Po raz kolejny proszę o radę

Wiem, że problem raczej trudny do rozwiązania "na odległość" ale liczę, że może któraś z Was miała podobny i jakoś udało się go rozwiązać. Wypróbuję wszystkie pomysły, bo mnie ich już brakuje. Otóż od jakiś dwóch tygodni moja córcia strasznie płacze na spacerach. Wczesniej nie było problemu. Chodziłyśmy nawet po 2-3 godz. Posiedzieć na ławce nie dała, ale przy spacerowaniu tyle wytrzymywała. Teraz każdy spacer zaczyna się od płaczu, czasem po "przegalopowaniu" się po osiedlu na jakiś czas przyśnie, ale jak się obudzi to już jest horror. Nie pomaga nic - ani smoczek, ani bujanie, ani odkrywanie (może za gorąco?) ani otulanie (bo może za zimno), ani podniesienie leżenia, ani opuszczenie, stawianie, opuszczanie budki, jazda po różnych podłożach, w róznych miejscach( bo za cicho albo za głośno)...brak mi pomysłów...szkoda mi z nią nie wychodzić bo pogoda piękna, ale każdy spacer to dla mnie horror...jak się rozpłacze nie można jej uspokoić...Poradzcie coś, prosze