cześć,
widzę że tu sporo dziewczyn już się wybiera do przejścia w stan matki polki a
ja dopiero pojawiam się na forum ciężarnych

. Od stycznia przestałam
pracować, więc mam czas na buszowanie po forach. Termin mam na 25 lutego, w
brzuchu Matyldę rozpoczynającą dziś 34 tydzień i będzie to moje pierwsze
dziecko. Tak poczytałam Wasze posty i w skrócie na ich podstawie mogę o sobie
powiedzieć tyle:
- wcale mi się nie śpieszy do rodzenia, głównie dlatego że chciałabym sobie
trochę wykorzystać to wolne i jeszcze poleniuchować, poczytać, pogrzebać w
internecie... no i szczerze mówiąc jakoś jednak pomijam w myślach sam etap
rodzenia chyba ze strachu co tu dużo mówić...
- zgodnie z zaleceniem lekarza prowadzącego nie walczę z naturą i będę rodzić
jak ta natura będzie chciała, choć miałam wielką nadzieję że dziecko ułoży się
do cesarki, ale widocznie źle odczytało moje myśli i wisi jednak głową w dół

- nie chodziłam do szkoły rodzenia, bo średnio dobrze znoszę zajęcia grupowe
(takie tam - "a teraz cała sala na raz dwa trzy oddycha"), poza tym bałam się
że jednak będą mówić o porodzie, a jakoś nie chce wiedzieć co się będzie
dziać(a taka już jestem wrażliwa, a co

)
- jeszcze ani raz nie dzwoniłam do położnej że mam skurcze (ba nawet nie mam
jeszcze położnej), nie byłam na izbie przyjęć ani na żadnych innych badaniach
nazwanych skrótami literowymi od czegoś tam,
- natomiast: chorobliwie, wręcz z obłędem w oczach, kupuję ubranka, dla
dziewczynki oczywiście

, och gdybym mogła kupiłabym już tonę sukienek,
jednak odrobina zdrowego rozsądku mnie przed tym powstrzymuje (no i to że
pensja jednak tylko raz w miesiącu

)
- oraz już rozglądam się za żłobkiem, co uważam za największe dziwactwo mojej
ciąży
To tyle o sobie. A o Matyldzie? jak powiedział lekarz "jest taka jaka powinna
być dziewczynka w jej wieku".
Pozdrawiam i będę na bieżąco.