Oj wiele się działo ostatnio u mnie i tak jakoś nie było czasu
przysiąść do kompa...
Turkuć poszedł do przedszkola i choć początkowo szła tam ze śpiewem
na ustach, to teraz zaczyna schizować i wyje jak syrena przed
wejściem na salę. No nic, trza przetrzymać.
Odcumlowałam ją ostatecznie dwa tygodnie temu, bo cumul się
przegryzł i wisiał na jednym farfoclu, co groziło zatchnięciem
podczas snu. Dziecię ciężko się na mnie obraziło. Jeżeli ktoś powie
mi, że odsmoczkowanie prawie trzyletniego dziecia to bajka -
zagryzę. Wyrzucenie smoczka wyzwoliło w mojej córce
potwora
...
Bunt dwulatka przy tym co pokazuje teraz mój Turkuć to pikuś. Pan
Pikuś. Sceny, jakie urządza, powodują, że często wstyd gdzieś z nią
iść. I to ,, nie, nie chcę, nie będę, zostaw" wywrzaskiwane na
okrągło. Czasami chce mi się uciec z domu.
Z pozytywów - dziecię rozgadało mi się nagle na maksa, mówi bardzo
wyraźnie i całymi zdaniami, czasami jeszcze chrzani jej się
gramatyka. Dzięki temu ustawiczne awantury nabrały kolorystyki
słownej- gufniasz mi odpyskowuje

No i zaliczyła już pierwsze przedszkolne choróbsko, sraczko-
rzygaczkę, a wczoraj wróciła z gilami do pasa.
Ehhh, życie...
A co u was?