glorcia
30.04.10, 14:59
Na ile pozwalacie dziadkom (swoim rodzicom i tesciom) na ingerencje
w wychowanie swoich dzieci?
Ja uwazam, ze jako rodzice mamy prawo i obowiazek wychowywac swoje
dzieci, a rodzina powinna nas w tym wspomagac, czyli pomagac
wychowywac nasze dzieci tak jak my uwazamy.
Jednak szczegolnie moi rodzice, a w szczegolnosci moja mama nie
szanuje mojego podejscia, chce robic wszystko po swojemu, bo wie
lepiej i jej wymowka na wszystko jest, ze juz sie nie zmieni.
Nie chodzi tu o male rzeczy, ale jak tlumacze, ze nie krzyczymy
nigdy i tlumaczymy zawsze dziecku dlaczego czegos nie moze, tudziez,
ze krzykiem maly nic nie wywalczy... a babcia karmi go glownie
czekolada, nie pozwala mu plakac i daje wszystko, co chce. U nas
maly je z nami przy stole sam, u babci lata, a ona za nim... potem
oczywiscie probuje na nas wymusic to samo i po dniu, dwoch wracamy
do normy. Powiecie, ze babcia rozpieszcza, to normalne. W pewnym
sensie tak, jednak czuje, ze nie ma do mnie szacunku jako matki...
Widze, ze maly jest szczesliwszy z nami, bo sa oczywiste reguly i
granice. U babci jest sztucznie szczesliwy... rozdrazniony w sumie.
Boje sie, ze wyrosnie tak jak jego kuzynka: prochnica zebow taka, ze
mleczakow prawie nie ma (czekolada i podejscie, ze zebow dzieci myc
nie musza), nie siedzi nigdy z rodzina przy posilkach (babacia za
nia lata i karmi), krzyczy jak cos chce az dostanie, rzuca rzeczami,
trzaska drzwiami...
Rozmowy z mama koncza sie tym, ze sie obraza ale i tak robi swoje.
Obecnie stan jest taki, ze coraz rzadziej ja odwiedzamy... Wiem,
donikad to nie prowadzi...
Czy mam pozwolic mamie na to, by robila po swojemu, mimo tego, ze
widze, iz to zle wplywa na synka? Ja uwazam, ze nie, ale jak wyjsc z
tej calej sytuacji, by wlk byl syty i owca tez cala...