Witam. Ogarnął mnie wielki CYKOR. I wpadłam na pomysł żeby może przełożyć ten
poród na przyszły rok, no przynajmniej na wiosnę

Ja wiem, że to samo
szczęście i jak pojawi się Mała to o wszystkim zapomnę, nie będzie miał
znaczenia ból, wysiłek, ale jakoś mnie to w ogóle nie uspokaja. Od paru dni
ledwo oddycham, tylko w jednej pozycji czuję się dobrze, boje sie wsiąść do
samochodu, a jak podniosę choćby rękę z gazetą to dostaje zadyszki i mam
wrażenie że zemdleję.
Gdybym jeszcze wiedziala dokładnie, kiedy nastapi wykonanie wyroku.. Miałam
już 3 terminy, każdy liczony inaczej. Najpierw było na 31.10, ale to termin z
kosmosu, pozniej okolice 15. 11. (ale bliżej 20), teraz ok.10 listopada.
Czyli jeszcze około 4 tygodnie, a ja mam wrażenie, że brzuch mi do tego czasu
eksploduje. Jest przeogromny, chociaż nie przytyłam dużo bo ok. 9 kilo.
No i jeszcze zostawiłam mojego M. we Wrocławiu a sama przyjechałam rodzic pod
skrzydłami Mamusi

Jak nie zdąży to sobie do końca życia nie wybaczę.
Boże , to wygląda jak przedporodowo-jesienna deprecha..