kamila_21
25.08.10, 15:45
Otrzasnelam sie, dochodze powoli do siebie...
Nie jest tak zle jak sobie wyobrazalam, rozmawiamy, nie klocimy sie
i ogolnie jest ok. Oczywiscie koniec definitywny bez zandego ale.
Chyba to zaakceptowal...tak wiec zyjemy sobie niby razem ale odobno,
musimy tak pociagnac jeszcze kilka miechow i wtedy bedziemy zajmowac
sie podzialem wszystkiego. Mysle ze uda nam si to bez wiekszych
spiec.
W pracy dostalam kolejna propozyje awansu, stanowisko menadzerskie
wiec dlugo sie wahalam co zrobic, jednak trzech bossow mocno mnie
namawia, wierza we mnie i chca mnie na tej pozycji wiec postanowilam
sprobowac. Jutro skladam CV i czekam na rozmowe.
To tyle.
A co u was babki??