Dodaj do ulubionych

jestem wyrodną matką :(

11.06.08, 22:16
Siedzę i bęczę ze złości na siebie. Wieczorem przy usypianiu puściły
mi nerwy i tak strasznie zwymyślałam ją i naprzeklinałam na nią.
Jest mi tak wstyd. Emilka długo zasypia przy mnie, caly czas fika,
pyta sie "cio to" i rzuca smoczkiem, po czym mówi baa(m) i zaczyna
za nim " teatralnie płakać".Gdyby to zrobiła 5 razy, t wszytsko ok,
ale u nas zamieniło się w godzinną zabawę, a w międzyczasie świeżo
zakorkowane butelki z winem, które mój mąz zrobił zaczęły wybuchać i
zalały mi kawałek mieszkania. To wszystko zsumować i nerwy sięgnęły
zenitu. Jak ja mogłam tak postąpić, przecież jest moim oczkiem w
głowie, a ja ją potraktowałam jak śmiecia. Możecie mi napisać, jak
jestem głupia, zła... należy mi się. Mąż urwał się specjalnie z
pracy, żeby położyć Emilkę, bo ja nie byłam sobą.
Obserwuj wątek
    • ineze Re: jestem wyrodną matką :( 11.06.08, 23:01
      E nic się takiego nie stało. Myślisz, że Tobie jednej puściły nerwy?
      W końcu "tylko ludzmi jesteśmy"
    • buska_77 Nie jestes sama... 11.06.08, 23:53
      Mnie tez sie to juz zdazylo.Kiedys tak na niego nawrzeszczalam,ze
      biedny ze strachu schowal sie pod poduszke,a zaczol plakac jak go
      calowalam,tulilam i przepraszalam,czuje sie do dzisiaj podle jak o
      tym mysle sad ,ale zasnol w 2sekundy wink
    • thaigirl Kochana czy Ty nie jestes przypadkiem a ciązy? 12.06.08, 11:02
      A w ciązy to hormony przecież sama wiesz co robią z człowieka.
      Ja też będąc w ciązy nie raz tak wybuchłam, że jak krzyczałam to
      równocześnie się zasatanawiałam: boże co to za okropna baba tak
      wrzeszczy??? Bo sama siebie nie poznawałam.
      Kochana - spokojnie. Jest gorąco, Ty w ciązy, a jakby mi się wino
      rozlało to sama bym wrzeszczała, choć nie jestem w ciążysmile
      A na dzieci pewnie nie jeden raz się jeszcze porządnie zdenerwujemy,
      niestety... wszytsko przed nami...
    • niuta_s Re: jestem wyrodną matką :( 12.06.08, 12:34
      moja Basia też odstawia przedstawienie przed zaśnięciem, ale mam metodę -
      spróbuj może u Ciebie też zadziała - ok 19 biorę ją na podwórko i przeganiam
      między blokami od bramy do bramy robi ok 1 km - potem zasypia w ciągu dosłownie
      kilku minutsmile))

      ps. nie jesteś wyrodną matką, po prostu człowiekiemsmile) trzymaj się
      • ula_kanada been there done that :) 13.06.08, 01:59
        Ucieszylam sie jak zobaczylam ten post....bo mnie zdenerwowalo rzucanie
        jajecznica po kuchni dzisiaj wieczorem i po krzyknieciu odwrocilam dziecko w
        krzeselku do sciany....a to byl ryk...zrobilo mi sie smutno i sie
        wysciskalysmy....tylko czlowiekiem jestes...a wino mam nadzieje ze maz sprzatnal...
    • gosiak781 Re: jestem wyrodną matką :( 13.06.08, 13:46
      wiem o czym piszesz...
      ja w niedziele nie wytrzymałam i wydarłam sie na Filipka....aż go
      zatkało...
      miałam dosyc jego marudzenia, piszczenia, scen...bylam sama w domu,
      maz pracowal i byłam juz na wyczerpaniu sił...
      mało spał, zęby rosną i myslałam ze nie wiem co mu zrobie...
      no i wydarłam sie na niego...

      wiem wiem, ze tak czasem jest...
      zastanawiałam sie własne czemu jeszcze nie bylo takiego wątku....czy
      wszytskie Mamy tu maja nerwy ze stalismile)))))
      ahhhhhh
      • anhes Re: jestem wyrodną matką :( 15.06.08, 12:02
        nie mam nerwów ze stali ale niewyobrażalnym wydaje mi się burzenie poczucia
        bezpieczeństwa i zaufania mojego dziecka....
        • minka2403 Re: jestem wyrodną matką :( 15.06.08, 21:33
          No ja mam podobnie jak Anhes. Nie potrafilabym na niego krzyknac. Mialabym
          poczucie, ze wykorzystuje moja sile "ogromnego czlowieka" i stawiam go z gory na
          przegranej pozycji. Poza tym szkoda by mi go bylo - jakbym zobaczyla te wielkie
          przestraszone oczka... A zapewniam, ze nerwus ze mnie niezly. Jednak przy
          dziecku potrafie sie opanowac. Czesto mozna przeczytac w poradnikach,
          dzieciowych gazetach, itd, ze w krytycznej sytuacji lepiej wyjsc z pokoju na
          kilka minut, kilka razy zaczerpnac powietrze, wyzyc sie na poduszce i wrocic
          opanowanym. No mozna sobie tez wymamrotac w drugim pokoju kilka niecenzuralnych
          slow, jesli to pomoze. Ale krzyk na dziecko to tez jest jednak rodzaj
          przemocy... Ale niczyim sedzia nie jestem, tylko pisze o moich odczuciach.
        • gosiak781 Re: jestem wyrodną matką :( 16.06.08, 23:13
          no to gratuluje ze nigdy nie podnioslas chc troche glosu na dziecko,
          musisz miec aniolasmile))
          i to bez zadnych zlosliwoscismile
          wszytskiego dobrego
          • kamilka1979 Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 08:37

            Ja też bez złośliwości,podziwiam za opanowanie,bo ja po prostu czasami nie daje
            rady.Np.kiedy po raz 10 moje dziecko wywala stertę reklamówek z szuflady ,a ja
            po raz dziesiąty to zbieram,a za chwilę mają przyjść goście i ja mam pełne ręce
            roboty.To tylko taki przykład,ale moje dziecko nie jest jakoś nadmmiernie
            przerażone faktem ,że mama podniosła głos.
            • buns Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 08:48
              Ja powiem tak - jako nauczyciel nauczyłam się cierpliwości w pracy, w domu
              bywało gorzej (biedny mążwink)Ale od kiedy urodziła się Aga cierpliwość "wzrosła"
              - ale też mi się zdarza zdenerwować i lekko podnieść głos. Baaardzo rzadko, ale
              się zdarza.
              • anhes Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 09:01
                hej ale "lekko podniesc głos" a nawrzeszczeć tak ze dziecku tchu brakuje to
                chyba róznica co?

                również akcentuję słowa "nie wolno" albo "usiądź" gdy np staje na siedzeniu
                rowerka. To jednak coś zupełnie innego - nie ma na celu wyładowania złych emocji.
            • anhes Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 08:51
              nie jestem superopanowana, ale nie mogę porównać dziesięciolatka na którego nie
              raz nawrzeszczałam do takiego malucha. Dziesięciolatkowi wytłumaczysz ( często
              nawet nie musisz tłumaczyć) że cię wyprowadził z równowagi ale nie zmienia to
              jakoś zasadniczo waszych relacji - nadal go kochasz i może liczyć na twoją pomoc
              w trudnych sytuacjach.

              kilkunastomiesięczne dziecko, przyznasz jest jeszcze dość zagubione w
              otaczającym świecie a my jesteśmy dla niego ostoją bezpieczeństwa. One przecież
              nierozumieją tego dlaczego mama czasami robi się taka straszna i ono w końcu
              zatraci tę ufność - tak myślę. Gdzie się schroni przed krzyczącą matką? myślę że
              to jedna z gorszych rzeczy, przed szczekającym psem, wiertarką, obcym
              człowiekiem może się schronić w ramionach mamy a przed mamą gdzie się ma
              schronić??? zostaje samotne i przerażone tym bardziej.

              To moja teoria (która mimo tego że czasem mam dość, że zdarza mi się poryczeć ze
              złości jak mały ma gorszy dzień) nie pozwala mi na eskalację tych złych emocji.

              Nie potępiam nikogo...dziwi mnie tylko że nawzajem się usprawiedliwiacie i
              licytujecie która bardziej nawrzeszczała na swojego malca...

              Dlaczego nie ma społecznej zgody na tłuczenie malca bo matka czy konkubent nie
              wytrzymali bo nie chciało spać a jest taka zgoda wrzeszczenie?
    • irima2 Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 09:53
      Każdemu się może zdarzyć. Najważniejsze to to, że masz wyrzuty
      sumienia i zdajesz sobie sprawę że tak się nie powinno robić.
      Najgorzej jak rodzice znęcają się nad dzieckiem
      fizycznie/psychicznie wykorzystując swoją przewagę.
      Ja ostoją cierpliwości nie jestem. Dlatego unikam sytuacji, w
      których mogłabym się wkurzyć. Nie wytrzymałabym co wieczór usypiać
      małego, bo na pewno by się to kończyło jak u Ciebie - więc u nas
      zasypianie wygląda tak, że po kąpieli i kolacji kładziemy małego do
      łóżeczka, czytam krótką bajkę, daje zabawkę i smoczek i wychodzę.
      Jak zaraz mają przyjść goście i nie chcę żeby mi coś wyciągał z
      szafek to zabezpieczam szafki. Jak nie chcę żeby wchodził do kuchni
      i wyciągał wszystkie garnki to zamykam drzwi.
      I tym prostym sposobem mój synek jest samodzielny (umie sam zasypiać
      i sam się chwilę pobawić) a ja jeszcze nigdy na niego nie
      nakrzyczałam. Nie liczę oczywiście sytuacji kiedy mnie np. bije -
      ale to nie jest krzyk tylko stanowcze i opanowane "nie wolno".
      • gosiak781 Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 13:06
        wow, przeciez
        nikt tu nie pisze o znecaniu sie i nagminnym wrzeszczeniu na
        dzieci...

        jak wyzej ktoras napisala jestesmy tylko ludzmi i rozne sytuacje w
        zyciu bywaja,
        ja krzyknelam kiedy w samocodzie "teatralnie plakal" bo nic mu sie
        nie dzialo, a jechalam sama i moglabym spowodowac wypadek, i sie
        uspokoil, bo wiedzial ze mnie porpostu wykorzystuje. "Jak trwoga to
        do Mamy".
        Synek tez sam zasypia w łozeczku po kapieli, dostaje smoczek,
        puszczam mu kolysanki i zasypia (czsem lepiej czasem gporzej ale z
        nim nie siedze od małego).
        uwazam ze nie mozna az tak potepiac jak komus puszcza nerwy,
        przeciez dziewczyna nie uderzyla swojego dziecka, tylko na nie
        krzyknęla....i tak wiem, niepowinno sie tego robic, ale czasami sie
        to niestety zdarza.
        kazda z nas jest czasem przeproacowana i nie ma siły,
        Moj synek np. wielokrotnie idze do mnie jak sie mu czegos zabrania
        i "własnie teatralnie" placzem kladzie sie n apodlodze...nie zwracam
        uwagi, ale nie powiem zeby mnie to nie denerwowalo wewnetrznie jak
        ma taki dzien i robi to bardzo długo w nadziei ze "zmiekne". Ale
        staram sie nie mieknąć, bo wiem ze to zaprocentuje.

        • buns Anhes, gocha-sz 17.06.08, 13:37
          zgadzam się że nie powinno się usprawiedliwiać wybuchów złości , bo przecież
          nasze Maluszki właśnie płaczem/ewentualną złością zwykle sygnalizują że coś jest
          nie tak. Ale często tej cierpliwości nam brakuje, i wtedy podnosimy głos. Uważam
          też że są dzieci, że tak się wyrażę "prostsze"w obsłudze i takie bardziej
          absorbujące. Np. moja Aga ma ogromne problemy ze snem, jeśli chodzi o mnie i
          męża (mojej Mamie zasypia pięknie), i czasem usypiam ją ponad godzinę (tylko w
          wózku lub na naszym łóżku śpi). Przy piersi też nie zasypia. Więc czasem jest mi
          ciężko i jestem zmęczona, i rozumiem ,że nerwy mogą puścić (mówię tu o tonie
          głosu, nie o rękoczynach bo tych NIC nie usprawiedliwia)...I każdy ma przecież
          inny charakter....To takie moje przemyślenia...A gocha-sz pisała że jest w
          ciąży, więc i szleją w niej hormony i na pewno jest zmęczona. Gocha-sz - ja
          rozumiem jak się człowiek wewnętrznie gotuje jak Maleństwo nie chce spać, mimo
          że jest zmęczone....I jak się myśli, o zamknęła oczy, może zaśnie a tu nic z
          tego....
        • irima2 Re: jestem wyrodną matką :( 17.06.08, 14:34
          > wow, przeciez
          > nikt tu nie pisze o znecaniu sie i nagminnym wrzeszczeniu na
          > dzieci...

          Zupełnie mi o to nie chodziło - albo inaczej - właśnie o to.
          Jeżeli ktoś nawrzeszczy na dziecko bo puściły mu nerwy, ale wie że
          źle zrobił - no to cóż zdarza się i nie widzę w tym nic złego.
          W odróżnieniu do sytuacji kiedy ktoś wrzeszczy na dziecko, żeby się
          wyładować/poczuć się lepiej/wyleczyć kompleksy czy cokolwiek innego.
          Ale nie zakładam, że jakakolwiek lutówka się zalicza do tej drugiej
          kategorii.
    • gocha_sz Re: dzięki... 17.06.08, 13:39
      za wszystkie komentarze. POdziwiam te, którym nigdy nie puściły
      nerwy. Widocznie macie duże wsparcie rodziny. Ja jestem w ciązy,
      ostatnio musiałam zrezygnowac z pracy (gimnazja) bo miałam kłopoty
      zdrowotne, wszyscy mówią mi, że nie mogę tego i tamtego, ale przy
      prawie 1,5 rocznym brzdzącu jest to niemożliwe. Wcale nie jestem z
      tego dumna, bo wiem, że tak nie wolno robić. Ale cóż stało się...
      na szczęście córcia nie wzięła sobie tego do serduszka, bo dalej
      kroczy za mną jak cień. (A przy moich krzykach nie wyglądała na
      przestaszoną bo śmiała się do rozpuku.)
      W kazdym razie dziękuję za wszystkie uwagi, bo mogę się od was wiele
      nauczyć.
      • anhes Re: dzięki... 17.06.08, 18:01
        no widzisz bo też są różnice w charakterach dzieci. Mój zacharek od małego boi
        się hałasu, jak mąż ze starszym synem krzykneli podczas meczu "GOL" to mały tak
        się wystraszył że długo nie mogłam go uspokoić...

        to co napisałam napisałam patrząc przez własny pryzmat, przez pryzmat
        znajomości mojego dziecka. Być może Twoje dziecko się śmiało i dla niego to nie
        było nic strasznego ( nie sądzę by pojedyńczy incydent zachwiał poczuciem
        bezpieczeństwa - powtarzający się napewno) moje sie boi i dlatego na nie nie
        krzyczę. Znając moje dziecko jest mi łatwiej utrzymać nerwy na wodzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka