ze karmic
trzeba na krzeselku z grzechotkami, a w lozeczku musza byc
ochraniacze z ciapki,fiolki i zwierzaczki, tudziez karuzelka.myc
dziecko trzeba musowo na przewijaku z wanienka zamiast pierwszej
szuflady... - a wozki ponizej 2000pln to w ogole sa
niedopuszczalne...
to i sie zestresowalam... ja mam lezaczek ktory nie gra, nie buczy,
nie swieci. dziecko w nim nie chcialo lezec do ponad 2 mcy, teraz
zaczelo sie bardziej podobac.hustawki nie mam, ochraniacze do
lozeczka leza w szafie, mata chicco ze zwierzakami tez - bo dopoki
maly lezy glownie an plecach,jaki jest sens go klasc,np na owieczke,
ktora beczy jak ja nacisnie plecami ?krzeselko do karmienia, zamiast
chicco polly magic mam chicco nie-magic po znajomych dzieciach
(pomijam ze polly juz widzialam ze ludzie sprzedaja za 40 euro ), a
wozek kupilam normalny, zeby sie miescil do bagaznika, zaden to
pojazd kosmiczny...
i teraz sie zastanawiam, czy ja odbieram cos mojemu dziecku, czy
wrecz przeciwnie , jest "do przodu"- bo ma matke z rozumem, ktora
sie nie daje zlapac na ladne obrazki, tylko sie z nim bawi,zamist
wsadzic w lezaczek ? i co sie nie daje nabrac na te reklamowe
pierdy? nawet nie powinnam sie nabrac, sama jestem niby
marketingowcem, i wiem jak to dziala, ale z wlasnym dzieckiem nawet
pediatra glupieje
ja i moje rodzenstwo nie mielismy tych akcesoriow, i wyroslismy na
ludzi - mielismy za to babcie i dziadkow, ktorzy z nami spiewali i
budowali domki z drewnianych klockow . moje dziecko nie bardzo
interesuja zabawki, troche pomacha gruchawka, i zaraz z powrotem je
wlasne raczki, za to lampy w domu, wzorki na poscieli, zaslonka
prysznica sa bardzo interesujace. i tak najlepsza zabawka to mama,
bo i repertuar sie zmienia, i kolory i wzorki na bluzkach... i do
zadnej zabawki maly sie tak nie rechocze, jak na dzwiek piosenki o
stokrotce polnej.czytamy razem gazety, lezac na kanapie, i ogladamy
listki na spacerach. dziec nie wydaje sie nieszczesliwy z takiego
wychowania, a ja uwazam ze masa tych sprzetow jest niepotrzebna.
jakie jest wasze zdanie? ktos wychowuje malucha tak, jak ja?