Dodaj do ulubionych

a może wątek "OPOWIEŚCI PORODOWE" ???

16.02.07, 10:22
dziewczyny zakładam taki wątek do opisywania swoich porodów w szczegółach
może przyszpilimy go na góze???
jak macie ochotę to piszcie
ja narazie zrezygnuje z tej mozliwosci bo moj porod to trauma dla mnie jeszcze
ale te ktore mialy lekkie i szybkie porody
moga inne dziewczyny podniesc na duchu
a te ktore mialy porody ciezkie
moga tu wylac swoje frustracje


PROPONUJE NIEROZPAKOWANYM MAMOM CZYTANIE DOPIERO PO PORODZIE!!!!

pozdrawiam
a.
Obserwuj wątek
    • niuta_s oj anntenka 19.02.07, 18:23
      możemy sobie podać rękę... i nie bawią mnie opowieści typu patrząc na dziecko
      zapomnisz o wszystkich - nie zapomnę... ja w prawdzie na innym forum opisałam
      swój poród, ale nadal mam problem o mówieniu o tym, na samą myśl stają mi łzy w
      oczach
      • marysiowamama niuta_s wklej link z opowiesciami o swoim porodzie 20.02.07, 11:35

      • marysiowamama Re: oj anntenka 20.02.07, 11:37
        Ja tez już na tym forum dzieliłam się traumą z mojego porodu. Dodam że po
        pierwszym porodzie wiedziałam że to nie był ost., teraz po ost.przeżyciach
        przeraża mnie myśl że mogę być w ciąży i rodzić ponownie(a myślałam że mnie już
        nic nie zdziwi).
    • buska_77 Re: a może wątek "OPOWIEŚCI PORODOWE" ??? 19.02.07, 19:57
      ja na szczescie nie mialam strasznego porodu,i,pomimo bolu,ktory wtedy wydawal
      sie nie do zniesienia,chcialabym urodzic jeszcze raz.
      Ja z w wolnej chwili z przyjemnoscia opisze swoj porod ku pokrzepieniu serc
      wszystkich przerazonych przyszlych mam,bo sama taka jeszcze 8 dni temu bylam.
      Pozdrawiam.
    • niuta_s rodziłam na solcu 20.02.07, 16:02
      A więc jeszcze raz urodziłam 31.01.2007 o 5tej rano, mała ważyła 2920 i miała
      51 cm (- Renia czy moge prosić o zmianę w tabelce)
      W pierwszej minucie dostała tylko 5 pkt do 10 minuty życia dostała 9.
      Do szpitala trafiłam 26 stycznia (w piątek)– dostałam skierowanie od mojej
      gin, nie chciała mi dodawać leków na nadciśnienie, uznała że lepiej zrobi mi
      kontrola w szpitalu do czasu porodu. Trafiłam na nie odnowioną cześć szpitala
      – czyli 6 kobiet na Sali, 2 kabiny prysznicowe na pół piętra, no ale dało się
      żyć. Od niedzieli zaczęło się robić nieciekawie, szpital zamknięto dla
      odwiedzających – panujące retrowirusy. We wtorek przed 6 rano obudziły mnie
      skurcze, od kręgosłupa do podbrzusza, raczej nieregularne, równocześnie
      zaczęło mi się podnosić ciśnienie. Ok. 14-tej lekarz zdecydował o
      przeniesieniu na porodówkę, skurcze coraz bardziej dokuczliwe no i to
      ciśnienie. Niestety pomimo coraz bardziej regularnych skurczy rozwarcie na 1
      palec. O 17-tej ciśnienie miałam już na poziomie 190/130 w jednej ręce welfron
      z kroplówką na zbicie ciśnienia, w drugiej oxytocyna żeby przyspieszyć
      rozwarcie, oczywiście musiałam leżeć podpięta cały czas do ktg. Oprócz
      ciśnienia nagle w moczu pojawiło się białko – potraktowano to jako ostry atak
      gestorzy. Bóle były tak silne że się po prostu darłam. Na szczęście dotarł
      mój małż i przynajmniej psychicznie było trochę lepiej. Udało im się zbić mi
      ciśnienie, a rozwarcie po oxy doszło do 3 palców. Błagałam o znieczulenie.
      Miałam jak się później okazało szczęście że tej nocy miało dyżur 2
      anestezjologów (gdyby był 1 nie podano by mi znieczulenia). Żeby przyśpieszyć
      rozwarcie położna przebiła mi pęcherz płodowy – odeszły zielone wody. I w
      końcu dostałam znieczulenie. Ulga na 4 godziny – dostałam 4 dawki
      znieczulenia. Po 2-giej nocy rozpoczęły się skurcze parte – na które przestało
      działać znieczulenie. Niestety cały poród musiałam leżeć pod cholernym ktg, i z
      kroplówką. Kolejne 3 godziny to był koszmar, mała nie chciała wejść w kanał
      rodny, pchała się na pęcherz. Bez pytania mnie o zdanie zamontowano wakum, po
      próbie jego użycia moje dziecko cofnęło się do macicy, i ułożyło poprzecznie,
      zaczęło też tracić puls. Wtedy biegiem przeniesiono mnie na salę operacyjna i
      zrobiono cesarkę. Pierwsze 24 godziny moja Basia spędziła w inkubatorze – była
      dogrzewana, plus miała podawany tlen. Przyniesiono mi ją po wyjęciu z
      inkubatora. Kolejna doba, kolejny koszmar. Mała bardzo źle zniosła poród
      straciła 0,5 kg z wagi, miała non pobieraną krew, pokute obie rączki w
      przegubach i łokciach, to samo nóżki, na główce ślady po kroplówkach,
      przebierałam ja płakałam nad nią. Wyglądała strasznie, na szczęście w 4 dobie
      wszystko się unormowało, zaczęła przybierać na wadze i poprawiły się wyniki
      badań. Wtedy ja zaczęłam mieć problemy – nawał pokarmu i wysoka gorączka.
      Zanim znalazła się położna, która mi pomogła piersi mi mało nie wybuchły z
      nadmiaru pokarmu. S. Julita Pawelesz masowała mi piersi, pomagała odciągać
      pokarm, jak się grzałam pod prysznicem zajmowała mi się dzieckiem, przynosiła
      zamrożone okłady na moje zmasakrowane piersi – cudowna kobieta. Dzięki niej
      udało mi się dojść do siebie. Niestety gorączka spadać zaczęła dopiero w tą
      środę i w czwartek wróciłam w końcu do domu.
      Co do samego szpitala mam mieszane uczucia, opieka jest tam jak trafisz, jak
      wszędzie są ludzie i „ludzie”. Być może gdybym miała opłaconą położną o cc
      zdecydowano by szybciej, naprawdę nie rozumiem powodu użycia wakum, którego
      założenie było tak bolesne że mój małż wpadł na salę z zapytaniem co mi robią -
      tak wrzeszczałam, skótek jego uzycia jak napisałam wyżej. Kilku świetnych
      ginekologów, cudowny pediatra Pani K. Burzyńska.
      Miałam też szczęście po porodzie trafić na odnowioną cześć szpitala, czyli 3
      osobowe sale, w każdej Sali łazienka z prysznicem. Co do samego porodu wiem że
      za nim zdecyduję się na kolejne dziecko, będę miała na koncie kasę na cesarkę
      na życzenie, albo adoptujemy kolejne dziecko, nie zdecyduję się rodzić sn.

      Na koniec mały bilans:
      Minusy:
      - ciąża z problemami,
      - koszmarny poród,
      - wojna z nawałem
      Plusy:
      - nie mam ani jednego roztępu
      - do zrzucenia zostało mi 2 kg
      - mam cudowne dziecko
      PS. Zdjęcia małej w sygnaturce
      • marysiowamama Re: rodziłam na solcu 20.02.07, 18:42
        Oj dobrze że wszystko juz za Tobą (nami). Mała jest piękna

        ♥ MARYSIA
        • donzab81 Re: rodziłam na solcu 20.02.07, 19:32
          Śliczna córeczka-dobrze ,że juz po wszystkim .Aż wstyd mi się przyznać ,ale
          właśnie dlatego zdecydowałam sie na cc bo po pierwszym porodzie miałam straszne
          wspomnieniasad
    • nhania Re: a może wątek "OPOWIEŚCI PORODOWE" ??? 20.02.07, 20:41
      niunka przeraza mnie to co piszesz!
      ale ja własnie zeby uniknac takich sytuacji zdecydowalam sie na wywolanie porodu.
      miałam na dyzurze zaufanego położnika, anestezjologa i położną. o 8 podłączono
      mi oxytocyną, o 11 przebito pęcherz płodowy, ok 14 miałam rozwarcie na 4 i
      założono mi ZZO (do 14 bolało, ale powiedzmy że dopiero od 13 bardzo mocno).
      dosyć długo trwała ostatnia faza bo mała miała zbyt krótką pępowinę i cofała się
      do kanału. ale dzięki fantastycznej położnej która "wypychała" mi małą uniknęłam
      kleszczy - położnik chciał już zakładać bo nie było postępu, a mała momentami
      traciła tętno - spadała do 70 i troche sie bali.
      szycie krocza też ok -nic nie czułam
      opieka po porodzie- nad małą ok - często ktoś przychodizł i pytał jak mała
      trochę jak na moje nie znają sie na karmieniu piersia- i nikt sie nie
      interesował tym jak mi idzie
      a niestety mam płaskie brodawki wiec pierwsze dni w domu były bardzo ciężkie,
      ale dzieki poradni laktacyjnej w bydgoszczy karmie mała Antosię piersią i idzie
      nam całkiem dobrze.
      do minusów zaliczyłabym zatem bardzo niewygodne łóżka (przez co krocze bolało
      jeszcze bardziej) i brak pomocy przy karmieniu piersią
      do plusów - mam ANTOSIĘ i nic wiecej sie nie liczy!!!
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka