Dodaj do ulubionych

odważna(?) mama

24.11.03, 22:44
Wczoraj odwiedziłam rodzinę na wsi, gdzie bylo akurat dużo gosci, zwłaszcza
dzieci. Ja ze swoim prawie 4-miesięcznym synkiem, jako karmiąca wyłącznie
piersią byłam chyba postrzegana nieco dziwnie (czyt. odmieniec).Ale do
rzeczy. Jedno dziecko, które kończy za tydzień 6 miesiecy wsadzone było do
chodzika (!), brało do buzi zabawki z podłogi, po której wszyscy ludzie
chodzili w butach,jadło dorosły, najnormalniejszy rosół z makaronem, potem
jeszcze zona kuzyna,mamuśka dzidziusia, pakowała mu rozpaćkanego piernika i
inne suche ciastka, mam nadzieje, ze tego pysznego "pijanego Izydora"
i "Snickersa" nie. Najlepiej było z soczkiem, chyba typu "Kubuś" (a nie
Bobovita czy Gerber)najpierw spijał go z butelki ze smokiem ten niespełna
półroczniak, potem piła go jego siostra 3,5 letnia, a następnie prababcia 85-
letnia pociągnęła kilka razy z tego samego smoczka, twierdząc, że ona też
takie soczki lubi.Oblizywanie przez maę smoka i wsadzanie go do buzi dziecku,
to normalka.
Myślałam, ze osiwieję, jak to zobaczyłam!!!
Ponad 2,5 roku temu tez tu pisałam na edziecku, o tej samej zonie kuzyna,
która dzisiejszej 3,5 latce (rówieśnicy mojego drugiergo synka), a wówszas
również 5-cio miesięcznej dziewuszce dawała rosół z makaronem, a 9-cio
miesięcznej normalną wątróbkę, co jeszcze, wolę nie myśleć.
Co dziwne, jej dzieci są zdrowe, wyglądają kwitnąco.

Obserwuj wątek
    • dorotakatarzyna Re: odważna(?) mama 24.11.03, 22:59
      Wiesz co, moja ciotka tygodniowe dziecko karmiła kaszą manną na krowim mleku.
      Całą piątkę tak wychowała, i wszystko jest z nimi ok. A moje dziecko ma 8
      miesięcy i dostaje tylko bebiko sojowe, bo nawet po jabłkach ma alergię...
      Zresztą, zapytaj mamę. Gdy my byłyśmy małe, też nas tak karmiono. Wiem że mając
      6 miesięcy jadłam to co rodzice, i jakoś żyję.
      • aga173 Re: odważna(?) mama 26.11.03, 00:07
        Ostatnio moja kuzynka powiedziała mi ze daje dziecku od 3 m-ca krowie mleko i
        nic mu nie jest teraz je normalne obiady (wszystko) i waży ok.12 kg nie mając
        roczku.A ja się cackam ze wszystkim i też nie wiem co jest lepsze!!!!!!!!!!!
    • g_kasia Re: odważna(?) mama 24.11.03, 23:07
      O ile jedzenie rosołku, czy soczku typu "kubuś" mnie nie dziwi ani nie gorszy,
      to obrzydza mnie myśl, że po prababci soczek mogło pić to niemowlę... nie wiem
      może przewrażliwiona jestem... Ale nawet moja babci nie pozwalała, żeby Gabcia
      jadła, czy piła coś po niej, bo jak sama, wydaje mi się mądrze,
      powiedziała: "Stara jestem, po co dziecko ma moje stare, chore zarazki
      wypijać..." A babcia niewiele młodsza była od rzeczonej prababci - 81 lat
      skończyłaby w lutym...
      Pozdrawiam
      Kasia
      • betty_julcia Re: odważna(?) mama 25.11.03, 09:49
        Wiesz, ja też uważam że to picie babci i dziecka z jednego smoczka jest już
        przegięciem tylko dlatego że taka babcia ma inne zarazki i swoje już starcze
        choroby.
        Ja sama czasem jak smoczek upadnie wycmokam go jak nie mam wody pod ręką i to
        chyba nic złego. Uważam że dziecka nie powinno sie trzymać w zbyt sterylnych
        warunkach, wszystkiego wyparzać i uważać żeby broń boże nie wzięło niczego do
        buzi. Bo w końcu i tak weźmie i to będzie szok dla organizmu jak dostanie się
        straszny zarazek.
        Ja sama mam prawie 5 miesieczna córcię i bardzo na nią uważam, ale z glową.
        Fakt że nie daję jej rosołu tylko różne dziecięce zupki, przecierki. Ale daję
        jej np miodek na smoczku jak ma zły chumor, czasem przetrę jej winogrona bo
        lubi, dwe razy dałm jej trochę czekolady do polizania bo sama akurat jadłam.
        Bardziej się nią upaćkała niż polizała.
        Przecież jeszcze za naszego pokolenia jak byłyśmy małe mało kto miał dostę do
        Humany, jadłyśmy krowie mleko i inne różne rzeczy, które teraz uznawane są
        truciznę dla dziecka.
        A trochę wcześniej dawano dzieciom (chyba naszym rodzicom) cukier w gałganku a
        nawet mak żeby były spokojne. A nasi dziadkowie leżeli przy rowie w polu jak
        ich matki pracowały w polu. I nikt się nimi nie przejmował. I wszyscy żyjemy.
        A nasze dzieci jak tak dalej pójdzie jak za dwa lata wyjdą na dwór i napiją
        sie wody z kaluży to wylądują w szpitalu.
        Uważam, że dzisiejsze podejście do żywienia to lekka przesada.
        • zuzia_i_werka Re: odważna(?) mama 25.11.03, 10:17
          Hej! Zdecydowanie nie do końca mogę się zgodzić ze swoja poprzedniczką.
          Stwierdzenie,że wszyscy żyjemy nie jest prawdziwe bo śmiertelność była
          olbrzymia zwłaszcza tych dziadków,którzy lezeli przy rowachsad Poczytaj o tym
          ile dzieci umierało w niemowlęctwie-w każdej rodzinie kilkorosad A propos cukru
          w gałgankach to może właśnie jemu zawdzięczamy jakość uzębienia Polaków? Ile
          znasz osób zwłaszcza dorosłych bez próchnicy,dziur i pieńków? Owszem nie należy
          chować dziecka w sterylnych warunkach(to chyba jedyne w czym się ze sobą
          zgadzamy)ale trzeba też zachować zdrowy rozsądek.A oblizywanie smoków uważam po
          prostu za obrzydliwe-czy slina sie zmienia z wiekiem? O ile zdrowsza jest ta
          kobiety 30-40 letniej od tej 80 letniej? Taki argument to żaden argumentsmile
          Pozdrawiam!
        • mopek1 Re: odważna(?) mama 25.11.03, 10:21
          W wakacje spotkałam mamę, która dawała 4 miesięcznemu dziecku czekoladę z
          orzechami, kiedy zwróciłam jej uwagę, że to chyba nie jest dobry pomysł, bo
          pomijając fakt, że to czekolada, to orzechami poprostu może się zakrztusiś,
          zapytała mnie czy mam dzieci? Nie mam jeszcze (25 tydz.)- więc rozmowa była
          skończona. Mam nadzieję, że jak juz będę miała to ni zmienię podejścia. Zgadzam
          się z wami, że sterylne warunki to nic dobrego, ale są dowody na to, że nie
          oblizywanie dziecięcego smoczka zapobiega pruchnicy, a unikanie tłustych
          rosołków w okresie niemowlęcym to profilaktyka chorób układu krążenia w
          przyszłości. Piszecie dużo o tym jak same byłyśmy karmione i nasi rodzice, no
          ale zobaczcie ile osób ma nadciśnienie, chorobę wieńcową itd. te przesadne
          zalecenia biorą się właśnie z tąd, podobno żywienie dziecka ma koloslany wpływ
          na to jakie choroby (z otyłością włącznie) ujawnią sie po 30, 40 roku życia...
        • anndelumester Re: odważna(?) mama 25.11.03, 22:50
          Przecież jeszcze za naszego pokolenia jak byłyśmy małe mało kto miał dostę do
          > Humany, jadłyśmy krowie mleko i inne różne rzeczy, które teraz uznawane są
          > truciznę dla dziecka.
          > A trochę wcześniej dawano dzieciom (chyba naszym rodzicom) cukier w gałganku
          a
          > nawet mak żeby były spokojne. A nasi dziadkowie leżeli przy rowie w polu jak
          > ich matki pracowały w polu. I nikt się nimi nie przejmował.
          a i śmiertelność niemowląt była inna tzn wyższa. nie czarujmy się były dzieci,
          które takich eksperymentów nie przezyły. śmiertelność dzieci w wieku tzw.
          przedszkolnym też była bardzo wysoka.
    • gwiazdka19 Re: odważna(?) mama 25.11.03, 11:30
      a ja ostatnio usłyszałam od swojej tesciowej która pracuje na wsi ze jakas tam
      jej znajoma swojemu 4 mc-znemu dziecku dała kapusniak.Doznałam szoku.Dorosły
      ma wzdęcia po kapuscie a co tu mówic o takim maluszku.No i wg. mojej tesciowej
      ja powinnam isc w slady tej pani.Ehhh.No coment sadPodobno ludzie na wsi z
      racji tego ze nie maja czasu sie tak piescic z dziecmi jak my miastowe mamy
      wychowuja dzieci ciut inaczej.ale to jeszce nie powod zeby takie malenstwo
      faszerowac róznymi swinstwami na które bedzie miało jeszc czas.Najgorsze jest
      to ze niektórzy po prostu nie rozumijea ze podając cos za wczesnie robimy
      dziecim krzywde.Oczywscie ze dziecko powinno poznawac nowe samki ale na
      wszystko przyjdzie pora, a jesli chodzi o oblizywanie smoczka przez babcie to
      po poprostu zwaliło mnie to z nóg.
      • karolka_1 Re: odważna(?) mama 25.11.03, 12:03
        Witam,
        moja znajoma miała problem z karmieniem swojego kilkudniowego dzidziusia.
        Wszystkie mleka modyfikowane powodowały kolki albo mały nie chciał ich jeść.
        Zdesperowana siegneła po zwykłe mleko krowie - takie z woreczka. Mały pieknie
        pociągnął butle i teraz tylko pije takie mleko. Mnie to zszokowało...
        Po porodzie walczyłam o każdą krople mleka z piersi - bo to zdrowo, bo
        przeciwciala, bo dziecko lepiej się rozwija. Teraz dwa miesiące po porodzie
        kiedy trace pokarm - bo mała ma nietolerancje laktozy, wiec nie jem nabiału,
        nie moge jabłek bo kolki itp. - zaczynam mieć depresje kiedy podaje dziecku
        butle z modyfikowanym mlekiem sad
        Moja mama i babcia, kiedy usłyszaly opowieśc o krowim mleku spojrzały na mnie
        jak bym z księżyca spadła i powiedziały, że byłam karmiona tak samo i jestem
        zdrowa jak ryba....
        • froggie Re: odważna(?) mama 25.11.03, 12:27
          Tak sobie mysle, ze jak spokojne musi byc niemowle po takim rosolku, czy
          zapchane kaszka. Mnie sie nie chce ruszac po tlustym rosole.
          Czasem Dominisia jest tak zywotna, ze padam z nog- dam jej wtedy tlustego
          rosolu to sie nie ruszywink)))
          Oczywisice postalo mi to tylko w glowie.
    • mamadwojga Re: odważna(?) mama 25.11.03, 12:35
      Myślę że zarówno jeśli chodzi o higienę jak i o dietę należy zachować umiar i
      zdrowy rozsądek. Bo tak naprawdę to dziecko nie rodzi się z instrukcją obsługi
      (a szkoda) i to co akurat podajemy, czy czego nie podajemy i kiedy, silnie
      związane jest z naszą kulturą, regionem w którym żyjemy i tym podobne. NIKT,
      nie wie co tak do końca sprzyja dziecku a co nie. Gdyby była naturalna
      instrukcja obsługi byłoby łatwiej a tak czytamy różne poradniki, artykuły i
      wiedzione swoim instynktem robimy co uważamy za stosowne. Każda z nas kocha
      swoje dzieci, chce dla nich jak najlepiej i robi jak uważa dodając do tego
      swoją filozofię.
      Mój synek jakiś czas temu skończył 5 miesięcy i dopiero wczoraj dostał
      pierwszą zupkę w życiu. Kupiłam mu też pierwszą butelkę i dzisiaj dostanie
      pierwszy soczek. Dotychczas znał tylko smak mojego mleka. I to jest moja
      filozofia. Inne mamy wprowadzają pokarmy dużo wcześniej i też są gotowe bronić
      swoich racji. A KTO ma rację???? Zobaczymy dopiero w przyszłości- czy nasze
      dziecko będzie ciągle chorowało, czy będzie grube, chude, alergiczne...Na to
      pracujemy już we wczesnym niemowlęctwie. Ale jakie mamy prawo by osądzić, że
      kapuśniak jest "be"? JA bym nie podała kapuśniaku, ale może to jest dobry
      pomysł? Któż to wie.
      Pozdrawiam wszystkie mamy i ich bąki.
      • asia.mama.marcelego Re: odważna(?) mama 25.11.03, 13:49
        Ja tez znam mamuśkę, która jest bardzo odwazna. Przyczyniła się do tego tez
        pediatra jej synka. Otóż gdy mały był noworodkiem - miała zatruty pokarm!!!
        Więc jadł jakies mleko dla alergików. Potem jednak kazała podac mu mleko
        kozie, a jeśli wszystko będzie ok, spróbowac krowie. No i tak mały je krowie
        mleko, mannę, grochówkę(!), biszkopty od 3 miesiąca, kiełbasę itd...
        Zszokowało mnie także zalecenie przytoczonej tu pani pediatry, aby odstawic
        wszelkie witaminy tzn. c i d3, poniewaz dziecko jest "o miesiąc do przodu".
        Alez ci ludzie na wsi są nieuaktualnieni!!!

        Dodam jeszcze, ze mój synek jest o miesiąc młodszy a był większy i mężniejszy
        od tamtego, chociaz jego mamusia zmiotłaby mnie z powierzchni dmuchnięciem.
    • zorza28 Re: odważna(?) mama 25.11.03, 16:04
      Z moich obserwacji wynika, że na wsi dziewczyny postępują ze swoimi dziećmi wg
      utartych przez pokolenia schematów. Oczywiście nie wszystkie. Ale przykład mojej
      kuzynki, ma dziecko niewiele młodsze od mojej córki. Gdy pojechałam do niej to
      sie napatrzyłam. Wsypała do smoczka cukier i dała dziecku bo płakało a tak to
      przez jakiś czas było cicho. Oblizywanie smoczka jest na porządku dziennym.
      Dawała dziecku słodkie wafelki mała miała wtedy 8 miesięcy, Gdy powiedziałam, że
      moja Julka jeszcze nie je słodyczy to kuzynka powiedziała, że Ania to już od
      dwóch miesięcy je wafelki i bardzo je lubi. Następne zdziwienie, że ja daję
      córce soczki typu gerber a nie kubusie bo...... kubusie są tańsze. Obiad dała
      dziecku "dorosły" tylko trochę rozdrobniony. Nie było by w tym nic dziwnego
      gdyby nie to, że zupa była solidnie doprawiona wegetą a na drugie smażone
      kotlety. No i dobił mnie deser lizaki na patyku. Poczęstowała moją Julkę a gdy
      wzięłam od niej lizaka to usłyszałam, że lizaka dziecku żałuję. Każdy ma swoje
      sposoby na wychowywanie dzieci nie twierdzę że ja robię najlepiej ale może warto
      czasem sięgnąć po książkę np na temat żywienia. Robione są badania na ten temat.
      Ale po co przecież tysiące ludzi tak wychowano tylko potem się dziwią, że jest
      tylu alergików czy dziecko w wieku 2 lat ma zepsute zęby od słodyczy. I jeszcze
      jedno dziecko od września siedzi w domu bo zimno na dworze i posiedzi pewnie do
      kwietnia bo dopiero wtedy robi się cieplej.
      Pozdrawiam Ewa
    • est3 Re: odważna(?) mama 25.11.03, 18:57
      A mi się wydaje, że wszystko zależy od człowieka a konkretnie dziecka. Znam
      takich, którzy zębów w dzieciństwie nie myli a i teraz sporadychnie a mając 60
      mają wszystkie i zdrowe. A znam i takich, którzy bardzo o nie dbali i w wieku
      lat 20 mają już luki w uzębieniu.No cóż, dobre zębowe geny po prostu. Moja
      koleżanka, która po podstawówce urodziła dziecko karmiła je mlekiem z butelki,
      woreczków wtedy nie było, i dziecko pięknie się chowało. A Unia na pewno nie
      dopuściłaby go do handlu. Kiedyś o alergiach się nie słyszało a dziś to
      norma.To samo z wadami wzroku. A te wszystkie ograniczenia żywieniowe to
      przecież na wszelki wypadek. Jedno dziecko zje grochówkę i się ciężko pochoruje
      a drugiemu nic nie będzie. To tak jak z kontrargumentem: a mój dziadek pił i
      palił i żyje a ma 90 lat. No właśnie: jemu to nie zaszkodziło, ale czy to
      znaczy, że nie szkodzi?? A smoczków nie oblizuje się żeby nie przenosić
      bakterii powodujących próchnicę. I to akurat do mnie trafia. I to prawda,
      kiedyś sporo niemowląt umierało - selekcja naturalna. Z punktu widzenia
      biologii dobrze, a naszego żle. Ale w ten sposób pula genów się degeneruje i
      nasze dzieci takie dziedzictwo otrzymują a my dokładamy im jeszcze
      zanieczyszczenia itp. Est.
      • betty_julcia Re: odważna(?) mama 25.11.03, 20:17
        Ja dalej uważam, że nie ma co generalizować i osądzać innych. Ja karmiłam
        swoja Julkę piersią przez ponad 3 miesiące. Potem straciłam pokarm przez co
        bardzo rozpaczałam. Moja mama pocieszyła mnie że ja też byłam tylko na
        butelce. Wtedy uświadomiłam sobie że nic nie jest regułą. Ja, jestem wychowana
        na mleku od krowy a nie mam żadn ych alergii, żadne choroby się mnie nie
        czepiają, jestem zdrowa, silna, mam dużo energii-nic mi nie dolega i byle tak
        dalej. Natomias moja teściowa, która uważa że POWINNAM Julkę dokarmiać piersią
        (nie dociera do niej że nie mam pokarmu) karmiła swoje dzieci tylko piersią i
        to bardzo długo i nic im to nie pomogło. Z moim mężem jeszcze jest ok. poza
        alergiami i nadmiernym chuchaniem i dmuchaniem na siebie, natomiast jego
        siostra nie dość że ma na wszystko alergie, na słońce, na pyłki, na jedzenie
        itd to wciąż jest przeziębiona. I jaka tu reguła?
        Wydaje mi się że jak z głową się do wszystkiego podchodzi, nie przegrzewa
        dziecka, chroni przed kontaktem z chorymi to to też procentuje na przyszłość.
        jeśli chodzi o to co napisałam wyżej-ja też traktuję moje dziecko jak oczko w
        głowie, gotuję butelki za każdym razem, latam ze smoczkiem i myję go co chwilę
        ale jak nie mam dostępu do wody to nie uważam że obrzydliwe jest że go
        wycmokamn jak upadnie. Bardziej by było obrzydliwe jakbym go podała dziecku
        prosto z ziemi...
        Chucham i dmucham na moje dziecko,co nie znaczy że czasem wątpie czy jest to
        aż tak konieczne.
    • mika.r Re: odważna(?) mama 25.11.03, 22:14
      Hej!
      O oblizywaniu smoczka przez babcię mówić nie będę, bo wiadomo że to ochydne.
      Natomiast o jedzeniu...Jakiś czas temu był wątek w którym z ogromnym
      rozbawieniem wyśmiewano książkę o pielęgnacji i żywieniu dziecka sprzed 20 czy
      25 lat. Ja mam dwoje dzieci w wieku 14 i 13 lat które wychowałam na tej
      książce. Dlaczego? Bo innych nie było!!! Soczki w 6 tygodniu, zupki w 3
      miesiącu itp. Dzieci są zdrowe, duże, nie chorują i nie chorowały. Nie wiem co
      to znaczy, że dziecko jest np. więcej w domu niż w przedszkolu czy szkole. Z
      tego wynika, że w oczach niektórych jestem zacofana, niedoinformowana, i
      zaszkodziłam swoim dzieciom, zaniedbałam je, i w przyszłości z tego powodu będą
      słabe, chore na wieńcówkę, cukrzycę itp. Zastanówcie się czasami dziewczyny
      trzy razy nim coś napiszecie. Albo inaczej. Wyobraźcie sobie jaki ubaw z was
      będą miały wasze dzieci, że karmiłyście je piersią( butelką) i słoiczkami
      (swoją zupą).
      Rosołu nie miałabym odwagi dać. Ale jak gotuję dla rodzinki krupnik czy
      jarzynową, to moja 6,5 miesięczna Julia je z nami( po zmiksowaniu jej porcji).
      Zupy gotuję sama, a słoiczki traktuję awaryjnie, jak pizzę na telefon gdy nie
      mam czasu. Moje dzieci nie mają alergii itp. Powiem wam jeszcze że Julia je
      kaszę manną na mleku z woreczka. I nie mieszkam na wsi, tylko w dużym mieście-
      Gdańsku.
      A co do wsi? Fajnie się śmiać, ale rozejrzyjcie się trochę. Tam ludzie naprawdę
      często nie mają na wybór Gerber, a może Hipp? Wybierają najtańsze. Nie kupują
      mleka Modyfikowanego, bo od własnej krowy nie kosztuje. A swoje dzieci kochają
      tak jak my, a może mądrzej?
      Pozdrowionka
      Zacofana Monika
    • jamila Re: odważna(?) mama 25.11.03, 23:37
      Ho, ho, ten watek to istny przeboj!
      Z mojej strony powiem, ze nieraz slysze od osob zwlaszcza starszego pokolenia,
      ze za ich czasow (=kiedy byly mamami) nie bylo zadnego mleka w proszku, karmilo
      sie zwyklym od krowy i nic sie dzieciom nie dzialo, przeciwnie! To samo
      dotyczace kaszy mannej lub krupnika. NIedawno mlody ale bardzo biegly (w NDT
      BObath -b.nowoczesnej terapii niemowlat) rehabilitant namawial mnie (gdy
      skarzylam sie na klopoty z wprowadzaniem sloiczkow) na ugotowanie parwdziwego
      rosolu z PRAWDZIWEJ kury (najlepiej ze wsi), twierdzac, ze to bedzie naprawde
      lepsze dla mojej polrocznej corci.
      Te oblizywania - wiadoma rzecz, sama brzydze sie rzeczy przez innych
      oblizanych...Ale co do zywienia na wsi, napewno pozwala to uniknac alergii
      bardziej niz przesadne nasze zywienie (i sloiczki, co ktorych mam juz
      watpliwosci, zwlaszcza jak czytam sklad: wszedzie we wszystkim marchew, do tego
      skrobia pszeniczna bezglutenowa, ale jeszcze skrobia kukurydziana,
      skrobia...dodam, ze moja corcia regularnie ma po marchwi wysypke)

      Z drugiej strony na wsi taka kura napewno nie dostaje hormonow ani
      antybiotykow, wiec rosolek nie bedzie szkodzic. Ja sie ostatnio bije tego
      drobiu, bo slysze wciaz, jakie sa z tym przekrety. To samodotyczy wielu innych
      rzeczy. Zyjemy niestety w innej trzeczywistosci, nawet zwykle trawy czy drzewa
      nie pyla juz tym samym, co 20 lat temu! Stad taka fala alergii...
      A co do zabaw na podlodze - moze nie mialabym odwagi w ten sposob, ale czesto
      slysze, ze dziecko szczesliwe to dziecko 'brudne'. Tylko nie chwytajcie mnie za
      slowo (to i tak cytat wink). PO prostu dziecko, by sie porzdnie ubawic - i
      nauczyc swiata - potrzebuje sie troszke jak szczeniak potarzac...smile))
      • mamapabla Re: odważna(?) mama 26.11.03, 10:43
        Sama w przypływie rozpaczy - ośmiosiesięcznemu synkowi, który nie lubił niczego
        oprócz cycusia - dałam "polizać" odrobinę bigosu. Ale niestety to też nie
        posmakowało. Teraz już 13 miesięczny chudzielec " z wielkiej łaski" zje
        ulubioną zupę buraczkową, a reszta pożywienia jest "wrzucana do buzi" w trakcie
        zabawy. Łatwo mądrzyć się mamom, mającym dzieci, które zjedzą wszystko. Ja
        próbuję i słoiczki i tłuste zupska, aby tylko osłonić czymkolwiek te sterczące
        kości. I nie potępiam starych, maminych metod karmienia. Każde dziecko jest
        inne i jak zawsze niezawodna jest matczyna intuicja. Rób dziewczyno tak, jak
        uważasz za właściwe dla swego dziecka.
    • burza4 Re: odważna(?) mama 26.11.03, 16:19
      misieka napisała:

      > Ponad 2,5 roku temu tez tu pisałam na edziecku, o tej samej zonie kuzyna,
      > która dzisiejszej 3,5 latce (rówieśnicy mojego drugiergo synka), a wówszas
      > również 5-cio miesięcznej dziewuszce dawała rosół z makaronem, a 9-cio
      > miesięcznej normalną wątróbkę, co jeszcze, wolę nie myśleć.
      > Co dziwne, jej dzieci są zdrowe, wyglądają kwitnąco.
      >
      Dla mnie to wcale nie dziwne... Sama tez zaczęłam podawać zupki dość wcześnie,
      bo uznałam to za stosowne. Moja mała na piersi według mnie za wolno przybierała
      na wadze. A co do zdrowia, to ...co ma wisieć nie utonie. Zdrowa jest jak koń,
      alergii brak. Jestem akurat zwolenniczką poglądu o pewnym determiniźmie
      genetycznym, i wiele przykładów z najbliższego otoczenia mnie w nim utwierdza.
      Kuzyni mojego dziecka - karmieni piersią po 2 lata i mieszkający nad morzem -
      permanentnie chorują na gardło i przyległości, inni z kolei - tez długo
      karmieni - mieszkają na wsi (więc teoretycznie powinno to być samo zdrowie) -
      też też przerwy chorzy. Dzieci koleżanki - pierś i tylko pierś do upojenia - są
      giga-alergikami. Córka sąsiadki - chuchana i dmuchana (tyle, że wiecznie
      opatulona w sweterki i rajstopki) całą zimę przeziębiona. Koleżanka sama się z
      tego śmieje, ma 2 dzieci, i to karmione piersią jest chorowitym chuderlakiem,
      to na butelce - okazem zdrowia. Kiedyś sama dziwiłam się, jak pewni państwo
      dawali dziecku lat około 2 te gotowe chińskie zupki - ostre jak piorun. Oni
      twierdzili, że muszą mu jeszcze doprawić, bo inaczej mu nie smakuje. Albo
      bulwersował mnie widok matki dającej na oko ze 3-miesięcznemu dziecku na
      spacerze do poćmoktania chrupki kukurydziane - te paprykowe!

      A teraz myślę, że wiele z tych zaleceń czy "zabronień" jest mocno na wyrost.
      Profilaktyka chorób? A skąd można mieć pewność? Przecież są miliony czynników,
      które wpływają na powstawanie chorób. Skąd można wiedzieć, że jest to np.
      podawanie zupy niemowlęciu? Według mnie nigdy nie jest to tylko jeden czynnik.
      Naukowcy dostają miliony dolarów na najrózniejsze badania. I wydaje mi się, że
      jak ktoś się uprze, to jest w stanie udowodnić każdą teorię.

      I tak sobie myślę, że może wcale te obecne teorie nie są takie genialne? Może
      nie trzeba się aż tak bardzo przejmować? Może wcale nie trzeba się wczytywać w
      artykuły i poradniki i zdać się na instynkt?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka