paulinka84
20.08.06, 10:07
Uważałam jak tylko się dało. Kiedyś zwróciłam uwagę teściom, że zabierają
małego na kolana jak siedzą przy kawie tłumacząc, że to jest chwila i nawet
nie będą wiedzieli jak filiżanka spadnie na niego. Moi rodzice uważali, bo
mama pracując w szpitalu napatrzyła się na tysiące poparzonych dzieci. Chyba
własnie dlatego byłam tak na tym punkcie uczulona. Kilka razy nawet zwróciłam
uwagę paniom w kawiarnii, kiedy podawały kawę przez wózek albo nad dzieckiem.
A tym czasem..... wczoraj siedzimy przy kawce w ogrodzie, mały siedział i
grzecznie się bawił w kojcu, ktory stał jakieś pół metra od stołu. Wstał i
zaglądał co jest na stole. Sześć dorosłych osób....... nagla wrzask, mąż
małego pod pache i pędzi jak szalony. Nikt nie wiedział co się stało. Dopiero
po chwili zobaczyłam przewróconą filiżankę i pobiegałam za nimi. Mały oparzył
sobie lewą rączkę. Sytuacja opanowana, nie ma pęcherzy, oparzenie 1 stopnia.
Płacz niesamowity. Stałam i trzęsłam się ze strachu do późnego wieczora. Mama
zadzwoniła do znajomej lekarki, która kazała trzymać rękę pod zimną woda. No
więc siedzieliśmy ponad godzinę nad wanną i laliśmy sitkiem wodę na oparzoną
rękę. Później nalalismy wody do miski i kapaliśmy zabawki.
Dziewczyny niech ten wątek będzie przestrogą. My mimo, że uważaliśmy to do
dzisiaj nikt nie wiem jak mały dosięgnął tę filiżankę. sześć dorosłych osób,
które przy tym było..... i nikt nie wie. To był moment. Ułamek sekundy, który
mam nadzieję, się nie powtórzy ani nam ani nikomu innemu. Mały dziś ma się
dobrze, na rączce ani śladu.....