gosiulaart
27.05.10, 23:57
Witam.Mój 4,5 syn często zachowuje się skandalicznie!! Ogólnie jest
bardzo żywym ,wybuchowym,głośnym dzieckiem(choć zdarzają się chwile
bycia aniołem)Nie mam pomysłu na skuteczne kary dla niego.Jest typem
niszczyciela i złośnika.Mam wrażenie że wszystko co mu wpadnie w
ręce ulega destrukcji.Mój dom wygląda często jak
pobojowisko,oberwane listwy od paneli(nie wiedzieć z jakiego
powodu),urwane karnisze,poobrywane szafki z zawiasów,pomalowane
meble,połamane wszystko co się da.Wspina się wszędzie,na
parapety,stół,szafki,regały.Nie szanuje niczego,kredki połamie,puzle
pogryzie,książeczki porwie,co może powrzuca za regały i łóżka,jakaś
masakra!Na podwórku tylko wypadnie, musi wylać psu wodę z
miski,oberwać kwiatki,rozsypać piach na chodniku,w przelocie walnąć
w ucho młodszego brata,sam nie wie już co wymyślać.Jak coś mu nie
odpowiada potrafi okropnie pyskować,bić,pluć,do każdego kto mu się
nawinie.Wszelkie kary wyzwalaja u niego jakiegoś djabła! Jak był
młodszy sadzałam go na fotelu na kilka minut.Żeby go usadzić czasem
męczyłam się godzinę albo i dłużej.Kopał,pluł,wrzeszczał i nie wiem
co jeszcze.Zabieranie mu przywilejów kończy sie różnie.Np.odebranie
zabawki,zakaz oglądania bajki,zero wyjścia na dwór nic nie
załatwia.Często jest tak że godzi się na to i dalej sobie robi
jaja.Jest wtedy jeszcze bardziej złośliwy i co gorsza napuszcza
młodszego 2-letniego brata żeby też robił mi na złość.Sadzanie go w
jednym miescu już jest bezsensowne,dlatego wyprowadzam go czasem do
innego pomieszczenia np.łazienki (najmniej rzeczy do zniszczenia)
żeby się uspokoił.Są chwile kiedy tam posiedzi i wyżywa się na
kafelkach smarując je mydłem,lub na papierze toaletowym(to łagodna
opcja),ale najczęściej wpada w szał,w dosłownym tego słowa
znaczeniu!! Wrzeszczy w niebogłosy,kopie w drzwi,wyzywa,pyskuje(na
szczęście nie przeklina),no cierpliwość mi się kończy!Mówię że
wyjdzie jak się uspokoji i porozmawiam z nim jak przestanie
krzyczeć.Trwa to potwornie długo bo on jest potwornie uparty i nie
chce ustąpić,do tego zero skruchy!Potrafi się między atakami płaczu
śmiać i żartować ze mnie.Po walce w końcu przeprosi,ale tylko
dlatego żeby już wyjść,bo nie widzę żeby zrozumiał co źle
zrobił.Kiedy już się wyciszy próbuje mu spokojnie wytłumaczyć jego
zachowanie i czego nie wolno robić,tylko trudno się tłumaczy gdy
dziecko nie chce patrzeć w oczy odwraca głowę,zmienia temat i
kompletnie ignoruje to co chcę mu przekazać.Potrafi brzydko sie
zachować jak ktoś np.dziedek ,wójek,grzecznie się o coś zapyta
np.zwyczajnie co słychać,co jadłeś,w co się bawiłeś.Jak nie ma
ochoty odpowiadać,mówi spadaj,sio i inne.Jak tylko cos jest nie po
jego myśli już pokazuje rogi.Kompletnie nie słucha,nie reaguje na
polecenia nikogo,dopiero jak usłyszy konsekwencje swojego
niedosłuchu czasem reaguje.
Dodam że siedzę z dwójką w domu ,nie pracuję i mam dla nich
czas.Tylko jemu wiecznie coś nie odpowiada,wszystkie moje propozycje
zabaw,są nudne,jeśli już coś mu sie spodoba po 10 min zabawy zaczyna
się akcja niszczycielska,bo już mu się znudziło.Żeby nie broić cały
czas musi być aktywnie zajęty i ktoś przy nim ,rozmawiać,kierować
zabawą itp.No niestety trzeba cos jeszcze w domu zrobić i nie mogę
każdej chwili mu poświęcić.Jestem kreatywna osobą,mam mnóstwo
pomysłów na zajęcia z dziećmi ale skutecznie się zniechęcam kiedy on
po 10min fascynującej zabawy wpada w niszczycielski szał i zostawia
po sobie tajfun!
Ostatnio robi danteńskie sceny jak wołam go na obiad.Jest na
podwórku,a ja uprzedzam go że za 10 min.będzie obiad,przypominam mu
o tym jeszcze ze 3 razy,żeby kończył zabawę.Oczywiście nie chce,nie
jest głodny nie będzie jadł(dodaję,że zawsze nie jest głodny,jest
totalnym niejadkiem,ale to oddzielny temat)Siłą zaciągam go do domu
bo już wszystko na stole i każdy czeka.Zaczyna sie histeria! Mówię
że nie musi jeść,niech usiądzie z nami i poczeka na innych aż zjedzą
wtedy wyjdziemy.Siedzieć tez nie chce,chce na dwór i koniec.Zaczyna
dokuczać,bratu przy stole,robić sobie żarty,biegać z jednego
pomieszczenia do drugiego.Młodszy widząc to zaczyna za nim
gonić,istny meksyk!!Nikt nie może w spokoju zjeść,kosmos jakiś,nie
można go skłonić żeby usiadł.Już nawet przy stole ale
gdziekolwiek,jestem bezsilna!! I tak ostatnio mam.
Są dni jednak kiedy jest ok.Jest miły,grzeczny,popodlewa
kwiatki,nakarmi pieska,przypilnuje żeby kurki miały co jeść,uwielbia
każdemu pomagać w pracach domowych,zatroszczy się o brata,fajnie się
sam zabawi,nawet żadnego ślimaka nie zdepcze,bukiecik kwiatków mamie
przyniesie no życ nie umierać....do czasu aż ktos mu czegoś
zabroni,brrr! No co robić z takim delikwentem? Poradźcie.